Ostatnio natknęłam się gdzieś na informację, że pisanie afirmacji lewą ręką (zakładając, że jest się praworęcznym) ma działać inaczej niż pisanie dominującą. Podobno angażuje inną półkulę mózgu i coś tam z podświadomością. Czy ktoś próbował? Zastanawiam się, czy to ma w ogóle sens, czy to jeden z tych pomysłów, które brzmią ciekawie, ale efekt jest taki sam jak przy normalnym pisaniu.
Słyszałem o tym. Logika jest taka, że pismo niedominującą ręką spowalnia proces i zmusza mózg do większego skupienia na każdym słowie - nie piszesz automatycznie, więc afirmacja nie przelatuje przez głowę bez echa. Czy to przekłada się na lepsze 'wejście' do podświadomości, nie wiem, ale sam efekt spowolnienia i skupienia jest realny. Próbowałeś kiedyś napisać cokolwiek lewą ręką po latach? Ręka się trzęsie, litery krzywe, siłą rzeczy jesteś tu i teraz.
Próbowałam przez jakieś dwa tygodnie. Mój zeszyt wyglądał jak pismo dziecka z podstawówki, ale rzeczywiście było coś innego w tym procesie. Trudno powiedzieć czy 'działało lepiej', ale pisanie było bardziej świadome. Może o to chodzi?
Ja mam pytanie trochę z boku - czy to musi być pisanie, czy mówienie afirmacji też można jakoś 'przestawić' żeby nie były na autopilocie? Bo ja mam problem z pisaniem w ogóle, wolę mówić na głos.
A powiedźcie mi, bo nie bardzo rozumiem - te afirmacje pisane lewą ręką, to się potem te kartki gdzieś chowa, spala, nosi przy sobie? Czy to tylko ćwiczenie i kartkę można wyrzucić?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się, czy efekt, o którym mówi Ismer - opór, dyskomfort - jest wbudowany w każdą technikę, która wymaga nieautomatycznego działania. Bo przy runach jest podobnie: zamiast patrzeć na symbol i wiedzieć od razu, czasem celowo zasłaniam część runowej tablicy i interpretuję z częściową informacją. Wymusza skupienie. Może to jest wspólny mianownik?
Wracając do samej techniki pisania lewą ręką - czy ktoś miał tak, że po tym pisaniu pojawiały się jakieś myśli, których wcześniej nie było? Mam wrażenie, że u mnie to nie tyle afirmacje działały inaczej, co po prostu siedziałam nad zeszytem dłużej i miałam czas na refleksję.
Ciekawy temat. Sama nigdy nie próbowałam, ale teraz się zastanawiam. Jadwisia, ile razy dziennie piszesz te afirmacje? Bo może problem nie jest w technice pisania, tylko w ilości albo treści samych afirmacji?
Wtrącę jeszcze jedno, bo ta rozmowa trochę rozchodzi się na boki. Pisanie lewą ręką jako technika ma sens wyłącznie wtedy, gdy rozumiesz po co to robisz - żeby wyjść z automatu, żeby być obecną przy słowach, które piszesz. Jeśli potraktujesz to jak kolejny obowiązek do odfajkowania, zmiana ręki nic nie da. To samo dotyczy zresztą każdej modyfikacji praktyki afirmacyjnej.
A skoro ktoś powiedział, że to technika psychologiczna, a nie magiczna - to po co to w ogóle na forum ezoterycznym? Szczerze pytam, bo nie rozumiem gdzie tu jest ezoteryka.
Mnie bardziej ciekawi to, co powiedziała Mirta kilka postów wyżej - że podczas pisania lewą ręką pojawiały się myśli, których wcześniej nie było. Czy to były myśli związane z treścią afirmacji, czy zupełnie niezwiązane?
Rozumiem, że Martynka_W stara się ostudzić interpretacje, i generalnie mam podobne podejście. Ale z drugiej strony - jeśli podczas pisania konkretnej afirmacji konsekwentnie wraca ten sam temat, to chyba warto to odnotować? Nawet czysto praktycznie, bez mistyki.
Właśnie coś takiego mi się zdarzyło. Pisałam afirmację o tym, że zasługuję na odpoczynek, i dwa razy z rzędu, przy lewej ręce, zaczęłam myśleć o jednej konkretnej osobie. Przez dominującą rękę nic takiego się nie działo. Nie wiem co z tym zrobić, ale nie potrafię tego zignorować.
To, co opisuje Jadwisia, jest ciekawe jako obserwacja, ale ostrożnie z wnioskami. Nie wiemy czy ta myśl pojawiała się częściej, bo lewa ręka coś 'otworzyła', czy po prostu dlatego, że pisałaś wolniej i twój umysł miał więcej miejsca na to, co normalnie byś zagłuszyła. Jedno i drugie jest możliwe.
Słucham i zastanawiam się - czy wy w ogóle zapisujecie te skojarzenia, które pojawiają się podczas pisania? Czy tylko piszecie afirmacje i tyle?
nie wiem, ja sama nie próbowałam tej techniki. Pytam bo logicznie wydaje mi się, że jeśli pojawiają się jakieś myśli przy trudniejszym pisaniu, to warto je mieć zapisane, żeby sprawdzić czy jest jakiś wzorzec. Ale to tylko moje myślenie, nie mam doświadczenia w tym.
Taki dziennik obserwacji to dobry pomysł niezależnie od techniki. Przy pracy z czakrami też się to robi - zapisujesz co czułeś przed i po, żeby zobaczyć czy jest jakaś regularność. Inaczej operujesz wyłącznie na wrażeniach, a to trudno sprawdzić.
A nagrywanie własnego głosu i odsłuchiwanie - ktoś to praktykuje? Zastanawiam się, czy słyszenie siebie z zewnątrz daje podobny efekt obcości jak pisanie inną ręką.
Wróćmy do pytania Dadzbog sprzed kilku postów, bo mi też kręci się w głowie - co się dzieje po kilku tygodniach pisania lewą ręką, kiedy to przestaje być dyskomfortowe? Czy ktoś tu stosował tę technikę wystarczająco długo, żeby powiedzieć czy się 'zużywa'?
Ja jestem za krótko, żeby odpowiedzieć. Mam może półtora tygodnia. Ale właśnie dlatego to pytanie mnie też dotyczy - bo nie wiem, czy robię to tyle ile trzeba, żeby cokolwiek ocenić.
Czytam ten wątek od początku i dziękuję wszystkim za tę rozmowę, naprawdę dużo mi to dało. Mam tylko jedno pytanie na koniec - czy jeśli ktoś jest leworęczny z urodzenia, to w ogóle ma sens próbowanie tej techniki? Bo dla takiej osoby prawa ręka byłaby tą 'trudną', tak?
Wracam do pytania o nagrywanie własnego głosu, bo Ismer powiedział że to inna kategoria, ale nie do końca mnie to przekonało. Jeśli opór przy pisaniu lewą ręką chodzi o to, że mózg nie działa automatycznie - to czy czytanie afirmacji bardzo wolno na głos, sylaba po sylabie, nie robi czegoś podobnego? Tam też nie ma automatyzmu.
To mnie trochę zatrzymuje. Jeśli nie ma badań, to skąd w ogóle wzięło się przekonanie, że lewa ręka 'otwiera podświadomość'? Ktoś wie, skąd pochodzi ta idea? Bo spotkałem się z tym w kontekście NLP, ale też w kontekście pracy z wewnętrznym dzieckiem - i nie wiem, czy to jedno źródło, czy kilka niezależnych.
Przy runach jest podobna sytuacja - te same znaki, różne tradycje, różne uzasadnienia. I jakoś ludzie pracują z tym całe lata bez jednolitej teorii. Nie mówię, że teoria nie ma znaczenia, ale praktyka bywa niezależna od tego, czy mamy ją akademicko opisaną.
Słucham tej dyskusji o źródłach i mam wrażenie, że schodzi ona dość daleko od tego, co mnie interesuje praktycznie. Pytam zupełnie serio - czy te różne uzasadnienia mają znaczenie dla kogoś, kto po prostu chce spróbować pisać lewą ręką i zobaczyć co się dzieje? Czy efekt zależy od tego, w jaki model wierzysz?
Szczere pytanie i zasługuje na szczerą odpowiedź. Efekt skupienia - spowolnienie, większa uwaga na słowo - pojawi się niezależnie od modelu, bo wynika z trudności motorycznej. Natomiast to, co zrobisz z tym co się pojawi podczas pisania, zależy już od tego, jak do tego podchodzisz. Ktoś, kto traktuje to jako ćwiczenie uważności, wyciągnie inne wnioski niż ktoś, kto szuka dostępu do podświadomości.
ja myślę podobnie jak ty. Zaczęłam śledzić ten wątek, bo sama zastanawiam się czy spróbować, i przyznam że ta dyskusja o NLP i półkulach trochę mnie przytłacza. Nie chcę mieć teorii, chcę wiedzieć co konkretnie robić i na co zwracać uwagę. Może ktoś mógłby to streścić w kilku zdaniach dla takich jak my?
