Wracając do tego, o czym mówiła Powojka i Werbena: czy 'otwieram się na to, co jest dla mnie dobre' można zmodyfikować, żeby brzmiało jeszcze mniej jak zobowiązanie? Bo część osób może czuć, że nawet słowo 'dobre' zakłada, że wie, co jest dla niej dobre.
rano, zaraz po przebudzeniu, przed telefonem i przed jakimkolwiek myśleniem o planach. W tym momencie opór jest najniższy, bo głowa jeszcze nie weszła w tryb oceniania. Potem przez cały dzień mogłam do niego wracać, ale zakotwiczenie rano było kluczowe.
To mnie zastanawia, czy pora dnia naprawdę ma znaczenie, czy to tylko kwestia nawyku. Bo wiem, że w niektórych tradycjach słowiańskich świt był momentem 'otwierania' dnia i intencji. Ale nie wiem, czy to tylko symbolika, czy coś więcej.
Dobra, to mam pytanie, które mnie dręczy przez cały ten wątek: jeśli afirmacja jest bardzo ogólna, to skąd wiadomo, że przynosi efekty? Jak rozpoznać, że 'jest dla mnie miejsce' zadziałało, skoro nie ma żadnego konkretnego celu do sprawdzenia?
Madzialena zadaje dobre pytanie i myślę, że to jest sedno całego wątku. Przy bardzo ogólnej afirmacji efekt nie jest mierzalny przez wynik zewnętrzny. Mierzysz go przez to, jak się czujesz po tygodniu, dwóch. Czy coś się poluzowało. Czy coś, co wcześniej było napięte, przestało tak cisnąć. To nie jest namacalne, ale da się to odczuć.
A jeśli ktoś, tak jak ja, jest bardzo sceptyczny i będzie szukał dowodów, że nic nie działa? Nie żartuję, bo mam w sobie taki odruch, że jak coś nie zadziała po tygodniu, to już skreślam. I nie wiem, czy to mój problem, czy to znaczy, że ta technika po prostu nie jest dla mnie.
Wracam do tego, co mówiła Werbena o porannym zakotwiczeniu. Próbowałam czegoś podobnego, ale mój poranek wygląda tak, że mam pięć minut między wstaniem a wyjściem. Czy coś tak krótkie ma w ogóle sens, czy to musi być jakiś rytuał z czasem i skupieniem?
Słuchając tego wszystkiego zaczynam rozumieć, że mój problem z afirmacjami był taki, że szukałam zdania, które będzie prawdziwe i mierzalne jednocześnie. A 'jest dla mnie miejsce' działa chyba właśnie dlatego, że nie da się tego sprawdzić ani obalić. Czy to jest właśnie ta ogólność, o której mówiłam na początku?
To jest bardzo dobra obserwacja. Zdanie, którego nie możesz obalić, nie aktywuje twojego wewnętrznego adwokata diabła. I dlatego wchodzi łatwiej. Nie chodzi o to, żeby afirmacja była prawdziwa, tylko żeby nie była kłamstwem, które mózg natychmiast wyłapuje.
To wychodzi na to, że afirmacje w panice to zły moment, a po panice jest za późno, bo stres już minął. Gdzie jest ten właściwy moment? Chwilę przed? Ale skąd wiadomo, że zaraz będzie napad?
Czyli rozumiem, że afirmacja to raczej codzienny trening niż apteczka pierwszej pomocy. Ale mam jeszcze jedno pytanie, bo zostało ze mnie z poprzednich postów: jak afirmować coś, czego ja sama jeszcze nie umiem nazwać? Bo moje poczucie, że czegoś mi brakuje, jest bardzo realne, ale nie wiem co to jest. I nie wiem jak ubrać to w zdanie.
To jest chyba najuczciwsze pytanie w tym całym wątku. I odpowiem wprost: nie musisz wiedzieć co to jest, żeby pracować z afirmacją. Zdanie może wskazywać kierunek bez nazywania celu. Na przykład 'otwieram się na to, czego potrzebuję' albo 'jestem gotowa przyjąć to, co dla mnie dobre' - to nie jest kłamstwo, nie jest też konkret. To jest pozwolenie. I układ nerwowy to przyjmuje inaczej niż zdanie, które brzmi jak życzenie, którego spełnienia sam sobie nie dowierzasz.
Przepraszam, że wchodzę, ale czy to nie brzmi jak autohipnoza? Powtarzasz coś do momentu, aż zaczniesz wierzyć. I to ma działać dlatego, że powtarzasz wystarczająco długo? Nie oceniam, po prostu chcę rozumieć mechanizm, bo jak go nie rozumiem, to trudno mi ufać.
A ja mam pytanie do Powojki, bo od początku o tym czytam: skąd w ogóle wiedzieć, że afirmacja 'jest dla mnie miejsce' pasuje do ciebie, skoro sama mówisz, że nie wiesz czego szukasz? Czy to zdanie po prostu pasowało emocjonalnie, czy jakoś je wybrałaś?
to jest chyba jedno z lepszych kryteriów doboru afirmacji, jakie czytałam w tym wątku. Nie 'czy to jest logiczne', tylko 'czy coś się otwiera, kiedy to mówię'. Czasem te zdania wychodzą z bardzo nieoczywistych miejsc, z zasłyszanego tekstu, ze snu, z czyjegoś zdania w rozmowie. I działają lepiej niż starannie skonstruowane formuły.
Wracając do paniki, bo to nie zostało do końca domknięte: Czesia61 mówiła, że w szczycie napadu afirmacja słowna nie działa. Ale co z momentem, kiedy czuję, że zaczyna narastać? Czy wtedy to zdanie, które już mam 'zakorzenione' przez codzienną praktykę, może działać? Czy to jest właśnie to okno, o którym pisała Otylka?
A jak się ma do tego sytuacja, kiedy stres nie jest napadem paniki, tylko takim codziennym, ciągłym napięciem? Bo ja nie mam dramatycznych epizodów, tylko jestem stale trochę spięta i nie umiem tego wyłączyć. Czy afirmacja może pomóc w czymś takim, czy to jest za delikatne sposób na coś, co trwa cały czas?
Mam inne pytanie do Simmy, bo coś mnie nurtuje od kilku postów. Mówiłaś o zdaniach, które są 'pozwoleniem', a nie konkretnym życzeniem. Ale jak to wygląda przy celach, które jednak da się nazwać? Powiedzmy ktoś wie, że chce więcej spokoju w konkretnych sytuacjach. Czy wtedy też lepiej zostać przy ogólnym, czy można zejść do szczegółu?
Wracam do wątku, bo zastanawiam się nad czymś od dłuższego czasu. Simma mówiła o zdaniach jako 'pozwoleniu', Czesia61 o oknie przed napadem. Ale co z momentem, kiedy już jesteś w tym napięciu i próbujesz sobie coś powiedzieć, a to zdanie po prostu nie dochodzi? Ja mam tak, że w takich chwilach to 'jest dla mnie miejsce' brzmi jak z innego świata. Zupełnie się od mnie odbija.
to jest normalne i ważne, żebyś to powiedziała. W szczycie napięcia zdanie afirmacyjne może nie tylko nie pomóc, ale aktywnie drażnić, bo kontrastuje z tym, co czujesz. Mózg nie wierzy. To nie jest problem z tobą ani z afirmacją, tylko z momentem. Pytanie brzmi: co robiłaś zanim próbowałaś tego zdania? Bo jeśli nie było żadnego zejścia z napięcia, to afirmacja wchodzi w złą glebę.
Mam wrażenie, że w tym wątku mówimy o dwóch różnych celach jednocześnie i trochę się to miesza. Jedno to afirmacja jako codzienna praktyka budowania przekonania, drugie to afirmacja jako coś, po co sięgasz w kryzysie. Te dwa zastosowania mają chyba inną logikę i inny dobór zdania. Czy ktoś to wyraźnie rozdziela w swoim podejściu?
Ja mam pytanie, bo moja sytuacja jest trochę inna niż panika. U mnie to jest to stałe napięcie w tle, o którym pisałam wcześniej. I zastanawiam się, czy dla takiego stanu zdanie ogólne, jak to 'jest dla mnie miejsce', może działać długoterminowo, czy jednak po jakimś czasie powinna się pojawiać potrzeba czegoś bardziej konkretnego?
