I właśnie to mnie prowadzi z powrotem do pytania o wiek. Czy starsze osoby mają większą trudność z tym 'wejściem w opór' nie dlatego, że nie chcą, ale dlatego, że przez dziesiątki lat nauczyły się bardzo sprawnie go omijać? Pytam serio, bo moja sąsiadka miała ten schemat perfekcyjnie rozwinięty - zmieniała temat zanim w ogóle dotarła do czegoś trudnego.
Tak, i to jest moim zdaniem jeden z realnych mechanizmów różniących starsze osoby od młodszych w tej pracy. Nie głębokość przekonań, nie twardość, ale sprawność mechanizmów obronnych. Lata praktyki w unikaniu pewnych myśli robią swoje. To nie jest wada - to był przez długi czas adaptacja. Ale przy afirmacjach staje się przeszkodą.
Czytam tę dyskusję od początku i mam wrażenie że mówicie głównie o osobach, które mają jakieś konkretne traumy albo głęboko zakorzenione problemy. A co z kimś starszym, kto po prostu chce być bardziej pozytywny na co dzień i nie ma żadnych wielkich blokad? Czy dla takich osób afirmacje też są trudniejsze w starszym wieku czy łatwiejsze?
To dobre pytanie, bo ja właśnie jestem taką osobą, o której piszesz - bez wielkich traum, po prostu chcę się lepiej czuć na co dzień. I mam wrażenie, że ta cała rozmowa mnie trochę przerasta, bo zakłada że każdy ma jakiś konkretny problem do przepracowania. A ja po prostu chcę wstawać rano z lepszym nastawieniem. Czy dla kogoś takiego afirmacje w ogóle mają sens?
Wracając do wątku o mechanizmach obronnych, który Darka podniosła - to jest faktycznie coś, o czym rzadko się mówi wprost. Skupiamy się na słowach afirmacji, na powtórzeniach, na języku. A mechanizm obronny działa zanim w ogóle dojdzie do świadomego przetwarzania. Starsze osoby mają te mechanizmy głębiej wyrobione nie dlatego, że są gorsze, ale dlatego, że miały więcej lat na ich ćwiczenie.
Przepraszam że się wtrącę, ale chciałam zapytać o coś innego. Czy to jest tak, że starsze osoby potrzebują innych afirmacji treściowo, czy tylko innego tempa i podejścia? Bo czytam całą tę rozmowę i nie jestem pewna czy mówicie o formie czy o treści.
A wróćmy na chwilę do tej kwestii z powtórzeniami, bo Walentynkaa trochę to zbagatelizowała wcześniej i nie do końca się zgadzam. Nie chodzi mi o mistykę liczb, ale o to, że rytm sam w sobie ma znaczenie. Różne tradycje niezależnie od siebie dochodziły do podobnych liczb. Może to nie przypadek?
ja mam takie pytanie bo troche nie rozumiem - jak ktos mówi że afirmacja ma być 'w moim języku' to czy to znaczy że moge pisać tak jak mówię na co dzień, nawet jak niegramatycznie? Bo jak piszę poprawnie to mi brzmi sztucznie
Ciekawe jest to, co Jarek83 mówi o ekspozycji bez katastrofy jako mechanizmie aktualizacji. Ale mam takie praktyczne pytanie: moja sąsiadka, o której wspominałam, zaczęła i po kilku dniach powiedziała że czuje się głupio, jakby sama siebie oszukiwała. To jest właśnie ten opór, czy coś innego?
To jest klasyczna forma oporu, ale konkretna - poczucie niezgodności między tym co mówię a tym co wiem, że jest prawdą. To dobry znak, bo znaczy że afirmacja dotknęła czegoś realnego. Problem jest wtedy, gdy ktoś z tym poczuciem rezygnuje. A właśnie starsze osoby częściej rezygnują, bo mają mniejszą tolerancję na dyskomfort poznawczy, który nie przynosi szybkiego efektu.
A wracając do tego, od czego zaczęłyśmy ten wątek - czy ta prostota, o której mówi Gienia, jest czymś, co przychodzi z wiekiem? Bo moja sąsiadka zaczęła od gotowych afirmacji z książki i mówiła, że brzmią jak z reklamy. Może osoby starsze szybciej odrzucają to co sztuczne?
Myślę że tak, ale to nie jest kwestia wieku biologicznego. To kwestia tego ile razy człowiek już próbował coś zmienić i co z tego wyszło. Ktoś starszy ma statystycznie więcej takich prób za sobą i szybciej rozpoznaje co jest puste, a co ma ciężar. Ale to samo może mieć trzydziestolatek z trudnym życiorysem.
Zastanawiam się nad czymś co Walentynkaa rzuciła - zamknięte okna. Ale czy nie jest tak, że część tych okien jest zamknięta tylko w głowie? Że właśnie afirmacje mają pomagać to zrewidować? Nie mówię o cudach, ale o tym, że ludzie za wcześnie decydują co jest możliwe.
A wracając do tej sąsiadki Darki - zastanawia mnie coś. Ona czuła się głupio i jakby sama siebie oszukiwała. Ja to znam. Ale u mnie to minęło po może tygodniu? Czy to jest tak, że starsze osoby dłużej trzymają to poczucie głupoty, czy szybciej?
mam pytanie troche z boku ale pasuje do tematu - czy jest sens robić afirmacje jak ktoś jest bardzo zmęczony? Moja babcia mówi że wieczorem jak jest zmęczona to jest bardziej podatna na cokolwiek, a mój kolega mówi odwrotnie że zmęczenie blokuje. Kto ma rację?
To co Gienia mówi o stanie między snem a jawą - moja sąsiadka sama powiedziała, że jedyny moment kiedy afirmacje nie brzmią dla niej głupio, to właśnie ten moment kiedy zasypia. Może to jest wskazówka dla niej, żeby zacząć od tego zamiast od porannej kawy?
To bardzo konkretna obserwacja. I ona sama do tego doszła, co jest ważniejsze niż gdyby ktoś jej powiedział. Własna obserwacja ma inny ciężar niż instrukcja. Powiedz jej żeby z tym poszła, nie kombinowała z innymi porami dopóki tego nie sprawdzi.
To co Darka napisała o sąsiadce - że jedyny moment kiedy afirmacje nie brzmią głupio to zasypianie - mnie to uderzyło. Bo ja mam dokładnie tak samo i nigdy nie łączyłam tego z wiekiem. A tu nagle myślę że może to jest coś głębszego. Że wieczorne zmęczenie i ten stan przed snem to jest dla niektórych osób jedyna szczelina gdzie coś wchodzi bez oporu?
Ale jest drugie dno tego co mówi Sonia. Jeśli starszy człowiek budzi się wolniej, leży dłużej, ma ten stan między - ale jednocześnie budzi się z bólami, z myślami o zdrowiu, z lękami które przyszły w nocy - to to okno jest przez to wszystko zasłonięte. Afirmacja 'jestem zdrowy i silny' wypowiedziana przy bólu pleców może brzmieć jeszcze bardziej fałszywie niż rano przy kawie.
a wracajac do babci - ona mi powiedziała jeszcze jedno, że jej afirmacje działają lepiej jak je sobie sama wymyśli a nie bierze z ksiązki. Czy to ma sens czy to tylko jej wrażenie?
Ta historia z babcią Kasieńki bardzo przypomina to co opowiadała mi sąsiadka. Ten sam opór wobec gotowych formułek. Zastanawiam się teraz czy to jest coś specyficznego dla starszych pokoleń, że mają większą niechęć do języka który nie jest ich własny. Może to jest kwestia tego jak się dorastało - bez social mediów, bez gotowych afirmacyjnych grafik na Instagramie?
To trop wart rozwinięcia. Młodsze pokolenie jest oswojone z gotowym językiem motywacyjnym, widzi go wszędzie od dzieciństwa. Dla kogoś kto dorósł bez tego - sztuczne zdanie 'jestem pełna obfitości' brzmi obco. Ale to nie znaczy że jest gorsze. Może znaczy że trzeba inaczej wejść w temat.
Mam pytanie może naiwne ale mnie nurtuje. Czy te własne afirmacje babci Kasieńki to są wtedy dalej afirmacje czy to jest już coś innego? Bo jak sama wymyśla i mówi swoimi słowami to może to bardziej jak modlitwa albo życzenie?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że starsze osoby mają jakby więcej naturalnych zasobów do afirmacji - rano leżą dłużej, mają własny język, mają doświadczenie. A mimo to podobno gorzej wychodzi. Coś tu nie gra. Może problem nie jest w zasobach tylko w czymś innym?
ale czy ten sceptycyzm da się jakoś obejść? Bo moja mama ma dokladnie to o czym mówicie i jak jej proponuję żeby spróbowała afirmacji to ona mówi że to bajki dla naiwnych. Nie wiem jak do niej trafić.
To co mówicie o nazwie mnie zastanawia z innej strony. Czy te same słowa działają inaczej zależnie od tego czy wiesz że to afirmacja czy myślisz że to coś innego? Bo to by znaczyło że sama świadomość techniki coś zmienia.
Ale to rodzi kolejne pytanie, które mnie tu od początku chodzi po głowie. Czy starsze osoby mają więcej tej blokady analitycznej właśnie dlatego że są starsze, czy dlatego że wychowały się w innej kulturze? Bo to są dwie różne rzeczy. Ktoś urodzony w latach pięćdziesiątych żył w środowisku gdzie takie rzeczy były traktowane co najmniej z przymrużeniem oka.
