Zastanawiam się nad czymś, co nie daje mi spokoju od jakiegoś czasu. Mam w swoim otoczeniu kilka starszych osób, które zaczęły pracować z afirmacjami i ich relacje są zupełnie inne niż to, co opisują dwudziesto-, trzydziestolatkowie. Moja sąsiadka, siedemdziesiąt kilka lat, mówi że afirmacje jej 'nie biorą' - powtarza je, ale czuje jakby mówiła coś obcego. Z kolei młodsza koleżanka zaczęła to samo i po kilku tygodniach wyraźnie się zmieniło jej podejście do siebie. Czy wiek naprawdę wpływa na to, jak działają afirmacje? Czy chodzi o coś innego - może o głębokość zakorzenionych przekonań?
Też to obserwuję, choć u siebie. Mam ponad czterdzieści lat i kiedy porównuję swoje doświadczenia z tym, co opisują młodsze osoby na różnych grupach, to rzeczywiście coś jest inaczej. Mam wrażenie, że po prostu przez lata wbudowałam w siebie tyle schematów myślenia, że afirmacja trafia na mur. Jakby mózg od razu odpowiadał: 'no tak, ale...'. U młodszych ten mur jest cieńszy? Nie wiem czy to kwestia wieku samego w sobie, czy raczej ilości lat z tymi samymi przekonaniami.
To ważne rozróżnienie. Afirmacja, która brzmi jak kłamstwo, może wręcz wzmacniać stare przekonanie zamiast je zmieniać - mózg się broni i odpowiada kontrargumentem. Dla starszych osób, które mają za sobą dekady życia z konkretnym obrazem siebie, klasyczna afirmacja w stylu 'jestem piękna i pewna siebie' potrafi wywołać natychmiastowy wewnętrzny sprzeciw. To nie jest kwestia złej woli ani wieku - to jest reakcja systemu, który przez lata uczył się czegoś odwrotnego. Bardziej miękkie wejście działa lepiej: zamiast twierdzenia, pytanie - 'co by się zmieniło, gdybym uwierzyła, że...'. Takie sformułowanie mózg przyjmuje łatwiej, bo nie musi zaprzeczać faktom.
A czy to znaczy że dla starszych afirmacje w ogóle nie mają sensu? Bo brzmi trochę jakby były dla nich za trudne. Chyba trochę smutne gdyby tak było.
Jest jeszcze jeden wymiar, o którym mało kto mówi. Starsze osoby mają silniejszy, utrwalony wewnętrzny głos krytyczny - ten, który komentuje wszystko. Jeśli afirmacja trafia wprost w temat, w którym przez lata ktoś słyszał coś przeciwnego - od rodziny, z pracy, od partnera - to ta afirmacja nie walczy tylko ze swoim własnym przekonaniem. Ona walczy z głosami zewnętrznymi, które zostały zinternalizowane. Ktoś ma pytanie: jak ta sąsiadka sformułowała te afirmacje? Czy sama je wymyśliła czy korzystała z gotowych?
To jest właśnie jeden z problemów z gotowymi afirmacjami. Są pisane dla pewnego uśrednionego odbiorcy. Jeśli ktoś ma siedemdziesiąt lat i przez całe życie żył z przekonaniem, że nie zasługuje na spokój - bo tak go wychowano - to zdanie 'jestem spokojna i bezpieczna' brzmi dla jego podświadomości jak absurd. Lepsze byłoby coś w rodzaju: 'uczę się zauważać chwile spokoju' albo 'pozwalam sobie na więcej spokoju'. Stopniowanie, nie rewolucja.
A czy to nie jest tak że moze starsze osoby po prostu mniej w to wierza? Bo moje pokolenie wychowalo sie juz z tym ze mozna pracowac nad soba, a chyba ich pokolenie tego nie mialo? Moze to kwestia innego podejscia do samego pojecioa 'pracy nad soba'?
Hmm ale ja mam 28 lat i tez czuje ze afirmacje mi nie idą 🙂 Powtarzam je od miesiaąca i czuje to samo co opisujecie - jakis wewnetrzny opor. To czy problem jest naprawde w wieku czy moze po prostu w tym jak bardzo te przekonania są zakorzenione? Niekoniecznie przez lata ale przez intensywnosc
Jest jeszcze coś, co pomijamy. Istnieje różnica między afirmacją a autosugestią w rozumieniu Coué - i ta różnica ma znaczenie szczególnie dla starszych osób. Coué mówił: nie mów sobie tego czego jeszcze nie czujesz jako prawdy. Zamiast tego używaj formuły 'z każdym dniem, pod każdym względem, jest mi coraz lepiej' - bo tego nie da się zakwestionować. Mózg nie może powiedzieć 'fałsz', bo nie wie jak będzie jutro. To jest subtelne, ale dla kogoś z silnym wewnętrznym krytykiem - a u starszych ten krytyk jest zazwyczaj bardzo głośny - to jest fundamentalna różnica.
No dobra ale mnie ciekawi coś praktycznego - ile tygodni to mniej więcej trwa u starszych osób zanim coś zacznie działać? Bo jeśli miesiące to rozumiem, ale jeśli latami to chyba niewielu będzie miało cierpliwość.
Mam trochę inne doświadczenie do dorzucenia. Pracowałam przez jakiś czas z grupą seniorów przy zajęciach uważności i afirmacje były jednym z elementów. I wiesz co, niektórzy z nich osiągali efekty szybciej niż bym się spodziewała - ale tylko ci, którzy traktowali to bardzo serio i bardzo dosłownie. Było w tym coś z dziecięcej wiary. Ci którzy podchodzili do tego z dystansem i pewnym sceptycyzmem - a był to sceptycyzm wynikający z doświadczenia życiowego - ci faktycznie mieli trudniej. Więc może nie sam wiek, ale rodzaj relacji z własnym umysłem?
To brzmi dla mnie przekonująco. Sąsiadka zdecydowanie nie miała ani jednego, ani drugiego. Powtarzała, ale bez skupienia i z silnym przekonaniem, że to głupoty dla młodych. Wydaje mi się, że teraz dopiero rozumiem dlaczego to nie mogło zadziałać. Ale nadal nie wiem - od czego powinna zacząć, żeby w ogóle zbudować ten pierwszy element, skoro drugi też jej brakuje?
Podstawa to nie afirmacja, tylko uważne słuchanie siebie. Zanim ktoś zacznie cokolwiek powtarzać, powinien najpierw usłyszeć, co sobie mówi bezwiednie przez cały dzień. Starsze osoby często mają ten wewnętrzny komentarz tak głęboko wbudowany, że w ogóle go nie zauważają - on po prostu jest, jak tło. I dopóki tego nie wyłapią, każda afirmacja będzie się rozbijać o coś, czego nawet nie widzą.
A skad mam wiedziec ze juz jestem 'gotowa' na afirmacje, ze nie bede ich tylko mechanicznie powtarzac? Bo brzmi jakby trzeba bylo spelniac jakies warunki zeby w ogole zaczac. Troche jakby wejsciowka na kurs.
Ja właśnie tak zaczełam - bez zadnego przygotowania, po prostu z listy afirmacji ze strony internetowej. I teraz po tym co czytam zastanawiam sie czy nie popełniłam błedu. Ale nic nie czuję co powinnnam zmienic. Czy ktoś robi to jakoś inaczej niz po prostu 'mowienie do siebie'?
Wracając do pytania Lucii - 'mówienie do siebie' to uproszczenie, które często prowadzi właśnie do mechanicznego powtarzania. Różnica jest w tym, czy afirmacja jest bodźcem, na który reagujesz emocjonalnie, czy tylko dźwiękiem. Jeden prosty test: po powiedzeniu afirmacji zostań z nią przez chwilę i sprawdź, co czujesz. Opór, śmiech wewnętrzny, pustka? To wszystko informacje o tym, gdzie jesteś w procesie.
A jak to odczujesz emocjonalnie ten opór to co wtedy? Zmieniasz afirmacje na inną czy dalej powtarzasz tę samą? Mnie sie zdaje ze jak coś nie 'przechodzi' to może jednak nie jest dla mnie.
Ten wątek z oporem mnie bardzo zastanawia właśnie w kontekście tytułu dyskusji. Czy starsze osoby mają silniejszy opór tylko dlatego, że mają za sobą więcej lat z tymi przekonaniami - czy może też dlatego, że ich pokolenie było inaczej socjalizowane? Te dwie rzeczy to jednak nie to samo.
To bardzo dobre rozróżnienie i myślę, że oba czynniki działają jednocześnie, ale z różną wagą w zależności od osoby. Socjalizacja narzuca temat i kierunek przekonań, ale ilość lat decyduje o głębokości zakorzenienia. Ktoś wychowany w przekonaniu, że nie wypada myśleć dobrze o sobie, plus siedemdziesiąt lat praktykowania tego przekonania - to jest inne wyzwanie niż samo wychowanie bez tej historii.
Słuchajcie, może głupie pytanie, ale jak ktoś jest starszy i już przyzwyczajony do negatywnych myśli, to czy nie prościej byłoby po prostu z kimś porozmawiać, psycholog albo ktoś, zamiast tych afirmacji? Bo czytam tę dyskusję i mam wrażenie że afirmacje to naprawdę dużo pracy.
I chyba tutaj wracamy do sedna całej rozmowy - wiek nie jest przeszkodą, ale jest czynnikiem, który zmienia to, jak trzeba do afirmacji podejść. Ani łatwiej, ani trudniej w sensie absolutnym. Po prostu inaczej. I to 'inaczej' jest inne dla każdego, bo zależy od historii, a nie od metryki.
Sagea, dobre podsumowanie. Ale zastanawiam się czy to 'inaczej' da się jakoś bardziej konkretnie opisać dla starszych osób. Bo teraz mam wrażenie, że cała dyskusja doszła do wniosku 'każdy jest inny' - co prawda, ale nie za bardzo pomaga komuś, kto ma 65 lat i chce zacząć. Co byście powiedzieli takiej osobie jako pierwszy krok?
Pierwsza rzecz, którą bym powiedziała: zapomnij na chwilę o afirmacjach i posłuchaj, co mówisz do siebie, gdy coś idzie nie tak. Nie po to, żeby oceniać, tylko żeby zobaczyć z czym pracujesz. Dopiero to daje materiał. Bez tego afirmacje to strzelanie w ciemno.
A jak sie nie ma żadnego 'dominującego schematu'? Bo ja jak próbuje słuchać siebie to słysze bardzo dużo różnych mysli i nie wiem ktora jest dominujaca. Może jestem za bardzo chaotyczna na te techniki w ogóle?
Wracając do pytania Darki o ten 'pierwszy krok' dla starszej osoby - obserwacja jest dobra, ale jest jeszcze jedna różnica, o której nie było. Młodsza osoba zwykle łatwiej akceptuje nowe ramy pojęciowe. Powiedzenie jej 'twój mózg może tworzyć nowe połączenia' działa. Przy starszej osobie takie uzasadnienie często nie przechodzi, bo ma ugruntowany obraz działania umysłu. I to nie jest problem z wiekiem, to problem z komunikatem. Afirmacja dobrana do języka, którym ktoś naturalnie mówi o sobie, działa zupełnie inaczej niż gotowy szablon z internetu.
A co z numerologią w kontekście afirmacji? Słyszałam że afirmacje powtarzane określoną liczbę razy - np. 21 razy albo 33 - mają większą moc. Czy to się jakoś łączy z tym, co mówicie o skuteczności? Bo może nie chodzi tylko o słowa ale też o rytm i powtórzenia?
no ale skad wiadomo co jest a co nie jest 'moim językiem'? Bo ja jak piszę sama afirmacje to mi wychodzą jakiés dziwaczne zdania i nie wiem czy dobrze. A jak biorę gotowe to chyba wlasnie mam ten problem o ktorym Jarek83 pisal
