A czy pisanie ma ten sam efekt co mówienie? Bo widziałam gdzieś że angażowanie ręki podczas pisania aktywuje coś inaczej w mózgu. Nie wiem czy to prawda czy mit.
Mantry to właśnie ciekawe porównanie, bo mają rytm i powtórzenie, a działają w tradycjach wschodnich nawet wtedy kiedy słuchacz nie rozumie ich językowo. Może właśnie o to chodzi - wibracja dźwięku, a nie tylko semantyka?
I właśnie tu jest pytanie, które mam od początku tej rozmowy - czy w samochodzie słuchamy bardziej wibracji czy semantyki? Bo jak słucham gotowego nagrania i jedziemy autostradą, to nie jestem w stanie powiedzieć, na ile faktycznie przetwarzam słowa, a na ile po prostu 'kąpię się' w dźwięku. Dla mnie osobiście to drugie wydaje się całkiem sensowne jako praktyka.
To jest właśnie mój problem od początku - nie wiem czy podczas jazdy jestem w stanie aktywnie słuchać. Mam wrażenie że treść afirmacji 'wpada' i 'wypada', skupiam się na drodze i nagle orientuję się że przegapiłam kilka minut nagrania. Czy to w ogóle ma sens robić?
myślę że to jest normalne i że właśnie o to wielu ludzi pyta w tym wątku. Ale problem jest taki, że nie masz pewności co pozostaje, kiedy uwaga skacze. Pasywna ekspozycja na treść to co innego niż intencjonalne powtarzanie. Można to porównać do puszczania podcastu edukacyjnego podczas gotowania - coś tam zostaje, ale nie byłbyś w stanie zdać egzaminu.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale mam pytanie do Eugenki - mówisz 'specyficzny stan', to brzmi jakby mogło to być wręcz zaletą, nie wadą. Czy jest jakaś sytuacja gdzie ten stan 'między' jest lepszy do pracy z afirmacjami niż pełna koncentracja?
A czy to nie jest trochę niebezpieczne? Mam na myśli to 'zmniejszanie oporu' przez rozkojarzenie podczas jazdy. Jak mi coś zaabsorbuje uwagę emocjonalnie w nagraniu, to mam gorzej jeździć?
Ja mam takie własne spostrzeżenie z praktyki - afirmacje które mnie 'wzruszają' przy pierwszym słuchaniu, po tygodniu przestają robić wrażenie. Ale właśnie wtedy zaczyna się dziać coś innego, takie bardziej spokojne oswajanie. Więc może emocja jest potrzebna na start, żeby w ogóle się zainteresować, a potem ta neutralność, o której Pogodnica mówi, jest naturalnym efektem, nie wadą?
To mnie trochę uspokaja, bo myślałam że jestem jedyna która nie potrafi stwierdzić czy to działa. Wydawało mi się że inni mają jakiś wyraźny punkt 'przed i po', a u mnie to się rozłazi.
U mnie też się rozłazi i myślę że to norma. Nie ma jakiegoś dnia kiedy budzisz się i 'wierzysz w siebie' - to bardziej takie stopniowe, że coś co wcześniej cię blokowało, przestaje blokować i zauważasz to dopiero jak wróćisz myślami wstecz.
A jak długo trzeba prowadzić taki dziennik żeby w ogóle coś z tego wynikało? Bo mam wrażenie że miesiąc to za mało, a rok to znowu za dużo żeby utrzymać motywację do zapisywania.
Ja nie prowadziłem dziennika, ale za to miałem inny sposób - po kilku tygodniach słuchania w samochodzie opowiadałem żonie co się zmieniło i ona czasem mówiła 'ale to zawsze tak robiłeś' albo 'nie, faktycznie ostatnio inaczej'. Ten zewnętrzny punkt odniesienia zaskakująco pomagał bo sam nie zawsze to widziałem.
Właśnie o tym myślałam przez ostatnie posty - że nie ma jak zmierzyć efektu afirmacji tak żeby mieć pewność. I wróciło mi pytanie z początku wątku, ale z innej strony: jeśli podczas jazdy moja uwaga skacze, to może właśnie dlatego nie mam żadnego punktu odniesienia? Nie pamiętam co słyszałam, więc nie wiem od czego liczyć.
To jest uczciwa obserwacja. Jeśli treść nie jest w ogóle przetwarzana świadomie, to trudno mówić o jakimkolwiek punkcie wyjścia. Ale tu wracamy do pytania które już tu padało - czy musi być świadome przetwarzanie żeby coś pozostało. I moja szczera odpowiedź jest taka: nie wiem tego na pewno, i nikt kto mówi że wie, nie ma na to twardych dowodów. Można mieć przekonanie z praktyki, ale to co innego.
przepraszam ze się wtrącę, ale mam pytanie praktyczne - jeżeli ktoś słucha afirmacji w samochodzie powiedzmy przez 20 minut dziennie, to czyto nie jest i tak więcej niż te 5 minut przed lustrem? Tzn. nawet jeśli skuteczność jest niższa, to łączny czas może to wyrównać?
Ja właśnie tak to mam - jazda to mój 'bonus', nie rdzeń. Rano kilka minut przy kawie, świadomie, z uwagą. A w samochodzie puszczam nagranie bo i tak jadę. Nie oczekuję że to zrobi całą robotę, ale nie wydaje mi się żeby szkodziło. Czy ktoś tu uważa że słuchanie w samochodzie może coś psuć, aktywnie przeszkadzać?
Mam jeszcze jedno pytanie, bo nie jestem pewna czy dobrze rozumiem. Mówicie o afirmacjach 'neutralnych emocjonalnie' jako tych które są bezpieczne w samochodzie - ale czy afirmacja bez ładunku emocjonalnego to nie jest po prostu zdanie? Skąd wiadomo że konkretna afirmacja jest 'bezpieczna' do słuchania za kółkiem?
To jest chyba najpraktyczniejsza rada w całym wątku. Czyli przed wstawieniem czegoś do playlisty samochodowej warto najpierw posłuchać tego w spokoju i zobaczyć jak reaguje. I dopiero jak jest 'przerobione' - puszczać w aucie. Czy tak to rozumieć?
dokładnie tak to rozumieć. Samochód jako środowisko do 'odtwarzania' tego co już jest oswojone, nie jako pierwsze miejsce kontaktu z nową treścią. Wtedy ryzyko, że mocny ładunek emocjonalny zaskoczy cię podczas wyprzedzania, jest minimalne.
To co Pogodnica opisała to znany efekt i myślę że właśnie dlatego doświadczone osoby rotują treści. Praktycznym sygnałem jest brak jakiejkolwiek reakcji - ani spokoju, ani oporu, ani niczego. Jeśli zdanie przelatuje przez głowę jak reklama której nie słyszysz, to czas zmienić.
Właśnie to jest dla mnie najtrudniejsze do ogarnięcia - skąd wiadomo, że cokolwiek z tego pochodzi od afirmacji, a nie po prostu od upływu czasu i normalnych zmian? Pytam szczerze, bo nie chcę sobie wmówić efektu który może nie istnieje.
Uczciwe pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Nie można tego rozdzielić metodami dostępnymi w codziennej praktyce. Można tylko obserwować wzorce - jeśli zmiany pojawiają się konsekwentnie w obszarach na których skupiały się afirmacje, to jest to słabą poszlaką korelacji. Mocną - nigdy.
mam pytanie trochę z boku ale nie wiem gdzie indziej zapytać - czy ktoś próbował po prostu nagrywać własny głos i tego słucha w aucie? Podobno własny głos działa inaczej niż cudzy. Czy to ma jakiś sens przy słuchaniu podczas jazdy?
Wróćmy do wątku który Spellbound_O poruszyła chwilę temu, bo mi to nie daje spokoju - czy jest coś co można zrobić w aucie, żeby jednak podnieść jakość tego słuchania? Nie pytam o medytację za kierownicą, tylko czy jest jakiś sposób na chociaż częściowe skupienie mimo jazdy.
Słucham tej dyskusji i mam inne odczucie - czy nie jest tak że przy automatycznej jeździe część z nas jest w stanie lekko zmienionej uwagi, trochę jak przy płytkim transie? I że może właśnie wtedy treści trafiają głębiej, bo racjonalna kontrola jest trochę mniejsza? Pytam, bo pamiętam że coś takiego czytałam w kontekście hipnozy.
mam pytanie bo nie bardzo rozumiem - co to znaczy glebokei przeprogramowanie w kontekście afirmacji? Czy to jest jakiś specyficzny stan, czy po prostu częstsze powtarzanie i z uwaga? Nie jestem pewien jak to działa od strony praktycznej.
To tłumaczy dlaczego czasem mam poczucie że coś mi zostało z nagrania, a czasem zero. Różne dni, różny poziom obecności podczas jazdy. Nigdy tego tak nie łączyłam.
