Forum

Asystent AI
Afirmacje na odpusz...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje na odpuszczenie żalu do kogoś - czy to działa bez konfrontacji

Strona 1 / 2

Wpisy: 319
Rozpoczynający temat
(@wera_k)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mam pytanie, które chodzi za mną od jakiegoś czasu. Chodzi o afirmacje na odpuszczenie żalu do konkretnej osoby. Sytuacja jest taka, że ta osoba wyrządziła mi dużą krzywdę, ale kontakt z nią jest niemożliwy — i raczej na zawsze. Czy praca z afirmacjami ma w ogóle sens bez tej rozmowy, bez konfrontacji, bez żadnego przeproszenia z jej strony? Czy można to przepracować samodzielnie, tylko przez głowę i przez słowa, które powtarzam sobie codziennie? Zaczęłam już próbować, ale nie wiem, czy robię to dobrze. Mam wrażenie, że te słowa gdzieś lecą w próżnię.


Odpowiedz
141 odpowiedzi
Wpisy: 113
(@hydromantka_w)
Połączone: 1 rok temu

Rozumiem ten opis z próżnią, miałam dokładnie to samo. Ale z tego, co czytałam i co sama próbowałam — afirmacje na przebaczenie działają trochę inaczej niż myślimy na początku. To nie jest tak, że mówimy 'wybaczam ci' i nagle jest lżej. To bardziej jak stopniowe rozluźnianie zaciśniętej pięści. Konfrontacja z drugą osobą nie jest potrzebna, bo ta praca jest de facto tylko Twoja — nie jej. Ona nic nie musi wiedzieć, żebyś Ty poczuła ulgę. Pytanie jest inne: czy afirmacje, które powtarzasz, są sformułowane w sposób, który dla Ciebie ma sens? Bo to bywa kluczowe.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dadzbog)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 284

@Hydromantka_W Mam co do tego wątpliwość. Jeśli ktoś powtarza 'odpuszczam i wybieram spokój', ale w środku cały czas czuje złość, to czy samo słowo zadziała? Chodzi mi o to, że przy afirmacjach emocja jest równie ważna jak treść. Jeśli jest blokada emocjonalna — i to jeszcze tak głęboka jak żal do osoby, która nas skrzywdziła — to może samo powtarzanie słów nic nie zrobi, dopóki nie rozbroją się emocje. Jak Ty to ogarnęłaś u siebie?


Odpowiedz
(@hydromantka_w)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 113

@Dadzbog No właśnie, tu jest sedno. U mnie przez kilka tygodni nic się nie działo — mechaniczne powtarzanie, zero odczucia. Przełom przyszedł dopiero, gdy zaczęłam łączyć afirmacje z czymś fizycznym: wolnym oddechem przed każdym zdaniem, chwilą ciszy po. Jakbym dawała sobie przestrzeń, żeby słowa miały gdzie wejść. Nie twierdzę, że to jedyna droga, ale dla mnie ten rytm coś zmienił. Może Wera_K mogłaby spróbować takiego podejścia zamiast samego recytowania?


Odpowiedz
Wpisy: 157
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

Dorzucę swoje trzy grosze, bo robiłam coś podobnego. Przy żalu do konkretnej osoby używałam afirmacji pisanych — nie mówionych. Pisałam to samo zdanie kilkanaście razy z rzędu, powoli, jakby kaligraficznie niemal. I zauważyłam coś ciekawego: po jakichś dwóch tygodniach zaczęłam pisać te zdania inaczej, miękcej. Jakby ręka wiedziała, że coś się zmieniło, zanim głowa zdążyła to przetworzyć. Nie wiem, czy to był efekt afirmacji, czy coś głębszego, ale zmiana była wyraźna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wera_k)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Pentagramia A ile razy dziennie pisałaś? I czy to były Twoje własne zdania, czy korzystałaś z gotowych afirmacji? Bo widzę w internecie tysiące gotowców i nie wiem, czy lepiej zaadaptować coś gotowego, czy pisać po swojemu.


Odpowiedz
Wpisy: 157
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

Pisałam raz dziennie, ale długo — ze trzydzieści razy to samo zdanie, przy zapalonym neutralnym olejku, żeby skojarzyć z czymś spokojnym. Zaczęłam od gotowców, ale szybko zaczęłam je zmieniać, bo brzmiały fałszywie jak na moje odczucia. Na przykład 'wybieram spokój zamiast bólu' zamieniłam na 'pozwalam sobie nie rozumieć i odpuścić'. Drugie zdanie było moje i czułam, że je rozumiem. Myślę, że własne słowa mają większą moc, bo są z Ciebie.


Odpowiedz
Wpisy: 1621
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Chcę tu coś uzupełnić, bo padło kilka trafnych obserwacji, ale jest jedna rzecz, którą pomijamy. Afirmacje jako takie nie są techniką przeżywania emocji — to technika kierunkowania uwagi i wdrażania nowego przekonania. Żal, złość, poczucie krzywdy to emocje, które muszą mieć swój czas i swój kanał. Jeśli ktoś zaczyna afirmacje zanim pozwoli sobie naprawdę poczuć to, co czuje, to te afirmacje mogą działać jako przykrycie, nie uzdrowienie. Nie mówię, żeby nie próbować — mówię, żeby mieć świadomość, na jakim etapie się jest. Są takie podejścia, które wprost zaczynają od bardzo nieprzyjemnych afirmacji — 'czuję żal i to jest w porządku' — i dopiero potem przechodzą do tych łagodniejszych. To ma sens jako sekwencja.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jaspisowa-1)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Kunia To bardzo ważna różnica, którą opisujesz. Ale mam pytanie praktyczne: jak rozpoznać, czy się 'przykrywa' emocje afirmacjami, czy naprawdę pracuje? Z zewnątrz te dwa procesy mogą wyglądać identycznie — ktoś codziennie powtarza zdania, ma rutynę, jest konsekwentny. Jak odróżnić jedno od drugiego?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Jaspisowa.1 Dobre pytanie, bo rzeczywiście nie widać tego z zewnątrz. Kryterium jest wewnętrzne: jeśli po afirmacji czujesz choćby chwilową ulgę, jakieś rozluźnienie w ciele — idziesz w dobrym kierunku. Jeśli po kilku tygodniach regularnej pracy nadal jest tak samo ciasno i tak samo boli, to sygnał, że emocja nie ma gdzie wyjść, tylko jest zakryta. Ciało zna odpowiedź, zanim głowa zdąży ją sformułować. Dlatego warto obserwować nie to, czy 'wierzę w te słowa', ale to, jak się fizycznie czujesz w trakcie i po.


Odpowiedz
Wpisy: 876
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam takie wrażenie, że przy żalu do kogoś bardzo bliskiego te wszystkie techniki — czy pisanie, czy oddech, czy sekwencja — mogą być za małe. Nie wiem, czy to co czuję ma sens, ale jak ktoś naprawdę mocno cię skrzywdził, to afirmacja w stylu 'odpuszczam' brzmi prawie jak kłamstwo. Jak wy sobie radzicie z tym, że słowa brzmią fałszywie, szczególnie na początku?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dadzbog)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 284

@Lunarna To chyba jeden z częstszych problemów na starcie. Słyszałem kilka razy o podejściu, w którym nie mówisz 'odpuszczam', bo to jest cel, a nie stan — tylko mówisz 'jestem gotowa odpuścić' albo 'otwieram się na możliwość odpuszczenia'. To bardziej uczciwe wobec siebie, bo nie kłamiesz, a jednocześnie kierujesz intencję. Czy to faktycznie daje inny efekt — nie wiem, nie mam tu dużego własnego doświadczenia. Ale logika tego mnie przekonuje.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Dadzbog Dokładnie to. Tylko uwaga: 'otwieram się na możliwość' działa, gdy jest powiedziane uczciwie — nie jako kolejna forma unikania. Widziałam ludzi, którzy latami 'otwierają się na możliwość' i są w tym samym miejscu co na początku. W pewnym momencie ta afirmacja też musi ewoluować. To nie jest jeden szablon na zawsze.


Odpowiedz
Wpisy: 96
(@oracle96)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie może trochę z boku. Słyszałam, że przy pracy z czakrą serca — bo przebaczenie to jej obszar — afirmacje działają mocniej, jeśli w trakcie kładziemy rękę na klatce piersiowej. Czy ktoś próbował czegoś takiego i czy to robi różnicę? Czy to tylko takie 'udekorowanie' praktyki bez realnego wpływu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 157

@Oracle96 Próbowałam i dla mnie robi różnicę, ale nie jestem w stanie powiedzieć, czy to efekt energetyczny, czy po prostu fizyczny — dotyk własnej ręki spowalnia oddech, uziemia uwagę. W pracy z czakrami to ma sens jako wzmocnienie intencji, ale jeśli ktoś afirmacjom nie towarzyszy żadna wewnętrzna praca, to sama ręka na sercu nic nie zmieni. Traktuję to jako jeden z elementów, nie jako warunek konieczny.


Odpowiedz
Wpisy: 211
(@sewer)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mam inne pytanie. Czy afirmacje na przebaczenie mogą zadziałać, jeśli ta osoba, którą mam przebaczyć, nadal robi mi krzywdę? Tzn. kontakt jest, ale sytuacja jest skomplikowana i nie mogę go po prostu zerwać. Czy praca z afirmacjami ma wtedy sens, skoro żródło bólu nadal istnieje?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jaspisowa-1)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Sewer To zupełnie inny przypadek niż ten, o którym zaczął ten wątek. Tu nie chodzi o odpuszczenie do kogoś z przeszłości, tylko o bieżącą sytuację. Afirmacje mogą pomóc w budowaniu wewnętrznej odporności i dystansu, ale jeśli źródło bólu trwa — efekt afirmacji będzie bardzo ograniczony. To jak wycieranie mokrego stołu przy otwartym oknie w deszczu. Masz możliwość zmiany tej sytuacji, czy naprawdę jest niemożliwa?


Odpowiedz
(@sewer)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Jaspisowa.1 Nie do końca niemożliwa, ale skomplikowana. Rodzina. Rozumiem, co mówisz z tym stołem. To chyba oznacza, że afirmacje to nie moje narzę... to znaczy, to chyba nie jest teraz właściwa droga dla mnie?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Sewer Nie powiedziałabym, że nie Twoja droga. Powiedziałabym, że afirmacja na odpuszczenie żalu nie może zastąpić decyzji lub działania w bieżącej sytuacji. Może jednak być pomocna jako codzienna kotwica — 'nie pozwalam, żeby ta sytuacja definiowała moje postrzeganie siebie'. To inaczej skierowana afirmacja, nie na wymazanie bólu, ale na ochronę poczucia własnej wartości w środku trudnej rzeczywistości. Czy coś takiego miałoby dla Ciebie sens?


Odpowiedz
Wpisy: 319
Rozpoczynający temat
(@wera_k)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wracam do swojego przypadku, bo ta rozmowa dała mi już sporo do myślenia. Moje pytanie jest teraz bardziej konkretne: jak długo trzeba pracować z afirmacjami, żeby poczuć realną zmianę w przypadku głębokiego żalu? Czy to kwestia tygodni, miesięcy? Nie chcę się rozczarować po trzech dniach, ale też nie wiem, kiedy powiedzieć sobie, że dana afirmacja po prostu nie działa i szukać czegoś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 284
(@dadzbog)
Połączone: 2 lata temu

Na to pytanie chyba nie ma jednej odpowiedzi, bo zależy od głębokości żalu i od tego, ile warstw on ma. Ale z tego, co czytałem i słyszałem — pierwsze zauważalne odczucia pojawiają się zwykle po kilku tygodniach regularnej pracy, a to 'realne przesunięcie' to często kwestia kilku miesięcy. Nie rok, ale raczej nie tydzień. Czy kogoś to rozczarowuje, czy raczej daje perspektywę?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jaspisowa-1)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Dadzbog A skąd to wiesz — z własnego doświadczenia czy gdzieś to opisywane? Bo mi się wydaje, że te ramy czasowe są bardzo indywidualne. U mnie coś, co myślałam, że zajmie miesiąc, trwało pół roku. A inny żal odpuściłam w trzy tygodnie, bo był płytszy.


Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 284

@Jaspisowa.1 Częściowo z własnego, częściowo z różnych materiałów o neuroplastyczności — że tworzenie nowego toru myślowego wymaga powtórzeń przez dłuższy czas. Ale masz rację, że głębokość żalu zmienia wszystko. Może zamiast pytać 'ile tygodni' lepiej pytać o sygnały, że coś się zmienia? Bo inaczej liczymy dni i to samo w sobie może blokować.


Odpowiedz
(@wera_k)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Dadzbog Właśnie to mnie też niepokoi — że będę liczyć i przez to zablokuję. Ale jak mam nie liczyć, skoro nie wiem, czy w ogóle idę w dobrym kierunku? Po czym to poznać bez zewnętrznego punktu odniesienia? Czy chodzi o to ciało o którym pisała wcześniej Hydromantka_W — jakieś rozluźnienie, ulga?


Odpowiedz
Wpisy: 1621
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Rozluźnienie w ciele to jeden ze sygnałów, ale nie jedyny. Innym jest to, że myśl o tej osobie zaczyna być po prostu myślą — pojawia się, ale nie ściąga za sobą całego ładunku emocjonalnego jak wcześniej. Nie chodzi o to, że przestajesz czuć. Chodzi o to, że czucie przestaje cię paraliżować. To subtelne i często nie widać momentu przejścia — zauważasz wstecz.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 876

@Kunia A co jeśli ta myśl cały czas ściąga ładunek, nawet po tygodniach? Czy to znaczy, że robię coś źle, czy że to po prostu za głęboki żal na samą afirmację?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Lunarna To nie musi znaczyć, że robisz coś źle. Może znaczyć, że afirmacja trafia na emocję, która jeszcze nie była w pełni przeżyta. Afirmacja nie zastąpi przeżycia — ona działa jako kolejny krok, nie jako ominięcie wcześniejszych. Jeśli po kilku tygodniach nic nie drga, warto cofnąć się do pytania: czy ta emocja miała w ogóle przestrzeń, żeby zostać poczuta?


Odpowiedz
Wpisy: 157
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

Mam takie doświadczenie, że przy naprawdę głębokim żalu afirmacja działa dopiero wtedy, gdy najpierw dasz żalowi chwilę głosu — nie zagłuszasz go od razu zdaniem 'odpuszczam'. U mnie sprawdziło się piszanie najpierw wszystkiego co czuję, bez cenzury, a dopiero potem, na końcu tej samej sesji, jedno zdanie afirmacji. Jakby żal dostał swoje miejsce i wtedy przepuszczał dalej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@oracle96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 96

@Pentagramia To bardzo ciekawe jako sekwencja. A co pisałaś — dosłownie cokolwiek, co przychodziło? Czy to był bardziej dziennik, czy może list do tej osoby? Bo słyszałam o pisaniu listów, których się nie wysyła, i zastanawiam się, czy to podobne działanie.


Odpowiedz
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 157

@Oracle96 Dla mnie to był strumień myśli, bez formy — nie list, bo pisanie do tej osoby aktywowało we mnie inny rodzaj napięcia. Wolałam pisać o sobie, nie do niej. 'Czuję złość, bo...', 'boli mnie, że...' — to zupełnie inne niż adresowanie do kogoś. List nieposłany ma inną energię, ale nie wiem, czy lepszą — to chyba zależy od człowieka.


Odpowiedz
Wpisy: 113
(@hydromantka_w)
Połączone: 1 rok temu

Dorzucę tu coś, bo przy liście do osoby rzeczywiście czułam, że wchodzę w tryb argumentacji, niemal kłótni na papierze. Strumień o sobie był spokojniejszy. Ale z drugiej strony — jedna osoba mi kiedyś mówiła, że właśnie list, z całą złością na wierzchu, przyniósł jej największy przełom. Może to nie jest kwestia metody, tylko tego, jaki rodzaj wyrażania komu odpowiada?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@jaspisowa-1)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Hydromantka_W Ale tu wracamy do pytania, które chyba jest kluczowe dla całego wątku — jak to zweryfikować bez rozmowy z tą osobą? Bo jeśli piszesz list w głowie, pracujesz ze swoim obrazem tej osoby, nie z nią. Czy odpuszczenie w stosunku do własnego obrazu to to samo co odpuszczenie w stosunku do prawdziwego człowieka?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Jaspisowa.1 Bardzo dobre pytanie i myślę, że tu jest sedno całego tematu. Z praktycznego punktu widzenia — emocja żalu mieszka w tobie, nie w tej drugiej osobie. Więc jej rozładowanie też musi się wydarzyć w tobie. Kontakt z tą osobą może go przyspieszyć, komplikować albo uniemożliwić — zależy od sytuacji. Ale sama emocja jest twoja i tylko ty możesz ją przetworzyć. Obraz tej osoby w głowie jest materiałem do pracy, bo to jest to, z czym faktycznie żyjesz na co dzień.


Odpowiedz
(@sewer)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Kunia To znaczy, że tak naprawdę ta osoba wcale nie jest potrzebna do procesu? Że można to domknąć całkowicie we własnym wnętrzu, nawet jeśli kontakt byłby możliwy?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Sewer Domknąć we własnym wnętrzu — tak. Ale to nie znaczy, że kontakt nic nie wnosi. Kontakt może dać dodatkowe informacje, które zmienią obraz tej osoby — a to może afirmację albo ułatwić, albo skomplikować. Pytanie, co chcesz osiągnąć: spokój wewnętrzny bez kontaktu, czy pełne przepracowanie relacji z kontaktem w tle. To są dwa różne cele.


Odpowiedz
Wpisy: 395
(@teodozja_h)
Połączone: 3 miesiące temu

Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie, które może być naiwne, ale mnie nurtuje. Czy afirmacje na przebaczenie mają działać w stosunku do osoby, której już nie ma w naszym życiu — bo zmarła albo zerwałyśmy kontakt całkowicie — inaczej niż do kogoś, kogo nadal spotykamy? Intuicja mówi mi, że tak, ale nie wiem dlaczego.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 157

@Teodozja_H Myślę, że różnica jest realna, ale nie wiem, czy chodzi o samą afirmację — raczej o to, że przy braku kontaktu umysł nie dostaje ciągłych 'aktualizacji' obrazu tej osoby. Więc masz do czynienia z czymś zamrożonym, zakrzepłym. Przy kimś, kogo spotykasz, obraz jest ruchomy — i to może i pomagać, i przeszkadzać.


Odpowiedz
(@karol59)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 86

@Pentagramia Dziękuję za to wyjaśnienie, naprawdę! Mam właśnie taką sytuację — osoba, z którą zerwałem kontakt kilka lat temu, i to słowo 'zakrzepłe' idealnie opisuje to, co czuję. Jak rozmrożenie takiego obrazu — jest jakaś technika, żeby to zrobić przed afirmacjami?


Odpowiedz
(@hydromantka_w)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 113

@Karol59 Nie znam jednej dobrej techniki na to, ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że czasem pomaga po prostu zebranie konkretnych wspomnień — nie po to, żeby je przeżywać ponownie, tylko żeby przypomnieć sobie, że ta osoba była też kimś innym niż w momencie krzywdy. Że miała inne dni, inne oblicza. To nie jest usprawiedliwianie — to jest urealnianie obrazu. A urealnienie jakoś ułatwia pracę z afirmacją.


Odpowiedz
(@wera_k)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Hydromantka_W A jeśli mam problem z przypomnieniem sobie czegokolwiek dobrego? Nie dlatego, że tego nie było, ale dlatego, że żal przysłonił wszystko inne i naprawdę nie umiem teraz sięgnąć do innego obrazu tej osoby? Czy to znaczy, że jestem za blisko, żeby w ogóle zaczynać?


Odpowiedz
Wpisy: 319
Rozpoczynający temat
(@wera_k)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co piszesz, że żal przysłonił wszystko — u mnie jest dokładnie tak samo. Mam wrażenie, że ta osoba w mojej głowie to już nie jest prawdziwy człowiek, tylko jakiś symbol całego bólu. I nie wiem, czy afirmacje odpuszczenia skierowane do tego symbolu mają w ogóle sens. Czy ktoś miał podobnie i jakoś z tego wyszedł?


Odpowiedz
Wpisy: 157
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

To, co opisujesz — że ta osoba stała się symbolem bólu — jest chyba bardzo powszechne, tylko mało kto to tak nazywa. U mnie podobnie było. I właśnie wtedy afirmacje 'odpuszczam ci' niczego nie robiły, bo nie miałam do kogo ich kierować — miałam tylko ten obraz. Dopiero kiedy zaczęłam pisać konkretne wspomnienia, nie oceniać ich, tylko opisywać, coś zaczęło wracać do ludzkiego rozmiaru.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@karol59)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 86

@Pentagramia Opisywanie konkretnych wspomnień bez oceniania — to brzmi prosto, ale dla mnie byłoby chyba bardzo trudne. Czy to znaczy, że piszesz wszystko po kolei chronologicznie, od początku znajomości? Bo mam wrażenie, że jak zaczynam wspominać, to i tak wyłapuję głównie te złe momenty.


Odpowiedz
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 157

@Karol59 Nie chronologicznie — to by było za ciężkie. Brałam jedno konkretne wspomnienie, obojętnie skąd, i pisałam tylko, co widziałam, słyszałam, co było wokół. Bez 'i to był błąd' albo 'a potem się okazało'. Samo zdarzenie, jak kadr z filmu. Złe wspomnienia też są, nie uciekam od nich, ale oprawione w szczegóły tracą trochę z tej abstrakcyjnej grozy.


Odpowiedz
(@hydromantka_w)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 113

@Pentagramia A jak długo to zajmuje, zanim coś drgnęło? Bo martwię się, że przy takiej pracy ktoś może przez kilka dni poczuć się gorzej, zanim poczuje się lepiej — i wtedy rezygnuje, myśląc, że to nie działa.


Odpowiedz
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 157

@Hydromantka_W To realne ryzyko i ja przez to też przechodziłam. Nie powiem ci konkretnej liczby tygodni, bo u mnie to nie było liniowe. Ale ten moment pogorszenia to niekoniecznie znak, że coś idzie źle — często jest odwrotnie. Problem w tym, że trudno to odróżnić w środku procesu.


Odpowiedz
(@jaspisowa-1)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Pentagramia Ale czy jest jakikolwiek sposób, żeby to odróżnić? Bo 'może jest gorzej bo idzie dobrze' i 'jest gorzej bo coś robię nie tak' wyglądają z zewnątrz identycznie. Jak w ogóle mamy cokolwiek oceniać bez zewnętrznego punktu odniesienia?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Jaspisowa.1 Pytasz o coś bardzo konkretnego i mam wrażenie, że szukasz znaku, który da ci pewność — a tego znaku po prostu nie ma. Jedna wskazówka, którą uważam za użyteczną: pogorszenie w procesie ma charakter falowy — przychodzi i odpływa. Jeśli jest stale narastające i nie daje ani chwili oddechu, to może być sygnał, że coś w podejściu wymaga zmiany, nie że proces sam w sobie jest zły.


Odpowiedz
(@sewer)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Kunia Falowe rozumiem. Ale co to znaczy 'zmiana w podejściu'? Czy chodzi o samą technikę — że zamienić afirmacje na coś innego? Czy może o tempo, częstotliwość?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Sewer Raczej o to, czemu afirmacja służy w danym momencie. Jeśli używasz jej do zagłuszenia emocji, które jeszcze potrzebują być poczute, to ona nie dotrze tam, gdzie ma dotrzeć. Wtedy zmiana podejścia to nie tyle inna technika, co cofnięcie się o krok — pozwolenie sobie na to, co afirmacja miała ominąć.


Odpowiedz
Wpisy: 395
(@teodozja_h)
Połączone: 3 miesiące temu

Mam takie naiwne pytanie do tego, co Kunia napisała — czy afirmacja może zagłuszać emocje bez naszej świadomości? Tzn. czy można robić to nieświadomie, myśląc, że pracuje się z emocją, a tak naprawdę uciekać od niej?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dadzbog)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 284

@Teodozja_H Myślę, że tak i to jest chyba jeden z częstszych błędów przy tej praktyce. Jeśli powtarzasz 'odpuszczam, czuję spokój' w tempie, które nie daje przestrzeni na nic innego, to mechanicznie tak — zagłuszasz. Sam miałem przez jakiś czas afirmacje jak mantrę obronną, dopiero kiedy zwolniłem i robiłem przerwy między zdaniami, zacząłem zauważać, co się po nich pojawia.


Odpowiedz
(@wera_k)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Dadzbog A co się pojawiało po tych przerwach? Pytam, bo boję się, że jeśli zwolnię, to po prostu zatonę w tym co czuję i nie będę mogła funkcjonować. Mam obowiązki, nie mogę sobie pozwolić na rozklejenie się w środku tygodnia.


Odpowiedz
Wpisy: 284
(@dadzbog)
Połączone: 2 lata temu

Pojawiał się opór, czasem złość, raz czy dwa coś w rodzaju ulgi, chociaż nie spodziewałem się tego. Ale rozumiem, co mówisz — o obowiązkach. To ważne. Może zamiast starać się robić to głęboko w ciągu dnia, wydziel sobie konkretny moment — wieczór, rano przed wstaniem — i tam pozwól sobie na te przerwy. Poza tym momentem afirmacja może być spokojniejsza, mniej eksploracyjna.


Odpowiedz
Wpisy: 876
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

Czytam to wszystko i mam wrażenie, że ta praca jest o wiele bardziej skomplikowana niż myślałam zaczynając. Miałam nadzieję, że wystarczy regularnie powtarzać i z czasem samo przejdzie. Czy naprawdę każda osoba musi to robić na swój sposób, czy jest jakiś wspólny szkielet, od którego można zacząć?


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Lunarna Jakiś szkielet jest, ale uczciwie — jest wyjściowy, nie docelowy. Coś takiego: najpierw nazwij emocję zanim zaczniesz ją przepracowywać, potem daj sobie zgodę na to, że odpuszczenie nie oznacza akceptacji tego, co się stało, a dopiero potem wprowadzaj afirmację jako kolejny krok. Ale kiedy zacznie się konkretna praca, ten szkielet i tak się zmienia pod konkretną osobę i konkretną sytuację.


Odpowiedz
(@oracle96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 96

@Kunia To 'odpuszczenie nie oznacza akceptacji' — to zdanie mnie uderzyło. Bo chyba właśnie na tym się zatrzymuję. Mam poczucie, że jeśli odpuszczę, to jakby powiem tej osobie, że to co zrobiła, było okej. A nie chcę tego mówić. Czy afirmacje da się sformułować tak, żeby tego rozróżnienia pilnowały?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Oracle96 Tak i to jest jeden z ważniejszych momentów w całej pracy z afirmacjami na żal. Możesz sformułować afirmację, która wyraźnie to rozdziela — na przykład: 'uwalniam ten ból, bez zgody na to, co się stało'. Albo: 'to, co zrobiono, było złe — i mimo to wybieram uwolnienie dla siebie'. Drugi człon jest dla ciebie, nie dla tej osoby.


Odpowiedz
(@jaspisowa-1)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Kunia Czy te sformułowania naprawdę mają znaczenie, czy to taka semantyczna gimnastyka? Pytam serio, nie złośliwie — bo zastanawiam się, czy umysł nie wie i tak, co 'tak naprawdę' mamy na myśli, niezależnie od słów.


Odpowiedz
(@hydromantka_w)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 113

@Jaspisowa.1 Ja bym powiedziała, że ma znaczenie — bo sformułowanie wpływa na to, gdzie uwaga się zatrzymuje przy powtarzaniu. Jeśli mówię 'odpuszczam', to mój umysł pyta 'co odpuszczam' i zaczyna szukać odpowiedzi — i może trafić albo w tę stronę, albo tamtą. Bardziej precyzyjne zdanie daje mu konkretniejszy tor. Ale nie wiem, czy to neurologia, czy coś innego, po prostu z doświadczenia tak to czuję.


Odpowiedz
(@jaspisowa-1)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Hydromantka_W To co mówisz o uwadze ma sens, ale mnie trochę niepokoi jedno — czy nie zaczyna się tutaj robić zbyt dużo metapracy? Zamiast po prostu przepracowywać żal, zaczynamy analizować, czy dobrze analizujemy, czy słowa są właściwe, czy uwaga idzie we właściwą stronę. W pewnym momencie to chyba może stać się przeszkodą samą w sobie.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Jaspisowa.1 To jest realne ryzyko i dobrze, że to mówisz. Jest taki moment, kiedy refleksja nad procesem staje się formą unikania samego procesu. Ale jedno zdanie o sformułowaniu afirmacji to nie jest jeszcze metapraca — problem zaczyna się, kiedy zmieniasz słowa dziesiąty raz zamiast po prostu siadać i powtarzać. Wtedy rzeczywiście uciekasz.


Odpowiedz
(@sewer)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Kunia A jak to rozróżnić? Bo z zewnątrz i od środka może to wyglądać tak samo — siedzę, poprawiam, myślę że robię dobrze.


Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 284

@Sewer Dobry sygnał to chyba taki: jeśli poprawiasz, bo coś rzeczywiście nie pasuje i czujesz opór w ciele przy powtarzaniu — to ma sens. Jeśli poprawiasz, bo po prostu nie chcesz jeszcze zaczynać — to już ucieczka. Przynajmniej u mnie tak to działało. Chociaż nie wiem, czy to reguła, czy moje własne odkrycie.


Odpowiedz
(@oracle96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 96

@Dadzbog Ten opór w ciele — możesz opisać, jak to u ciebie wyglądało? Bo ja nie jestem pewna, czy to co czuję, to opór, czy po prostu dyskomfort związany z samym tematem.


Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 284

@Oracle96 Trudno to opisać precyzyjnie. U mnie było coś w okolicach klatki piersiowej, takie napięcie, które przy niektórych sformułowaniach rosło, a przy innych jakby odpuszczało trochę. Ale uczciwie powiem — nie wiem, czy to był 'opór ciała' czy po prostu emocja, która akurat tam siedzi. Może nie ma sensu tego rozróżniać.


Odpowiedz
Wpisy: 395
(@teodozja_h)
Połączone: 3 miesiące temu

Czytam tę rozmowę o oporze i mam takie pytanie — czy jeśli przy powtarzaniu afirmacji w ogóle nic nie czuję, ani oporu, ani ulgi, to znaczy, że coś robię nie tak? Trochę się obawiam, że może jestem zbyt odcięta żeby to w ogóle działało.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 157

@Teodozja_H Odcięcie to też coś. Nie mniejsze niż opór, tylko inaczej wygląda. Jak przez jakiś czas nic nie czujesz, to nie znaczy, że nie działa — czasem to jest właśnie ten moment, kiedy coś się dzieje głębiej, zanim trafi na powierzchnię. Nie traktowałabym braku czucia jako sygnału że odpuszczasz sobie za bardzo.


Odpowiedz
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 876

@Pentagramia A jak długo trwało u ciebie, zanim pojawiło się cokolwiek wyraźnego? Bo mam wrażenie, że od kilku dni po prostu mówię słowa i nic — i zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle jestem w stanie to poczuć.


Odpowiedz
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 157

@Lunarna U mnie pierwsze wyraźniejsze coś było po mniej więcej trzech tygodniach, ale to nie była ulga ani żaden przełom. Raczej moment, kiedy pomyślałam o tej osobie i przez chwilę nie poczułam tego zwykłego ściśnięcia. Małe i nieefektowne, ale jednak inne. Kilka dni to zdecydowanie za wcześnie żeby oceniać.


Odpowiedz
(@wera_k)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Pentagramia Trzy tygodnie to całkiem długo. Mam wrażenie, że muszę być bardzo cierpliwa, a właśnie z tym mam największy problem. Czy jest coś, co pomaga wytrwać w tym, kiedy człowiek nie widzi żadnych rezultatów i zaczyna myśleć, że to bez sensu?


Odpowiedz
Wpisy: 1621
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

To o cierpliwości jest dla mnie ważnym momentem w tej rozmowie, bo chcę powiedzieć coś, co może być trudne do przyjęcia: jeśli nastawienie jest głównie 'kiedy wreszcie poczuję efekt', to ta praca może się zamienić w kolejną formę kontrolowania. A żal rzadko odpuszcza na żądanie. Może warto zadać sobie pytanie, czy jest coś po samej praktyce — nie po efektach, tylko po samym fakcie, że się siada i robi — co jest warte powtarzania?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@karol59)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 86

@Kunia Bardzo dziękuję za to, bo to jest zupełnie inny sposób patrzenia. Ale mam pytanie — czy to nie jest trochę jak mówienie, żeby nie oczekiwać efektów z czegoś, co ma przynieść efekty? Jak to pogodzić?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Karol59 Nie 'nie oczekiwać w ogóle', tylko nie uzależniać kontynuowania od natychmiastowego dowodu. Efekt może przyjść, prawdopodobnie przyjdzie przy regularnej pracy — ale jeśli każdego dnia sprawdzasz czy już 'działa', to tej pracy tak naprawdę nie robisz. Skupienie przenosi się z afirmacji na monitoring.


Odpowiedz
(@hydromantka_w)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 113

@Kunia To ma sens, ale ciekawi mnie jedno — skąd wiedzieć, kiedy jednak warto zmienić podejście, bo rzeczywiście coś nie gra, a kiedy po prostu odpuścić kontrolę i kontynuować? To nie jest to samo, a z zewnątrz wygląda podobnie.


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@jaspisowa-1)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie — i tu wracamy do tego samego miejsca co wcześniej. Każde pytanie w tej pracy prowadzi do 'a skąd wiesz, że dobrze rozpoznajesz'. Mam wrażenie, że bez kogoś z zewnątrz, kto zna naszą sytuację, te pytania są w dużej mierze bez odpowiedzi.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@sewer)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Jaspisowa.1 No właśnie. Ale co robić, jeśli nie mamy dostępu do kogoś takiego? Bo nie każdy ma możliwość iść do terapeuty albo ma kogoś bliskiego, z kim może o tym rozmawiać.


Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 284

@Sewer Dziennik to trochę taki substytut zewnętrznego punktu odniesienia — jak regularnie piszesz, to po kilku tygodniach możesz wrócić i zobaczyć, czy cokolwiek się zmieniło. Nie z perspektywy dnia, tylko dłuższego okresu. Sam tak robiłem i to dawało jakiś punkt oparcia, chociaż nie zastąpi drugiego człowieka.


Odpowiedz
(@oracle96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 96

@Dadzbog A czy pisałeś o tej osobie, do której miałeś żal — o tym, co zrobiła, o swoich uczuciach? Czy raczej o samej praktyce i postępach? Bo nie jestem pewna, jak prowadzić taki dziennik żeby faktycznie pomagał, a nie był tylko zapisem frustracji.


Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 284

@Oracle96 I jedno, i drugie, ale nie na zmianę w tym samym wpisie — to się mieszało i potem było nieczytelne. Z czasem zacząłem oddzielać: jeden wpis to jedno — albo emocje wokół sytuacji, albo obserwacja z praktyki. Czy to właściwa metoda, nie wiem, ale mi pomagało utrzymać jakiś porządek.


Odpowiedz
(@jaspisowa-1)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Dadzbog To z oddzielaniem wpisów brzmi sensownie. Ale mam pytanie do tej metody — jak wyglądało to na początku, zanim wyciągnąłeś te wnioski? Bo podejrzewam, że przez jakiś czas właśnie wszystko się mieszało i dopiero po czasie zobaczyłeś, że to nie działa.


Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 284

@Jaspisowa.1 Dokładnie tak. Przez pierwsze tygodnie pisałem jedno wielkie wszystko — emocje, obserwacje, pytania, żal, i potem nie mogłem tego czytać, bo było zbyt gęste. Dopiero jak zacząłem rozdzielać, zrobiło się cokolwiek czytelne. Więc tak, ta metoda wymagała najpierw tego błędu.


Odpowiedz
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 876

@Dadzbog A jak długo prowadziłeś taki dziennik, zanim poczułeś, że cokolwiek się zmienia — nie w relacji do tamtej osoby, ale w sobie? Bo mam wrażenie, że moje zapiski to na razie głównie skargi.


Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 284

@Lunarna Mniej więcej dwa miesiące zanim pojawiło się cokolwiek, co można by nazwać zmianą. I to nie był żaden przełom — po prostu pewnego dnia przeczytałam wpis sprzed miesiąca i pomyślałem, że już tak nie czuję. Skargi są w porządku na początku, serio.


Odpowiedz
Wpisy: 319
Rozpoczynający temat
(@wera_k)
Połączone: 7 miesięcy temu

Dwa miesiące. To dużo czasu przy takim bólu. Czy w trakcie tych dwóch miesięcy były momenty, kiedy myśleliście o przerwaniu — że to bez sensu, że nie ma po co? Bo ja już teraz, po paru tygodniach, zaczynam mieć takie myśli.


Odpowiedz
Wpisy: 1621
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Mam takie pytanie do tego wątku o przerywaniu — czy te myśli pojawiają się zaraz po sesji z afirmacjami, czy raczej w ciągu dnia, przy jakimś kontakcie z czymś, co przypomina tę osobę? Bo to nie jest to samo i może wskazywać na różne rzeczy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wera_k)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Kunia Raczej w ciągu dnia. Po samych afirmacjach jestem trochę spokojniejsza, ale później, jak coś mi o niej przypomni, to wraca wszystko podwójnie. I wtedy myślę, że to bez sensu.


Odpowiedz
Wpisy: 1621
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

To co opisujesz — spokój po sesji, a potem nawrót przy bodźcu — jest dość typowe na tym etapie. Afirmacje nie zaklejają rany, one powoli zmieniają grunt pod nią. Nawrót przy przypomnieniu nie przekreśla tego, co się dzieje w spokojniejszych momentach.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@sewer)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Kunia Ale skąd wiadomo, że ten spokój po sesji to efekt pracy, a nie po prostu chwilowe oderwanie uwagi? Bo to może wyglądać tak samo z zewnątrz — i od środka chyba też.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Sewer Szczere pytanie. Odpowiem pytaniem: czy ten spokój po sesji jest jakościowo inny niż spokój po, powiedzmy, godzinie serialu? Jeśli tak, to już coś mówi. Jeśli nie czujesz różnicy — warto to obserwować dłużej, ale nie panikować.


Odpowiedz
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 157

@Sewer Dodam do tego, że oderwanie uwagi też ma swoją wartość — nie wszystko musi być głębokimi przesunięciami. Ale Kunia ma rację, że z czasem zaczyna być czuć różnicę między 'po prostu spokój' a czymś, co ma inną teksturę. Trudno to opisać zanim się tego doświadczy.


Odpowiedz
(@oracle96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 96

@Pentagramia Ta 'inna tekstura' — czy to jest coś, co przychodzi nagle i wyraźnie, czy raczej zauważasz to dopiero po fakcie, gdy porównujesz?


Odpowiedz
(@pentagramia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 157

@Oracle96 U mnie prawie zawsze po fakcie. Rzadko kiedy myślałam 'o, teraz jest inaczej' — częściej patrzyłam wstecz i zauważałam, że coś się przestawiło. Dlatego ten dziennik, o którym mówił Dadzbog, faktycznie robi robotę — bez zapisków trudno to w ogóle zobaczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 395
(@teodozja_h)
Połączone: 3 miesiące temu

A jeśli ktoś nie prowadzi dziennika i nie chce — czy ta praca może przynieść cokolwiek? Pytam, bo ja z pisaniem mam problem, czuję się przy nim bardzo odsłonięta i nie wiem, czy jestem w stanie to robić regularnie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@hydromantka_w)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 113

@Teodozja_H Dziennik to tylko jedna z możliwości, nie warunek konieczny. Znam osoby, które robiły to przez rozmowę z zaufaną osobą, inne przez nagrywanie siebie. Cokolwiek daje ten zewnętrzny punkt porównania — forma jest drugorzędna. Co sprawia, że pisanie sprawia ci problem?


Odpowiedz
(@teodozja_h)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 395

@Hydromantka_W Chyba to, że jak widzę to zapisane, to staje się bardziej prawdziwe. I boję się, co znajdę.


Odpowiedz
(@jaspisowa-1)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Teodozja_H To jest bardzo uczciwe powiedziane. Ale zastanawiam się — czy praca z afirmacjami na odpuszczenie komuś żalu może w ogóle pójść głębiej, jeśli to, co jest w środku, jest cały czas omijane? Nie oceniam, naprawdę pytam.


Odpowiedz
Wpisy: 86
(@karol59)
Połączone: 1 rok temu

Dziękuję za tę rozmowę, bo dużo tu rzeczy, które mnie dotyczą. Mam pytanie trochę z boku — czy ktoś próbował afirmacji w połączeniu z czymś fizycznym, na przykład z ćwiczeniami oddechowymi przed powtarzaniem? Czytałem, że to może pomagać wyciszyć to napięcie w ciele, o którym wcześniej była mowa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 284

@Karol59 Próbowałem i u mnie faktycznie robiło różnicę — kilka głębszych oddechów przed sesją sprawiało, że byłem bardziej 'obecny' przy słowach, a nie po prostu recytowałem. Ale nie wiem, czy to synergia z afirmacjami, czy po prostu efekt samego oddechu. Trudno to rozdzielić.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: