Słucham afirmacji przez słuchawki podczas jazdy samochodem, głównie na dłuższych trasach. Zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens, skoro większość uwagi jest na drodze. Czytałam gdzieś, że afirmacje działają najlepiej, gdy jesteśmy w stanie alfa, czyli maksymalnego odprężenia, a prowadzenie auta raczej temu nie sprzyja. Z drugiej strony, lepsze to niż zero praktyki. Czy ktoś ma doświadczenie z tym tematem?
To jest dobre pytanie i często się z nim spotykam. Stan alfa to jedno, ale afirmacje działają też na innym poziomie — poprzez powtarzanie i oswajanie umysłu z nowym przekonaniem. Jazda samochodem, szczególnie rutynowa trasa, bywa stanem zbliżonym do lekkiego transu. Część uwagi zaangażowana w prowadzenie, reszta dryfuje. To nie jest stan głębokiej medytacji, ale nie jest też zwykłym czuwaniem. Efekt może być inny niż przy pełnym skupieniu, ale nie zerowy. Pytanie brzmi raczej: jakie afirmacje słuchasz i jak są nagranie?
Ja bym powiedziała, że jazda samochodem to wręcz idealny moment na afirmacje, bo wtedy nasz umysł analityczny jest zajęty drogą i nie blokuje przekazu. Działa podobnie jak podczas zasypiania. Słyszałam, że właśnie wtedy podświadomość jest najbardziej otwarta na nowe treści.
Mam wrażenie, że często miesza się tutaj dwie rzeczy: słuchanie afirmacji w tle a aktywne ich powtarzanie. To są dwie różne praktyki. Słuchanie podczas jazdy to bardziej ekspozycja na treść, trochę jak reklama — nie jesteś skupiona, ale po pewnym czasie coś zostaje. Aktywne powtarzanie na głos, nawet w samochodzie, to już zupełnie inna historia. Sama tak robiłam przez jakiś czas, powtarzałam na głos jadąc do pracy. Efekt był wyraźniejszy niż przy samym słuchaniu nagrania.
zamiast. Miałam listę swoich afirmacji i po prostu mówiłam je głośno podczas jazdy. Nagranie może rozpraszać, bo słyszysz cudzy głos i zamiast angażować się w treść, mimowolnie oceniasz intonację albo brzmienie. Własny głos, nawet jeśli na początku brzmi dziwnie, jest skuteczniejszy bo angażuje też mięśnie, oddech, całe ciało fizycznie uczestniczy w wypowiadaniu.
A czy to nie jest trochę niebezpieczne? Mówić na głos do siebie podczas prowadzenia? Nie wiem, czy bym potrafiła się skupić na drodze i jednocześnie naprawdę czuć to, co mówię.
Ja słucham afirmacji w samochodzie od jakiś miesięcy i szczerze? Nie wiem czy to "działa" w jakimś głębszym sensie, ale zmieniło się moje nastawienie po porannej jeździe do pracy. Zamiast radia z newsami mam spokojniejszy start dnia. Nie wiem czy to same afirmacje czy po prostu brak negatywnych informacji rano. Trudno to rozdzielić.
Przepraszam że się wtrącam, ale czy afirmacje w ogóle wymagają jakiegoś szczególnego stanu? Myślałam że wystarczy po prostu je powtarzać.
Stan skupienia nie jest wymagany w sensie absolutnym, ale wpływa na głębokość efektu. Powtarzanie mechaniczne, kiedy myślami jesteś gdzie indziej, daje słabszy rezultat niż powtarzanie z zaangażowaniem emocjonalnym. Właśnie dlatego to pytanie z tytułu wątku jest trafne — podczas jazdy część twojej uwagi jest zawsze gdzie indziej i to realnie przekłada się na jakość praktyki. Nie przekreśla jej, ale zmienia.
Dodam inną perspektywę: dawniej afirmacje wypowiadało się przy lustrem, w ciszy, patrząc sobie w oczy. To był celowy zabieg. Kontakt z własnym odbiciem angażuje inny poziom samoświadomości niż słuchanie czegoś w ruchu. Jazda samochodem jest użyteczna jako uzupełnienie, ale zastąpienie tego czymś wygodniejszym rzadko daje te same efekty.
to nie kwestia wyboru w sensie — jedno drugiemu nie wyklucza. Technika z lustrem angażuje inny mechanizm, bo widzisz własną twarz i uruchamia się coś, co można by nazwać bezpośrednim sprzężeniem zwrotnym. Słyszysz swój głos i jednocześnie obserwujesz reakcję własnego ciała — napięcie w szczęce, wyraz oczu. W samochodzie tego nie masz. Więc tak, jazda może być uzupełnieniem, ale jeśli zaczynasz od zera, to lustro daje silniejsze zakotwiczenie dla nowych przekonań.
A skąd wiadomo, że opór przy lustrze to coś dobrego, a nie po prostu sygnał, że ta technika nie jest dla mnie? Może niektórzy ludzie po prostu inaczej przetwarzają?
Właśnie o to mi chodziło kiedy zadawałam to pytanie na początku. Słucham już kilka tygodni i zastanawiam się, czy cokolwiek się naprawdę zmienia, czy tylko mi się wydaje że jest lepiej. Jak to w ogóle sprawdzić?
Ja sam sobie zadawałem to pytanie. Nie wymyśliłem nic genialnego, ale zacząłem zwracać uwagę na to jak reaguję w sytuacjach, które wcześniej mnie denerwowały — np. korek, spóźniony klient. Jeśli zauważam że reaguję spokojniej, uznaję że coś działa. Nie wiem czy to afirmacje czy po prostu mniej radia z newsami, ale hej — zmiana jest.
Przepraszam że się wtrącę — czy te notatki to coś podobnego do dziennika wdzięczności? Czy inna praktyka?
Wracając do jazdy samochodem — jest jeden aspekt, który jeszcze nie padł. Regularność. Codzienne dojazdy do pracy to bardzo stały rytm i właśnie na tej regularności dużo się buduje. Nawet jeśli efekt pojedynczej sesji w aucie jest słabszy niż przy lustrze, to dzienna stałość może to nadrabiać. Pytanie ile razy dziennie ktoś staje przed lustrem, a ile razy jedzie samochodem.
A czy ktoś próbował łączyć jedno z drugim — najpierw afirmacje przy lustrze rano, a potem jeszcze w samochodzie jako powtórzenie? Zastanawiam się czy to ma sens czy jest po prostu redundantne.
Dobra, więc rozumiem że regularne dojazdy mają tę zaletę z rytmem — ale wróćmy do mojego pytania bo nie dostałam jeszcze konkretnej odpowiedzi. Jak to sprawdzić? Mam słuchać dalej i liczyć że coś się zmieni, czy jest jakiś moment, po którym powinnam już zobaczyć coś konkretnego?
To pytanie zadajesz po kilku tygodniach — to jest akurat dobry moment żeby zadać je sobie po raz pierwszy. Nie ma jednej granicy czasowej, ale jeśli chcesz jakiegoś punktu odniesienia: najczęściej mówi się o minimum sześciu tygodniach regularnej praktyki zanim cokolwiek oceniać. I nie szukaj zmiany w przekonaniach bezpośrednio — szukaj jej w tym co opisywała Malgosia87, czyli w reakcjach. Zmiana przekonania jest niewidoczna dopóki nie zostanie sprawdzona sytuacją.
Mam pytanie do Pogodnicy albo Eugenki — skoro mówicie o mechanizmie podstawowym, to czy możecie go wyjaśnić prosto? Bo czytam ten wątek od początku i mam wrażenie że każdy mówi coś trochę innego i nie wiem co jest tym sednem.
Ja właśnie to obserwuję u siebie — po kilku tygodniach w samochodzie zacząłem zauważać że pewne zdania z afirmacji pojawiają mi się w głowie same, w momentach stresu. Nie przypominam ich sobie świadomie, po prostu są. Nie wiem czy to jest ten efekt o którym piszesz, ale coś takiego się dzieje.
To co opisujesz — i Bartez83 też — to jeden z pierwszych sygnałów internalizacji. Treść przestaje być czymś słyszanym z zewnątrz i zaczyna funkcjonować jako własna myśl. To nie jest koniec procesu, ale to nie jest też nic. To znaczy że ekspozycja była wystarczająco regularna. Teraz pytanie jest inne: czy te myśli, które się pojawiają spontanicznie, zmieniają coś w tym co robisz, albo jak się czujesz?
Przepraszam że wchodzę z boku — ale czy te spontaniczne myśli mogą się pojawić też w formie snów? Bo ostatnio śnię o rzeczach, które są jakoś podobne do treści afirmacji i zastanawiam się czy to przypadek.
Właśnie mnie zastanawia to samo co Arnold59 pyta. Bo skoro to tarcie jest normalnym etapem, to jak długo powinno trwać? Moje minęło po kilku dniach samo z siebie, ale nie wiem czy to szybko czy wolno.
nie ma jednej odpowiedzi na to ile trwa, bo to zależy od tego jak głęboko zakorzenione jest stare przekonanie. Kilka dni to wcale nie jest mało — u niektórych trwa tygodniami. To że minęło i że treści zaczęły się pojawiać spontanicznie, o czym pisałaś wcześniej, to są dwa dobre sygnały razem. Nie szukałabym tu problemu.
A ja mam zupełnie inne pytanie — czy te afirmacje, które słuchacie w samochodzie, nagrywasz sama czy to gotowe nagrania? Bo zastanawiam się czy to w ogóle ma znaczenie, czyj głos słyszysz.
Mam pytanie może trochę z boku — czy wy w ogóle słuchacie afirmacji codziennie, czy tylko w te dni kiedy jedziecie samochodem? Bo jeśli ktoś jeździ raz w tygodniu, to ten efekt o którym mówi Eugenka chyba nie zadziała tak samo?
