Zaczęłam ostatnio pracować z afirmacjami i od razu trafiłam na problem. Mam silny perfekcjonizm i każda afirmacja w stylu "jestem wystarczająca" brzmi dla mnie jak kłamstwo. Dosłownie czuję wewnętrzny opór, jakby jakaś część mnie krzyczała: nie, nie jesteś. Czy ktoś przez to przechodził? Jak w ogóle zacząć, gdy umysł od razu odrzuca te słowa?
Ten opór to jest właśnie sedno problemu z afirmacjami przy perfekcjonizmie. Jeśli przekonanie jest zbyt odległe od tego, w co aktualnie wierzysz, mózg to odrzuca jak ciało obcy przeszczep. Dlatego klasyczne afirmacje w stylu "jestem idealna" często nie działają na perfekcjonistów. Czy próbowałaś wersji pomostowych, czyli czegoś w stylu "uczę się akceptować, że wystarczy zrobić dobrze, nie perfekcyjnie"?
Ja też trochę siedziałem w tym temacie. Z tego co czytałem, chodzi o to, że afirmacja ma być na granicy strefy komfortu, ale jej nie przekraczać zbyt gwałtownie. Zamiast "jestem doskonały" dajesz "robię wystarczająco dużo na dziś". Ale nie jestem pewien czy to moja własna interpretacja jest dobra, więc chętnie posłucham jak Piolunka to widzi.
U mnie działało coś innego. Zamiast afirmacji o sobie zaczęłam od obserwacji bez oceny. Tak jakby: "zauważam, że dzisiaj skończyłam projekt" zamiast "jestem wystarczająca". Perfekcjonizm lubi oceniać, więc jak na chwilę wyciągasz ocenę ze zdania, opór jest mniejszy. Nie wiem czy to ma jakąś fachową nazwę, ale efekt był zauważalny po jakimś czasie.
A czy to nie jest trochę tak, że przy okazji afirmacji po prostu uczymy się kłamać sami sobie w taki bardziej... elegancki sposób? Pytam serio, bo sam mam problem z tego rodzaju technikami właśnie z tego powodu.
Ale to jest trochę błędne koło. Perfekcjonista z definicji uważa, że żadne zadanie nie zostało zrobione wystarczająco dobrze. Jak mam szukać zakorzenienia, skoro mój filtr wymazuje takie wspomnienia automatycznie?
To jest sedno sprawy i chcę tu wejść, bo ta rozmowa dotknęła czegoś ważnego. Perfekcjonizm to nie jest przekonanie, to jest strategia przetrwania. Zanim zaczniesz przyklejać nowe afirmacje, warto zapytać się: skąd ten przymus doskonałości pochodzi? Bo jeśli afirmacja ma przykryć mechanizm obronny, który kiedyś chronił osobę przed czymś realnym, to ona nie tylko nie zadziała, ale może wzmocnić opór. Znam przypadki, gdzie intensywna praca z afirmacjami pogłębiała problem zamiast go zmniejszać.
Przepraszam że wchodzę, bo czytam i jestem trochę zagubiona. Czy to znaczy, że afirmacje są w ogóle złe dla perfekcjonistów? Bo zaczęłam myśleć, żeby spróbować, a teraz nie wiem...
A czy jest jakaś porą dnia, która lepiej działa? Czytałam gdzieś, że rano zaraz po przebudzeniu umysł jest bardziej chłonny i afirmacje mocniej wchodzą. Ale przy perfekcjonizmie to chyba nie takie proste, bo rano bywa najgorzej z tymi myślami.
Pora jest drugorzędna wobec stanu, w którym afirmację wypowiadasz. Poranek sprzyja, bo mózg jest tuż po fazie theta, czyli tej między snem a czuwaniem, kiedy świadomość krytyczna jest jeszcze uśpiona. Ale jeśli natychmiast po przebudzeniu zaczynasz się stresować zadaniami na dziś, tracisz to okno. Równie dobrze działa wieczór przed zaśnięciem z tego samego powodu. Dla perfekcjonisty istotniejsze od pory jest to, żeby ciało było rozluźnione. Napięte ciało to aktywny krytyk.
A jak ktoś w ogóle nie pamięta momentu przebudzenia, bo od razu wchodzi w myślenie? Ja mam tak że otwiera oczy i już mam w głowie listę rzeczy do zrobienia. Nie ma żadnego theta, jest od razu pełna prędkość. Czy wtedy wieczór lepszy?
Wróćmy na chwilę do tego co mówiła Onyksowa wcześniej, że perfekcjonizm to strategia przetrwania. To mnie uderzyło. Ale jak to ma się do samych afirmacji? Jeśli on jest strategią, to czy afirmacja może tę strategię po prostu wyłączyć, czy musimy dojść do czegoś głębiej?
Afirmacja sama w sobie nie wyłączy strategii. Może jednak zacząć zmieniać narrację, którą ta strategia podtrzymuje. Wyobraź sobie, że perfekcjonizm mówi: 'tylko jeśli będę idealna, będę bezpieczna'. Afirmacja w stylu 'wystarczam taką jaka jestem' nie kasuje tamtego przekonania od razu, ale zaczyna tworzyć alternatywny tor. Z czasem ten tor się poszerza. Klucz to regularność i brak presji na natychmiastowy efekt, co jest ironiczne, bo perfekcjonista chce efektu od razu.
To jest dokładnie ten punkt, w którym u mnie coś kliknęło. Przestałam walczyć z perfekcjonizmem, zaczęłam go traktować jak głos, który ma dobry zamiar, ale złą metodę. I wtedy afirmacje przestały brzmieć jak zaprzeczenie, a zaczęły brzmieć jak korekta kursu. Drobna, ale realna.
Jak traktować go jak głos z dobrym zamiarem, to czy nie powoduje to, że mu ulegamy? Nie rozumiem jak to działa w praktyce. Czy mówisz do siebie na głos że rozumiesz ten głos, czy to jest bardziej coś wewnętrznego?
To jest bardzo blisko tego co czytałem o journalingu terapeutycznym. Że pisanie wyciąga przekonanie z głowy i pozwala mu zobaczyć z zewnątrz. Tylko że wtedy to nie jest już czysta afirmacja, to jest coś szerszego. Czy to nadal wchodzi w temat tego wątku?
Mam pytanie może z innej strony. Czy komuś afirmacje przy perfekcjonizmie w ogóle nie działały? Bo w tym wątku jest dużo o tym jak działają i jak je konstruować, ale mam wrażenie, że pomija się opcję że ktoś próbował i nic.
Ja właśnie jestem w tej grupie i dlatego ten temat założyłam. Próbowałam standardowych afirmacji, tych z internetu, i za każdym razem mój umysł je odrzucał. Dosłownie słyszałam wewnętrzne 'nie, to nieprawda' albo co gorsza zaczęłam analizować dlaczego to nieprawda i wychodziłam z ćwiczenia bardziej przekonana o swoich brakach niż przed.
To co opisujesz to klasyczny efekt odwrotny przy zbyt dużej różnicy między afirmacją a aktualnym przekonaniem. Mózg konfrontuje sprzeczności i wygrywa ta silniej zakorzeniona. Dlatego mówię, że od razu 'jestem wystarczająca' to często za duży skok. Czy próbowałaś czegoś w rodzaju pytania zamiast twierdzenia? Forma 'czy mogę zacząć dostrzegać...?' jest przez umysł traktowana łagodniej niż 'jestem'.
Czy ktoś ma przykłady takich afirmacji w formie pytań? Bo sama bym nie wiedziała jak to zbudować żeby nie brzmiało sztucznie.
Właśnie próbuję to sobie wyobrazić w praktyce i mam problem. Jeśli mam projekt i zaczynam panikować że nie jest dość dobry, to mam wtedy zatrzymać się i zadać sobie to pytanie na głos? Czy w myślach? Bo na głos w biurze wyglądałoby dziwnie.
Kilka tygodni to dużo. Czy jest jakiś sposób żeby to przyspieszyć, czy po prostu trzeba czekać? Pytam bo znam siebie i po tygodniu bez efektów rzucam.
Marylka, ja dokładnie to samo. Przez kilka tygodni szukałam idealnej afirmacji zanim w ogóle zaczęłam. I jak zaczęłam, to po kilku dniach przestałam bo uznałam że źle ją sformułowałam. To jest ta pułapka o której tu rozmawiamy i siedzę w niej od miesięcy.
To co opisujecie to w zasadzie dowód na to, że perfekcjonizm nie zostaje za drzwiami kiedy zaczynasz pracę z afirmacjami. Wchodzi razem z tobą i komentuje każdy krok. Może właśnie dlatego pierwszą afirmacją powinna być coś bardzo prostego i niepolerowalnego. Coś czego nie da się ulepszyć, bo jest wystarczająco niedoskonałe z założenia.
