To, co napisała Kamilcia95 o tym 'lekkim napięciu' między stanem obecnym a afirmacją, jest dla mnie bardzo pomocne. Ale mam pytanie: jak w praktyce ocenić, czy jesteś za blisko, czy za daleko? Bo to brzmi jakby potrzeba było sporej samoświadomości, żeby to wyczuć.
Wracając do wątku Anastay i jej zmiany afirmacji w trakcie - właśnie ta rozmowa o oprorze pokazuje mi, że jej zmiana miała sens. Jeśli tamta stara budziła codziennie twarde 'nie', to może to był sygnał do zmiany, a nie słabość. Tylko nikt jej wcześniej tego nie powiedział.
Dokładnie tak to czułam, ale nie byłam pewna, czy to usprawiedliwienie dla siebie, czy faktyczny sygnał. Każdego ranka ta stara afirmacja brzmiała jak coś z innego życia. Ta nowa nie daje mi tego uczucia. Zastanawiam się teraz, czy powinnam prowadzić jakiś zapis tych reakcji, żeby mieć coś konkretnego, a nie polegać tylko na wrażeniu?
Zapis to dobry pomysł. Ja przez jakiś czas notowałem nie samą afirmację, tylko jedną krótką linijkę po niej: co czułem mówiąc ją danego dnia. Nie analizowałem, tylko pisałem. Po kilku tygodniach widać było wyraźnie, czy opór maleje. To chyba jedyna metoda, żeby nie polegać wyłącznie na 'mi się wydaje'.
Ale czy to nie wychodzi na to samo? Jeśli rano i wieczorem łatwiej o skupienie i ciszę, to efektywnie afirmacja działa lepiej - nieważne, z jakiego powodu. Czy ta różnica mechanizmu ma praktyczne znaczenie dla kogoś, kto po prostu chce wiedzieć, kiedy ćwiczyć?
