Zaczęłam praktykę z afirmacją na pewność siebie, powtarzam ją od trzech tygodni codziennie rano. Ostatnio jednak zaczęłam myśleć, że bardziej potrzebuję pracować nad spokojem wewnętrznym niż pewnością siebie, bo to chyba jest mój głębszy problem. I teraz nie wiem co zrobić. Czy mogę po prostu zamienić afirmację na nową, czy to jakiś reset i tracę te trzy tygodnie? Czy w ogóle ma to znaczenie, że już tyle czasu minęło?
Trzy tygodnie to nie jest mało, ale nie dramatyzowałbym. Pytanie jest takie: czy ty czujesz, że ta afirmacja na pewność siebie w ogóle działała, czy od początku leżała gdzieś obok ciebie bez kontaktu z tym, co czujesz? Bo jeśli przez te trzy tygodnie powtarzałaś coś, co nie trafiało do środka, to i tak nie było postępu do stracenia.
Jeśli czułaś, że afirmacja nie trafia, to zmiana teraz jest jak najbardziej uzasadniona. Ale tutaj ważna sprawa: afirmacje działają na podświadomość przez powtarzanie i każdy cykl powinien trwać minimum 21 dni, żeby nastąpiło przeprogramowanie. Skoro masz już 21 dni za sobą, to możesz zacząć nowy cykl i tamten się zamknął.
Zatrzymałabym się przy tym "21 dniach". To bardzo popularne przekonanie, ale skąd ono pochodzi? Z badań doktora Maxwella Maltza z lat 60., który pisał, że pacjenci po amputacjach potrzebowali minimum 21 dni na przyzwyczajenie się do braku kończyny. Maltza nikt nigdy nie badał w kontekście afirmacji. Późniejsze badania nad formowaniem nawyków, choćby to z University College London, wskazują na średnio 66 dni, i to z bardzo dużą rozpiętością między ludźmi. "21 dni" to marketing, nie psychologia.
Mnie bardziej ciekawi to co Anastaya powiedziała, że mówiła mechanicznie. Sama przez długi czas robiłam dokładnie to samo i zero efektów. Zmiana afirmacji w połowie nie jest problemem jeśli zmienia się twoja intencja. Intencja jest ważniejsza niż ciągłość samego słowa. Przynajmniej tak to u mnie wyglądało.
Właśnie, emocja to podstawa. I dlatego zmiana afirmacji w połowie cyklu nie tylko jest możliwa, ale czasem jest wręcz konieczna. Podświadomość nie liczy dni, ona reaguje na ładunek emocjonalny. Trzy tygodnie z afirmacją, do której nie masz przekonania, to mniej niż tydzień z taką, którą naprawdę czujesz.
To teraz jestem bardziej zagubiona niż przed pytaniem 🙂 Słyszę z jednej strony, że 21 dni to mit, z drugiej, że liczy się emocja, z trzeciej, że nie wiadomo jak to działa. Czy ktoś może mi powiedzieć bardziej konkretnie: zmieniam afirmację teraz czy nie?
Zmieniasz. I nie tracisz niczego. Te trzy tygodnie nauczyły cię jednej ważnej rzeczy: że tamta afirmacja nie była twoja. To jest informacja, nie porażka. Zacznij nową, ale tym razem przed jej codziennym powtarzaniem poświęć chwilę na zatrzymanie się i sprawdzenie, czy to zdanie cokolwiek w tobie porusza. Jeśli jest całkowicie zimne, poszukaj innego sformułowania, może bliższego temu, co naprawdę chcesz poczuć.
A mam pytanie z boku, bo czytam ten wątek z ciekawością. Czy afirmacje w ogóle działają inaczej, jeśli się je pisze zamiast mówić na głos? Słyszałem, że pisanie angażuje inne partie mózgu i może być skuteczniejsze, ale nie wiem czy to ma znaczenie przy zmianie jednej afirmacji na drugą.
To co mówi Kamilcia95 o oporze jest bardzo ważne i trochę wraca do pytania Anastay. Może problem nie był w samej afirmacji na pewność siebie, tylko w tym, że gdzieś wewnątrz czułaś, że nie wierzysz w to zdanie? I dlatego leżała obok? Spokój wewnętrzny może być w tym momencie bardziej osiągalnym celem, bo do niego nie masz tylu wewnętrznych zaprzeczeń.
To co Anastaya powiedziała o tym wewnętrznym głosie, który mówi 'ale to nieprawda', to chyba sedno całej sprawy. I teraz mam pytanie do Kamilcia95: czy jeśli od początku wybierzemy afirmację, w którą częściowo wierzymy, to skraca czas potrzebny do efektu? Czy właśnie te małe stopnie mają znaczenie?
Ale czy ta zmienność w ciągu dnia nie jest argumentem za tym, żeby jednak trzymać się jednej afirmacji przez dłuższy czas? Jeśli afirmacja 'wyłącza się' pod wpływem codziennych sytuacji, to właśnie przez regularne powtarzanie budujemy odporność na te sytuacje. Zmiana w połowie cyklu może przerwać ten proces.
Czytam i mam pytanie, które może jest naiwne: czy w ogóle trzeba robić afirmacje codziennie o tej samej porze, czy to ma znaczenie? Słyszałam, że rano przed wstaniem jest najlepsza pora, ale nie zawsze mi to wychodzi.
Ale wracając do Anastay, bo chyba trochę odpłynęliśmy. Mam wrażenie, że odpowiedź na jej pytanie brzmi: zmieniasz i zaczynasz od nowa z nową afirmacją, tylko teraz robisz to świadomie. Właśnie ten element świadomości to jest różnica między nowym startem a powtórzeniem błędu.
Dobra, powiem jak to teraz wygląda z mojej strony. Zaczęłam mówić tę nową afirmację o spokoju i pierwsza różnica, którą czuję, jest taka, że nie słyszę w głowie natychmiastowego 'ale to nieprawda'. Jest jakiś rodzaj ciszy po wypowiedzeniu. Nie wiem czy to znaczy, że działa, ale przynajmniej nie czuję oporu.
Ta cisza to dobry znak. Nie przejmuj się tym, że nie wiesz 'czy działa', bo to pytanie często samo w sobie blokuje. Jak zaczynasz sprawdzać czy działa, to uruchamiasz analizę zamiast odczuwania.
Mam pytanie może trochę z boku, ale zaintrygowała mnie ta rozmowa. Czy afirmacje można łączyć z czymś innym, na przykład z wizualizacją? Czy to nie jest za dużo naraz i nie rozrzedza efektu?
A co z afirmacjami pisanymi? Wracam do tego wątku sprzed chwili, bo Wahadlarz56 o tym wspomniał i mnie to interesuje. Czy pisanie afirmacji odręcznie ma sens jako zamiennik za mówienie, czy raczej jako dodatek?
A wracając do tego, co Kamilcia95 mówiła o pisaniu odręcznym versus mówieniu na głos - czy ktoś próbował obu metod naprzemiennie w ramach jednego cyklu? Zastanawiam się, czy to też byłoby uznane za 'zmianę w połowie'.
Myślę, że zaangażowanie emocjonalne to właśnie klucz. Czytałam, że afirmacja bez emocji to tylko słowa, które nie docierają głębiej. Więc jeśli pisanie nie daje ci żadnego uczucia, to możliwe, że w ogóle nie pracuje.
Właśnie tego mi brakowało w tamtej pierwszej afirmacji. Nie miałam żadnego uczucia, ale też nie wiedziałam, że to może być normalne na początku. Myślałam, że coś robię nie tak i dlatego chciałam zmieniać.
To jest ta pułapka, o której warto powiedzieć wprost: jak nie czujesz efektu, to myślisz, że afirmacja jest zła, a nie że po prostu jeszcze nie dotarła. I wtedy zaczynasz szukać 'lepszej'. A może po prostu potrzeba czasu.
A ile tego czasu powinno być? Bo słyszałam o 21 dniach, o 40 dniach, o 66 dniach. Skąd te liczby w ogóle pochodzą i czy ma znaczenie, której się trzymać?
Nie do końca rozumiem tego wewnętrznego oporu. Czy chodzi o to, że po prostu nie wierzysz w to, co mówisz? Bo jak mówię sobie 'jestem spokojny' i wiem, że to nieprawda, to czuję się głupio.
A co z sytuacją Anastay - ona zmieniła afirmację i mówi, że tej nowej słucha bez natychmiastowego 'to nieprawda'. Czy to nie jest właśnie ten sygnał, o którym Kamilcia95 pisze, tylko osiągnięty od razu, nie przez czas?
Chyba macie rację. Ta pierwsza afirmacja była o czymś, gdzie w ogóle nie byłam. Nowa jest o spokoju, który gdzieś tam czuję, ale chcę żeby był większy. To może dlatego nie ma tego 'ale to kłamstwo' od razu.
To jest właśnie to. Afirmacja powinna być poza aktualnym stanem, ale nie za daleko. Za blisko - nic nie zmienia, bo już tak jest. Za daleko - umysł odrzuca jako kłamstwo. Środek to miejsce, gdzie jest lekkie napięcie, ale nie totalne zaprzeczenie. I wygląda na to, że ta nowa afirmacja jest właśnie w tym miejscu.
