Temat, który od dawna chciałam tu ruszyć, bo widzę, że pojawiają się pytania przy okazji innych wątków, ale nigdy nie było dedykowanego miejsca. Chodzi o pracę z afirmacjami konkretnie w kontekście zasypiania i wczesnego budzenia się. To nie to samo co afirmacje w ciągu dnia i myślę, że warto to rozróżnić. Mózg w stanach granicznych, tuż przed snem i tuż po przebudzeniu, jest w zupełnie innej gotowości do przyjmowania sugestii. Fale mózgowe spowalniają, przechodzimy przez alfę w stronę tety i to jest moment, w którym słowa, obrazy i intencje trafiają głębiej niż podczas codziennego powtarzania afirmacji przy kawie. Sama pracuję z tym od kilku lat i to, co mnie najbardziej zastanawia, to kolejność: najpierw wyciszenie ciała, potem afirmacja, czy odwrotnie? Sama afirmacja jako sposób wyciszenia? I jak wy to robicie w praktyce?
Dokładnie to samo próbowałam robić przez jakiś czas. U mnie wyglądało to tak, że kładłam się, zamykałam oczy i zaczynałam po prostu powtarzać w głowie jedno zdanie. Ale szybko odkryłam, że jeśli jestem jeszcze zbyt pobudzona po dniu, to afirmacja zamiast wyciszać zaczyna się kręcić w kółko jak mantra bez żadnego zakotwiczenia. Jakby słowa szły, ale nic za nimi nie stało. Dopiero gdy zaczęłam wcześniej robić kilka minut świadomego oddechu, te same afirmacje zaczęły inaczej "lądować". Ale nie wiem czy to kwestia samej techniki, czy po prostu byłam wtedy spokojniejsza z innych powodów.
Miałaś rację, to były głównie afirmacje związane z pracą i pieniędzmi, czyli właśnie to, co kotłowało się w głowie. "Przyciągam obfitość", tego typu rzeczy. I tak, głowa się nie uspokajała, wręcz zaczynała analizować, czy na pewno przyciągam, czy może jednak nie. Klasyczne sabotowanie. Powiedz mi, jak dobierasz treść afirmacji na wieczór, czy masz jakieś kryterium?
Przepraszam, że wchodzę, ale właśnie to jest moje pytanie odkąd o tym czytam. Czy afirmacje przed snem nie są zbyt pobudzające? Wydawało mi się, że przed snem trzeba się wyciszyć, a nie "programować". Skąd w ogóle ten pomysł, że akurat sen jest dobrym momentem na taką pracę?
A jak to wygląda z tym wstawaniem rano? Czytałam gdzieś, że pierwsze minuty po przebudzeniu to idealny moment na afirmacje, ale sama jak się budzę to przez chwilę w ogóle nie wiem gdzie jestem, nie mówiąc już o powtarzaniu czegokolwiek. Jak wy w ogóle to technicznie robicie, czy nagranie, kartka przy łóżku, czy po prostu z pamięci?
Sam korzystam z kartki przy stoliku nocnym od dłuższego czasu. Rano jak otwieram oczy i jeszcze nie sięgam po telefon, to ten kawałek papieru jest pierwszą rzeczą, którą widzę. Ale tu też jest pułapka, z czasem przestajesz go widzieć, bo mózg filtruje rzeczy stałe w polu widzenia. Zmieniam treść co kilka tygodni właśnie dlatego.
Dwa, trzy tygodnie to długo. Nie ma jakiegoś szybszego sposobu? Słyszałem, że jak ktoś robi to intensywnie, po kilka razy dziennie, to efekt przychodzi szybciej.
Okej, ale co to znaczy "jakość uwagi"? Jak mam to sprawdzić u siebie?
Mam pytanie do Anahaty, bo kilka razy wspominałaś o porannym przebudzeniu jako dobrym momencie. Ale jak to pogodzić z tym, że rano od razu wchodzą myśli o tym co trzeba dziś zrobić? Ja ledwo otwieram oczy a już mam listę w głowie. Próbowałaś jakoś to blokować albo to po prostu kwestia przyzwyczajenia?
Słucham tego wątku z dużą uwagą, bo sama mam swoje patenty jeśli chodzi o pracę z porankiem, ale do tej pory nie łączyłam tego świadomie z afirmacjami. Raczej z intencją dnia, co jest może podobne, ale jednak inaczej sformułowane. Zastanawiam się czy intencja i afirmacja robią to samo, czy jednak jest jakaś różnica w działaniu. Bo intencja jest dla mnie bardziej otwarta: "chcę dziś działać spokojnie", a afirmacja jest twierdzeniem o tym, co już jest: "jestem spokojna". Czy ten gramatyczny czas ma znaczenie?
Ale jeśli chodzi o ten mostek, to można też stosować afirmacje z 'coraz bardziej', np. 'coraz bardziej się uspokajam', 'coraz łatwiej mi odpuszczać'. To działa tak samo jak te z 'mogę' i jest sprawdzone. Sama tak robię i efekty są szybsze niż przy klasycznych afirmacjach w czasie teraźniejszym.
Wracam do tego, co pisałam wcześniej o intencji dnia, bo teraz widzę wyraźniej różnicę. Jak stosuję intencję, to ją formułuję raczej jako kierunek działania, a afirmacja wydaje się bardziej stwierdzeniem stanu. Rozumiem, że to nie jest to samo, ale zastanawiam się, czy w praktyce te dwie rzeczy mogą ze sobą współpracować przy zasypianiu, czy raczej warto je rozdzielić na różne momenty?
A co z nagraniami? Słyszałem, że można nagrać sobie afirmacje własnym głosem i słuchać przez słuchawki przy zasypianiu. Podobno to działa szybciej niż mówienie do siebie w głowie, bo mózg inaczej przetwarza własny głos z zewnątrz.
To ciekawe z tym głosem, bo ja przez jakiś czas słuchałam afirmacji nagranych przez kogoś innego, właśnie dlatego że mój własny głos mi przeszkadzał. Czułam, że jak słyszę siebie, to od razu włącza mi się krytyczny komentarz w stylu 'no tak, mówisz, ale nie wierzysz'. Przy obcym głosie tego filtra nie było. Ale potem zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest problem sam w sobie, skoro reaguję tak na własny głos.
Właśnie o to chciałam zapytać. Skoro mózg ma tendencję do filtrowania znanych bodźców, to jak długo afirmacje w ogóle działają, zanim staną się tapetą? I czy trzeba je regularnie zmieniać, żeby zachowały efekt?
Czytam ten wątek od początku i mam jedno bardzo podstawowe pytanie: czy afirmacje trzeba mówić na głos, czy wystarczy myśleć? Wszyscy tu piszą o mówieniu, ale mam lokatorów i wieczorem nie chcę być słyszana przez ścianę.
Mam pytanie, bo coraz bardziej się gubię: czy te wszystkie metody, nagrywanie głosu, pisanie, mówienie szeptem, leżenie z kartką, trzeba testować każdą osobno żeby wiedzieć co dla mnie działa, czy jest jakiś sposób żeby to skrócić?
Tydzień to długo jak na jeden test. Czy nie można szybciej wyczuć, czy coś działa? Po dwóch, trzech wieczorach chyba już widać, czy coś się zmienia czy nie?
A mnie ciekawi jedno: czy ktoś próbował zmieniać afirmacje zależnie od fazy księżyca albo pory roku? Czytałam, że sen w czasie nowiu jest inny energetycznie niż w pełnię i że ciało inaczej przyjmuje sugestie. Czy ktoś to faktycznie testował, czy to tylko teoria?
Dobrze, że to doprecyzowałaś. Pytam, bo sama nie wiem, czy to, co czuję w czasie pełni, jest faktycznie inne, czy tylko tak interpretuję to, co i tak bym czuła. Jak odróżnić realne różnice od efektu oczekiwania?
Wracam tu po kilku dniach i widzę, że wątek poszedł dalej w stronę faz księżyca, ale chcę dopytać o coś, co zostało wcześniej urwane. Pisałaś o tym, że afirmacja wieczorna powinna być jak kotwica, a intencja poranna jak kierunek. Jak ta kotwica ma wyglądać w praktyce, jeśli ktoś nie ma jeszcze wypracowanego schematu wieczornego?
A jak to wygląda u kogoś, kto ma bezsenność? Pytam serio, bo mam problem z zasypianiem od dłuższego czasu i zastanawiam się, czy afirmacje mogą pomóc, czy wręcz nie zaszkodzić. Jak skupiam się na czymkolwiek przed snem, to mózg się nakręca, a nie wycisza.
Wróciłam do pytania, które zadałam wyżej, i widzę, że dostałam odpowiedź o testowaniu jeden po drugim. Ale mam jeszcze jedno: czy w ogóle jest sens używać afirmacji, jeśli jednocześnie bardzo się stresuje wieczorem? Mam wrażenie, że jakikolwiek spokojny rytuał rozbija mi się o to, że przez pół godziny zanim wejdę do łóżka jestem i tak w pełnym trybie działania.
To z tym buforem, o którym piszesz, czyli przestrzeń między komputerem a afirmacją, jak długo ten bufor powinien trwać? Mówisz 'choćby chwilę', ale czy to pięć minut wystarczy, czy raczej pół godziny?
A co jeśli po prostu nie mam trzydziestu minut wieczorem? Pracuję, mam rodzinę, kładę się późno. Czy te afirmacje w ogóle mają sens dla kogoś, kto nie żyje w spa?
Zastanawiam się, czy to nie jest trochę sprzeczne z tym, o czym Anahata pisała wcześniej o kotwicy słownej. Jeśli kotwicą ma być zdanie, a tu mówimy o zapachu albo dotyku, to która warstwa jest ważniejsza? Czy one muszą działać razem, czy można wybrać jedną?
Wracam z pytaniem, bo trochę zgubiłam wątek po dyskusji o księżycu. Czy ktoś próbował łączyć afirmacje poranne z wieczornymi tak, żeby tworzyły jakiś spójny cykl? Mam na myśli nie to samo zdanie rano i wieczór, tylko dwa zdania, które się uzupełniają albo jedno wynika z drugiego.
