Przepraszam, że wchodzę, bo śledzę tę rozmowę od dłuższego czasu i nie znam się na afirmacjach prawie wcale. Ale mam pytanie - czy ktoś tu rozmawiał o tym, co by się stało, gdyby Barwinek53 po prostu spytała koleżankę wprost? Nie 'czy mogę pisać afirmacje', bo to może dziwnie zabrzmieć, tylko jakoś naturalnie - zapytała co jej by pomogło? Rozumiem, że tu chodzi o etykę afirmacji, ale wydaje mi się że część tego dylematu by zniknęła.
Rozumiem to co piszesz o nieobciążaniu koleżanki, naprawdę. Ale mam pytanie - czy ona wie, że przez nią się martwisz? Bo może właśnie ta cisza z twojej strony jest dla niej bardziej obciążająca niż gdybyś powiedziała wprost 'hej, myślę o tobie'?
To jest w sumie najsensowniejszy kontekst jaki do tej pory padł w tym wątku. Jeśli ona sama powiedziała, że potrzebuje przestrzeni - to afirmacje dla niej stają się de facto czymś co robisz dla siebie, żeby poradzić sobie z napięciem. I to jest okej. Natomiast to zmienia pytanie - pytasz już nie 'czy wolno mi to robić etycznie', tylko 'czy to mi cokolwiek da'.
No właśnie tu jest pułapka. Albo wierzysz że afirmacje działają - i wtedy dyskusja etyczna ma sens, bo robisz coś co może mieć skutki. Albo nie wierzysz - i wtedy w ogóle nie warto ich pisać, bo i tak nic nie zmienią. Nie można jednocześnie twierdzić, że afirmacje 'jakoś pomagają' i że 'przecież nic nie robią, to tylko słowa'. Te dwie pozycje się wykluczają.
Dobra, ale wróćmy do konkretów. Barwinek53 pyta czy może pisać afirmacje dla koleżanki. Czy po tej całej rozmowie jest jakaś odpowiedź, która cokolwiek rozstrzyga? Bo mam wrażenie, że każdy mówi co innego i nikt się nie odważy powiedzieć wprost tak albo nie.
Mam pytanie może naiwne - skąd ta różnica między 'ufam że ona znajdzie drogę' a 'ona znajdzie drogę'? Dla mnie brzmią prawie tak samo, intencja jest ta sama. Czy to naprawdę robi aż taką różnicę jak jest napisane?
Dziękuję za całą tę rozmowę, bardzo dużo się tutaj nauczyłem. Czy ktoś mógłby powiedzieć - jeśli ktoś już pisał takie afirmacje przez jakiś czas, to czy można po prostu przestać i to nie będzie miało żadnych konsekwencji? Pytam bo może Barwinek53 też o to myśli.
Chyba będę pisała te afirmacje inaczej - tak jak mówiła Czeslawa08, żeby dotyczyły mojego nastawienia, nie jej stanu. Nie wiem czy to zmieni cokolwiek praktycznie, ale przynajmniej wiem co robię i po co. To chyba tyle co mogłam z tego wyciągnąć. Choć to pytanie o zgodę nadal mnie gryzie.
Barwinek53 napisała coś ważnego na końcu - że przynajmniej teraz wie co robi i po co. Mnie ta myśl bardzo trafia. Dziękuję jej za ten wątek, bo sama miewałam podobne rozterki i nigdy nie wiedziałam jak to poukładać w głowie.
Dobra, ale to co napisała Barwinek53 o zmianie formy afirmacji - to ma działać tak samo skutecznie, czy jednak traci się coś na tej zmianie? Bo rozumiem etykę, ale jeśli efekt będzie słabszy, to trochę mija się z celem.
Ale czy ktoś tu w ogóle rozważa możliwość, że cała ta dyskusja o etyce jest trochę na wyrost? Piszesz kilka słów, nikt tego nie czyta, nikomu to nie przeszkadza. Czy naprawdę trzeba tyle filozofować nad kartką z ołówkiem?
A co jeśli ta osoba, dla której się pisze afirmacje, sama wierzy w takie rzeczy - tylko nie wie, że ktoś to dla niej robi? Czy wtedy jest inaczej? Czy ta 'zgoda' na poziomie przekonań coś zmienia?
Właśnie o to mi chodziło od początku. Moja koleżanka nie praktykuje, w ogóle nie interesuje się takimi tematami. Więc nawet tego rodzaju 'domyślna zgoda' tu nie wchodzi w grę. I to chyba był mój błąd myślenia - że skoro chcę dobrze, to automatycznie jest dobrze.
To co napisałaś jest ważne. Sam się łapię na tym samym - zakładam, że dobra intencja wszystko legalizuje. A ta rozmowa pokazuje, że to nie jest takie proste. Dziękuję że piszesz tu tak szczerze.
Ale czy nie jest tak, że modlitwa za kogoś - a to robi mnóstwo ludzi od zawsze - to właściwie to samo co afirmacja bez zgody? I jakoś nikomu to nie przeszkadza, nikt nie pyta ofiary o pozwolenie przed zmówieniem różańca. Skąd ta różnica w postrzeganiu?
Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie, Czeslawa08. To mi dużo rozjaśniło. Chyba właśnie tej różnicy mi brakowało żeby zrozumieć całą tę dyskusję. Teraz widzę o co tak naprawdę chodzi z tą granicą między prośbą a stwierdzeniem.
Wracając do tego co Barwinek53 napisała kilka postów wyżej - że jej błędem było myślenie 'skoro chcę dobrze, to jest dobrze'. Czy ktoś tutaj zmienił zdanie w trakcie tej dyskusji? Bo ja przyszedłem z założeniem, że pisanie afirmacji dla kogoś jest neutralne, a teraz sam nie jestem pewien.
To ciekawe, że kilkoro z was mówi o zmianie zdania. Ja założyłam ten wątek właśnie dlatego, że sama miałam wątpliwości i nie umiałam ich rozgryźć sama. I myślę, że ta dyskusja nie odpowiedziała mi do końca na pytanie czy mogę - ale nauczyła mnie zadawać lepsze pytania. Już nie pytam 'czy wolno mi pisać afirmacje dla koleżanki', tylko 'co dokładnie chcę osiągnąć i czy ta forma do tego pasuje'.
