Zaczęłam się nad tym zastanawiać po rozmowie z koleżanką, która poprosiła mnie żebym "wysłała jej dobrą energię". No i pomyślałam - a co jeśli zamiast tego po prostu napiszę dla niej kilka afirmacji? Ona nie wie o magii, nie praktykuje, ale ma teraz bardzo ciężki okres. Czy to w ogóle etycznie, żeby pisać afirmacje dla kogoś bez jego wiedzy i zgody? Mam na myśli takie klasyczne - "Jestem zdrowa, jestem spokojna, przyciągam dobre rzeczy" - tylko że z jej imieniem. Intuicyjnie czuję, że to nie powinno być złe, skoro mam dobre intencje, ale coś mnie powstrzymuje.
To zależy, co rozumiesz przez "pisanie afirmacji dla kogoś". Jeśli siadasz i piszesz na kartce "Marta jest zdrowa i spokojna" i zostawiasz tę kartkę w szufladzie - to jest inne działanie niż gdybyś robiła z tym rytuał, pracowała energetycznie, kierowała intencję. To drugie już wchodzi w obszar pracy z czyjąś energią bez pytania. Pierwsze to... właściwie modlitwa za kogoś. Różnica jest spora.
Pytanie jest postawione dobrze, ale odpowiedź naprawdę zależy od podejścia, z jakiego pracujesz. W niektórych tradycjach afirmacja to po prostu myśl wysłana w przestrzeń - bez różnicy od życzenia komuś zdrowia. W innych afirmacja pisana z imieniem to już programowanie rzeczywistości tej osoby, a to bez zgody jest ingerencją w jej wolną wolę. Nie powiem, że jedno podejście jest słuszne, a drugie nie. Ale warto zdecydować, w co się samemu wierzy, zanim się zacznie pisać.
A nie jest tak, że afirmacja działa głównie na tego, kto ją pisze i powtarza? Bo ja zawsze myślałem, że to mechanizm przeprogramowania własnego umysłu, nie coś co realnie zmienia sytuację drugiej osoby. Jeśli tak, to problem etyczny odpada - piszesz dla siebie, nie dla niej.
Słyszę tutaj opis czegoś, co w różnych tradycjach nazywa się "pracą na odległość" lub "healingiem bez zgody" i to jest właśnie ten obszar, który budzi największe kontrowersje. Dobra intencja to nie to samo co prawo do działania. Twoja koleżanka powiedziała "wyślij mi dobrą energię" - i to jest zgoda. Ale na co konkretnie? Na wysłanie energii, nie na programowanie jej rzeczywistości afirmacjami z jej imieniem. To nie jest ta sama rzecz. Moim zdaniem różnica jest realna, nawet jeśli subtelna.
Ale czy to naprawdę robi jakąkolwiek różnicę w praktyce? Mam na myśli - jeśli ktoś wierzy, że afirmacje działają, to rozumiem problem etyczny. Ale jeśli ktoś nie wierzy, to zapisanie czyjegoś imienia na kartce i zapalenie świeczki nic tej osobie nie zrobi. Przepraszam za sceptycyzm, ale to pytanie mnie trochę gryzie.
A gdyby ta koleżanka dowiedziała się i była zła - co wtedy? Czy można "cofnąć" takie afirmacje, jeśli ktoś nie chce?
Mam inne zdanie. Moim zdaniem afirmacja wysłana z miłością i czystą intencją nigdy nie zaszkodzi. Energia miłości jest neutralna, ochronna, nie może "programować" kogoś wbrew jego woli - ona tylko tworzy przestrzeń. Jeśli koleżanka jest na nią otwarta, przyjmie. Jeśli nie - odbije. Nie widziałabym tu żadnego problemu etycznego.
A czy ktoś w ogóle próbował? Bo ta dyskusja jest bardzo teoretyczna. Ciekawi mnie, czy ktoś tu pisał afirmacje dla kogoś i widział jakiś efekt - dobry albo zły.
Ja raz próbowałam czegoś podobnego dla mamy. Pisałam afirmacje zdrowotne z jej imieniem, codziennie przez tydzień. Nie robiłam żadnego rytuału, po prostu pisałam. Nie wiem czy to cokolwiek zmieniło, mama nie ma pojęcia że to robiłam. Ale czułam się trochę dziwnie - jakbym wchodziła w coś, o czym ona nie wie. Ten dyskomfort jest chyba ważną wskazówką?
No dobra, ale wróćmy do sedna - czy ktoś w ogóle widział konkretny efekt po takich afirmacjach dla kogoś innego? Bo ta rozmowa kręci się trochę w kółko wokół etyki, a ja cały czas czekam na jakieś realne doświadczenie.
Właśnie przez to trudno mi podjąć decyzję. Nie mam jak sprawdzić czy to cokolwiek zmieni. Działam trochę w ciemno i może właśnie dlatego mam ten dylemat - bo nie wiem nawet, czy to ma jakikolwiek sens poza moim własnym poczuciem robienia czegoś dla kogoś bliskiego.
Ale może właśnie to poczucie robienia czegoś dla kogoś jest tu najważniejsze? Mam na myśli, że samo skupienie się na dobrostanie tej osoby, pisanie o jej spokoju, zdrowiu - to zmienia twój stosunek do niej, twoje nastawienie. I może to jest właśnie prawdziwy mechanizm.
Ale chwila, bo chcę dopytać. Mówicie o zgodzie - ale jaka to miałaby być zgoda w praktyce? Powiedzieć wprost: 'Hej, zamierzam pisać dla ciebie afirmacje'? Wyobraźcie sobie tę rozmowę z kimś, kto nie interesuje się ezoteryczną stroną rzeczy. Brzmiałoby to co najmniej dziwnie.
Słuchajcie, wracam do pytania które tu gdzieś przepadło - czy ta koleżanka Barwinek53 w ogóle ma jakiś problem, z którym ona sama chce sobie poradzić, czy Barwinek53 po prostu uważa, że tej osobie przydałoby się coś zmienić? Bo to są dwie kompletnie różne sytuacje.
To jest akurat kontekst, który zmienia trochę obraz sytuacji. Podzielenie się z tobą swoim stanem to gest zaufania, ale niekoniecznie zaproszenie do działania na jej rzecz. Mogłabyś po prostu zapytać - nie o afirmacje, bo to może brzmieć obco, ale po ludzku: czy jest coś, co możesz dla niej zrobić. I zobaczyć, co odpowie.
To jest bardzo szczere wyznanie i myślę, że wielu tu rozpoznaje ten mechanizm. Pytanie tylko - czy pisanie afirmacji dla niej zaspokaja twojądotrzebę zrobienia czegoś, czy naprawdę jest nastawione na nią? To nie jest atak, po prostu to rozróżnienie jest tu chyba kluczowe.
Właśnie to mnie zastanawia od początku tej rozmowy. Mówisz 'po cichu' - ale czy to oznacza, że sama czujesz, że powiedzenie jej o tym byłoby kłopotliwe? Bo jeśli coś trzeba ukrywać, to może instynktownie czujemy, że ta osoba mogłaby się nie zgodzić?
Przepraszam że wtrącę, ale ta rozmowa zaczyna mi przypominać psychoterapię a nie wątek o afirmacjach. Czy ktoś może powiedzieć wprost - pisać czy nie pisać? Ja rozumiem niuanse, ale ktoś kto tu trafi po raz pierwszy i ma taki sam dylemat jak Barwinek53 wyjdzie z pustymi rękami.
A mnie zastanawia zupełnie inna rzecz. Czy afirmacje dla kogoś innego to w ogóle jeszcze afirmacje? Bo z tego co czytałam, afirmacja jest zawsze w pierwszej osobie - 'ja jestem', 'ja mam', 'ja czuję'. Jak piszesz 'Marta jest spokojna, Marta ma siłę', to to jest już bardziej wizualizacja albo intencja, nie?
To otwiera kolejne pytanie. Skoro afirmacje tradycyjnie dotyczą siebie, to może Barwinek53 zamiast pisać o koleżance, mogłaby pisać afirmacje o sobie jako osobie wspierającej - coś w stylu 'jestem przy niej', 'daję jej przestrzeń', 'mój spokój przenosi się na nasze relacje'. Czy to nie byłoby i etyczniejsze i skuteczniejsze?
Ale to nie są wykluczone cele. Jeśli ty jesteś spokojniejsza, cieplejsza, bardziej obecna - ona to odczuje w kontakcie z tobą. Nie bezpośrednio przez afirmacje, ale przez ciebie. To jest pośrednie działanie, które nie wymaga żadnej zgody.
Wydaje mi się, że ta rozmowa dotarła do czegoś ważnego, o czym rzadko się mówi przy afirmacjach - że zanim zaczniemy pisać cokolwiek, powinniśmy być jaśni co do tego, *dla kogo* to robimy. Barwinek53 mówiła 'chcę żeby jej było lepiej', ale czy afirmacje są właściwym sposobem do tego celu, czy raczej sposobem na radzenie sobie z własną bezsilnością wobec jej sytuacji? To nie jest zarzut, tylko pytanie, które warto postawić sobie szczerze.
No dobrze, ale my wciąż kręcimy się w kółko. Co z tą zgodą? Czy ktoś w tej rozmowie powiedział wprost - potrzebujesz zgody czy nie? Bo rozumiem, że to jest skomplikowane, ale chyba da się powiedzieć chociaż czy w praktyce ludzie pytają o zgodę przed pisaniem afirmacji dla kogoś?
Właściwie sama nie wiem jak to sobie wyobrażam. Myślałam o tym bardziej jako o skupieniu energii, wysyłaniu czegoś dobrego w jej kierunku. Nie sądziłam, że to jest tak wyraźna interwencja. Teraz jak to czytam to rozumiem, że może podchodziłam do tego zbyt niewinnie - jakby pisanie pozytywnych słów było zawsze nieszkodliwe.
Właśnie to jest kluczowe - słowa 'wysyłanie energii' i 'pisanie pozytywnych słów' to nie to samo, choć mogą wyglądać podobnie na papierze. Jeśli afirmacje traktujesz jako formę skupionej intencji, czyli coś co ma działać na zewnątrz ciebie, to wchodzisz w obszar, gdzie pytanie o zgodę ma realne znaczenie. Natomiast jeśli to dla ciebie raczej medytacja nad czyimś dobrostaninem - analogia z modlitwą jest bliższa i kwestia zgody jest mniej ostra.
Dorzucę jeszcze jeden kąt, który mi tu przyszedł do głowy. Czy nie jest tak, że problem z afirmacjami dla kogoś bez jego wiedzy jest podobny do problemu z wizualizowaniem czegoś za kogoś? W pracy ze snami i intencjami często pojawia się temat - czy mogę wizualizować czyjeś zdrowie, czyjeś powodzenie? I odpowiedź, którą najczęściej słyszałam brzmi: możesz wizualizować tę osobę otoczoną dobrostanem, ale nie możesz wizualizować *jakim* ona konkretnie ma być.
