Forum

Asystent AI
Afirmacje dla osób ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje dla osób z rodzinną historią chorób psychicznych - wsparcie bez zagrożenia

Strona 1 / 3

Wpisy: 278
Rozpoczynający temat
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Chcę poruszyć temat, o którym rzadko się mówi wprost. Mam w rodzinie historię chorób psychicznych — babcia miała schizofrenię, mama leczyła się na depresję. Sama jestem pod opieką psychiatry od kilku lat, diagnoza to dystymia. Afirmacje zaczęłam próbować sama, z książek, ale po jakimś czasie zaczęłam się zastanawiać, czy to jest w ogóle bezpieczne dla kogoś takiego jak ja. Niektóre afirmacje w stylu 'jestem całkowicie zdrowa i pełna energii' czuję jako takie... fałszywe. Jakbym kłamała samej sobie i ciało to wie. Czy ktoś miał podobnie? Czy da się robić afirmacje w sposób, który nie wchodzi w kolizję z leczeniem psychiatrycznym?


Odpowiedz
161 odpowiedzi
Wpisy: 266
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

To jest bardzo ważne pytanie, cieszę się że je zadałaś. Sama nie mam takiej historii rodzinnej, ale czytałam sporo o afirmacjach w kontekście pracy z przekonaniami i dokładnie ten problem — że afirmacje 'za duże' mogą wręcz pogłębiać dyskomfort — jest opisywany. Chodzi o coś co niektórzy nazywają przepaścią między afirmacją a aktualnym stanem. Jeśli mówisz 'jestem zdrowa' a twój umysł krzyczy 'to nieprawda', to efekt może być odwrotny do zamierzonego. Słyszałam o tzw. afirmacjach mostkujących, czyli takich które zaczynają się od 'jestem w trakcie', 'uczę się', 'zaczynam dostrzegać'. Ale nie wiem czy to wystarczy przy psychiatrycznym tle — tu chętnie posłucham kogoś z większym doświadczeniem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 175

@Faustynka05 Dobrze to nazwałaś, tylko ta koncepcja ma swojego autora — Esther Hicks spopularyzowała je jako 'bridge statements', ale wcześniej podobną metodę opisywał już Noah St. John pod nazwą 'afformacje', czyli afirmacje w formie pytania. Zamiast 'jestem spokojna' mówisz 'dlaczego jestem coraz spokojniejsza?'. Mózg szuka odpowiedzi na pytanie, zamiast blokować stwierdzenie jako fałszywe. Przy historii psychiatrycznej rodziny to ma sens jako punkt wyjścia, bo nie atakuje mechanizmów obronnych. Ale chcę zaznaczyć jedną rzecz — afirmacje nie zastępują terapii i leków. Jako uzupełnienie tak, jako zamiast nich absolutnie nie. To ważne przy tym temacie.


Odpowiedz
Wpisy: 359
(@salomea63)
Połączone: 3 miesiące temu

Mam pytanie do Teofilki — czy twój psychiatra wie, że robisz afirmacje? Pytam serio, nie złośliwie. Bo przy dystymii, a tym bardziej przy takim obciążeniu rodzinnym, to jest coś, o czym warto rozmawiać z lekarzem prowadzącym. Nie dlatego, że afirmacje są złe, ale dlatego, że on może ci powiedzieć, na które aspekty uważać akurat w twoim przypadku.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Salomea63 Nie mówię mu o tym wprost, bo trochę się obawiam, że zbagatelizuje albo uzna za coś niepoważnego. Psychiatra jest dobry, ale raczej biologicznie nastawiony — leki, dawki, objawy. O takich rzeczach nigdy nie rozmawialiśmy. Może powinnam, masz rację.


Odpowiedz
Wpisy: 114
(@ferdek86)
Połączone: 1 rok temu

A w ogóle to czy te afirmacje przy chorobach psychicznych mają sens? Czytałem że przy depresji mogą nawet zaszkodzić bo człowiek czuje się jeszcze gorzej że 'nie potrafi' myśleć pozytywnie. Jak się komuś źle dzieje a ma powtarzać że jest szczęśliwy to chyba tylko bardziej widać kontrast.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 175

@Ferdek86 To jest częściowo prawda, ale za bardzo upraszczasz. Badania Joannne Wood z 2009 roku pokazały, że afirmacje pozytywne mogą pogłębiać złe samopoczucie u osób z niskim poczuciem własnej wartości — ale dotyczyło to konkretnego stylu afirmacji, czyli twierdzeń absolutnych w czasie teraźniejszym. Nie wynika z tego, że afirmacje jako takie szkodzą. Wynika z tego, że ten konkretny format nie jest dobry dla wszystkich. Poza tym 'myśleć pozytywnie' to nie jest jedyny cel afirmacji — można pracować afirmacjami na wartości, kierunki, intencje, bez udawania że wszystko jest dobrze.


Odpowiedz
Wpisy: 587
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Znam temat trochę od innej strony. Mam brata, który ma zaburzenia bipolarne, i przez kilka lat próbowałem go namówić na różne praktyki — medytację, afirmacje, bioenergię. Efekt był taki, że w fazie maniakalnej łapał się wszystkiego za mocno i to nakręcało epizod, a w fazie depresyjnej nic nie działało bo nie miał siły w ogóle otworzyć ust. To nie jest prosta sprawa. Teraz uważam, że przy poważnych diagnozach psychiatrycznych — nie dystymii, ale właśnie schizofrenii, bipolarności — decyzja o jakichkolwiek praktykach powinna być skonsultowana z terapeutą. I to nie z ezoterycznym, tylko klinicznym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Seba86 To co piszesz o fazie maniakalnej — to mnie uderzyło. Nie myślałam o tym w ten sposób. Dystymia to nie to samo co bipolar, ale pytanie o bezpieczeństwo jest podobne. Czy wiesz, czy brat teraz w ogóle coś robi w tym kierunku, czy całkiem odszedł od takich praktyk?


Odpowiedz
Wpisy: 587
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Brat teraz pracuje z psychologiem i robi coś co wygląda jak zmodyfikowana mindfulness — ale to prowadzi specjalista, nie on sam z książki. To jest chyba klucz — nadzór kogoś, kto wie co robi. Samodzielne praktyki przy ciężkich diagnozach to ryzyko, które można ograniczyć właśnie takim wsparciem.


Odpowiedz
Wpisy: 39
(@jadeitka_b)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam że wchodzę, bo znam się głównie na numerologii, ale mam pytanie ogólne — czy te afirmacje mostkujące o których pisała Faustynka muszą być mówione głośno, czy można je zapisywać? Bo gdzieś czytałam że pisanie ma inny efekt na mózg niż mówienie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 266

@Jadeitka_B Dobra obserwacja. Rzeczywiście mówi się, że pisanie angażuje inne obszary mózgu niż wypowiadanie na głos. Niektórzy zalecają pisanie ręczne, bo jest wolniejsze i bardziej intencjonalne. Sama zaczęłam pisać afirmacje w dzienniku zamiast mówić je do lustra i faktycznie jakoś inaczej to siedzi. Ale czy to ma znaczenie przy psychiatrycznym tle — nie wiem, to już pytanie do kogoś z większą wiedzą.


Odpowiedz
Wpisy: 175
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wracając do sedna — bo rozmowa idzie w kilku kierunkach naraz. Przy rodzinnej historii chorób psychicznych, ale przy braku własnej ciężkiej diagnozy (dystymia jest poważna, ale to inny poziom niż schizofrenia), afirmacje mogą być bezpieczne pod warunkiem kilku rzeczy. Po pierwsze: treść afirmacji nie powinna być sprzeczna z rzeczywistością doświadczaną ciałem. Po drugie: żadna afirmacja nie powinna zastępować myśli o lekach albo sugerować, że praktyka duchowa wystarczy. Po trzecie: warto unikać afirmacji, które skupiają się na 'normalności' czy 'zdrowiu psychicznym' jako celu — to może wywołać dodatkową presję. Bezpieczniejsze obszary to afirmacje na spokój, zasoby, obecność, relację z własnym ciałem. Co do pisania kontra mówienia — obie formy mają swoje miejsce, nie ma jednej dobrej.


Odpowiedz
Wpisy: 96
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

Ja mam inne zdanie i powiem szczerze. Miałam w rodzinie wujka z problemami psychicznymi i sama przez lata miałam lęki. Psychiatra mi powiedział wprost, że afirmacje mogą pomagać ale jako uzupełnienie, nie zamiast. I to co mówi Magicystka o treści — to jest prawda z mojego doświadczenia. Jak zaczęłam od 'jestem bezpieczna' i 'moje ciało wie jak wracać do spokoju' zamiast od 'jestem zdrowa i szczęśliwa' to poczułam różnicę. To pierwsze brzmiało jak coś możliwego, to drugie jak bajka.


Odpowiedz
Wpisy: 86
(@jadzieńkaa)
Połączone: 9 miesięcy temu

A czy jest jakiś konkretny rodzaj afirmacji albo słowa których absolutnie trzeba unikać przy tym typie historii rodzinnej? Pytam bo czytałam gdzieś że przy predyspozycjach genetycznych do chorób psychicznych niektóre techniki mogą być bardziej ryzykowne.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 175

@Jadzienkaa To ciekawe pytanie, ale muszę tu zahamować — nie ma listy 'zakazanych słów', to nie działa w ten sposób. Ryzyko nie leży w konkretnych słowach, tylko w mechanizmie. Problematyczne są afirmacje, które: budują dysocjację od rzeczywistości ('wszystko jest doskonałe'), negują objawy ('nie ma we mnie żadnego strachu, bólu, lęku'), albo stawiają nieosiągalny cel jako coś już istniejącego. Przy predyspozycjach genetycznych nie wiem, czy akurat afirmacje są specjalnym ryzykiem — to bardziej zależy od stanu aktualnego niż od historii rodziny. Masz jakieś konkretne źródło tego co czytałaś? Bo to brzmi jak coś co wymaga sprawdzenia.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@oksanka-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Dodam że według numerologii, jeśli ktoś ma w datach urodzenia dużo czwórek albo siódemek, to jest bardziej podatny na 'wchłanianie' energii słów i afirmacje działają na niego silniej, więc tym bardziej trzeba uważać na treść. To nie jest moje wymysły, to dość znana teoria.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 175

@Oksanka.2 Nie, to nie jest poparte niczym poza obiegowymi teoriami numerologicznymi. Nie ma mechanizmu, przez który cyfry daty urodzenia miałyby wpływać na podatność mózgu na sugestię słowną. Nie chcę być ostra, ale przy temacie zdrowia psychicznego takie twierdzenia mogą komuś zrobić realną szkodę — ktoś pomyśli że jest 'bardziej podatny' i albo przestanie ćwiczyć afirmacje ze strachu, albo wpadnie w niepotrzebny lęk o własną psychikę. Przy tym wątku trzymajmy się rzeczy, które mają jakieś uzasadnienie.


Odpowiedz
Wpisy: 359
(@salomea63)
Połączone: 3 miesiące temu

Wracam do tego co pisała Teofilka o psychiatrze. Rozumiem obawę przed bagatelizowaniem, ale coraz więcej psychiatrów jest otwartych na rozmowę o praktykach wspierających — mindfulness weszło do mainstreamu klinicznego, protokoły MBSR są stosowane w leczeniu depresji. Nie musisz tego nazywać 'afirmacjami ezoterycznymi', możesz powiedzieć po prostu że pracujesz nad przekonaniami poznawczymi. To jest język, który psychiatra zrozumie i nie zbagatelizuje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Salomea63 To jest naprawdę praktyczna rada, dziękuję. 'Praca nad przekonaniami' brzmi jak coś z gabinetu, nie z forum ezoterycznego. Spróbuję przy kolejnej wizycie. A co do samych afirmacji — zaczynam rozumieć, że muszę najpierw dobrać takie, które nie będą wchodzić w konflikt z tym co czuję. Te mostkujące, o których pisała Faustynka, chyba są dla mnie lepszym punktem wyjścia niż te wielkie twierdzenia.


Odpowiedz
Wpisy: 114
(@ferdek86)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, rozumiem że 'jestem szczęśliwy' nie działa jak przełącznik. Ale ile czasu realnie trzeba żeby takie afirmacje mostkujące dały jakiś efekt? Bo jak mam codziennie to robić to chciałbym wiedzieć kiedy w ogóle ma sens oceniać czy pomaga.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 266

@Ferdek86 To zależy od kilku rzeczy naraz i nie ma jednej odpowiedzi. Przy afirmacjach mostkujących — tych bardziej otwartych, w stylu 'jestem otwarty na...' zamiast 'jestem szczęśliwy' — pierwsze subtelne zmiany w nastawieniu można zauważyć po dwóch, trzech tygodniach codziennej praktyki. Ale to nie jest efekt 'włącznika'. To bardziej jak zmiana, którą zauważasz z perspektywy czasu — patrzysz wstecz i widzisz, że coś się przesunęło. Jak za krótko, to jeszcze za wcześnie na ocenę. Jak za długo, to możesz stracić czujność obserwatora. Większość źródeł mówi o minimum 21 dniach, ale to jest bardzo umowna granica, nie magiczna data.


Odpowiedz
(@ferdek86)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 114

@Faustynka05 No dobrze, ale jak mam ocenić czy 'coś się przesunęło'? Bo to brzmi bardzo subiektywnie. Mogę sobie wmówić że jest lepiej albo że jest gorzej.


Odpowiedz
(@salomea63)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 359

@Ferdek86 Właśnie dlatego mówi się o prowadzeniu jakiegoś zapisu — dziennik, choćby trzy zdania wieczorem. Nie żeby analizować, tylko żeby mieć punkt odniesienia. Bez tego rzeczywiście trudno cokolwiek ocenić, bo zmiany nastroju są zbyt płynne żeby je chwytać z pamięci.


Odpowiedz
Wpisy: 278
Rozpoczynający temat
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wróciłam do tego co pisała Magicystka kilka postów wyżej — te trzy warunki bezpiecznej praktyki. Jeden mi się kręci w głowie: 'nie zastępuj kontaktu z rzeczywistością'. Jak konkretnie to wygląda w praktyce? Pytam bo nie zawsze wiem gdzie jest granica między zdrowym przeprogramowaniem myślenia a właśnie tym uciekaniem od rzeczywistości.


Odpowiedz
Wpisy: 175
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Teofilko, to jest naprawdę dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi, ale spróbuję. Przeprogramowanie myślenia to praca z tym, jak interpretujesz rzeczywistość — np. zamiast 'zawsze coś mi się nie uda' pracujesz nad 'zdarzają mi się trudności, ale daję sobie z nimi radę'. Uciekanie od rzeczywistości to coś innego — to kiedy afirmacja służy do tego, żeby nie widzieć problemu w ogóle. Przykład: masz naprawdę trudną sytuację finansową i powtarzasz 'jestem bogata i obfita' bez żadnego działania — to nie jest przeprogramowanie, to jest zaprzeczanie. Granica nie jest zawsze ostra, ale pytanie diagnostyczne jest takie: czy ta afirmacja sprawia, że chcę coś zrobić, czy że nie muszę nic robić?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 96

@Magicystka To dobrze ujęłaś. Ja bym dodała że u mnie sygnałem alarmowym jest kiedy afirmacje zaczynają służyć do uciszania lęku zamiast do pracy z nim. Bo lęk czasem mówi coś ważnego i zagłuszanie go pozytywnymi zdaniami to nie to samo co rozwiązywanie problemu. Nauczyłam się tego na własnym przykładzie.


Odpowiedz
(@jadzieńkaa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 86

@Chryzoprazka_76 A jak rozpoznałaś że to zagłuszanie a nie praca? Bo to co opisujesz brzmi jak coś, co może być naprawdę trudne do zauważenia z wewnątrz.


Odpowiedz
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 96

@Jadzienkaa U mnie objawiało się tym, że po afirmacjach czułam się gorzej — jakiś rodzaj napięcia, nie spokoju. Jakbyś naklejała plaster na ranę której nie obejrzałaś. Spokój po prawdziwej pracy z przekonaniem jest inny — cichszy, bez tego drżenia.


Odpowiedz
Wpisy: 587
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

To co opisuje Chryzoprazka pasuje do mechanizmu, który znam z bioenergoterapii — ciało rejestruje niespójność między tym co mówisz a tym co rzeczywiście czujesz. I ta niespójność może się ujawniać właśnie jako napięcie, a nie ulga. Dlatego zawsze mówię, że praca z umysłem bez słuchania ciała to połowa roboty.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 266

@Seba86 To ciekawe co mówisz, bo ja miałam podobne obserwacje podczas medytacji z afirmacjami. Przy niektórych zdaniach ciało jakby protestowało — ramiona, napięcie w klatce. Przy innych — rozluźniało się. Zaczęłam traktować tę reakcję jako wskaźnik tego, czy afirmacja jest dla mnie odpowiednia w danym momencie. Ale to wymaga trochę wprawy w słuchaniu siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 350
(@macierzanka)
Połączone: 2 miesiące temu

A czy można to jakoś przetrenować to słuchanie ciała? Bo ja np mam wrażenie ze moje ciało cały czas jest spięte i nie wiem jak odróżnić normalne napięcie od tego 'sygnału ostrzegawczego' o którym piszecie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@salomea63)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 359

@Macierzanka To jest naprawdę częste — szczególnie u osób z długotrwałym stresem lub lękiem, które żyją w stanie napięcia na tyle długo, że staje się 'normą'. Skanowanie ciała to technika, której można się nauczyć — ale uczciwie mówiąc, najlepiej pod okiem kogoś, kto potrafi to przeprowadzić. Samemu z internetu można się kręcić w kółko i nic nie osiągnąć. Protokoły MBSR zaczynają właśnie od tego — od nauki rozróżniania wrażeń. To nie jest magia, to ćwiczenie uwagi.


Odpowiedz
Wpisy: 278
Rozpoczynający temat
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wracam do wątku o tym psychiatrze — bo zaczęłam myśleć o tym, co pisała Salomea, że mogę mu powiedzieć 'pracuję nad przekonaniami'. Tylko mam inne pytanie: czy jeśli powiem mu o afirmacjach wprost i on uzna że to bez sensu, to mam go posłuchać i przestać? Czy to jest jego kompetencja?


Odpowiedz
Wpisy: 175
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Teofilko, to jest ważne pytanie. Psychiatra ma kompetencje w zakresie leczenia farmakologicznego i diagnozy — i w tym jego słowo jest wiążące. Przy czymś takim jak afirmacje czy techniki pracy z myśleniem, jego opinia jest istotna, ale nie jest ostatecznym wyrokiem. Jeśli uzna że ci szkodzą — warto zapytać dlaczego, co konkretnie go niepokoi. Jeśli powie ogólnie 'to bez sensu' bez żadnego argumentu — możesz dopytać. Ale jeśli ma konkretny powód związany z twoją diagnozą — to ja bym słuchała. Lekarz zna twój przypadek, my tutaj nie.


Odpowiedz
Wpisy: 114
(@ferdek86)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy psychiatra w ogóle jest od tego żeby oceniać afirmacje? To trochę jakby pytać go czy joga jest ok. Chyba wychodzi poza jego zakres?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 587

@Ferdek86 Nie do końca. Przy diagnozach psychiatrycznych pewne praktyki mają znaczenie kliniczne — mindfulness jest np. elementem terapii DBT, a techniki poznawcze są wbudowane w CBT. Psychiatra może mieć uzasadnioną opinię jeśli wie co robisz i jak to robisz. Problem jest kiedy ocenia coś o czym nie ma pełnej informacji. Dlatego Magicystka ma rację — warto zadać mu konkretne pytanie, nie tylko ogólne 'co pan sądzi o afirmacjach'.


Odpowiedz
Wpisy: 39
(@jadeitka_b)
Połączone: 2 lata temu

Mam może głupie pytanie, ale zastanawiam się — czy to ma znaczenie o jakiej porze dnia się robi te afirmacje? Czytałam coś o poranku jako najlepszym czasie bo mózg jest wtedy bardziej 'przyjmujący', ale nie wiem czy to prawda czy mit.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 266

@Jadeitka_B Nie jest to mit całkowicie. Stan tuż po przebudzeniu, zanim mózg wejdzie w pełny tryb czuwania, jest rzeczywiście opisywany jako bardziej podatny na sugestię — to coś co nazywa się stanem hipnagogicznym lub stanem alfa. Podobnie jest tuż przed zaśnięciem. Ale szczerze? Regularność jest ważniejsza niż pora. Codziennie w południe da więcej niż raz w tygodniu o świcie. To co działa to powtarzalność, nie magia godziny.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@oksanka-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Do rannej pory dodałabym jeszcze to, że według numerologii dzień tygodnia też ma znaczenie — np. środa jest dużo bardziej sprzyjająca pracy z umysłem niż poniedziałek. Jeśli ktoś zaczyna afirmacje, warto żeby zaczął w środę lub piątek, szczególnie przy numerze drogi życia 3 lub 7.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 175

@Oksanka.2 Nie, to nie jest poparte niczym w badaniach ani w psychologii. Rozumiem że numerologia jest twoim obszarem i nie podważam jej jako systemu myślenia, ale w kontekście praktyki afirmacyjnej przy diagnozach psychiatrycznych dodawanie takich warunków może komuś zaszkodzić — bo jeśli ktoś nie zacznie w środę, to uzna że 'warunki nie były sprzyjające' i odłoży na kolejny tydzień. Przy zdrowiu psychicznym regularność jest kluczowa i nie powinna być uzależniona od dnia tygodnia.


Odpowiedz
Wpisy: 278
Rozpoczynający temat
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Dobra, wracam do tego co napisała Magicystka — że opinia psychiatry jest istotna, ale nie jest ostatecznym wyrokiem w sprawie afirmacji. Tylko jak to w praktyce wygląda? Mówię mu 'pracuję nad przekonaniami', on pyta co konkretnie robię, mówię 'afirmacje' i co dalej? Czy on ma prawo mi zakazać? Czy to bardziej kwestia rozmowy?


Odpowiedz
Wpisy: 175
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Nie ma prawa zakazać, ale ma prawo wyrazić zastrzeżenia i naprawdę warto je wysłuchać. Psychiatra nie zarządza twoim życiem poza leczeniem — ale jeśli widzi, że dana praktyka może wchodzić w konflikt z terapią albo pogłębiać objawy, jego obserwacja ma wartość kliniczną. To nie jest tak, że albo go słuchasz w stu procentach, albo ignorujesz. Możesz powiedzieć 'pracuję na pozytywnym myśleniu, chcę wiedzieć czy to koliduje z czymś co robię w terapii' — i posłuchać odpowiedzi.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ferdek86)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 114

@Magicystka Ale psychiatrzy często w ogóle nie znają takich praktyk i powiedzą 'nie wiem' albo machnąją ręką. Co wtedy?


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 587

@Ferdek86 To też jest informacja. Jeśli nie wie, nie może ci nic zakazać z merytorycznego powodu — ale też nie może potwierdzić, że jest ok. W takiej sytuacji sensownie jest zgłosić się do psychologa który zna terapię poznawczo-behawioralną, bo CBT i afirmacje mają wspólny grunt i taki specjalista będzie wiedział o czym mówisz. Psychiatra nie musi znać wszystkiego.


Odpowiedz
Wpisy: 96
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

Dodam jeszcze jedno — ja miałam sytuację gdzie psychiatra nie znał afirmacji z nazwy, ale kiedy mu opisałam co robię, powiedział że to brzmi jak technika restrukturyzacji poznawczej i nie widzi problemu. Czyli czasem wystarczy opisać praktykę bez używania specyficznego słowa, żeby rozmowa była sensowna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jadzieńkaa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 86

@Chryzoprazka_76 To mi pomaga. Czyli nie musisz mówić 'robię afirmacje', tylko powiedzieć co konkretnie robisz i zobaczyć jak reaguje?


Odpowiedz
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 96

@Jadzienkaa Właśnie tak. Mówisz 'pracuję nad zmianą myśli automatycznych, powtarzam sobie określone zdania żeby oswoić negatywne przekonania' — i to jest coś, z czym psychiatra może pracować, bo to brzmi jak normalny element terapii poznawczej. Słowo 'afirmacje' może u niektórych lekarzy uruchamiać skojarzenie z ezoteryczną otoczką i na tym się zatrzymują zanim w ogóle wysłuchają.


Odpowiedz
Wpisy: 359
(@salomea63)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest dobry punkt praktyczny. Choć muszę powiedzieć, że nie każdy psychiatra ma to samo nastawienie — znam osoby, które miały lekarzy otwartych na takie rozmowy, i takich, którzy zbywali temat jednym zdaniem. Pytanie do Teofilki: jak dotąd masz wrażenie, że twój lekarz jest typem który słucha dłużej czy raczej sprawnie zamknął kilka twoich pytań?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Salomea63 Raczej słucha, ale ma mało czasu. Czyli słyszy, kiwa głową, ale nie zagłębia się. Dlatego nie wiem czy mówić mu o tym — bo może nie wyjdzie z tego żadna rozmowa, tylko 'ok, niech pani uważa'.


Odpowiedz
Wpisy: 175
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest uczciwe. Przy tak napiętych wizytach trudno oczekiwać filozoficznej dyskusji. W takim razie — jeśli miałabyś powiedzieć jedno zdanie, to powiedziałabym coś w stylu 'pracuję też na swoim nastawieniu poza wizytami, czy jest coś na co powinienem zwrócić uwagę'. To zostawia mu drzwi otwarte, ale nie wymaga od niego rozbudowanej odpowiedzi. Odpowiedź 'niech pani uważa' jest też odpowiedzią — przynajmniej wie i nie jest zaskoczony.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: