To z tym brakiem komentarzy od tych którym nie wyszło - to jest coś z czym się mocno zgadzam z własnego doświadczenia. Przez długi czas myślałam że mi nie wychodzi bo robię coś źle, bo jestem za słaba, za mało wierzę. Nie przyszło mi do głowy że może sam model jest niedopasowany do mojej sytuacji. I pewnie dlatego nie zostawiłam wtedy żadnego komentarza z ostrzeżeniem - wstydziłam się że nie umiem czegoś co innym wychodzi.
Mam wrazenie ze troche gubimy rozroznienie ktore bylo na poczatku - afirmacje jako takie a afirmacje z tiktoka. Bo afirmacje w sensie ogolnym maja jednak jakies podstawy, tylko tiktok je znieksztalcil pod wymagania platformy. Czy nie lepiej mowic o tym ze platforma psuje metody a nie ze metody sa zle?
Mam pytanie które może być głupie, ale co to jest ten RAS? Kilka razy pojawia się w dyskusji i nie wiem o czym mówicie.
Dziękuję za wyjaśnienie RAS, ale mam teraz kolejne pytanie - jeśli ten układ przepuszcza to, na co jesteśmy nastawieni, to czy to znaczy że afirmacje mogą faktycznie zmieniać co zauważamy w codziennym życiu? Czy to jest właśnie ten mechanizm który sprawia że ludzie mówią że 'rzeczy zaczęły się przyciągać'?
Zgadzam sie z Filomena ale chce dodac cos z innej strony. Znam osoby ktore zaczely od tiktokowych afirmacji, uzaly sie ze to nie dziala i dopiero przez to zaczely szukac czegos powazniejszego. Czyli tiktok moze byc bramka a nie koniec drogi. Czy to nie zmienia troche oceny?
Okej, bo teraz się trochę gubię - z jednej strony słyszę że afirmacje mogą pomagać przez RAS i placebo, z drugiej że mogą szkodzić jeśli zastępują działanie albo leczenie. Jak mam jako osoba która dopiero zaczyna to rozróżniać? Gdzie jest ta granica między tym co jest okej a tym co jest już niebezpieczne?
Pytanie Jagusieńki jest chyba najlepszym pytaniem w tym wątku, bo dotyka sedna praktycznie. Moja odpowiedź byłaby taka: afirmacja jest prawdopodobnie bezpieczna kiedy wspiera działanie a nie je zastępuje, i kiedy nie jest odpowiedzią na poważny problem zdrowotny, prawny albo finansowy. Czerwona lampka powinna zapalić się gdy ktokolwiek - na TikToku czy gdziekolwiek - mówi że afirmacja wystarczy zamiast lekarza, prawnika albo psychologa.
Słucham tej dyskusji od dawna i mam jedno spostrzeżenie z własnego podwórka. Przez jakiś czas robiłam coś co sama sobie nazywałam afirmacjami, a co w rzeczywistości było bardziej intencją - konkretnym zdaniem które mówiłam przed działaniem, nie zamiast niego. I to faktycznie coś zmieniało w moim nastawieniu. Ale to nie było nic z TikToka - to było własne, przemyślane zdanie. Zastanawiam się czy własnoręcznie ułożona afirmacja nie działa zupełnie inaczej niż gotowiec z internetu.
Ja to robiłam, choć nie jako świadomy eksperyment. Przez kilka miesięcy używałam gotowych zdań z jednej popularnej listy, potem przestałam i zaczęłam mówić swoje. Różnica była wyraźna - ale nie wiem czy to dlatego że własne były lepsze, czy dlatego że poprzednie mi się po prostu znudziły i przestały działać przez rutynę. Nie da się tego rozdzielić.
Wlasnie to chcialam powiedziec tylko innymi slowami. Jak ktos mowi 'to jest magia' to nie pytam o badania. Jak ktos mowi 'to przeprogramuje twoj mozg w 21 dni' to juz pytam. Bo uzywaja jezykowka nauki ale bez jej metody. I to jest nieuczciwe wobec ludzi ktorzy im wierza.
A te 21 dni skąd w ogóle pochodzi? Bo widziałam to w kilku miejscach i zawsze podawane jak fakt, ale nigdy z żadnym źródłem.
Przepraszam że się wtrącę ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. To znaczy że te 21 dni które ludzie sobie wyznaczają na challenge z afirmacjami jest wzięte z powietrza? I że w tym czasie naprawdę nic konkretnego się nie dzieje neurologicznie?
Wracam do czegoś co powiedział Gustlik wcześniej - że tiktokowy model sugeruje bierność. Ale zastanawiam się czy to jest wada platformy czy wada samych twórców. Czy da się na TikToku pokazać praktykę która wymaga działania? Ktoś to próbuje?
Chciałam zapytać o coś praktycznego. Czy jest jakaś wskazówka jak samemu ułożyć afirmację żeby nie była ani zbyt oderwana od rzeczywistości ani zbyt mało ambitna? Bo po tym wszystkim co tu czytam rozumiem czego unikać, ale nie wiem co zamiast tego robić.
Zastanawiam się nad tym co piszecie i mam wrażenie że idziemy trochę w stronę 'afirmacje tak, ale tylko te właściwe'. Tylko kto ma decydować które są właściwe? Bo Krystynka55 mówiła o języku nauki bez metody, Kobalt o Maltzu wyrwanym z kontekstu - ale czy nie jest tak że każda uproszczona technika, nie tylko tiktokowa, ma ten problem? Książki motywacyjne z lat 90. robiły dokładnie to samo.
