Biała też zadziała, ona jest uniwersalna. Zielona jest kojarzona z dobrobytem, ale to bardziej symbol dla twojej głowy niż wymóg. Jak masz białą i czujesz się z nią dobrze, to zostań przy niej.
Wracając do samego pytania z tytułu - moim zdaniem to nie jest tak, że druga osoba obiektywnie działa lepiej. Działa lepiej u osób z silnym wewnętrznym krytykiem, bo wtedy obchodzi mechanizm zaprzeczania. Ale u osób, które mają w miarę uporządkowane poczucie sprawczości, pierwsza osoba jest mocniejsza, bo to deklaracja, a nie sugestia. Warto sobie samej odpowiedzieć, do której grupy się należy, zanim się wybierze formę.
...siebie, pierwsza osoba może być silniejsza, bo nie tworzy dystansu. Jak mówisz sobie "ja zasługuję", to bierzesz odpowiedzialność za to zdanie. Jak mówisz "ty zasługujesz", to czasem ustawiasz się obok siebie, jakbyś przekonywał kogoś innego. U mnie osobiście pierwsza osoba lepiej siada, bo nie mam problemu z wewnętrznym krytykiem przy kasie.
Mnie ciekawi jeszcze trzecia opcja, czyli forma bezosobowa typu "pieniądze przychodzą łatwo". Bez ja, bez ty. Próbował ktoś tak?
Próbowałam i to też ma sens, szczególnie na początku, kiedy każda forma osobowa wywołuje opór. Bezosobowa zdaje się neutralna, więc świadomy umysł jej tak nie blokuje. Tylko ona nie buduje poczucia zasługiwania, ona opisuje stan świata. To dwie różne rzeczy.
Wracając do mojego pytania z początku - widzę, że w sumie nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Spróbuję pomieszać. Rano pierwsza osoba krótko, wieczorem nagranie w drugiej osobie pod sen, jak radził Czulu. Zobaczę co z tego wyjdzie po kilku tygodniach.
To dobry plan. Tylko daj sobie minimum trzy tygodnie zanim ocenisz, bo wcześniej można złapać tylko pierwszą falę emocji i pomylić ją z efektem. Realne przesunięcie w nastawieniu widać raczej po miesiącu, jak zaczynasz łapać się na tym, że automatycznie myślisz inaczej w sytuacjach codziennych.
A czy jak afirmuję w drugiej osobie do siebie, to mogę używać zdrobnienia imienia? Bo "Olu" brzmi dla mnie cieplej niż "Oliwia".
Ja sobie spisałam z tego wątku już ze stronę notatek. Dużo rzeczy, na które bym sama nie wpadła. Najbardziej mnie wzięło to o tym, że pod "jestem bogata" siedzi tak naprawdę "zasługuję", i że ta druga warstwa jest ważniejsza.
A co jeśli mówię afirmacje i nic nie czuję? Ani wzruszenia, ani oporu, po prostu nic. To znaczy, że źle dobrane czy że już jakoś przerobione?
Czytam ten wątek i mam pytanie trochę z innej beczki - czy można sobie afirmacje pisać ręcznie na kartce zamiast mówić? Bo mówienie na głos do siebie mnie krępuje, nawet jak jestem sama w mieszkaniu.
O, to spróbuję. Brzmi mniej dziwnie niż mówienie do lustra.
Wróciłam z testem nagrania pod sen. Zrobiłam piętnaście minut w drugiej osobie, spokojnym głosem, z pauzami jak radził Czulu. Po trzech nocach zauważyłam, że rano budzę się bez tego ściśniętego brzucha, który mam zwykle przy myśli o rachunkach. Nie wiem czy to afirmacje czy zbieg okoliczności, ale jest różnica.
Dorzucę swoje trzy grosze do dyskusji o osobie w afirmacjach. Mało kto o tym mówi, ale forma druga osoba jest bliska temu, jak działa autohipnoza klasyczna. Tam właśnie operator mówi do osoby po imieniu, w drugiej osobie, i to obchodzi krytyczny umysł. Więc jak nagrywasz sobie afirmacje swoim głosem w drugiej osobie, to robisz coś bardzo podobnego do prostej sesji autosugestii. Stąd te silniejsze reakcje u niektórych.
Mechanizm jest psychologiczny w warstwie podstawowej, tak. Ale to nie znaczy, że trzeba odejmować afirmacjom głębszego wymiaru - słowo wypowiedziane intencjonalnie ma jeszcze inną wagę. Dla mnie obie warstwy działają jednocześnie i nie warto ich rozdzielać na siłę.
A czy ktoś łączył to z konkretną fazą księżyca? Bo czytałam, że afirmacje finansowe lepiej zaczynać przy rosnącym, a nie wiem czy to ma znaczenie dla samej formy językowej, czy tylko dla momentu rozpoczęcia.
Aha, czyli forma językowa to jedno, a moment to drugie. Dzięki, miałam to pomieszane w głowie.
Wrócę do głównego pytania, bo widzę że trochę odchodzimy. Z mojego doświadczenia druga osoba działa lepiej, ale tylko wtedy, kiedy masz już za sobą fazę szukania oporów. Jeśli dopiero zaczynasz, to pierwsza osoba jest jak skaner - od razu pokazuje, gdzie boli. Druga osoba bardziej koi niż diagnozuje.
To mi się zgadza z tym co czuję. Pierwsza osoba przy pieniądzach od razu wywołuje u mnie wewnętrzne "akurat", a druga jakoś prześlizguje się obok tej krytycznej części.
A ja mam pytanie - czy druga osoba musi być wypowiedziana na głos, czy mogę ją sobie czytać w myślach? Bo nagrywanie głosu krępuje mnie tak samo jak mówienie do lustra.
Generator mowy to pomysł, o którym bym nie pomyślała. Spróbuję.
Wspomnę jeszcze, że jak pisałam ręcznie te zdania naprzemiennie, ja-ty, to przy formie "ty" miałam dużo silniejszą reakcję. Łezka się prawie pojawiła przy "zasługujesz na spokój z pieniędzmi". Przy "ja zasługuję" było sucho. Coś w tym jest, że to do nas dociera inaczej.
U mnie odwrotnie, druga osoba mnie irytuje. Mam wrażenie, że ktoś mi mówi co mam robić. Pierwsza osoba siedzi lepiej, mimo że niby ma więcej oporu.
O kurczę, to się chyba zgadza. Mój ojciec ciągle mi mówił "ty powinnaś", "ty musisz". Możliwe że stąd się to bierze.
To bardzo częsty mechanizm. Druga osoba może reaktywować stare wzorce, jeśli ktoś używał ich do krytyki czy presji. Wtedy nawet pozytywny komunikat w tej formie wpada w tę samą koleinę. U takich osób polecam najpierw pierwszą osobę, a do drugiej dochodzić ostrożnie, może w wersji bardzo miękkiej, prawie szeptem.
Ciekawe, bo u mnie chyba jest odwrotny mechanizm - mama używała formy bezosobowej żeby unikać konfrontacji, więc dla mnie "pieniądze przychodzą" brzmi jak unik, a "ty zasługujesz" jak coś szczerego.
No to widać że trzeba się trochę pogrzebać w sobie zanim się ustali, która forma działa. Tylko jak się tego nie chce robić, to chyba metoda prób i błędów też zda egzamin.
