Zrobiłam ten test wcześniej i przy formie "ty masz prawo do dobrobytu" coś we mnie miękko zareagowało, a przy "ja mam prawo" było jakby twardo. Więc chyba mam już odpowiedź dla siebie.
U mnie po tygodniu nagrania pod sen w drugiej osobie zauważyłam jeszcze jedną rzecz - mniej impulsywnie wydaję drobne kwoty w ciągu dnia. Nie wiem czy to przypadek, ale wcześniej co chwilę kupowałam coś z automatu, a teraz jakoś mam pauzę przed kasą.
A ja mam takie pytanie - czy jak już dobiorę formę w drugiej osobie ze zdrobnieniem, to mogę ją zmieniać po jakimś czasie, czy lepiej trzymać się jednej wersji przez dłużej?
Trzymaj się jednej wersji przynajmniej przez miesiąc, żeby dać jej czas zadziałać. Ciągłe zmienianie formy to często unik - umysł szuka idealnego sformułowania zamiast pozwolić, żeby cokolwiek się utrwaliło. Po miesiącu możesz oceniać, czy chcesz coś modyfikować, i wtedy zmieniaj jedno słowo, nie całość.
Dobra, miesiąc to mam wytrzymać. Tylko mam jeszcze jedno - czy mogę dodać do jednej formuły drugą po jakimś czasie, czy to już będzie miks za bardzo?
Wczytuję się w cały wątek od początku i mam pytanie z innej beczki - czy ktoś próbował afirmacji finansowych pisanych w trzeciej osobie? Typu "Luiza zasługuje na dobrobyt"? Słyszałam, że to jeszcze inna dynamika.
Trzecia osoba działa podobnie jak druga - omija filtr krytyki, bo brzmi jak ktoś mówi o tobie, a nie do ciebie. U niektórych osób jest jeszcze skuteczniejsza, zwłaszcza jeśli mają problem z byciem widzianymi przez innych. Ale dla pieniędzy moim zdaniem druga osoba zostawia więcej miejsca na osobistą relację z tematem.
Spróbowałam też formy w trzeciej osobie z własnym imieniem i było mi po prostu dziwnie. Jakbym czytała o kimś obcym. Druga osoba zostaje moim wyborem na ten miesiąc.
A czy ta druga osoba musi być zawsze w czasie teraźniejszym? Bo widziałam gdzieś sformułowania typu "będziesz miała spokój z pieniędzmi" i zastanawia mnie, czy to nie odbiera mocy.
Czas przyszły co do zasady osłabia afirmację, bo podtrzymuje stan oczekiwania - zawsze gdzieś tam, nigdy teraz. Lepiej trzymać się teraźniejszego, nawet jeśli wydaje się to nieprawdziwe. Mózg z czasem przestaje to weryfikować i zaczyna budować wokół tego stanu rzeczywistość.
Dorzucę od siebie obserwację, bo dużo eksperymentowałem z formą. Druga osoba w trybie rozkazującym typu "przyjmij ten dobrobyt" działała u mnie najgorzej, mimo że teoretycznie powinna być mocna. Za to "możesz przyjąć dobrobyt" siadało jak ulał. Słowo "możesz" otwiera, a tryb rozkazujący zamyka.
Ciekawe, bo nie pomyślałabym że jedno słówko robi taką różnicę. Spróbuję przerobić swoje zdania właśnie z naciskiem na "możesz" zamiast bezpośrednich stwierdzeń. Może w końcu coś się ruszy.
U mnie po tych dwóch tygodniach nagrania pod sen dochodzi jeszcze jedna rzecz - zaczęłam sprawdzać konto bez stresu. Wcześniej otwierałam aplikację bankową z tym ściskiem w żołądku, a teraz po prostu patrzę i tyle. To chyba też ten efekt zintegrowania, o którym wspominaliście.
Czyli rozumiem, że mam się nie zniechęcać, jeśli przez pierwsze dni nic się nie dzieje, a raczej obserwować takie drobne zmiany w zachowaniu, a nie efekty zewnętrzne?
Dokładnie tak. Efekty zewnętrzne pieniężne przychodzą później i często okrężnymi drogami - przez decyzje, których wcześniej byś nie podjęła, albo przez to, że przestajesz odpychać szanse. Najpierw zmienia się stosunek do tematu, dopiero potem rzeczywistość się dopasowuje. Jeśli będziesz wypatrywać konkretnej kwoty na koncie pierwszego dnia, to się rozczarujesz.
U mnie w drugiej osobie z formułą "masz prawo prosić o więcej" stało się coś dziwnego - odważyłam się odezwać do szefa w sprawie premii. Wcześniej w życiu bym tego nie zrobiła. Nie wiem jeszcze co odpowie, ale samo to, że zapytałam, jest dla mnie wynikiem.
I to jest sedno. Afirmacja nie sprowadza pieniędzy, tylko zmienia ciebie tak, żebyś robiła rzeczy, których wcześniej się bałaś albo na które nie wpadałaś. Druga osoba dlatego działa szybciej u wielu osób, bo szybciej rozluźnia ten wewnętrzny zacisk, który blokuje działanie.
Wracając jeszcze do tego pisania ręcznego - sprawdziłam ostatnio, czy działa też pisanie do siebie w drugiej osobie listu, nie tylko pojedynczych zdań. Napisałam sobie krótki tekst zaczynający się od "Loreto, masz prawo czuć, że pieniądze są dla ciebie" i to było jeszcze mocniejsze niż same afirmacje.
List do siebie w drugiej osobie to świetna technika, szczególnie jeśli ktoś nie czuje pojedynczych zdań. Forma dłuższa daje miejsce na to, żeby do siebie przemówić jak do bliskiej osoby, a nie wyrzucać hasła. U niektórych to wreszcie odblokowuje uczucie zasługiwania, bo nikt nigdy do nich tak nie mówił.
List brzmi dla mnie ciekawiej niż sama afirmacja, bo z afirmacjami często mam wrażenie, że klepię jak papuga. Spróbuję napisać taki tekst do siebie na weekend i zobaczę, co poczuję przy czytaniu na głos.
A czy ktoś próbował nagrać sobie taki list własnym głosem i odsłuchiwać? Bo czytam ten wątek i zastanawiam się, czy połączenie listu w drugiej osobie z nagraniem nie byłoby jeszcze mocniejsze niż same krótkie afirmacje pod sen.
Ja wróciłam do tego co pisał Lurisk o słowie "możesz" i przerobiłam wszystkie swoje zdania. Z "jesteś bogata" zrobiło się "możesz pozwolić sobie na więcej" i już samo czytanie tego nie wywołuje we mnie tego oporu co wcześniej. Wcześniej dosłownie krzywiłam się przy czytaniu.
Wracam do Was z małą aktualizacją. Po tym tygodniu pracy z formą w drugiej osobie zauważyłam, że przestałam unikać rozmów o pieniądzach ze znajomymi. Wcześniej zmieniałam temat, gdy ktoś wspominał ile zarabia albo ile coś kosztuje. Teraz po prostu rozmawiam i nie czuję wstydu.
To bardzo dobry znak. Wstyd wokół pieniędzy to jeden z najtwardszych blokerów i jak on schodzi, to zwykle reszta zaczyna się układać. Druga osoba w afirmacji ma tę przewagę, że uderza dokładnie w ten obszar - bo wstyd to coś, co najczęściej powstaje z tego, co ktoś nam kiedyś powiedział, więc i odwraca się tym samym kanałem.
Dokładnie ten mechanizm. Przekonania ograniczające najczęściej weszły w nas głosem rodzica, nauczyciela, partnera - czyli zawsze ktoś mówił do nas, a nie my do siebie. Dlatego klucz pasuje do zamka tylko w tej samej formie. Pierwsza osoba czasem działa, ale jest słabsza, bo nie trafia w warstwę, w której to wszystko siedzi.
Czytam ten wątek od początku i jestem trochę w szoku, ile niuansów ma temat, który wydawał mi się prosty. Zawsze myślałam, że afirmacje to po prostu się powtarza zdania i tyle. A tu okazuje się, że osoba, czas, słowo - wszystko ma znaczenie.
Mam pytanie do tych, którzy pracują w drugiej osobie dłużej - czy z czasem przechodzicie do pierwszej? Czy zostajecie przy drugiej na stałe? Zastanawiam się, czy to jest etap, czy raczej docelowa forma pracy.
