Cześć wszystkim. Chciałabym porównać doświadczenia osób praktykujących afirmacje na obfitość finansową. U mnie minęło już kilka tygodni codziennej praktyki i dopiero teraz zauważam drobne zmiany w myśleniu - mniej spinam się przy płaceniu rachunków, mniej panikuję jak widzę saldo. Ale konkretnych pieniędzy jakoś nie widać 🙂 Ile czasu zajęło Wam zobaczenie realnych rezultatów i przy jakich obszarach życia? Bo zastanawiam się, czy ja to dobrze robię, czy może powinnam zmienić formułki.
U mnie pierwsze efekty pojawiły się po jakichś dwóch miesiącach, ale nie w postaci wygranej na loterii, tylko podwyżki, o którą wcześniej bałam się zapytać. Powtarzałam codziennie rano coś w stylu "jestem warta dobrego wynagrodzenia za moją pracę". I w pewnym momencie po prostu poszłam do szefa i powiedziałam, że chcę rozmawiać o pensji.
Drobne zmiany w myśleniu to właśnie pierwszy realny rezultat, nie lekceważ tego. Cała reszta z tego wynika. Jak przestaniesz panikować przy rachunkach, to zaczniesz podejmować lepsze decyzje finansowe, a nie kupować pod wpływem stresu.
U mnie afirmacje typu "pieniądze przychodzą do mnie z łatwością" kompletnie nie działały, bo moja głowa od razu krzyczała "akurat, kłamiesz". Dopiero jak zmieniłam formę na "jestem otwarta na nowe źródła dochodu" coś drgnęło. Może spróbuj sprawdzić, czy Twoje afirmacje nie są dla Ciebie za "duże".
A jak Wy je powtarzacie? Na głos, w myślach, pisemnie? Próbuję od miesiąca i mam wrażenie, że robię to mechanicznie i nic z tego nie ma.
Mechaniczne powtarzanie faktycznie niewiele daje. Chodzi o to, żeby przy każdej afirmacji wywołać w sobie odpowiednie uczucie - poczuć przez moment, że to już jest prawdą. Bez tego ładunku emocjonalnego to tylko mantra, która leci sobie obok świadomości.
Wtedy zostaw lustro i pracuj na piśmie. Wypisuj te zdania ręcznie kilka razy, ale za każdym razem zatrzymaj się na chwilę i pomyśl o konkretnej sytuacji, w której to zdanie jest prawdą. Albo o sytuacji z przeszłości, gdy czułeś, że masz wszystkiego pod dostatkiem - i podczep afirmację pod to wspomnienie.
Dorzucę swoje trzy grosze. Afirmacje finansowe działają najlepiej, kiedy idą razem z konkretnym działaniem. Sama formuła powtarzana 100 razy dziennie bez ruszenia palcem niewiele zmieni. U mnie zaskoczyło dopiero jak połączyłem to z prowadzeniem budżetu i wyznaczaniem celów.
Budżet a stres to dwie różne rzeczy. Można prowadzić zestawienie wydatków z ciekawością, nie z lękiem. Afirmacje mają Ci pomóc wejść właśnie w tę ciekawość. Spróbuj traktować pieniądze jak coś, co chcesz lepiej poznać, a nie jak wroga, którego trzeba pilnować.
Ważna rzecz, której wiele osób nie łapie: afirmacje finansowe nie działają na zasadzie "powiedz wszechświatu czego chcesz, a dostaniesz". One pracują głównie na Twoich blokadach. Jak masz w głowie zaszyte "bogaci to złodzieje" albo "pieniądze psują", to żadna afirmacja nie przejdzie, bo część Ciebie ich nie chce.
U mnie sprawdziło się połączenie afirmacji z krótkim rytuałem porannym przy świecy. Nie jakimś rozbudowanym, po prostu zapalam świecę, mówię trzy zdania i gaszę. Daje mi to skupienie, którego nie miałam przy samym powtarzaniu w głowie podczas mycia zębów.
A da się to robić wieczorem przed snem? Bo ja rano lecę jak oparzony do pracy i nie mam czasu siedzieć ze świecą.
Dzięki za te wszystkie podpowiedzi. Widzę, że problem może być właśnie w tym, że mam za duże, abstrakcyjne formułki w stylu "jestem milionerką" i moja głowa się buntuje. Spróbuję przeformułować na coś bardziej realnego i dopisać do tego konkretne przekonania, które mi przeszkadzają.
Mała sugestia - prowadź też notes, gdzie codziennie zapisujesz JAKIEKOLWIEK przejawy obfitości, jakie Cię spotkały. Ktoś postawił Ci kawę, znalazłaś 5 zł, dostałaś coś za darmo. Mózg trenuje się wtedy w zauważaniu, że obfitość już jest, tylko była przez Ciebie ignorowana. Afirmacja + dziennik wdzięczności finansowej to u mnie była najlepsza kombinacja.
Notes z przejawami obfitości - to mi się podoba, brzmi konkretnie. Zacznę od dzisiaj. Mam taki zeszyt, co leżał i czekał na coś sensownego, to się przyda.
Dorzucę coś, co u mnie zadziałało po latach prób. Przestałem afirmować "mam pieniądze" i zacząłem "umiem zarządzać tym, co mam". Brzmi nudno, ale efekt był taki, że przestałem wydawać impulsywnie i nagle okazało się, że pieniądze zostają na koncie. Obfitość czasami zaczyna się od tego, że przestajesz przeciekać przez palce.
U mnie spoko zadziałało dorzucenie do afirmacji prostego rytuału z monetą. Trzymam ją w kieszeni, dotykam jak powtarzam zdania, mózg łączy to z konkretnym bodźcem. Po jakimś czasie samo dotknięcie monety w ciągu dnia przywołuje stan, w którym afirmowałam rano.
Plus jeszcze jedna rzecz - ludzie często rezygnują akurat w momencie, kiedy zaczyna działać. Bo zmiana w głowie wywołuje opór. Nagle pojawiają się myśli "to bez sensu, nic z tego nie będzie" i to jest właśnie znak, że stare schematy zaczynają tracić grunt. Wtedy trzeba zacisnąć zęby i kontynuować.
U mnie ten opór objawił się fizycznie - dosłownie zaczynało mnie boleć gardło przy wypowiadaniu pewnych afirmacji. Wzięłam to na poważnie, zwolniłam tempo i przeszłam na pisemne. Po tygodniu wróciłam do mówienia i już było łatwiej.
Ciało faktycznie potrafi dziwnie reagować. Jak próbowałem afirmować "zasługuję na dobrobyt", to mnie ściskało w żołądku. Chyba mam jakieś niezałatwione sprawy z poczuciem zasługiwania.
Ja bym jeszcze dorzuciła, że oprócz notesu z przejawami obfitości można prowadzić drugi - z tym, co Cię stresuje finansowo. Nie po to, żeby się dołować, tylko żeby zobaczyć, czy te same lęki nie wracają w kółko. Często jak je wypiszesz na papier, to się okazuje, że to są dwa-trzy schematy, które obsługują całą resztę.
Robię sobie listę zadań z tego wątku, bo zaczyna mi się tego nazbierać 🙂 Dwa notesy, przeformułowanie afirmacji, wieczorny rytuał i wypisanie przekonań z dzieciństwa. Od czego zacząć, żeby się nie pogubić?
U mnie sprawdziła się taka kolejność: najpierw same afirmacje rano, jakieś dwa tygodnie. Potem dorzuciłem notes z przejawami obfitości wieczorem. Dopiero po miesiącu wziąłem się za wypisywanie starych przekonań, bo to jest najtrudniejsze i najbardziej obciążające emocjonalnie.
A jakie konkretnie afirmacje Wy stosujecie na finanse? Bo ja klepię "pieniądze przychodzą do mnie łatwo" i czuję, że to brzmi sztucznie, jakbym sama sobie nie wierzyła.
U mnie zadziałało "mam coraz większy spokój wokół pieniędzy". Bez wielkich obietnic kosmosu, po prostu spokój. I faktycznie po jakimś czasie przestałam mieć skurcza w brzuchu, kiedy zaglądałam na konto.
Mi pomogło zacząć od formy pytającej. Zamiast stwierdzać "jestem obfita", pytałam siebie "jak to jest mieć więcej spokoju wokół pieniędzy?". Mózg lubi pytania, sam zaczyna szukać odpowiedzi. Po jakichś trzech tygodniach zauważyłam, że sama z siebie myślę o oszczędzaniu inaczej.
Forma pytająca - tego jeszcze nie próbowałam. Dziękuję, dopiszę sobie do listy. Czyli zaczynam od przeformułowania, idę powoli, jedna rzecz na raz. Robi się jaśniej.
