Siedzę z tym pytaniem od jakiegoś czasu i nie znalazłam nigdzie satysfakcjonującej odpowiedzi. Używam tej samej afirmacji od kilku miesięcy i mam wrażenie, że gdzieś w połowie przestała 'robić robotę'. Nie wiem, czy to ja przestałam w nią wierzyć, czy afirmacja po prostu się 'zużyła'. Czy ktoś miał podobnie? Czy zmieniacie formułę co jakiś czas, czy trzymacie się jednej, aż coś się wydarzy?
Miałem dokładnie to samo. Po jakichś sześciu tygodniach codziennego powtarzania poczułem, że słowa stały się puste. Mechaniczne. Mówiłem je, ale jakby z zewnątrz, bez żadnego ładunku. Zastanawiam się, czy to nie jest normalny etap, przez który trzeba przejść, zamiast od razu zmieniać formułę.
Przepraszam że wchodzę, ale mam podstawowe pytanie: co właściwie sprawia, że afirmacja 'działa' albo 'nie działa'? Jak to w ogóle rozpoznać? Bo rozumiem ideę powtarzania pozytywnych zdań, ale skąd wiadomo, że to afirmacja coś zmieniła, a nie po prostu czas albo inne okoliczności?
A jak to jest z afirmacjami, które powtarza się rano zaraz po przebudzeniu? Słyszałam, że to najlepszy moment, ale nie wiem dlaczego. Czy to ma jakieś znaczenie, kiedy się je mówi?
myślę, że tak, ale nie mam pewności co do konkretnych ram czasowych. Z czakrami pracuję podobnie - jeśli przez długi czas stosuję tę samą technikę na tę samą czakrę i czuję, że przestaje coś poruszać, zmieniam metodę, nie cel. Może z afirmacjami jest podobnie? Cel ten sam, ale sformułowanie inne?
Myślę, że problem zaczyna się wtedy, kiedy afirmacja staje się czystym rytuałem słownym bez żadnej intencji za nią. Trochę jak mówienie 'cześć, co słychać' do kogoś na korytarzu - forma jest, ale kontakt żaden. Samo powtarzanie słów to za mało, jeśli za każdym razem mówisz je na autopilocie. Czy przy 'przegrzanej' afirmacji próbowałaś kiedyś celowo zatrzymać się na jednym słowie i sprawdzić, czy ono nadal coś dla ciebie znaczy?
nie że unieść całą, ale że jedno słowo może być kluczem do sprawdzenia, gdzie tak naprawdę leży opór. Jeśli np. mówisz 'jestem spokojną i pewną siebie osobą' - i zatrzymujesz się na słowie 'spokojna' i czujesz wewnętrzny sprzeciw albo pustkę - to wiesz, gdzie leży problem. Może nie chodzi o zużycie afirmacji, tylko o to, że gdzieś zmieniłaś się na tyle, że ta konkretna formuła przestała opisywać to, czego faktycznie teraz potrzebujesz.
To ciekawe co piszecie, bo ja nigdy nie myślałam o afirmacjach w ten sposób. Zawsze sądziłam, że chodzi o to, żeby po prostu wierzyć w to co się mówi. A tu wychodzi, że to bardziej skomplikowane. Czy możliwe, że zbyt długie stosowanie tej samej afirmacji może wręcz zaszkodzić, jeśli już nie pasuje do naszej sytuacji?
A co z afiramcjami które sie powtarza przez całe życie? Bo słyszalam ze są takie które sie mowi zawsze np 'jestem wdziezna za to co mam' - czy takie tez sie zuzywaja? Czy tylko te które ma konkretny cel?
Słucham tej dyskusji z lekkim sceptycyzmem, bo nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie o tym, że afirmacja 'przestaje działać' - ale co tak naprawdę miałaby robić? Bo jeśli to tylko sugestia dla własnego umysłu, to rozumiem mechanizm. Ale niektórzy zdają się mówić o tym jakby afirmacja miała coś robić sama z siebie, niezależnie od nas. Jak to jest?
Mam pytanie do tego co napisała Leontyna wcześniej - że afirmacja powinna rosnąć razem z tobą. Jak rozpoznać, że nadszedł ten moment? Bo boje się, że jeśli za szybko zmienię formułę, to nie dam sobie czasu na to, żeby faktycznie zadziałała.
tak, i to jest właśnie najlepszy scenariusz. Problem pojawia się wtedy, kiedy afirmacja nie stała się przekonaniem, ale też nie budzi już żadnej reakcji - taka szara strefa. Tam najdłużej można tkwić bez efektu i bez zmiany.
Ale jak rozpoznać, czy jesteśmy w tym 'dobrym' miejscu, gdzie afirmacja stała się przekonaniem, a nie w tej szarej strefie, o której mówi Leontyna? Bo z zewnątrz to chyba wygląda podobnie - po prostu przestajesz ją czuć.
Przepraszam, że znowu pytam o podstawy, ale po tym co napisała Leontyna zastanawiam się - czy jeśli ktoś stosuje afirmacje i 'zinternalizował je', to czy w ogóle zdaje sobie z tego sprawę? Czy to się dzieje gdzieś poniżej progu świadomości i po prostu zaczynasz inaczej reagować, niekoniecznie wiedząc dlaczego?
A ja mam pytanie bo troche mi sie to wszystko miesza - jesli afirmacja dziala ponizej progu swiadomosci to jak mam sprawdzic czy mi działa? Bo nie bede wiedziec ze dziala i moge ja zmienic za wczesnie albo za pozno
Czytam to od początku i mam jedno pytanie, które gdzieś umknęło - czy w ogóle ma znaczenie, czy afirmację mówimy głośno, w myślach, czy piszemy? Bo jeśli mechanizm jest neurologiczny, to chyba każdy sposób dociera do mózgu inaczej?
Mam wrażenie, czytając tę dyskusję, że afirmacje to trochę jak ćwiczenia fizyczne - jeśli robisz ciągle to samo, w końcu ciało się przyzwyczaja i przestaje reagować. Trzeba zmieniać bodziec. Czy ktoś tu ma doświadczenie z celowym 'przeformułowywaniem' tej samej afirmacji, żeby ją odświeżyć, nie zmieniając jej celu?
to co napisałaś o 'jestem w procesie' zamiast 'jestem' - to mnie zastanawia. Czy to nie jest przypadkiem krok w tył? Bo słyszałem, że afirmacje powinny być sformułowane jakby cel był już osiągnięty, a nie jakbyś była w drodze do niego.
A czy to nie jest tak, że jak mówisz 'staję się', to mózg to traktuje jako coś, czego jeszcze nie ma, i nigdy nie uzna tego za fakt? Nie wiem, z czego to wynika, ale gdzieś czytałam że afirmacja musi być w czasie teraźniejszym żeby działała. Może to nieprawda?
Słucham tej rozmowy i rozumiem logikę, ale mam wątpliwość - jeśli afirmacja jest zbyt miękka, to kiedy w ogóle docierasz do punktu, w którym coś faktycznie internalizujesz? Nie jest tak, że wiecznie jesteś 'w drodze' i nigdy nie przyswajasz, że już jesteś?
Ale jak to sprawdzić ze ta poprzednia zrobila swoje? Bo jak mowie afirmacje juz od kilku miesienicy i nie wiem czy mam ja zmienic czy nie bo nie mam zadnej wyraznej zmiany ale tez nie czuje ze cos jest nie tak
Wróciłam do początku wątku i uderzyło mnie coś, o czym chyba nikt nie mówił wprost - że afirmacja może tracić moc nie dlatego, że się zużyła, ale dlatego, że cel, do którego służyła, przestał być ważny. Że to nie afirmacja się zmienia, tylko my.
A jak sie zmieni afirmacje to trzeba zaczyac wszystko od zera? Bo jak pracuje nad tym samym już od dawna i teraz zmienie zdanie to strace te miesiące?
Ten pierwszy sygnał z listy Leontyny - mechaniczne powtarzanie bez zaangażowania - to chyba mój przypadek. Ale zastanawiam się, czy mechaniczność to zawsze problem. Słyszałem, że w niektórych tradycjach mantry czy modlitwy powtarza się właśnie mechanicznie, setki razy dziennie, i że to ma sens. Czy afirmacje działają inaczej?
Słucham tej dyskusji i trochę mi się kręci w głowie. To znaczy że właściwie afirmacje działają jak każdy inny bodziec zewnętrzny i wymagają ciągłego odnawiania żeby nie przyzwyczaić się do nich? To brzmi jakby sama afirmacja nie miała żadnej specjalnej właściwości poza prostym efektem skupienia uwagi.
Właśnie ta kwestia siedzi mi od początku tego wątku. Zaczęłam go z pytaniem o to, czy afirmacje się zużywają - i chyba odpowiedź, która mi z tej rozmowy wynika, jest taka: nie zużywają się jako sposób samo w sobie, ale zużywa się konkretna formuła, albo wyrastamy z celu, do którego ją pisałyśmy. I jedno, i drugie jest sygnałem do zmiany, nie do porzucenia. Dobrze rozumiem?
Tak bym to ujęła. Choć dodałabym jeszcze jedno - czasem afirmacja przestaje działać nie dlatego, że formuła się zużyła ani że cel się zmienił, tylko dlatego że praca nad przekonaniem powinna przejść na inny poziom. Afirmacja to wejście, nie całe wnętrze. Jeśli zatrzymujesz się tylko na powtarzaniu słów i nigdy nie sprawdzasz, co pod nimi leży - to jest też rodzaj zastoju.
