Siedzę od jakiegoś czasu z jednym problemem i chcę zobaczyć, czy ktoś miał podobnie. Chodzi o afirmacje, które ze sobą kolidują - nie w sensie technicznym, ale wartościowym. Pracuję z dwiema rzeczami jednocześnie: z jednej strony chcę stabilności, zadomowienia, spokoju. Z drugiej strony mam w sobie coś, co ciągnie w stronę zmiany, podróży, nieznanego. I nie wiem, jak to pogodzić na poziomie afirmacji, bo jak mówię sobie 'jestem zakorzeniona i bezpieczna', to czuję opór. A jak mówię 'jestem wolna i otwarta na nowe', to czuję lęk. Jakby każda z tych afirmacji dezaktywowała tę drugą. Czy ktoś pracował z takim wewnętrznym rozdarciem? Nie mam na myśli sytuacji, gdzie jedno pragnienie jest 'prawdziwe', a drugie to tylko strach - bo oba czuję jako autentyczne.
To jest jeden z tych tematów, przy których większość poradników milczy albo mówi coś w stylu 'połącz je w jedną afirmację'. Jakby 'jestem stabilna i wolna' miało wystarczyć. Dla mnie to nie działa, bo umysł od razu wyłapuje sprzeczność i odpuszcza całość. Ale mam pytanie do osoby, która zaczęła temat - czy ten opór pojawia się przy wypowiadaniu na głos, czy też wtedy, kiedy piszesz? Bo u mnie te dwie formy działają zupełnie inaczej na sprzeczne intencje.
To, co opisujesz, to klasyczny problem z afirmacjami formułowanymi jako stan obecny, kiedy stan obecny jest zaprzeczeniem tego, co mówimy. Umysł nie jest głupi - słyszy 'jestem spokojna i zakorzeniona' i natychmiast konfrontuje to z tym, co faktycznie czuje. Dlatego część tradycji - nie tylko zachodnich - pracuje inaczej: nie afirmuje stanu, tylko kierunek. 'Zmierzam ku spokojowi', 'pozwalam sobie na zakorzenienie'. To nie jest to samo co 'jestem zakorzeniona'. Czy próbowałaś tej formy?
Pracuję z afirmacjami przy medytacji i mam nieco inną obserwację. Kiedy mam dwa sprzeczne pragnienia, afirmacje w ogóle nie są pierwszym krokiem. Najpierw siadam z tym konfliktem w ciszy i próbuję zobaczyć, czy te dwa pragnienia są naprawdę sprzeczne, czy tylko wyglądają sprzecznie na poziomie słów. Stabilność i przygoda - to może być ten sam rdzeń, tylko inaczej wyrażony. Bezpieczeństwo wewnętrzne, które pozwala na przygodę zewnętrzną. Ale to wymaga czasu, żeby to zobaczyć, a afirmacja wcześniej tylko zakrywa ten konflikt.
Szczerze? Nie mam na to gotowej odpowiedzi. Rozpoznaję to trochę po ciele - kiedy 'głębsza jedność' jest prawdziwa, jest ulga. Kiedy to tylko intelektualna sztuczka, napięcie zostaje. Ale przyznam, że to nie jest metoda, którą mogę komuś polecić jako pewnik.
Wtrącę się, bo jest tutaj jeden wątek, który mnie uderza. Mówicie o afirmacjach jak o narzędziu, które ma 'przekonać' umysł. Ale z mojego doświadczenia - i w pracy z kartami, i poza nią - afirmacja jest skuteczna dopiero wtedy, kiedy jest poprzedzona pytaniem, a nie twierdzeniem. Zamiast 'jestem stabilna' - 'co potrzebuję, żeby poczuć stabilność?'. To przesuwa pracę z powtarzania słów na rzeczywiste szukanie odpowiedzi.
Mam inne podejście z własnej praktyki. Przy konfliktach wewnętrznych dużo mi dały runy jako wcześniejszy krok - nie żeby 'przepowiedzieć', tylko żeby zobaczyć, które pragnienie jest bardziej aktywne energetycznie w danym momencie. I wtedy afirmację kierowałam do tego, które było słabsze, żeby wyrównać. Nie wiem, czy to ortodoksyjne, ale działało lepiej niż próba afirmowania obu naraz.
Myślę, że ten problem rozwiązuje się przez afirmację trzeciego stanu - czegoś, co zawiera oba pragnienia. Coś jak 'moje życie ma stały fundament i miejsce na zmianę'. Czytałem, że tak działa tzw. paradoks akceptacji - przyjmujesz oba bieguny i tworzysz coś nowego. To podobno eliminuje wewnętrzny opór, bo umysł nie musi już wybierać.
Czytam tę rozmowę i mam podstawowe pytanie, bo dopiero zaczynam się tym zajmować. Czy afirmacje w ogóle mają działać na głębszy konflikt wartości, czy raczej są do czegoś innego? Mam wrażenie, że może to nie jest właściwy instrument do tego konkretnego problemu, ale nie wiem czy dobrze rozumiem, do czego afirmacje służą.
Czytam tę rozmowę i mam podstawowe pytanie, bo dopiero zaczynam się tym zajmować. Czy afirmacje w ogóle mają działać na głębszy konflikt wartości, czy raczej są do czegoś innego? Mam wrażenie, że może to nie jest właściwy instrument do tego konkretnego problemu.
Wracając do pytania Czesławy - myślę, że afirmacja może być właściwym instrumentem, ale nie w wersji, którą większość zna. Nie chodzi o powtarzanie zdania do lustra. Chodzi o świadome formułowanie tego, dokąd idę, i powtarzanie tego wystarczająco długo, żeby umysł przestał to traktować jako zagrożenie. Przy konflikcie wartości to wymaga najpierw decyzji - nawet tymczasowej - w którą stronę teraz idę.
A co jeśli nie mogę podjąć nawet tymczasowej decyzji? Właśnie na tym polega mój problem - czuję, że każdy wybór coś przekreśla i nie potrafię się zdecydować nawet na chwilę.
Słuchajcie, może problem polega na tym, że traktujemy te dwa pragnienia jako wykluczające się. Stabilność i przygoda, samotność i bliskość - to nie muszą być przeciwieństwa. Można mieć stabilną bazę i z niej wychodzić na przygody. Ja pracuję z afirmacjami, które łączą oba - i naprawdę coś z tego wychodzi.
To, co opisujesz, to chyba nie jest konflikt pragnienia versus pragnienie, tylko coś głębszego - może konflikt między tym, kim chcesz być, a tym, czego się boisz, że nie utrzymasz. Pytam, bo sama przez to przechodziłam i dopiero jak to rozróżniłam, afirmacje zaczęły mieć jakiś sens.
Wróćmy na chwilę do afirmacji, bo trochę odpłynęliśmy. Oleandra02 postawiła na początku konkretne pytanie - jak pracować z afirmacją, kiedy chcemy dwóch sprzecznych rzeczy. I wciąż nie mamy pełnej odpowiedzi. Czy ktoś ma konkretną propozycję struktury takiej afirmacji?
Może. Mnie osobiście ogólna forma bardziej odpowiada, bo nie wywołuje oporu. Konkretna afirmacja - powiedzmy 'mam stabilne mieszkanie i wolność wyjazdu kiedy chcę' - u mnie od razu uruchamia głos, który mówi 'no ale jak?'. I wtedy afirmacja przestaje działać.
Mam wrażenie, że w tej rozmowie mieszamy dwa zastosowania afirmacji - jedno to przeprogramowanie przekonania, drugie to deklaracja intencji. I to, co u jednej osoby działa jako afirmacja, u innej może być właśnie tą deklaracją bez zakorzenienia. Czy wy też to rozróżniacie w praktyce?
A jak sprawdzić, że opór jest wystarczająco niski, żeby afirmacja zaczęła coś zmieniać? To coś, co się czuje, czy raczej mierzy jakimś ćwiczeniem?
A czy ktoś próbował pisać afirmacje zamiast mówić? Czytałam gdzieś, że pisanie ręcznie angażuje inaczej i łatwiej wtedy przejść przez opór. Nie wiem, czy to ma sens, ale u mnie intuicyjnie pisanie jest łatwiejsze niż mówienie do lustra.
Wróćmy jeszcze do czegoś, co Symeon75 powiedział wcześniej - że ogólna forma afirmacji wywołuje mniej oporu. Mam wrażenie, że to może być prawda dla jednej fazy pracy, ale pułapką dla drugiej. Ogólna afirmacja może nie wywoływać oporu, bo umysł jej po prostu nie traktuje poważnie. I wtedy nie ma ani oporu, ani zmiany.
To możliwe. Nie twierdzę, że ogólna forma zawsze działa - mówię, że u mnie działa na start. Może po jakimś czasie naprawdę trzeba przejść do konkretów, tylko nie od razu.
Ja do tego, co Geomantka_E napisała - u mnie brak metody to był dokładnie ten problem. Powtarzałam te same ogólne zdania przez kilka tygodni i miałam wrażenie, że coś 'robię', a tak naprawdę nic się nie ruszało. Dopiero jak zaczęłam pisać bardzo konkretnie, pojawiło się napięcie, ale też pierwsze realne zmiany.
Przepraszam, że wchodzę, ale mam pytanie trochę z boku - jak wygląda praca z afirmacją, kiedy konflikt wartości nie jest między dwoma rzeczami, które chcemy mieć, tylko między tym, czego chcemy, a tym, czego według nas powinniśmy chcieć? Czy to ten sam mechanizm?
Skąd wiadomo, że dana potrzeba to naprawdę moja, a nie zinternalizowane oczekiwanie? Bo wydaje mi się, że to może być najtrudniejsza część całej tej pracy.
To rozróżnienie, które Helenka99 właśnie zrobiła, jest dla mnie jednym z ważniejszych w tym wątku. Większość popularnych poradników o afirmacjach zakłada ten pierwszy model - zmiana przez powtarzanie. Ale drugi model, obserwacyjny, jest bliższy temu, jak psychika faktycznie działa. Pytanie, czy te dwa modele można łączyć, czy się wzajemnie wykluczają.
Mam wątpliwość co do tego modelu obserwacyjnego. Jeśli powtarzam zdanie i obserwuję, co się podnosi, to mogę bardzo długo 'obserwować' i nic nie zmieniać. Kiedy przechodzi się od obserwacji do działania? Bo obserwowanie własnych oporów bez żadnej interwencji brzmi jak zapętlenie.
Wracając do kwestii konfliktu wartości, bo trochę odpłynęliśmy - czy ktoś pracował z afirmacjami przy konflikcie między stabilnością a przygodą konkretnie? Bo bliskość kontra samotność to jedno, ale stabilność kontra przygoda wydaje mi się trudniejsza, bo tu mogą wchodzić w grę zupełnie inne warstwy - finansowa, zawodowa, rodzinna.
