Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy afirmacje wypowiadane na głos to jedyna skuteczna forma. Sama próbowałam kilka tygodni temu śpiewać swoje afirmacje zamiast je recytować i coś zupełnie inaczej działało na poziomie odczucia w ciele. Trudno mi to opisać precyzyjnie, ale jakby większy ładunek emocjonalny. Czy ktoś eksperymentował z łączeniem afirmacji z muzyką albo ruchem? Ciekawi mnie też, czy rysowanie lub pisanie kaligraficzne robi podobną robotę co powtarzanie na głos.
Śpiewanie afirmacji to stara technika, stosowana zresztą w mantrachach wedyjskich. Dźwięk niesie wibracje, które przenikają głębiej niż samo słowo wypowiedziane normalnie. Jak się śpiewa, angażuje się prawy płat mózgu odpowiedzialny za emocje, a nie tylko lewą półkule logiczną. Dlatego efekt jest inny. Rysowanie też działa, bo angażuje podświadomość przez obraz.
A czy ktoś próbował afirmacji połączonych z rysowaniem mandal albo zentangle? Czytałam, że rytmiczne, powtarzalne ruchy ręki działają podobnie do medytacji i mogą ułatwiać wchodzenie w stan, gdzie afirmacja trafia głębiej. Ale nie wiem, czy to ma jakieś potwierdzenie w praktyce, czy to tylko teoria.
Mam pytanko, trochę z boku, ale czy jak ktoś śpiewa afirmacje i jest okropnym wokalistą (jak ja 🙂 ) to nie psuje tego jakoś? Serio pytam, bo chciałabym spróbować ale trochę mi głupio, i zastanawiam się czy liczy się samo działanie głośni czy coś więcej.
To ciekawe co piszecie o śpiewaniu. Ja w ogóle nie wiedziałam, że afirmacje można jakoś łączyć z czymś innym niż powtarzanie. Myślałam, że trzeba je mówić po cichu w głowie albo na głos przed lustrem, jak w tych filmach. Czy taniec też wchodzi w grę? Bo gdzieś kiedyś słyszałam o tańcu jako modlitwie.
Wróćmy na chwilę do tego, co powiedziała Celestyna o trwałości efektu, bo to jest sedno. Mam wrażenie, że łączenie afirmacji ze sztuką może działać jak kotwica emocjonalna. Tzn. rysunek, piosenka, gest stają się skrótem do stanu, który afirmacja ma budować. Ale czy to oznacza, że sama afirmacja bez tej kotwicy przestaje działać? Bo wtedy raczej uzależniasz się od formy, a nie budujesz przekonanie.
Przepraszam, że wchodzę, ale to co piszecie o kotwicy jest dla mnie nowe i bardzo pomocne. Czy mogłybyście powiedzieć więcej o tym mechanizmie? Bo jak rozumiem, kotwica to taki skrót do emocji, ale jak to działa w praktyce przy afirmacjach? Czy trzeba ją świadomie tworzyć, czy samo wychodzi?
Ja z kolei próbowałam łączyć afirmacje z rysowaniem i muszę powiedzieć, że dla mnie to była totalna porazka bo nie potrafiłam skupić się na treści afirmacji i jednoczesnie rysować. Albo jedno albo drugie. Może te dwie rzeczy angażują te same zasoby uwagi? Ale słyszałam że inne osoby to potrafią więc pewnie zależy od człowieka.
Czytam wątek od początku i mam takie proste pytanie, może głupie: czy jeśli się śpiewa afirmacje, to tekst musi być dokładnie tą afirmacją słowo w słowo, czy można ją trochę przerobić żeby pasowała do rytmu? Bo co innego powiedzieć 'Jestem spokojna i pewna siebie' a co innego ułożyć z tego coś śpiewnego.
No właśnie, a co z tym ciałem w rytuale? Bo taniec to jedno, ale ja rozumiem, że jak całe ciało uczestniczy, to afirmacja dociera inaczej. Miałem takie doświadczenie, że jak chodziłem szybkim krokiem i powtarzałem frazę w rytm kroków, to po jakimś czasie afirmacja dosłownie wchodziła w automatyzm i nie musiałem już świadomie jej powtarzać. Sam się pojawiał w myślach.
To co Zbych62 opisuje z krokami to ciekawe, bo to de facto jest rytm nadany ciałem, nie głosem. Mnie zastanawia, czy ten mechanizm działa tylko przy ruchu regularnym, powtarzalnym, czy można osiągnąć podobny efekt przy tańcu bardziej improwizowanym, gdzie rytm nie jest z góry narzucony.
Przy improwizacji trudniej o ten automatyzm, bo umysł musi jednocześnie śledzić ruch i tekst. Natomiast nie wyklucza to głębokiego zaangażowania emocjonalnego, który może mieć swoje własne działanie. To są po prostu dwa różne mechanizmy i pytanie, którego z nich szukasz.
Przepraszam, że się wtrącam, ale chciałam zapytać: czy jak się robi takie śpiewane afirmacje, to najlepiej robić to codziennie o tej samej porze, czy to nie ma znaczenia? Trochę się gubię, bo niektórzy piszą o regularności, a inni o tym, żeby czuć, nie siłować się.
Wracam do swojego problemu ze skupieniem podczas rysowania i myślę, że może warto dodać, iż próbowałam też połączyć afirmację z kolorowaniem gotowych wzorów, nie rysowaniem od zera. Było lepiej, bo ruch był automatyczny, ale nadal nie byłam w stanie w stu procentach utrzymać afirmacji w głowie. Może po prostu mój umysł nie jest zbudowany do multitaskingu w tej formie?
Słucham tej dyskusji i zastanawiam się, czy nie tracimy z oczu jednej rzeczy. Mówimy dużo o formie: śpiewanie, rysowanie, taniec, pisanie. Ale czy ktoś próbował mieszać formy w obrębie tej samej praktyki? Na przykład zacząć od rysowania, potem śpiewać, a na koniec zapisać? Ciekawi mnie, czy seria form daje coś innego niż jedna forma powtarzana regularnie.
Nie próbowałam świadomie jako systemu, ale coś takiego robiłam intuicyjnie bez nazywania tego. I mam wrażenie, że kiedy afirmacja przechodziła przez kilka kanałów, coś się z nią działo, jakby stawała się bardziej moja. Ale to bardzo subiektywne i nie wiem, jak to zweryfikować.
To pytanie o kolejność form jest dla mnie bardzo konkretne i nie wiedziałam, że tak mnie zaciekawi. Intuicyjnie zawsze zaczynałam od rysowania, bo potrzebuję czegoś cichego na wejście. Potem ewentualnie śpiewanie. Ale nigdy nie sprawdzałam odwrotnej kolejności. Czy ktoś zaczynał od głosu, a potem przechodził do ruchu lub rysunku i jak to działało?
Mam podobne pytanie, ale trochę z innej strony. Czy przy zmianie formy w połowie praktyki nie ma ryzyka, że traci się skupienie? Bo wyobrażam sobie, że przejście ze śpiewania do rysowania wymaga jakiegoś resetu uwagi i to mogłoby rozbić to, co się budowało.
Przepraszam, może głupie pytanie, ale skoro mówicie o kolejności form, to czy przerwa między nimi ma znaczenie? Czy lepiej przejść od razu z jednej do drugiej, czy dać sobie chwilę ciszy między śpiewaniem a na przykład rysowaniem?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i chcę zapytać o jedną rzecz, która mnie gryzie. Mówicie o łączeniu form i o różnych efektach, ale czy ktoś z was miał sytuację, że jedna z form po jakimś czasie zaczęła działać odwrotnie, to znaczy zamiast wzmacniać afirmację, zaczęła ją blokować albo wywoływała opór?
Tak, dokładnie to miałem na myśli. Eksperymentowanie z formą, kiedy sama treść jest jeszcze chwiejna, to trochę jak szukanie najlepszego opakowania dla czegoś, co jeszcze nie wiadomo, co zawiera. Najpierw afirmacja musi być uczciwa, to znaczy musisz w nią wierzyć choćby częściowo, bo inaczej żadna forma jej nie 'naprawi'.
Wracając do tego, co pisała Celestyna_B o kolejności form, czy ktoś próbował świadomie odwrócić swoją naturalną kolejność i sprawdzić, co się zmieniło? Nie mówię o jednorazowej próbie, tylko o konsekwentnym stosowaniu przez kilka dni. Bo może efekty są widoczne dopiero po czasie.
Mam pytanie trochę z boku, ale chyba w temacie. Czy macie jakieś doświadczenie z afirmacjami w trakcie rysowania, nie po, nie przed, tylko dosłownie w tym samym momencie? Bo wyobrażam sobie, że mówienie czegoś i jednoczesne rysowanie to dwa zadania naraz i trudno się skupić.
Mam pytanie do osób, które dłużej eksperymentują z tymi formami. Czy któraś z nich, śpiewanie, rysowanie, ruch, okazała się z czasem mniej skuteczna, bo stała się zbyt automatyczna? Pytam, bo mam wrażenie, że za duża rutyna zabija właśnie ten efekt, o którym mówi Bogumil.
Mam pytanie do osób, które dłużej eksperymentują z tymi formami. Czy któraś z nich, śpiewanie, rysowanie, ruch, okazała się z czasem mniej skuteczna, bo stała się zbyt automatyczna? Pytam, bo mam wrażenie, że za duża rutyna zabija właśnie ten efekt, o którym mówił Bogumil, czyli że umysł jest zajęty i nie filtruje. Jak to u was wygląda po dłuższym czasie?
Mam notatki z kilku miesięcy i widzę coś, co potwierdza to, o czym mówi Donat55. Tygodnie, kiedy czułam, że idę na autopilocie, dawały mniej wyraźne efekty niż tygodnie, kiedy coś mi przeszkadzało w zwykłej rutynie i musiałam zmodyfikować czas albo miejsce. Przerwy i małe zmiany środowiska chyba pomagały mi 'obudzić się' w praktyce.
Wracając do pytania Goryczki55 o automatyzację. Czy to nie jest tak, że niektóre formy z natury trudniej stają się automatyczne? Ruch na przykład, bo ciało zawsze trochę się zmęczy, jest mu ciepło lub zimno, zmienia się oddech. To nie jest jak mruczenie pod nosem, prawda?
