Przepraszam, że wchodzę w środek, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Z tej rozmowy wynika, że zarówno mówienie, jak i pisanie może działać, ale zależy od tego, czy jesteś przy tym obecna, czy nie. Czy to jest w tej chwili główny wniosek? Pytam szczerze, bo gubię się w tych wątkach.
a moze warto by zapytac, czy ktos pisal afirmacje przed spaniem, recznie, i co wtedy? bo wieczor to inna pora niz ranek i moze wplywac na to jak to sie przyswaja
Mnie zastanawia, czy nie prościej byłoby po prostu przetestować obie metody przez kilka tygodni i zobaczyć, co daje efekty. Bo ta rozmowa jest bardzo ciekawa, ale trochę kręcimy się w kółko zamiast wyjść od konkretnego doświadczenia.
No właśnie, to jest problem z całą tą rozmową. Jak w ogóle wiadomo, że afirmacje działają, a nie że po prostu czas robi swoje albo inne rzeczy w życiu się zmieniają? Pytam serio, nie złośliwie.
Tutaj chcę się nie zgodzić z Frezją. Różnica między 'opisuję co było' a 'piszę co ma być' jest gramatyczna, ale nie wiadomo, czy mózg to rozróżnia tak ostro. Są badania nad sposobem przetwarzania zdań w czasie przyszłym i teraźniejszym i nie ma tam jednoznacznej przewagi jednego.
konkretnych tytułów teraz nie podam, ale to z obszaru psycholingwistyki - czas gramatyczny a reprezentacja mentalna. Mogę się mylić co do szczegółów, ale ogólny kierunek pamiętam. Może ktoś inny potwierdzi albo zaprzeczy.
Wróćmy do kwestii, która mi się kręci w głowie od kilku postów wstecz - czy jeśli piszesz afirmację i jednocześnie ją czytasz po cichu, to masz jednocześnie efekt pisania i odbioru wzrokowego, ale bez głosu? To brzmi jakby była to trzecia opcja, nie dwie.
To mi się wydaje, że doszliśmy do czegoś, czego nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć sami, bo to jest pytanie o neuropsychologię, nie o doświadczenie. Może nie ma sensu tego drążyć bez kogoś, kto zna temat od tej strony.
Ale właśnie mi to przypomniało, że ktoś tu wcześniej wspomniał o pisaniu wieczorem. Wracam do tego, bo mnie najbardziej interesuje, czy jest różnica w tym, jak długo to zostaje. Ktoś porównywał pisane rano i wieczorem, ale nie powiedział, ile czasu minęło zanim efekt zaczął być widoczny. Ile to zajęło?
a jesli ktos pisal afirmacje nie swoim charakter pisma tylko staral sie pisac ladniej, inaczej niz normalnie, to czy to moze cos zmieniac? pyam bo gdzies czytalem ze zmiana pisma wplywa na psychike ale nie pamietam gdzie
Grafoterapia to bardziej psychologia niż ezoteryka i chyba nie jest tak zbadana, żeby wyciągać mocne wnioski. Słyszałem o tym, ale zawsze w kontekście 'może coś w tym jest'. Nie wiem, czy warto to mieszać z afirmacjami, bo to osobny temat.
@Tarninka_65 (do grupy) właśnie mi się przypomniało, że nie odpowiedzieliśmy na pytanie o zmianę pisma w kontekście afirmacji. Wrozbiarz06 zapytał coś sensownego - jeśli piszesz afirmację staranniej, innym charakterem niż na co dzień, to czy to zmienia coś w tym, jak ją odbierasz? Mnie się wydaje, że tak, bo samo spowolnienie ruchu ręki już zmienia jakość skupienia.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale chcę zapytać o coś bardziej podstawowego. Czy ktoś tu zakłada, że te różnice między pisaniem a mówieniem mają jakieś fizyczne podłoże w mózgu, czy raczej chodzi o coś bardziej... nazwijmy to, energetycznego? Bo rozmawiamy o tym od dłuższego czasu i nie jestem pewien, z jakiego punktu wychodzi większość z was.
Ale skoro wróciłyśmy do podstaw - mnie wciąż nikt nie odpowiedział konkretnie na to, co pytałam. Czy efekt pisanej afirmacji trwa dłużej? Frezja mówiła, że to zależy co rozumiemy przez efekt, a Konstancjaa opisała swoje doświadczenie, ale to jedno doświadczenie. Czy ktoś ma coś bardziej powtarzalnego?
Słuchajcie, to co mówi Jasnoslyszka65 wydaje mi się uczciwe. Większość opisów, które tu czytam, to 'coś poczułam, ale nie wiem skąd'. Czy to nie jest trochę za mało, żeby wyciągać wnioski o tym, która metoda działa lepiej?
A wracając do tego, co sama rzuciłam jakiś czas temu - nikt właściwie nie rozwinął wątku o jednoczesnym pisaniu i czytaniu wzrokiem. Jasnoslyszka65 mówiła, że tak praktykuje i że to dla niej inne niż samo pisanie. Dreamweaver pytała o głos wewnętrzny. Czy ktoś świadomie eksperymentował z zamknięciem oczu podczas pisania, żeby wyłączyć ten wzrokowy odbiór?
Szafirowa zadaje pytanie, które gdzieś mi siedzi od dawna w tym wątku. Ruch ręki albo efekt wizualny - co jest nośnikiem. I zastanawiam się, czy to zależy od osoby. Jedni przetwarzają głównie kinestetycznie, inni wzrokowo. Może dlatego dla jednych pisanie działa lepiej, a dla innych mówienie - nie dlatego, że metoda jest obiektywnie lepsza, ale dlatego, że trafia w dominujący kanał.
Mnie to, co napisała Mieczowaa, trochę otwiera oczy. Nigdy o tym nie myślałam w ten sposób - że może nie chodzi o to, która metoda jest lepsza, tylko która jest lepsza dla mnie. Ale jak to sprawdzić? Jak w ogóle wiem, który kanał u mnie dominuje?
Wracając do pytania Tarninka na końcu poprzedniego posta - ja robiłam coś podobnego, choć nie do końca metodycznie. Kilka tygodni pisałam, kilka tygodni mówiłam. Ale zmiana metody zbiegła mi się ze zmianą treści afirmacji, więc nie wiem, co zrobiło robotę. To był błąd w planowaniu.
Dobra, ale to chyba nie jest tak, że możemy siedzieć i mówić 'nie wiadomo' przez kolejne sto postów. Ktoś musiał to jakoś sprawdzić na sobie choćby z grubsza. Jasnoslyszka65 próbowała, Frezja próbowała. Czy ktoś jeszcze?
Wróćmy na chwilę do tego, co zostawiłam w poprzednim poście, bo nikt nie odpowiedział wprost. Jeśli kluczowy w pisaniu jest ruch ręki, a nie litera - to co z pisaniem na klawiaturze? Bo większość ludzi, którzy piszą 'dzienniki afirmacji', robi to w telefonie albo na komputerze. Czy to w ogóle się liczy jako 'pisanie' w tym sensie, o którym mówimy?
Szafirowa rzuciła pytanie, które naprawdę zmienia perspektywę. Jeśli liczy się ruch, to klawiatura jest zupełnie innym ruchem - małe, precyzyjne uderzenia, brak połączeń między literami, brak zmienności nacisku. Zastanawiam się, czy to nie jest w ogóle trzecia kategoria, a nie wariant pisania odręcznego.
to ciekawe ujęcie. Jakbyśmy mieli: mówienie, pisanie odręczne i wpisywanie na klawiaturze - trzy różne metody, każda z innym poziomem zaangażowania ciała i innym tempem. Tylko skąd wiadomo, która z tych zmiennych faktycznie ma znaczenie?
Słuchajcie, ktoś tu wcześniej pytał, który kanał dominuje u danej osoby. Mnie to pyta o coś innego - czy w ogóle warto próbować zmieniać metodę, jeśli ta, którą stosujemy, działa? Czy szukanie 'lepszego' sposobu nie jest kolejnym odwlekaniem samej praktyki?
