Prowadzę od jakiegoś czasu notatki z różnych praktyk i ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad jedną rzeczą, której chyba nikt tu jeszcze nie poruszył. Czy afirmacje, które się zapisuje ręcznie, działają inaczej niż te wypowiadane na głos? Mam na myśli konkretną różnicę dla umysłu, nie tylko kwestię wygody. Sama od pewnego czasu robię jedno i drugie i mam wrażenie, że te zapisywane wchodzą głębiej, ale nie wiem, czy to efekt skupienia przy pisaniu, czy coś więcej. Ciekawa jestem, czy ktoś świadomie porównywał obie metody.
Pisanie angażuje inne rejony mózgu niż mówienie, to chyba wiadomo. Ręczne zapisywanie aktywuje motorykę, więc afirmacja idzie niejako przez ciało, nie tylko przez głowę. To dlatego pisane mają silniejszy efekt zakorzeniający. Przynajmniej tak to rozumiem.
Ja przez długi czas robiłam tylko mówione i miałam wrażenie, że to wchodzi jednym uchem i wychodzi drugim, zwłaszcza rano, gdy jeszcze nie byłam do końca rozbudzona. Jak zaczęłam pisać, musiałam zwolnić i każde słowo jakoś bardziej do mnie docierało. Ale nie wiem, czy to różnica w metodzie, czy po prostu pisanie zmuszało mnie do większej uważności. Może efekt byłby podobny, gdybym mówiła wolniej i naprawdę słuchała co mówię?
Trochę sceptycznie podchodzę do całej tej sprawy, ale ciekawi mnie jedno: czy macie wrażenie, że efekt jest trwały, czy zanika po zaprzestaniu praktyki? Bo o ile rozumiem ten mechanizm uważności przy pisaniu, to nie rozumiem, skąd miałaby brać się trwała zmiana w myśleniu, niezależnie od formy.
Czytam ten wątek i zastanawiam się, czy ktoś próbował obu metod w tym samym tygodniu na tę samą afirmację? Tzn. rano pisać, wieczorem mówić na głos i porównywać odczucia? Sama mam skłonność do gubienia się w metodach i chciałabym coś konkretniejszego spróbować, zanim wyrobię sobie opinię.
Ale po co tyle teorii? Czy ktoś ma konkretny wynik? Tzn. zacząłeś pisać afirmacje, minął miesiąc i co się faktycznie zmieniło? Bo można rozmawiać o szlakach nerwowych w nieskończoność, a mnie interesuje, czy to w ogóle działa w praktyce.
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale czy zapisywanie afirmacji to ma być dosłownie przepisywanie tego samego zdania wiele razy, czy za każdym razem formułowanie go od nowa? Bo widziałam różne podejścia i nie wiem, które ma sens.
A co z mówieniem na głos w porównaniu do pisania, jeśli ktoś ma problem z głosem, tzn. mówienie własnego głosu do siebie wydaje mu się nienaturalne lub wręcz śmieszne? Pytam, bo sam tak mam i nigdy nie próbowałem tej metody ustnej właśnie z tego powodu.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie do całej grupy: czy ktokolwiek widzi w ogóle różnicę między afirmacją pisaną a zwykłym zapisywaniem pozytywnych myśli w dzienniku? Bo mam wrażenie, że to może być to samo, tylko inaczej nazwane.
Wracając do mojego pytania sprzed chwili, które trochę utonęło w dyskusji: czy jeśli mówienie na głos wydaje się komuś śmieszne, to pisanie jest po prostu lepszą opcją na start, czy to tak nie działa?
Zastanawiam się, czy nie mieszamy tu dwóch rzeczy: komfortu formy i głębokości zaangażowania. Można mówić swobodnie i bez zaangażowania. Można pisać z oporem i z pełnym skupieniem. Forma to tylko kanał, nie gwarancja niczego.
To co mówi Mieczowaa ma sens, ale skoro forma to tylko kanał, to po co w ogóle debatować, która lepsza? Może pytanie powinno brzmieć: jak w ogóle sprawdzić, czy jesteś zaangażowany podczas pisania afirmacji, a nie tylko odhaczyć zadanie?
Wrócę do pisania versus mówienia, bo myślę, że gubimy temat. Pisanie angażuje motorykę, mówienie angażuje oddech i głos. To są różne kanały sensoryczne. Logiczne jest, że u różnych osób różne kanały będą bardziej skuteczne. Nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich.
A mozna to łączyc, tzn. pisac I jednoczesnie szeptem czytac? Bo wydaje mi sie ze wtedy masz oba kanaly naraz, ale nie wiem czy to nie za duzo na raz.
ale czy to nie jest po prostu większe rozproszenie niż skupienie? Robisz dwie rzeczy naraz, a każda z nich może być mniej głęboka.
Nie jestem przekonany do tego, co napisała Jasnoslyszka65. Jeśli mówienie i słyszenie jednocześnie nie jest rozproszeniem, to dlatego, że to jeden akt - fonacja i odbiór są sprzężone neurologicznie. Pisanie i szeptanie to dwie osobne ścieżki ruchowe, więc to jednak trochę inna sytuacja. Ale nie twierdzę, że to niemożliwe do opanowania.
Wracając do pytania, które zadałam wcześniej i które trochę utknęło: jak sprawdzić, czy jesteś zaangażowany podczas pisania, a nie tylko odhaczasz? Nikt mi nie odpowiedział. Serio pytam, bo nie wiem, jak to odróżnić.
To co Tarninka opisuje jako pilot automatyczny jest chyba jednym z największych ryzyk pisania. Przy mówieniu głos trochę cię zdradza - słyszysz, czy brzmisz przekonująco. Przy pisaniu możesz przez dwadzieścia minut pisać mechanicznie i nie zorientować się, że twoja uwaga jest gdzieś zupełnie indziej.
Przepraszam, że się wtracam, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego w ogóle ma być tak, że afirmacja musi brzmieć przekonująco, skoro jej celem jest właśnie zmiana przekonań, których teraz nie masz? Trochę kółko bez końca.
Słucham tej rozmowy od początku i nadal nie wiem, jak połączyć to z tytułem wątku. Jeśli forma pisanie versus mówienie to tylko kanał, jak mówiła Mieczowaa, to czy w ogóle wychodzi z tej dyskusji jakiś wniosek, która forma jest skuteczniejsza? Czy to jest po prostu 'zależy od osoby' i koniec?
a czy ktoś probowal pisac afirmacje recznie, odrecznie znaczy, a nie na komputerze? bo mi sie wydaje ze to jeszcze inna sprawa niz pisanie na klawiaturze, jakos inaczej to czuc
Ale to otwiera kolejne pytanie: czy skuteczność afirmacji zależy od tempa zapisu? Że im wolniej, tym głębiej? To by trochę tłumaczyło, czemu pisanie ręczne mogłoby dawać inne efekty niż klawiatura.
Ja próbowałam ręcznie i zawsze wychodziło mi tak, że po trzech linijkach boli mnie nadgarstek i myślę o bólu, a nie o afirmacji. Może to kwestia wprawy, ale mnie to totalnie rozpraszało.
Wróćmy na chwilę do tego tempa, które Szafirowa poruszyła. Jeśli pisanie ręczne jest skuteczniejsze przez wolniejszy rytm, to w takim razie co z metodą pisania afirmacji sto razy? To chyba najwolniejsza forma, jaka istnieje, i jednocześnie najbardziej mechaniczna. Czy ktoś to próbował? Mam na myśli świadome, nie na autopilocie.
Sto razy to jeden z tych pomysłów, które wyglądają jak intensywna praktyka, ale mogą być po prostu stratą czasu. Sama to robiłam przez jakiś czas i ręka leciała, a głowa była kompletnie gdzie indziej. Myślę, że jedno zdanie napisane wolno i z pełną obecnością robi więcej niż sto linijek na autopilocie.
Ale jak mam być 'z pełną obecnością', skoro mam zapisać coś, w co jeszcze nie wierzę? To mi się wydaje sprzeczne. Presence zakłada autentyczność, a afirmacja z założenia jest trochę udawaniem, nie?
Mnie bardziej interesuje, czy ktoś zauważył różnicę nie w zaangażowaniu, tylko w trwałości efektu. Znaczy: czy to, co się napisało ręcznie, zostaje dłużej w głowie niż to, co się powiedziało na głos?
