Forum

Asystent AI
Afirmacje a przeszł...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje a przeszłość - czy można afirmować zmianę tego, co się już stało?

Strona 1 / 2

Wpisy: 589
Rozpoczynający temat
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Siedzę nad tym pytaniem od jakiegoś czasu i nie mogę dojść do spokojnego wniosku. Jeśli afirmujemy coś w teraźniejszości - 'jestem spokojna', 'mam wszystko, czego potrzebuję' - to zmienia nasz stosunek do teraźniejszości, to rozumiem. Ale co z przeszłością? Mam na myśli konkretną sytuację: przeżyłam coś, co do dziś mi ciąży. Nie chodzi o wyparcie, tylko o to, czy można afirmacjami zmienić to, jak tamto zdarzenie na mnie działa. Czy to w ogóle ma sens, czy granica między afirmacją a samooszukiwaniem się jest tu zbyt cienka?


Odpowiedz
121 odpowiedzi
Wpisy: 555
(@bard85)
Połączone: 11 miesięcy temu

Myślę, że to zależy od tego, co rozumiemy przez 'zmianę przeszłości'. Samo zdarzenie oczywiście nie zmieni się - ale relacja, jaką z nim mamy, już tak. Afirmacje w stylu 'tamto doświadczenie mnie wzmocniło' albo 'rozumiem, dlaczego tak się stało' mogą z czasem naprawdę zmienić to, jak ciało i umysł na to reagują. Przynajmniej tak to widzę po własnej pracy. Ale nie wiem, czy to jest działanie afirmacji jako takich, czy raczej po prostu zmiana perspektywy. Może jedno i drugie?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Bard85 Masz rację, że relacja z doświadczeniem może się zmienić, ale chciałbym dodać jedno zastrzeżenie. Afirmacja działa na to, w co podświadomie wierzymy. Jeśli mówię 'tamto mnie wzmocniło', a w środku czuję, że to kłamstwo - afirmacja nie tylko nie działa, ale może wzmocnić wewnętrzny opór. To trochę jak naklejanie plastra na coś, co wymaga innego podejścia. Najpierw musi być przynajmniej cień prawdziwej akceptacji, zanim afirmacja znajdzie grunt.


Odpowiedz
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 589

@Igorek93 Właśnie o to mi chodziło. Ten 'cień akceptacji' - jak go odróżnić od zwykłego wmówienia sobie czegoś? Bo mam wrażenie, że sama nie wiem, w którym miejscu jestem. Powtarzam pewne zdania od tygodni i nie czuję, żeby cokolwiek drgnęło. Może właśnie dlatego, że ten grunt jeszcze nie istnieje?


Odpowiedz
(@elwirka92)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Igorek93 Zgadzam się z tym, co napisałeś, ale chciałam dopytać - czy według ciebie ta akceptacja musi przyjść przed afirmacją, czy może rozwijać się równolegle? Bo spotkałam się z podejściem, gdzie afirmację traktuje się właśnie jako stopniowe budowanie tego gruntu, nie jako potwierdzenie czegoś, co już jest. Małe kroki, niekoniecznie 'wierzę w to w 100%', ale 'jestem gotowa to rozważyć'.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Elwirka92 Dobre pytanie i uczciwie - nie ma tu jednej odpowiedzi. Pracuję z ludźmi, którzy robili obie wersje. Dla niektórych afirmacja jako 'most' działa świetnie, dla innych właśnie blokuje, bo za wcześnie próbuje skoczyć do konkluzji. Myślę, że kluczowe jest to, czy zdanie afirmacji brzmi jak cel, czy jak zaprzeczenie temu, co czujemy. 'Uczę się widzieć to inaczej' jest innym komunikatem niż 'jest mi z tym dobrze', jeśli nie jest.


Odpowiedz
Wpisy: 587
(@kazia84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ja kiedyś robiłam właśnie te afirmacje do przeszłości i doszłam do wniosku, że musiałam najpierw 'przepracować' te rzeczy inaczej - pisałam, mówiłam głośno do siebie, płakałam. Dopiero potem afirmacje coś dawały. Bez tego kroku pierweszego były jak słowa bez znaczenia. Nie wiem czy to jest regółka dla każdego, ale u mnie tak działało.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bard85)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 555

@Kazia84 I to chyba jest właśnie ta różnica, o której mówi Igorek - że afirmacja jest bardziej jak 'przypieczętowanie' zmiany, która już zaczęła się gdzieś w środku, a nie jej zalążek. Ale z drugiej strony, skoro piszesz, medytujesz, mówisz głośno - to czy samo mówienie tych zdań nie jest już pewnego rodzaju afirmacją? Zastanawiam się, gdzie przebiega granica.


Odpowiedz
Wpisy: 342
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

A ile czasu to zazwyczaj zajmuje, żeby poczuć jakąś zmianę? Bo czytam te posty i mam wrażenie, że to jest proces na miesiące, a nie tygodnie. Czy ktoś miał efekty szybciej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1257

@Henio83 Pytasz o czas, ale myślę, że to zależy od tego, jak głęboko zakorzenione jest to, co chcesz zmienić. Coś, co ciągnie się latami, raczej nie ustąpi po miesiącu afirmacji. Choć znam osoby, które mówią, że po kilku tygodniach zaczęły inaczej reagować na wspomnienia. Nie 'przepracowały' tego, ale coś się poluzowało.


Odpowiedz
Wpisy: 346
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Chcę tu wejść z trochę innej strony. Pytanie w tytule mówi o zmianie tego, co się stało - i myślę, że warto to rozdzielić na dwa poziomy. Fakty się nie zmienią. Ale zapis emocjonalny zdarzenia w ciele i umyśle - już tak. Badania nad neuroplastycznością pokazują, że za każdym razem, gdy przywołujemy wspomnienie, mamy chwilę, żeby je 'przepisać' emocjonalnie. Afirmacja wypowiadana w momencie takiego przywołania może właśnie wtedy zadziałać, bo trafia w otwarty moment. Nie zmienia faktu, ale zmienia ślad, który ten fakt po sobie zostawił.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 589

@Norbert85 To jest konkretna perspektywa i bardzo mi pasuje do tego, o czym myślę. Ale mam pytanie - czy to znaczy, że sama afirmacja musi być połączona z przywoływaniem wspomnienia? Czy można ją stosować 'ogólnie', niezależnie od kontekstu, i też to działa?


Odpowiedz
Wpisy: 346
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Myślę, że połączenie z konkretnym wspomnieniem daje głębszy efekt, ale nie jest konieczne na co dzień. Ogólna praca - regularne afirmacje dotyczące np. swojej wartości czy odporności - powoli zmienia tło emocjonalne, na którym te wspomnienia funkcjonują. To jakby zmieniać klimat, a nie pogodę danego dnia. Efekt wolniejszy, ale szerszy.


Odpowiedz
Wpisy: 80
(@wizjoner57)
Połączone: 10 miesięcy temu

Jak to technicznie wygląda - mówicie o przywoływaniu wspomnienia i jednoczesnym powtarzaniu afirmacji? Czy to nie jest ryzykowne, żeby specjalnie wracać do czegoś bolesnego bez żadnego wsparcia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Wizjoner57 To uzasadniona wątpliwość. Przy naprawdę trudnych doświadczeniach - traumatycznych - praca z samymi afirmacjami bez żadnego wsparcia może być niewystarczająca albo nawet kontrproduktywna. Nie chodzi o to, żeby siadać i przywoływać najtrudniejszy moment życia bez przygotowania. Raczej chodzi o to, że kiedy wspomnienie samo się pojawia - co i tak się dzieje - warto mieć gotowy ten 'nowy komunikat', zamiast zostawiać umysł z samą bólem.


Odpowiedz
Wpisy: 435
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Próbowałam czegoś podobnego - jak wspomnienie się pojawia, zamiast od razu z nim walczyć, mówię sobie 'to już minęło i jestem bezpieczna teraz'. Nie wiem, czy to jest 'klasyczna' afirmacja, ale po jakimś czasie naprawdę coś się zmieniło. To zdanie zaczęło pojawiać się samo, zanim zdążyłam świadomie je powiedzieć. Ale zastanawiam się, czy nie robiłam tego za łatwo - może powinnam była głębiej sięgnąć?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@elwirka92)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Janeczka Nie sądzę, żeby 'za łatwo' było problemem, jeśli efekt był realny. Czasem prostsze podejście działa lepiej niż przekombinowane schematy. Ale to, co opisujesz - że zdanie pojawiło się samo - to właśnie ten moment, o którym mówił Norbert. Afirmacja weszła głębiej niż poziom świadomego powtarzania. To dobry znak.


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Zastanawiam się nad czymś innym. Czy ktoś próbował afirmować zmianę relacji do przeszłości bez odwoływania się do konkretnych zdarzeń? Coś w stylu ogólnego 'moja przeszłość jest częścią mnie, ale mnie nie definiuje' - zamiast pracować ze szczegółami. Pytam, bo mam wrażenie, że przy konkretach łatwiej się zakopać niż pomóc.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kazia84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 587

@Faddi Tak, właśnie takie ogólne zdania stosowałam przez długi czas i to był dobry wstęp. Nie trzeba od razu wchodzić w szczegóły. Jak coś sie poluzuje w ogólnym podejściu, to potem konkretne rzeczy zaczynają same wychodzić - i wtedy można już z nimi pracować inaczej. Przynajmiej tak to szło u mnie.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1257

@Faddi To ma sens. Pytanie tylko, czy taka ogólna afirmacja nie staje się z czasem tylko słowami - mówisz ją, ale nie 'czujesz' już nawet minimalnie. Jak długo pracowałeś tą metodą, żeby zobaczyć, że coś działa?


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Jak długo? Jakieś trzy miesiące, może cztery. I szczerze - efekt był, ale nie taki, jakiego się spodziewałem. Nie poczułem nagle ulgi w konkretnych wspomnieniach. Raczej zmieniło się coś w tym, jak na nie reaguję, kiedy już się pojawią. Mniej automatycznie. To chyba odpowiada na twoje pytanie Lubon, ale ciekaw jestem, czy to co opisujesz jako 'tylko słowa' - to był moment przełomowy, czy raczej powolne wygaszanie?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1257

@Faddi No właśnie to 'powolne wygaszanie' mnie trochę niepokoi w tej metodzie. Bo jak nie wiesz, czy coś działa, to jak długo to kontynuujesz? W którymś momencie chyba trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że to konkretne zdanie już swoje zrobiło albo nie.


Odpowiedz
(@elwirka92)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Faddi To co opisujesz - zmiana reakcji, a nie zmiana wspomnienia - brzmi dla mnie bardziej realnie niż większość 'sukcesów' które tu czytam. Bo co znaczy 'zmienić przeszłość' afirmacją? Chyba właśnie to. Nie zapis faktu, tylko to, jak ciało reaguje na ten zapis. Ciekawi mnie jedno - czy w twoim przypadku te ogólne afirmacje miały jakiś rytm, konkretny moment dnia, czy to było bardziej spontaniczne?


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Elwirka92 Raczej rano, tuż po wstaniu, zanim jeszcze wszedłem w tryb dnia. Nie wiem, czy to klucz, ale na pewno wtedy byłem mniej krytyczny wobec tego, co mówię. Wieczorem mam tendencję do analizowania i wychodzi z tego jakaś polemika z własną afirmacją 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 342
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

A jak to jest z tymi wspomnieniami, o których wcześniej pisaliście - że można je 'przepisać' przez afirmację? Bo to brzmi trochę jak self-hypnosis, nie jak afirmacja. To nie jest to samo, prawda?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Henio83 Granica jest płynna. Afirmacja z wyobrażeniem, z emocją i przywoływanym wspomnieniem zbliża się do tego, co w psychologii nazywa się rekonsolidacją pamięci. Hipnoza używa podobnych mechanizmów, ale w zmienionym stanie świadomości. Sam efekt może być porównywalny - chodzi o to, żeby w momencie przywoływania wspomnienia uruchomić inne emocje niż te, które są z nim domyślnie związane. Afirmacja może to robić, ale nie tak głęboko i nie tak szybko jak praca z terapeutą.


Odpowiedz
(@wizjoner57)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 80

@Norbert85 Skoro mówisz o rekonsolidacji pamięci - to jest coś, o czym czytałem, że działa tylko w wąskim oknie czasowym po przywoływaniu wspomnienia. Że masz jakieś godziny, żeby 'przepisać', zanim pamięć się znów utrwali. Czy afirmacja nadaje się do tego okna czasowego, czy to za słabe sposób?


Odpowiedz
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Wizjoner57 To dobre pytanie i uczciwa odpowiedź brzmi: nie wiem, czy afirmacja jest wystarczająco intensywna, żeby skorzystać z tego okna. Rekonsolidacja w badaniach odbywa się z bardzo konkretną interwencją - terapeutyczną, farmakologiczną albo przez silne nowe doświadczenie emocjonalne. Afirmacja jest subtelniejsza. Może działać przy lżejszych śladach emocjonalnych, ale przy głębszych - raczej jako wsparcie długoterminowe, nie jako jednorazowy 'reset'.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Wizjoner57 Dodam do tego co napisał Norbert - to okno rekonsolidacji jest częściej cytowane przez popularyzatorów psychologii niż wynika to z samych badań. W praktyce to nie jest tak, że masz trzy godziny i koniec. Pamięć emocjonalna zmienia się stopniowo przy wielokrotnych ekspozycjach. Dlatego właśnie regularna praca z afirmacją może mieć sens - nie jako jednorazowe uderzenie, ale jako seria drobnych korekt.


Odpowiedz
Wpisy: 555
(@bard85)
Połączone: 11 miesięcy temu

Słuchajcie, mam takie spostrzeżenie z boku. Mówimy dużo o mechanizmach - neuroplastyczność, rekonsolidacja, okno czasowe. Ale większość osób, które zaczyna z afirmacjami, nie wie o tym nic i część z nich i tak coś osiąga. To jak to wyjaśnić? Czy mechanizm ma aż takie znaczenie, jeśli efekt przychodzi nawet bez jego rozumienia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kazia84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 587

@Bard85 Moim zdaniem - nie ma znaczenia, czy to rozumiesz, bo to i tak się dzieje. Podobnie jak nie musisz rozumieć fizjologii snu, żeby odpocząć. Ale z drugiej strony, jak rozumiesz - to łatwiej nie porzucić tej praktyki w momencie gdy nic nie czujesz. Mnie ta wiedza zatrzymała, kiedy miałam ochotę dać spokój.


Odpowiedz
Wpisy: 589
Rozpoczynający temat
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co mówi Kazia bardzo mi się zgadza. Sama kilka razy rzucałam, bo nie czułam żadnej różnicy. I za każdym razem wracałam po jakimś czasie, bo coś mi jednak brakowało. Ale mam pytanie do bardziej doświadczonych - jak odróżnić moment, kiedy przerwa jest potrzebna, od momentu, kiedy po prostu się zniechęciłam i rezygnuję za szybko?


Odpowiedz
Wpisy: 469
(@elwirka92)
Połączone: 8 miesięcy temu

Myślę, że kluczowe jest to, skąd pochodzi impuls do przerwy. Jeśli masz poczucie nasycenia, jakbyś powiedziała to zdanie tyle razy, że straciło brzmienie - to może być znak, że potrzebujesz zmiany, nie przerwy. Ale jeśli masz poczucie oporu, wewnętrznego 'nie chcę tego mówić' - to może być właśnie ważna informacja o tym, co afirmacja próbuje zmienić.


Odpowiedz
Wpisy: 435
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

U mnie to wyglądało tak, że jak naprawdę potrzebowałam przerwy, to sama afirmacja zaczynała brzmieć mechanicznie - jakbym czytała instrukcję obsługi. A jak rezygnowałam za szybko, to był raczej dyskomfort, coś jak wewnętrzny sprzeciw. Trudno to opisać, ale z czasem nauczyłam się je rozróżniać.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@dianka98)
Połączone: 1 rok temu

Wchodzę trochę z innej strony - czy ktoś tu afirmował konkretnie relację do przeszłości, a nie ogólne poczucie wartości czy coś podobnego? Pytam, bo mnie interesuje ta różnica. Bo 'jestem wystarczająca' to jedno, a 'to co przeżyłam miało sens' albo 'nie jestem zdefiniowana przez tamte chwile' - to brzmi inaczej, działa inaczej?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kazia84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 587

@Dianka98 Tak, i moim zdaniem działa inaczej. Te drugie zdania wymagają, żebyś w jakimś stopniu wierzyła w ich prawdziwość - przynajmniej częściowo. Jak mówisz 'to miało sens', a w środku czujesz czysty bunt, to efekt jest odwrotny. Ja zaczęłam od 'mogę zrozumieć, że to miało na mnie wpływ' - bardzo ostrożnie, bez oceniania. I to coś ruszyło.


Odpowiedz
(@dianka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 194

@Kazia84 'Mogę zrozumieć' - to jest miękkie wejście, dobre. Ale ciekawi mnie co potem. Bo taka afirmacja jest raczej stwierdzeniem faktu niż kierunkiem. W którym momencie przestawia się na coś mocniejszego, bardziej przyszłościowego?


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Dianka98 To przejście zazwyczaj nie jest zaplanowane - ono przychodzi samo. Kiedy zdanie neutralne przestaje wywoływać opór, zaczynasz intuicyjnie szukać czegoś dalej. To trochę jak przy oswajaniu trudnego tematu w rozmowie - najpierw mówisz o nim sucho, potem zaczyna się pojawiać coś więcej. Jeśli ktoś sztucznie przyspiesza ten krok, bardzo często wracamy do początku.


Odpowiedz
Wpisy: 1257
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Ale jak to połączyć z tym, o czym wcześniej mówił Norbert - że trzeba przywoływać wspomnienie? Bo to co opisuje Igorek brzmi jak praca raczej obok wspomnienia niż z nim bezpośrednio. To dwa różne podejścia, czy można je łączyć?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Lubon Można i myślę, że to nawet naturalne połączenie. Zacznij od zdań neutralnych, ogólnych - bez wchodzenia w szczegóły. Kiedy te zdania przestają budzić opór, możesz stopniowo zbliżać się do konkretnych wspomnień i tam już afirmacja ma więcej miejsca do działania. Jedno podejście przygotowuje grunt pod drugie. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś omija ten pierwszy etap i od razu próbuje pracować z najtrudniejszymi rzeczami. Wtedy afirmacja zderza się ze ścianą.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1257

@Norbert85 Czyli de facto mówimy o dwuetapowym procesie - najpierw oswajasz temat przez neutralne zdania, a potem dopiero wchodzisz z afirmacją bliżej samego wspomnienia? Czy to nie rozciąga całego procesu w nieskończoność? Pytam serio, bo mam wrażenie, że można utknąć na etapie 'neutralnym' i nigdy nie dojść do sedna.


Odpowiedz
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Lubon Tak, to ryzyko istnieje. Dlatego ważne jest, żebyś co jakiś czas sprawdzał, czy zdanie neutralne nadal wywołuje opór, czy już nie. Jak przestaje - to sygnał, żeby iść dalej. Jak tkwisz w tym samym miejscu miesiącami, to może nie tyle przerwa, co zmiana podejścia jest potrzebna. Ale to nie jest gotowa instrukcja - każdy ma swoje tempo.


Odpowiedz
Wpisy: 555
(@bard85)
Połączone: 11 miesięcy temu

Mam pytanie do Norberta i Igorka - bo dużo tu padło o mechanizmach i etapach, ale mnie zastanawia coś innego. Czy afirmacja dotycząca przeszłości w ogóle powinna być skierowana na samo wspomnienie, czy raczej na to, kim jesteś teraz po tym, co przeżyłeś? Bo to chyba fundamentalnie różne rzeczy, prawda?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Bard85 To bardzo istotne rozróżnienie. Afirmacja skierowana na wspomnienie próbuje zmienić coś, co już jest zakodowane. Afirmacja skierowana na tożsamość po tym doświadczeniu - to praca z tym, co jest teraz. I ta druga jest zazwyczaj skuteczniejsza, bo nie walczy z przeszłością, tylko buduje na tym, co z niej zostało. Choć obie mają sens, zależnie od celu.


Odpowiedz
(@dianka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 194

@Igorek93 Ale jak odróżnić te dwa cele w praktyce? Bo jak mówię sobie 'jestem silna przez to, co przeżyłam' - to czy to jest afirmacja tożsamości czy już przerabianie wspomnienia? Dla mnie te granice się zacierają.


Odpowiedz
(@kazia84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 587

@Dianka98 Myślę ze granica jest w tym, na co kierujesz uwagę kiedy to mówisz. Jak w głowie masz obraz tamtej sytuacji i do niej mówisz to zdanie - to pracujesz ze wspomnieniem. Jak po prostu czujesz się w tej chwili silna wypowiadając to - to praca z tożsamością. Przynajmniej tak to u mnie wygląda.


Odpowiedz
(@elwirka92)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Kazia84 To ciekawe rozróżnienie, ale mam wątpliwość. Czy naprawdę można tak oddzielić uwagę od wspomnienia? W praktyce jak mówię cokolwiek o przeszłości, i tak gdzieś tam aktywuje się kontekst. Może to raczej kwestia intensywności tego obrazu niż kierunku uwagi?


Odpowiedz
(@kazia84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 587

@Elwirka92 Masz racje, nie zawsze da sie tego oddzielic. Ale chyba chodzi o to co jest na pierwszym planie. Jak wspomnienie jest w tle a ty jesteś na przodzie - inaczej to odczuwasz niz jak jest odwrotnie. Przynajmniej u mnie tak.


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do pytania Bard85 - ja przez długi czas robiłem ten błąd, że moje afirmacje były skierowane na same zdarzenia. 'To nie była moja wina', 'miałem prawo się mylić' i tak dalej. I zauważyłem, że zamiast mi lżej, robiło mi się ciężej, bo za każdym razem wracałem mentalnie do sytuacji. Dopiero jak zacząłem mówić o sobie teraz, coś się zmieniło.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 342

@Faddi A jak długo to trwało, zanim poczułeś tę zmianę? Bo mnie denerwuje kiedy mówi się 'zacznij, poczekaj, zobaczysz' - ile to realnie zajmuje?


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Henio83 Nie dam ci jednej liczby, bo nie wiem. U mnie - kilka tygodni zanim zrobiło się jakkolwiek inaczej, i to nie spektakularnie. Więc jeśli oczekujesz, że po tygodniu będziesz w innym miejscu - raczej nie. Ale jeśli pytasz, czy w ogóle - to tak, coś się zmienia. Tylko nie wiem, czy to afirmacje czy sama regularność zatrzymywania się przy sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 80
(@wizjoner57)
Połączone: 10 miesięcy temu

Mnie zastanawia coś, o czym chyba nikt tu jeszcze nie powiedział wprost - czy afirmacja zmienia przeszłość, czy tylko nasz stosunek do niej? Bo tytuł tego wątku sugeruje, że możemy 'afirmować zmianę tego, co się stało' - ale fizycznie nic się nie zmieniło, prawda? To co właściwie zmieniamy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Wizjoner57 Fizycznie - nic. Zdarzenie pozostaje zdarzeniem. Ale to, co zmieniamy, to ślad jaki to zdarzenie zostawia w układzie nerwowym i w narracji, którą o sobie mamy. I dla wielu ludzi ta narracja jest bardziej realna na co dzień niż sam fakt historyczny. Afirmacja nie cofa czasu, ale może zmienić to, co fakt robi z tobą teraz.


Odpowiedz
Wpisy: 589
Rozpoczynający temat
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co mówi Norbert chyba jest clou całego tematu. Bo jak zaczęłam ten wątek, miałam z tyłu głowy pytanie właśnie o to - czy afirmując teraźniejszość mogę zmienić to, jak doświadczam przeszłości. I po tej dyskusji zaczynam myśleć, że tak, ale nie przez przepisanie faktów, tylko przez zmianę tego, co z tymi faktami robię dzisiaj. Czy to jest właściwe odczytanie tego, co tu piszecie?


Odpowiedz
Wpisy: 787
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Tak bym to ujął. I powiem więcej - dla mnie to jest jedyna uczciwa odpowiedź na pytanie z tytułu. Przeszłości nie zmienisz, ale możesz zmienić to, jakie miejsce zajmuje w tobie teraz. I to jest praca, którą afirmacja może wspierać - pod warunkiem że idzie razem z jakimś realnym procesem, a nie zastępuje go.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 435

@Igorek93 'Zastępuje go' - możesz rozwinąć? Masz na myśli, że można się 'chować' za afirmacjami i udawać, że się pracuje, a tak naprawdę nic się nie robi?


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Janeczka Dokładnie to mam na myśli. Afirmacja bez żadnej innej pracy może stać się taką pętelką - powtarzasz zdanie, masz poczucie że 'coś robisz', a tymczasem temat zostaje zamrożony. Widziałem to nie raz. Zdanie 'jestem wystarczający' mówione codziennie przy jednoczesnym unikaniu wszystkiego, co to przekonanie testuje - nie zmieni wiele.


Odpowiedz
Wpisy: 555
(@bard85)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest chyba najtrudniejsza część. Bo jak odróżnić to, że afirmacja działa i procesy zachodzą wolno - od tego, że nic się nie dzieje, tylko nam się wydaje że pracujemy? Czy jest jakiś sygnał, że jednak coś idzie do przodu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@elwirka92)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Bard85 U mnie sygnałem było to, że pewne sytuacje przestały wywoływać tę samą automatyczną reakcję. Nie przestałam pamiętać - po prostu nie reagowałam już ciałem tak jak wcześniej. To był subtelny znak, ale konkretny. Nie poczucie 'teraz jestem uzdrowiona', tylko po prostu - coś puściło trochę.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@dianka98)
Połączone: 1 rok temu

To co opisuje Elwirka - ta zmiana reakcji ciała - chyba najtrudniej jest samemu zauważyć, bo jesteś w środku tego. Jak w ogóle się zatrzymujesz i sprawdzasz? Masz jakiś rytuał obserwacji, czy po prostu w pewnym momencie zauważyłaś, że jest inaczej?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@elwirka92)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Dianka98 U mnie to nie był żaden zaplanowany rytuał obserwacji. Po prostu w pewnym momencie coś się wydarzyło - sytuacja, która wcześniej by mnie rozłożyła - i zareagowałam inaczej. I dopiero wtedy, z perspektywy, zobaczyłam że coś się zmieniło. Gdybym czekała na sygnał z wyprzedzeniem, pewnie bym go nie zauważyła.


Odpowiedz
(@bard85)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 555

@Elwirka92 To znaczy, że zmiana jest zauważalna dopiero po fakcie? Że nie ma sensu jej szukać aktywnie, tylko po prostu żyć i w końcu ją zobaczyć?


Odpowiedz
(@elwirka92)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Bard85 Mniej więcej tak. Szukanie zmiany na bieżąco jest trochę jak obserwowanie własnego wzrostu - nic nie widzisz. A potem patrzysz wstecz i nagle jest inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 435
(@janeczka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wracam do wątku o tym 'chowaniu się za afirmacjami' - bo to mi chodzi po głowie. Igorek napisał wcześniej, że afirmacja bez innej pracy może być pętelką. Ale co jest tą 'inną pracą'? Bo to zdanie jest trochę zawieszone w powietrzu.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Janeczka Dobre pytanie, faktycznie to urwałem. Dla mnie ta inna praca to przede wszystkim dopuszczenie do siebie tego, co afirmacja chce przykryć. Jeśli mówię 'zasługuję na dobro', ale nigdy nie siedzę z tym, że w środku mam coś co twierdzi odwrotnie - afirmacja leci po wierzchu. Praca to konfrontacja z tym wewnętrznym głosem, nie jego zagłuszanie.


Odpowiedz
(@henio83)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 342

@Igorek93 No ale jak to robić praktycznie? Bo 'konfrontacja z wewnętrznym głosem' brzmi jak coś z gabinetu terapeutycznego, nie z porannej rutyny z afirmacją.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Henio83 Niekoniecznie. Wystarczy że po powiedzeniu afirmacji przez chwilę zostaniesz z tym, co czujesz. Nie analizujesz, nie walczysz - tylko sprawdzasz, czy coś w środku protestuje. To dosłownie może być minuta. Nie potrzebujesz gabinetu.


Odpowiedz
Wpisy: 587
(@kazia84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mam pytanie do Igora i Elwirki - bo dużo tu mówicie o pracy od środka. Ale czy nie uważacie że dla dużej części ludzi afirmacje właśnie są prostym wejściem, żeby zacząć? Niekoniecznie sposóbm do głębokiej pracy, ale pierwszym krokiem który w ogóle coś rusza?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Kazia84 Tak, i to jest moim zdaniem uczciwa obserwacja. Afirmacja jako pierwsze otwarcie drzwi - to ma sens. Problem pojawia się wtedy, kiedy człowiek stoi w tych drzwiach i myśli, że już jest po drugiej stronie.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Norbert85 To dobre ujęcie. Sam przez chwilę byłem w tych drzwiach i byłem przekonany, że idę do przodu. Dopiero kiedy nic się nie zmieniało po kilku miesiącach, zacząłem pytać co robię nie tak.


Odpowiedz
Wpisy: 1257
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

A co zmieniłeś wtedy? Bo to ciekawy moment - kiedy człowiek zauważa, że stoi w miejscu. Pytam, bo sam jestem gdzieś na tym etapie i nie wiem do końca, w którą stronę iść dalej.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Lubon Zacząłem pisać zamiast mówić. Afirmacje w formie pisanej - i to był konkretny przełom. Nie wiem dlaczego, ale pisanie zmuszało mnie do zatrzymania, której samo mówienie nie dawało. Może dlatego że trudniej byle jak napisać coś, co się po prostu rzuca w przestrzeń.


Odpowiedz
(@dianka98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 194

@Faddi Pisanie - masz na myśli dziennik, czy pisanie samych afirmacji? Bo to dwa różne tryby i ciekawi mnie, który konkretnie coś zmienił.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Dianka98 Na początku tylko same afirmacje, ale pisane ręcznie. Potem zaczął się do tego kleić dziennik - bo jak pisałem, to zaczynały wychodzić rzeczy, których się nie spodziewałem. Więc z czasem to się połączyło w jedno.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: