A co z afirmacjami przy chorobach przewlekłych? Bo tam człowiek żyje z pewnym stanem latami i trudno mu sobie wyobrazić inaczej. Czy afirmacja może tu w ogóle działać, skoro ciało ma bardzo silnie ugruntowany wzorzec? Przy uczuciach zmiana nastawienia jest jakby szybsza, bo nie ma takiego biologicznego zakotwiczenia.
Ta forma, którą podałaś, 'każdego dnia krok w kierunku', to jest coś, co sama próbowałam stosować przy długotrwałym wyczerpaniu. I szczerze, to działało inaczej niż klasyczne afirmacje w czasie teraźniejszym. Mniej oporu wewnętrznego, bo nie twierdzę czegoś, w co nie wierzę od razu. Tylko nie wiem, czy to nadal afirmacja, czy już coś innego, jakaś intencja czy deklaracja kierunku.
to ciekawe rozróżnienie, intencja kontra afirmacja. Bo jeśli afirmacja musi być twierdzeniem w czasie teraźniejszym, to 'każdego dnia krok' technicznie nie jest afirmacją. Ale jeśli chodzi o efekt, to może forma gramatyczna nie jest tak ważna jak stopień wiary w to, co się mówi? Czy to nie jest dokładnie to, o czym mówiła wcześniej Blanka?
Słuchajcie, trochę się pogubiłam. Mamy więc dwie opcje: afirmacja w czasie teraźniejszym, czyli 'jestem zdrowy', i afirmacja kierunkowa, czyli 'każdego dnia krok w stronę zdrowia'. Czy to znaczy, że w zależności od sytuacji powinniśmy wybierać inną formę? I jak w takim razie odróżnić, kiedy użyć której? Bo nie chcę przez przypadek stosować tej, która działa gorzej w moim przypadku.
Wchodzę trochę z boku, bo nie jestem stąd tematycznie. Ale to, o czym piszecie, czyli opór wobec własnych słów, brzmi jak klasyczny dysonans poznawczy. To pojęcie z psychologii, nie z ezoteryki. Czy afirmacje nie są po prostu próbą celowego wywoływania i stopniowego redukowania tego dysonansu? Pytam szczerze, bez kpiny, bo chcę zrozumieć jak to działa od strony praktycznej.
Właśnie to mnie najbardziej zastanawia po tej całej rozmowie. Może pytanie z tytułu wątku ma dwie odpowiedzi równocześnie: tak, afirmacje zdrowotne powinny być precyzyjniejsze co do obszaru i odczucia, ale nie, precyzja nie wystarczy bez regularności. A przy uczuciach możesz postawić na intensywność jednorazową i też coś osiągnąć. To by tłumaczyło, dlaczego ludzie mają tak różne doświadczenia i czemu obie strony w tej dyskusji mają trochę racji.
to co powiedziałaś na końcu, że precyzja bez regularności nie wystarczy, wydaje mi się kluczowe. Ale mam pytanie: jeśli ktoś robi afirmacje zdrowotne regularnie, ale w różnych formach, raz kierunkowej, raz w czasie teraźniejszym, to czy ten sygnał w ogóle dochodzi? Czy mózg się nie myli, skoro co raz słyszy coś innego?
To co Blanka.2 mówi o oddechu, to brzmi jak technika medytacyjna bardziej niż afirmacja. Gdzie kończy się afirmacja, a zaczyna medytacja? Bo mam wrażenie, że te pojęcia zaczynają się tu mieszać i nie wiem, czy mówimy o tym samym.
To co Kapturek opisuje, czyli zaczynanie od obszaru, który działa, to trochę jak budowanie afirmacji od środka ciała a nie o całym ciele naraz. Czy to znaczy, że afirmacja może być bardzo wąska, na przykład tylko o jednej nodze, jednej dłoni? Nie pytam o to ironicznie, naprawdę chcę wiedzieć, czy tak się robi.
Wracając do tego, o czym pisałam wcześniej. Moje własne doświadczenie z afirmacjami przy wyczerpaniu jest takie, że trwałość rzeczywiście była zaskoczeniem. Po kilku tygodniach praktyki pewne stany utrzymywały się nawet w dni, kiedy nic nie mówiłam. Czy ktoś miał podobnie, że afirmacja zdrowotna zaczęła działać niejako z opóźnieniem, już po tym, jak przestałeś ją stosować intensywnie?
właśnie o to chciałem zapytać, odkąd Blanka wspomniała o trwałości. Czy można by powiedzieć, że cel afirmacji zdrowotnej to nie jest chwilowy stan, tylko zakodowanie nowego wzorca, który potem działa samodzielnie? I jeśli tak, to czy precyzja afirmacji wpływa na to, jak trwały jest ten wzorzec?
Słuchając tej rozmowy o kontakcie i precyzji, przypominam sobie, że moje afirmacje przy wyczerpaniu były dość ogólne i jednak zadziałały, ale dopiero kiedy przestałam je mówić z zaciśniętymi zębami. Może to jest właśnie ten kontakt, o którym Boleslaw mówi, tylko że u mnie wyglądało to nie jak szukanie spokojnego miejsca w ciele, tylko jak odpuszczenie tonu. Czy ktoś miał podobne doświadczenie, że nie zmienił treści, tylko sposób, w jaki ją wypowiada, i to zrobiło różnicę?
To, co Gizelka opisuje, to zmiana w napięciu przy wypowiadaniu, a nie zmiana treści. Miałam coś podobnego i myślę, że to dotyczy właśnie afirmacji zdrowotnych bardziej niż uczuciowych. Przy uczuciach ton jest naturalnie cieplejszy, bo wchodzisz przez emocję. Przy zdrowiu fizycznym często wchodzisz przez wolę, a wola brzmi jak nakaz. Kiedy odpuściłam ten ton nakazowy, coś się zmieniło i to bez żadnej zmiany treści. Więc może precyzja dotyczy nie tylko słów, ale też tonu?
To, co Saturnella napisała o sensie osobistym, bardzo mi pasuje do tego, co obserwowałam u siebie. Ale mam pytanie, które wróciło do mnie po przeczytaniu całej tej dyskusji. Czy sens osobisty wpływa na to, jak precyzyjna powinna być afirmacja zdrowotna? Bo może jest tak, że dla jednej osoby ogólna afirmacja ma ogromny sens osobisty i dlatego działa, a dla innej ta sama ogólna afirmacja jest pusta i potrzebuje precyzji, żeby w ogóle się z nią połączyć?
myślę, że właśnie to jest odpowiedź, której szukaliśmy przez cały wątek, tylko musiałyśmy dojść do niej przez te wszystkie warstwy. Precyzja afirmacji zdrowotnej nie jest stała, zależy od tego, czy dana osoba ma wystarczający sens osobisty przy ogólnym sformułowaniu. Jeśli ma, ogólnik działa. Jeśli nie ma, precyzja jest sposobem na zbudowanie tego sensu. To nie jest kwestia reguły, tylko kwestia samoobserwacji.
Ja mam przykład w drugą stronę. Przez długi czas używałam bardzo konkretnej afirmacji na oddech, bo miałam okresy duszności na tle napięcia. I ta precyzja działała, ale tylko gdy byłam skupiona. Jak byłam zmęczona, ta sama precyzyjna afirmacja stawała się listą do odhaczenia i w ogóle mnie nie angażowała. Wtedy wróciłam do ogólnej i paradoksalnie łatwiej było mi wejść w stan, o którym tu rozmawiamy. Więc mam wrażenie, że precyzja nie jest z góry lepsza.
to jest ważna obserwacja i bardzo konkretna. Ale mam do ciebie pytanie, czy w tamtym zmęczeniu byłaś też bardziej otwarta emocjonalnie, mniej kontrolująca? Pytam, bo zastanawiam się, czy nie jest tak, że ogólnik działał nie dlatego, że był lepszy, tylko dlatego, że twój stan wewnętrzny się zmienił i przypadkowo coincidował ze zmianą afirmacji.
To co Gizelka opisuje, jest według mnie ważniejsze niż cała dyskusja o precyzji jako takiej. Mam podobne doświadczenie z afirmacjami przy napięciu w barkach, i rzeczywiście, w stanach wysokiego pobudzenia szczegółowe afirmacje działały lepiej, bo dawały umysłowi coś konkretnego do trzymania. W stanach wyczerpania ta sama precyzja była przytłaczająca. To może znaczyć, że pytanie z tytułu wątku nie ma jednej odpowiedzi, tylko odpowiedź zależy od aktualnego stanu układu nerwowego.
Właściwie w tym co Indaphoros teraz napisał jest odpowiedź na pytanie z tytułu wątku. Tylko że ta odpowiedź nie jest tak prosta jak 'tak, muszą być bardziej konkretne' albo 'nie, ogólniki też działają'. Ona brzmi: precyzja i emocja są dwiema drogami do tego samego, i przy zdrowiu częściej potrzebujesz jednego z tych dwóch na wyższym poziomie, bo nie ma nic, co wyręczy brak obu jednocześnie. Czy ktoś się z tym nie zgadza?
To co Blanka napisała o sprzeciwie ciała jest dokładnie tym, od czego zaczęłam ten wątek. I przez całą tę rozmowę doszłam do wniosku, że moje pytanie o precyzję było trochę za wąskie. Nie chodziło tylko o to, czy afirmacja jest konkretna czy ogólna. Chodziło o to, czy jest prawdziwa dla mnie w tej chwili, w tym stanie. I chyba to jest właśnie specyfika afirmacji zdrowotnych, że ciało weryfikuje natychmiast i nie pozwala na lukę między słowem a odczuciem.
