Mam takie pytanie, które od jakiegoś czasu mnie zastanawia. Używam afirmacji od dłuższego czasu i najlepiej mi idzie z tymi dotyczącymi emocji i relacji, np. 'jestem spokojną osobą' albo 'przyciągam dobre relacje'. Ale ostatnio zaczęłam próbować afirmacji zdrowotnych i tu jakoś nie mogę znaleźć dobrego podejścia. Czy coś w stylu 'moje ciało jest zdrowe i silne' wystarczy, czy trzeba się bardziej skupić, np. 'moje kolano goi się z każdym dniem'? Mam wrażenie, że przy zdrowiu ogólniki brzmią jakoś pusto, ale może się mylę.
Właśnie to mnie też zastanawia. Wydaje mi się, że im bardziej konkretna afirmacja, tym mózg lepiej wie, co ma 'robić'. Przy uczuciach ogólnik pewnie wystarczy, bo emocje i tak są płynne. Ale ciało to konkretna fizyczność, więc może potrzebuje konkretnego sygnału? Nie wiem, spekuluję, nie mam w tym doświadczenia.
to ciekawe rozróżnienie, ale trochę bym je odwrócił. W pracy z czakrami i energią ciała, którą się zajmuję, bardziej chodzi o to, żeby afirmacja trafiała w rzeczywisty stan energetyczny, a nie koniecznie w fizyczny symptom. 'Moje ciało jest zdrowe i silne' może być puste, jeśli nie czujesz w to ani grama. Ale 'pozwalam swojemu ciału wracać do równowagi' ma inny ciężar, bo nie kłamie. Pytanie, czy afirmacja zdrowotna ma opisywać stan pożądany, czy stan w procesie?
Ja myślę, że cały ten podział na statyczne i procesowe to trochę szukanie dziury w całym. Afirmacja działa przez powtarzanie i wiarę, a nie przez gramatykę zdania. Moja znajoma przez miesiąc powtarzała 'jestem zdrowa' po chorym kręgosłupie i rzeczywiście zaczęła się lepiej czuć. Więc chyba bardziej chodzi o regularność niż o formę zdania.
Słuchajcie, ale tu jest jeszcze jeden aspekt, o którym nikt nie wspomniał. Przy afirmacjach zdrowotnych jest ryzyko, że wchodzisz w zaprzeczenie symptomu, a nie w leczenie. 'Moje kolano jest zdrowe' kiedy kolano boli to nie afirmacja, to ignorowanie sygnału ciała. Ciało wysyła ból jako informację. Jeśli afirmacją zakrzyczysz ten sygnał, możesz opóźnić realne leczenie. To jest coś, co mnie w afirmacjach zdrowotnych zawsze niepokoiło.
Ale ile czasu zajmuje zanim afirmacja zdrowotna w ogóle zacznie działać? Bo jeśli trzeba czekać miesięcy, to szczerze wątpię, żeby komukolwiek starczyło cierpliwości. Przy uczuciach rozumiem, tydzień dwie i czujesz różnicę. Przy fizycznym bólu to jest zupełnie inna skala.
to co napisałaś o wierze mnie zastanawia. Czyli przy zdrowiu afirmacja działa gorzej nie dlatego, że jest zbyt ogólna, tylko dlatego, że po prostu mniej wierzymy, że ciało można zmienić słowami? To by trochę wywracało cały temat do góry nogami.
Mnie ta rozmowa prowadzi do czegoś, o czym nie rozmawialiśmy. Czy konkretność afirmacji powinna być konkretna co do miejsca w ciele, co do objawu, co do oczekiwanego stanu? Bo to trzy różne rodzaje konkretności i nie jestem pewien, czy działają tak samo.
to bardzo trafna obserwacja. 'Zdrowe' to słowo, które znaczy różne rzeczy dla różnych ludzi, a nawet dla tej samej osoby w różnych momentach. Podświadomość potrzebuje obrazu, nie etykiety. Co możesz zrobić bez bólu? Jak chodzisz po schodach, kiedy kolano jest zdrowe? To są konkrety, które podświadomość może obsłużyć, bo może zobaczyć, poczuć, wyobrazić.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam pytanie z innej strony. Wszystko co tu piszecie zakłada, że afirmacje fizycznie działają na ciało. Ale czy jest jakiś powód, żeby w to wierzyć poza indywidualnymi historiami? Bo może po prostu ludzie przypisują wyzdrowienie afirmacji, a wyzdrowieliby tak czy inaczej?
Wracając do tego, co rzucił wcześniej Boleslaw o trzech rodzajach konkretności, bo to mi zostało w głowie. Konkretność miejsca, objawu i oczekiwanego stanu. Czy jest jakaś hierarchia między nimi? Bo mam wrażenie, że stan jest najważniejszy, a miejsce to tylko orientacja dla umysłu.
To co mówi Kapturek pasuje do tego, co sama czuję po tym wątku. Przez lata mówiłam 'jestem zdrowa, moje ciało jest silne' i szczerze nie wiem, czy to cokolwiek dawało. Dopiero jak zaczęłam afirmować konkretne rzeczy, 'wchodzę na górę bez zadyszki', coś zaczęło się zmieniać w tym, jak traktuję własne ciało na co dzień. Nie wiem, czy to afirmacja czy zmiana nawyków myślenia, ale różnica była.
A mam pytanie do tego co napisała Gizelka83. Czy przy tych konkretnych afirmacjach dookreślałaś też czas? Czyli mówiłaś 'teraz wchodzę bez zadyszki' czy 'będę wchodzić'? Bo czytałam, że czas teraźniejszy jest kluczowy, ale jednocześnie jeśli kłamiesz sobie w żywe oczy, to też chyba nie działa.
to akurat rozumiem, bo sam mam ten problem. Jak mówię 'nie czuję bólu' a czuję, to cały czas mi coś w głowie mówi, że to nieprawda i po kilku sekundach rezygnuję. Ale ta formuła z 'coraz częściej' to coś, czego nie próbowałem. Jak długo zanim poczułaś jakąś różnicę?
Słuchajcie, ja do tej pory nie zabierałam głosu, bo to bardziej wasza działka niż moje runy, ale mam wrażenie, że rozmowa okrąża jeden problem. Chodzi o to, czy afirmacja ma opisywać stan obecny, który chcemy wzmocnić, czy stan docelowy, do którego dążymy. I to chyba jest centralne pytanie całego wątku, prawda?
No to spróbuję z tą regeneracją nocną. Ale serio, nikt nie odpowiedział na pytanie o częstotliwość. Rano i wieczór to standard, ale czy 3 razy dziennie da więcej, czy to już przerost formy nad treścią?
Chcę wrócić do pytania z tytułu wątku, bo mam wrażenie, że trochę odchodzimy. Zaczęliśmy od tego, czy afirmacje zdrowotne muszą być konkretne, i o ile dla uczuć ogólniki wystarczą. Ale czy ktoś w ogóle próbował porównać te dwie rzeczy na sobie? Mam na myśli, że afirmował i zdrowie, i coś emocjonalnego, i świadomie sprawdzał, co szybciej działa?
Ja tak właśnie robiłam, choć nie z nastawieniem badawczym. Przez długi czas równolegle używałam afirmacji na spokój wewnętrzny i na konkretny fizyczny stan, czyli tę zadyszkę. I uczuciowe działały znacznie szybciej. Ale teraz zastanawiam się, czy to nie dlatego, że uczucia są subiektywne i samo przekonanie, że jest lepiej, już jest efektem. Przy fizycznym jest twarda weryfikacja.
to bardzo ciekawe rozróżnienie. Przy uczuciach możesz powiedzieć 'czuję się spokojniejsza' i to jest od razu prawda, jeśli tak mówisz. Przy zdrowiu fizycznym albo wchodzisz bez zadyszki, albo nie. Może dlatego afirmacje zdrowotne wymagają więcej precyzji, bo mają twardszy punkt weryfikacji?
Ale jak afirmacja w ogóle ma 'dotrzeć do fizjologii', jak to Blanka.2 napisała? Czy chodzi o to, że redukuje stres i przez to ciało lepiej funkcjonuje, czy coś głębszego? Bo jeśli to tylko przez stres, to może nie ma dużej różnicy między konkretną a ogólną, jeśli obie relaksują?
Okej, ale czy ktoś tutaj ma doświadczenie z afirmacjami przy chorobach, które mają wyraźne, sprawdzalne parametry? Mam na myśli coś, co można zmierzyć. Czy ktoś afirmował np. przy podwyższonym ciśnieniu albo podobnym stanie i widział różnicę w liczbach? Bo całe to omawianie mechanizmów jest dobre, ale mnie interesuje, czy ktoś miał twardy wynik.
Wracam do pytania Jadzi88, bo ono jest dla mnie kluczowe. Mam wrażenie, że dyskutujemy o mechanizmach, ale omijamy coś praktycznego. Mierzalne parametry to jedno, ale czy ktoś próbował np. robić zdjęcia skóry przy egzemie albo notować pomiary ciśnienia przez kilka tygodni i dopiero potem zacząć afirmacje? Sama tego nie robiłam, działałam bardziej intuicyjnie, ale teraz żałuję, że nie mam żadnego punktu odniesienia do porównania.
ale gdybyś miała taki punkt odniesienia i ciśnienie by spadło, to skąd wiedziałabyś, że to afirmacje, a nie to, że akurat mniej pracujesz albo zaczęłaś inaczej spać? Szczerze pytam, bo sam zastanawiam się nad tym od dłuższego czasu. Jak w ogóle można to rozdzielić?
A czy to nie jest tak, że precyzja afirmacji zdrowotnej powinna iść w parze z tym, co się afirmuje? Mam na myśli, że coś ogólnego jak 'moje ciało jest silne' może być w porządku przy profilaktyce, ale jak już coś konkretnie boli albo nie działa, to trzeba być konkretniejszą? Czy to ma sens jako zasada?
Ale czy ta precyzja to precyzja treści, czy precyzja odczucia? Bo możesz powiedzieć bardzo konkretne zdanie i jednocześnie czuć ogólny spokój, albo powiedzieć ogólne zdanie z bardzo konkretną intencją. Co ważniejsze, słowa czy intencja?
Mam pytanie do Boleslawa z jego wcześniejszego posta o obrazie. Czy jeśli ktoś ma słabą wyobraźnię wzrokową, to znaczy, że afirmacje zdrowotne będą u niego słabiej działać? Ja mam z tym problem i zastanawiam się, czy to nie jest właśnie mój hamulec. Bo mogę mówić precyzyjne zdania, ale obraz mi nie wychodzi.
Dobra, ale wracając do pytania z tytułu. Po tej całej rozmowie mam wrażenie, że odpowiedź brzmi tak, afirmacje zdrowotne muszą być konkretniejsze, ale nie dlatego, że zdrowie fizyczne jest ważniejsze od uczuć. Raczej dlatego, że uczucia są z natury subiektywne i ogólna afirmacja je przesuwa, a ciało ma konkretne parametry i ogólnik po nim po prostu spływa. Czy ktoś ma inne zdanie niż ja?
