Afirmacja w klasycznym sensie jest skierowana do wewnątrz - do własnych przekonań, wzorców myślenia. Ale sposób w jaki ją wypowiadasz angażuje też ciało i przestrzeń. Śpiew uruchamia oddech, wibrację w klatce piersiowej, intonację. Szept angażuje inaczej - bardziej mięśnie twarzy, subtelniejsze napięcia. Trudno powiedzieć żeby jedno było 'do wewnątrz' a drugie nie, bo oba są fizyczne.
To ciekawe że wspominasz o słyszeniu siebie. Ja próbowałam kiedyś nagrywać afirmacje i odtwarzać je sobie, żeby to pójść jeszcze dalej. Ale to był już zupełnie inny efekt niż kiedy sama mówię - trochę jakbym słuchała kogoś obcego. Wrócić do śpiewu było o wiele bardziej angażujące niż słuchanie własnego nagrania.
To ciekawe rozróżnienie - sprawca kontra odbiorca. Czy to znaczy że śpiew który jest bardziej aktywny, bardziej energetyczny, daje więcej poczucia sprawczości niż szept? Albo odwrotnie - szept wymaga większego skupienia i przez to też jest aktywny na swój sposób?
Oba mogą dawać poczucie sprawczości, tylko inaczej. Śpiew jest bardziej wyrazisty - czujesz że robisz coś wyraźnie, głośno, z intencją. Szept jest bardziej precyzyjny - wymaga żebyś był blisko siebie, uważny. Nie postawiłabym jednego wyżej od drugiego, bo to znowu zależy od przekonania i momentu.
Wracam do tego co Paprotka mówiła o nagraniu. Czy ktoś próbował połączyć - śpiewać afirmację i nagrać, a potem odtworzyć jako tło podczas innej czynności? Zastanawiam się czy takie warstwowe podejście ma sens czy to już przesada.
Czyli wraca nam ten sam wątek - technika jest drugorzędna wobec jakości uwagi. Śpiew, szept, nagranie, myślenie - każda z tych form może być świadoma albo automatyczna. I chyba to jest ważniejsze niż wybór formy.
Dokładnie na tym polega problem z oceną w trakcie praktyki. Moment kiedy zaczynasz się obserwować z zewnątrz i oceniać - brzmienie, poprawność, logikę - to jest wyjście z afirmacji, nawet jeśli nadal poruszasz ustami. Sam dźwięk nie przestaje być ważny, ale nie wystarczy. Warto przez jakiś czas po prostu śpiewać brzydko i celowo, żeby mózg przestał to traktować jako występ.
Słucham tego i myślę że wracamy do czegoś co Gebda powiedziała wcześniej - że oba sposoby mogą dawać sprawczość. Ale może jest tak że śpiew łatwiej przechwytuje ego i zamienia praktykę w coś co chcemy dobrze wykonać? Szept jest jakoś mniej wystawiony na tę pułapkę, bo nie ma w nim ambicji brzmieniowej.
