i to jest chyba jeden z praktycznych argumentów za mówieniem na głos którego nie da się odtworzyć przez pisanie ani SMS. Ten moment gdy słyszysz siebie i coś nie gra. Zeszyt ci tego nie powie, bo sam siebie nie słyszysz przy pisaniu w ten sam sposób.
Słucham tej dyskusji o fałszywym brzmieniu i myślę że to wraca do kwestii z początku wątku, czyli do odległości między obecnym przekonaniem a tym w afirmacji. Im większa odległość, tym bardziej fałszywie brzmi. I żadna forma tego nie naprawi, tylko praca z tym napięciem. Ale pytanie do Igorka: czy jest jakiś próg, przy którym ta odległość jest tak duża że afirmacja po prostu nie zadziała żadną metodą?
A czy przy SMS-ach ta praca z oporem jest w ogóle możliwa? Bo SMS wysyłam i znika z ekranu, nie mam go przed sobą tak jak zeszyt albo jak swój głos.
Ja szczerze mówiąc zaczęłam właśnie od SMS-ów bo to było najprostsze. Ale po tym co tu czytam zaczynam myśleć że może warto było od początku wybrać coś innego. Tylko skąd mam wiedzieć czy to co robię działa czy nie, skoro to podobno trwa?
to jest dobry wskaźnik i sama go stosuję. Chociaż mam jedno zastrzeżenie: zmiana reakcji emocjonalnej może też wynikać z przyzwyczajenia do zdania a nie ze zmiany przekonania. Habituacja sprawia że przestajesz reagować bo tekst staje się tłem. I to chyba jest ten moment kiedy warto zmienić formę albo treść.
Wróćmy na chwilę do pisania ręcznego, bo chcę dopytać o jedną rzecz. Czy ktoś z was stosuje pisanie afirmacji wielokrotnie w jednym siedzeniu, np. dziesięć razy to samo zdanie? I czy to działa inaczej niż powiedzenie tego dziesięć razy na głos?
Bo właśnie o to chodzi z tym mechanicznym pisaniem - po którym powtórzeniu u ciebie zaczynam to czuć? U mnie mniej więcej po czwartym piątym ręka naprawdę idzie bez głowy. Ale czy to zawsze złe? Zastanawiam się czy nie ma czegoś pomiędzy pełną uwagą a automatyzmem, jakiś stan w którym piszesz płynnie ale jeszcze coś do ciebie dociera.
Wróćmy na chwilę do SMS-ów, bo chyba za szybko je odłożyliśmy. Pisałem wcześniej o perspektywie 'obcości', ale jest jeszcze jeden aspekt który mnie tu nurtuje: powiadomienia. Kiedy SMS od ciebie do ciebie wpada w środku dnia, trafia w zupełnie inny kontekst emocjonalny niż poranny rytuał przy zeszycie. Czy ta losowość kontekstu to wada czy może jakaś zaleta?
Słucham tej rozmowy o SMS-ach i mam wrażenie, że rozmawiamy o bardzo różnych celach używania afirmacji i mieszamy je w jedno. Jeśli celem jest długoterminowe przepisanie przekonania, to SMS jest słaby. Jeśli celem jest kotwica, czyli szybkie przypomnienie o czymś co już jest w jakimś stopniu zakorzenione, to SMS może być naprawdę sprawny. Problem jest gdy ktoś używa SMS-a do pierwszego, a oczekuje efektu drugiego.
to interesujące ale trochę ryzykowne, nie? Mówienie afirmacji komuś bliskiemu otwiera cię na ocenę z zewnątrz, a to może wzmocnić opór zamiast go zmniejszyć jeśli ta osoba zareaguje sceptycznie.
Słucham tej dyskusji o testowaniu i mam takie pytanie: czy wy naprawdę robicie te wszystkie testy świadomie podczas praktyki, czy opisujecie to co odkryliście z perspektywy czasu? Bo jak zaczynam myśleć o afirmacjach jako o czymś do testowania i analizowania, to trochę znika mi z głowy to o czym mają być.
To pytanie które mnie samej siedzi w głowie od dłuższego czasu. Czy robię te testy świadomie w trakcie, czy dopiero potem wiem że coś sprawdzałam? Chyba to drugie. Jak zaczynam traktować afirmację jak eksperyment laboratoryjny, to gdzieś tracę nić. Może analiza jest dobra na etapie wyboru techniki, a potem trzeba ją odłożyć?
Ja to robiłam przez długi czas intuicyjnie i dopiero teraz zdaje sobie sprawe że to był taki właśnie moment 'po'. Siadałam z zeszytem, pisałam, zamykałam i dopiero po kilku minutach przychodziło jakiś poczucie czy to było żywe czy mechaniczne. Moze dlatego pisanie mi najbardziej odpowiadało, bo ta chwila ciszy po wpisie jest naturalna.
A przy mówieniu na głos tej ciszy nie ma? Kończy się zdanie i zaraz można powiedzieć następne. Brzmi jakby pisanie samo w sobie budowało lepsze warunki do obserwacji.
Czyli po prostu pisanie ręczne jest lepsze od mówienia? Czy ktoś naprawdę widział różnicę kiedy zmienił formę?
Wróćmy jeszcze do SMS-ów bo mam wrażenie że dyskusja trochę ich odpuściła. Ktoś tu mówił o kotwicy. Sama używam SMS-ów jako przypomnienia o tym co już mam 'zaszczepione' przez wcześniejsze pisanie. Czyli nie zaczynam od SMS-a, ale wracam nim do czegoś wypracowanego. Ma ktoś podobnie czy to moja własna kombinacja?
Tarcie to dobre słowo na to co się dzieje przy piśmie ręcznym. Wolniejsze tempo, to że ręka boli po dłuższym pisaniu, że trzeba wybrać co wpisac bo nie ma już miejsca na stronie. Sama nie myślałam o tym w tych kategoriach ale to chyba właśnie to tworzy warunki żeby zdanie doszło gdzieś głębiej zanim zaczniesz następne. Przy SMS-ie tego nie ma bo palec jedzie szybciej niż myśl.
