Ostatnio dużo myślę o tym, jak afirmacje mogą pomóc w pracy z zazdrością. Nie chodzi mi o taką zazdrość romantyczną, ale o tę, kiedy ktoś znajomy dostaje awans, kupuje mieszkanie, jedzie w podróż i czujesz w środku to dziwne, nieprzyjemne ściśnięcie. Wiem, że wiele osób udaje, że tego nie ma, ale mnie to realnie blokuje. Próbowałam zwykłych afirmacji w stylu 'jestem szczęśliwa i spełniona', ale jakoś nie działały. Miałam wrażenie, że mój umysł od razu protestuje, bo to nieprawda i czuję to napięcie między tym, co mówię, a tym, co czuję. Czy ktoś z Was miał podobnie i znalazł jakieś afirmacje, które naprawdę coś zmieniają w tym obszarze?
Mam dokładnie ten sam problem z tymi 'jestem szczęśliwa' afirmacjami. Brzmi to dla mnie jak kłamstwo i chyba właśnie dlatego nie działa. Czytałam gdzieś, że lepiej działają afirmacje, które są procesowe, czyli nie 'jestem', ale 'uczę się' albo 'wybieram'. Próbowałam 'wybieram widzieć sukces innych jako dowód, że to możliwe' i coś to robiło, choć wolno. Ale nie jestem pewna czy to kwestia samej afirmacji czy po prostu czasu.
Afirmacje przy zazdrości generalnie muszą być połączone z wizualizacją, inaczej są bezużyteczne. Sama afirmacja to tylko słowa. Trzeba jednocześnie wyobrażać sobie siebie w tej sytuacji sukcesu, którą zazdrościsz, i dopiero wtedy afirmacja coś robi z energią.
dokładnie to samo u mnie. Wizualizacja 'ja mam to samo' zmieniała się w fantazjowanie, po którym wracałam do rzeczywistości z większym hukiem. Chyba kluczowe jest to, co wizualizujesz. Swój własny cel czy cudzą wersję sukcesu?
A ja mam pytanie do wszystkich, bo mnie to trapi. Co z sytuacją, kiedy zazdrościsz komuś bliskiemu, na przykład przyjaciółce? Tam to ściśnięcie jest mocniejsze, bo jednocześnie chcesz się cieszyć z jej powodzenia, a w środku jest to... coś wstydliwego. Czy afirmacje w ogóle pomagają z tym wstydliwym wymiarem, czy to raczej temat na coś głębszego?
Też mam tak z przyjaciółką i właśnie dlatego trafiłam na ten wątek. Nie wiedziałam jak to w ogóle nazwać, bo niby jej kibicuję ale potem czuję się podle. Czy to w ogóle jest zazdrość czy może coś innego?
Wchodzę w ten wątek bo temat mnie dotyczy. Zastanawiam się, czy ktoś pracował z afirmacjami skierowanymi bezpośrednio na samą siebie, a nie na relację do sukcesów innych. Mam na myśli coś w rodzaju budowania własnego poczucia wartości, które sprawia, że w ogóle przestajesz mierzyć siebie cudzą miarką. Bo może zazdrość to symptom, a nie problem sam w sobie?
mam coś na tę ostrą chwilę, używam od jakiegoś czasu. Krótka, konkretna: 'ta informacja nie jest o mnie'. Brzmi prosto, ale w momencie gdy widzę czyjś sukces i zaczynam go porównywać do swojego życia, to zdanie przerywa automatyczny ciąg myśli. Nie usuwa emocji, ale daje chwilę przerwy. Potem mogę wejść głębiej albo po prostu odłożyć telefon.
O matko, 'ta informacja nie jest o mnie' to jest genialne, od razu to zapisuję. Bardzo dziękuję! Mam pytanie, czy to można połączyć z czymś z obszaru czakr? Bo czytałam, że zazdrość siedzi w splotu słonecznym i może jakieś afirmacje skierowane konkretnie tam działają mocniej?
Wracając do tego, o co pytała Habba i Michasia99, tego wstydliwego wymiaru zazdrości. Odkryłam dla siebie, że zanim zaczęłam jakiekolwiek afirmacje, musiałam po prostu powiedzieć wprost: 'jestem zazdrosna o X i to jest okej'. Nie jako afirmacja, ale jako uczciwe stwierdzenie faktu. Bez tego każda pozytywna afirmacja była jak malowanie ściany przez tapetę. Efekt słaby i krótkotrwały.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może naiwne, ale babcia mówiła że zawiść to poważna sprawa energetycznie. Czy praca tylko z afirmacjami wystarczy, czy potrzeba czegoś więcej żeby naprawdę to z siebie wyczyścić? Nie mówię o żadnych skomplikowanych rytuałach, ale może jakieś proste działania wspierające?
Wchodzę w ten wątek, bo Bernadka opisała coś, co mi też gdzieś siedzi. To 'przekonanie, że dla mnie nie ma miejsca' brzmi jak coś, co mogło wejść bardzo wcześnie, nie? Zastanawiam się, czy afirmacje w ogóle mogą dotrzeć do czegoś tak głębokiego, czy potrzeba czegoś innego, żeby je najpierw wydobyć.
Chcę dodać, że to 'bycie gorszą' i zazdrość to jednak dwa różne zjawiska i warto je rozróżniać przy dobieraniu afirmacji. Zazdrość dotyczy czyjejś posiadłości, bycie gorszą dotyczy własnej wartości. Mieszanie tych dwóch rzeczy w jednej afirmacji to błąd, który sprawia, że nie działa ani jedno, ani drugie.
Ciekawe, bo ja zrobiłam odwrotnie i też działało. Zamiast dwóch osobnych afirmacji pracowałam z jedną, ale bardzo konkretną emocją w danym momencie. Nie próbowałam kategoryzować, tylko zatrzymywałam się przy tym, co aktualnie czuję, i dobierałam zdanie do tego. Może to nie kwestia rozdzielania, tylko precyzji?
to co opisujesz brzmi jak praca 'na żywo', w momencie pojawienia się emocji. Ale jak to wygląda technicznie? Masz jakieś przygotowane zdania na różne stany, czy komponujesz je w tej chwili?
Czytam cały ten wątek i mam jedno pytanie, może podstawowe. Czy afirmacje trzeba powtarzać na głos, czy wystarczy w myślach? Bo mam problem z mówieniem ich na głos, jakoś nie mogę się przemóc, brzmi to dla mnie dziwnie.
To pytanie Agatki jest chyba centralnym problemem całej tej rozmowy. Afirmacja, która brzmi jak kłamstwo, bo stan faktyczny jest zupełnie inny, nie przejdzie przez ten wewnętrzny filtr, który większość z nas ma. Dlatego czasem lepiej zacząć od zdań w trybie możliwości, nie twierdzenia. 'Mogę nauczyć się cieszyć z sukcesów innych' zamiast 'cieszę się z sukcesów innych'. To zdanie jest prawdziwe nawet kiedy faktycznie jeszcze się nie cieszysz.
to jest bardzo dobry punkt i też tak pracuję. Tryb możliwości obniża opór, bo nie wymaga od umysłu przyjęcia czegoś, co jest sprzeczne z doświadczeniem. Ale mam pytanie, czy u siebie zauważyłaś w którymś momencie, że naturalnie przeszłaś z 'mogę' na 'jestem'? Czy to był świadomy krok?
A mnie ciekawi coś innego. Cały czas mówimy o afirmacjach jako narzędziach do pracy nad zazdrością, ale czy ktoś z was miał tak, że afirmacje ujawniły głębszy problem, o którym nie wiedziałaś? Mnie się kiedyś zdarzyło, że regularna praca z afirmacją 'mam dość' sprawiła, że zaczęłam się pytać, czego właściwie mi brakowało, i odpowiedź była nieoczekiwana.
Wracając do wcześniejszej kwestii, bo mi to nie daje spokoju. Leonora wspomniała o przejściu z 'mogę' na 'jestem' jako czymś organicznym. Ale czy nie ma ryzyka, że ktoś zbyt długo zostanie na etapie 'mogę' i nigdy nie przejdzie dalej? Ile czasu to normalnie zajmuje, bo to ma chyba znaczenie dla skuteczności.
Tylko że takie zdania jak 'świat ma dość miejsca na mój sukces' to chyba trochę zbyt abstrakcyjne dla mózgu? Czytałam że afirmacje działają lepiej jak są konkretne i osadzone w codzienności, a nie ogólne. Czy ktoś sprawdzał taką konkretniejszą wersję?
Agatka, to jest bardzo dobre pytanie i myślę że dotyka sedna problemu. Kiedy zazdrość jest mocna, często blokuje dostęp do własnych zasobów, dosłownie trudno sobie przypomnieć chwile, w których byłaś z siebie zadowolona, bo emocja przysłania ten obszar. Wyobrażone wspomnienie może działać jako substytut, ale ostrożnie, bo jeśli jest zbyt oderwane od czegokolwiek realnego, to afirmacja może się czuć jak fikcja zamiast jak możliwość.
przepraszam że znowu pytam o coś takiego podstawowego, ale jak odróżnić, czy afirmacja czuje się jak możliwość, czy jak fikcja? Bo mnie zawsze wszystko brzmi jak fikcja i nie wiem czy to znaczy że robię coś źle, czy że po prostu jestem na początku.
Właściwie wracam do wątku Leonory o tym przejściu z 'mogę' na 'jestem'. Bo mnie się zdarzyło coś odwrotnego. Zaczęłam od dość mocnej afirmacji, działała przez jakiś czas, a potem przestała, jakby mózg się do niej uodpornił. Czy ktoś miał coś takiego?
Wracam do tego co pisała Oksanka wcześniej o konkretności, bo wydaje mi się że tutaj leży część problemu z zazdrością. Jak mówisz 'cieszę się z sukcesów innych', to jest to zdanie bardzo ogólne i mózg je odrzuca, bo nie wie o czyich sukcesach, w jakiej sytuacji. Może zadziałałoby lepiej gdybyś podpinała pod to konkretną osobę?
Podepnę się pod ten wątek obserwacji. Ja też prowadziłam coś w rodzaju dziennika i zauważyłam, że moja zazdrość była prawie zawsze wobec osób, które robiły coś co ja chciałam robić, ale się bałam zacząć. To totalnie zmieniło sposób, w jaki konstruowałam afirmacje. Zamiast 'cieszę się z ich sukcesu' zaczęłam pracować z 'mam odwagę zacząć'. Czy to kogoś jeszcze dotknęło?
Czytam to od dłuższego czasu i mam wrażenie że temat zazdrości i afirmacji może być połączony z czymś głębszym, z tym jak w ogóle postrzegamy swoją wartość, nie tylko w porównaniu z innymi. Czy praca z afirmacjami o własnej wartości nie powinna być pierwsza, zanim w ogóle zabieramy się za afirmacje stricte o zazdrości?
