Ostatnio zastanawiam sie nad jedną rzeczą i chciałam zapytać co wy o tym myślicie. Piszę afirmacje w zeszycie od jakiś kilku miesięcy i mam wrażenie że działa to inaczej niż jak je mówię na głos. Przy pisaniu jakby bardziej to czuję, siedze ze swoimi myślami dłużej. Przy mówieniu jest szybciej ale nie wiem czy nie za szybko. A słyszałam że niektórzy wysyłają sobie SMS-y z afirmacjami na własny numer. Czy ktoś próbował? Chodzi mi o to, czy w ogóle ma znaczenie JAK się to robi, czy liczy się tylko regularność.
Też się nad tym zastanawiałem. Intuicyjnie wydaje mi się że pisanie angażuje bardziej, bo ręka, wzrok, myśl idą razem. Ale nie wiem czy to ma jakieś głębsze uzasadnienie czy po prostu tak to czuję. Kryska, a piszesz odręcznie czy na klawiaturze?
To co czujesz przy piśmie odręcznym ma sens. Ręka pracuje wolniej niż myśl, więc niejako zmuszasz się do przebywania z każdym słowem dłużej. Głos jest szybszy, bardziej mechaniczny jeśli się nie pilnujesz. SMS-y na własny numer to ciekawy pomysł ale szczerze nigdy go nie testowałam. Pytanie czy chodzi o sam akt pisania czy o to że potem to czytasz jako wiadomość z zewnątrz, jakby ktoś inny ci to wysłał.
A ja w ogóle nie rozumiem do końca jak to działa. Znaczy mówię sobie 'jestem spokojna' albo coś tam i... co się właściwie wtedy dzieje? Dlaczego powtarzanie czegoś miałoby zmieniać rzeczywistość? Nie kwestionuję, naprawdę pytam bo chcę zrozumieć od podstaw.
A ile czasu trzeba żeby w ogóle cokolwiek poczuć? Bo piszę od trzech tygodni i nic. Może robię coś źle.
Kryska ma rację w tej kwestii, ale chcę dopowiedzieć że ten mechanizm odrzucania to bardzo dobrze zbadany temat. Jeśli afirmacja jest za bardzo sprzeczna z aktualnym przekonaniem, pojawia się opór i dosłownie efekt jest odwrotny do zamierzonego. To nie jest kwestia wiary tylko neurobiologii. Przy okazji wracając do tematu posta: SMS-y na własny numer mogą być skuteczne właśnie dlatego, że gdy czytasz wiadomość od 'kogoś', mózg przetwarza to inaczej niż gdy sam tworzysz tę treść. Masz lekki efekt dystansu.
Mam pytanie do praktykujących pisanie: czy robicie to codziennie o tej samej porze? Bo słyszałam że regularność pory ma znaczenie, że mózg się przestawia. Ja próbowałam raz rano raz wieczorem i jakby trudno ocenić efekt przez ten bałagan w harmonogramie.
Wtrącę się bo mi przyszło do głowy coś przy tej rozmowie. Czy ktoś łączył pisanie afirmacji z jakimś przedmiotem, np. pisał zawsze tym samym piórem albo w konkretnym zeszycie traktowanym jako coś więcej niż papier? Pytam bo znam osoby które mówią że nośnik ma znaczenie, ale nigdy nie trafiłam na konkretne porównanie z grupą która tego nie robi.
Przepraszam że wchodzę z zupełnie podstawowym pytaniem, ale co jeśli afirmacje mówione brzmią dla mnie fałszywie kiedy je słyszę na głos od siebie? Dosłownie mówię 'jestem pewna siebie' i śmiech mnie ogarnia bo wiem że nie jestem. Pisanie jest łatwiejsze bo jakoś nie muszę w to wierzyć w tej chwili żeby to napisać. Czy to normalne?
Mam pytanie bo się trochę zgubiłam w tym wszystkim. Czy jeśli ktoś nie czuje żadnego oporu przy pisaniu ani przy mówieniu, tzn. mówi afirmacje spokojnie i bez śmiechu ale też bez żadnych emocji, to jest dobrze czy źle? Bo ja chyba jestem gdzieś pośrodku.
Wracam do wątku Eliksiry o poranku i wieczorze bo to mnie uderzyło. Mówiłaś że to stany szczególne ze względu na podatność umysłu. Czy to znaczy że afirmacja napisana rano jest silniej zakodowana niż ta sama napisana w południe, zakładając te same warunki skupienia?
A co z SMS-ami do siebie, bo to w ogóle jeszcze nie zostało omówione za bardzo. Czy ktoś próbował i co z tego wynikło? Mnie to brzmi trochę dziwnie ale może właśnie o to chodzi.
Wracając do tego co pisałam o zeszycie i piórze, bo widzę że wątek poszedł dalej. Chodziło mi o to że dla mnie przedmiot ma swoją historię, np. zeszyt który prowadzę od kilku miesięcy jest już czymś innym niż czysty notes ze sklepu. Wchodząc z nim w kontakt mam inny stan gotowości niż przy klawiaturze czy ekranie telefonu. To nie jest magia, to jest skojarzenie budowane przez powtarzanie.
To co mówi Kornelia ma sens z perspektywy kamieni. Też pracuję z obiektami które naładowały się historią używania. Mam kilka które towarzyszą mi przy konkretnych praktykach i rzeczywiście sam ich widok przestawia coś w głowie. Pytanie czy afirmacje mogłyby mieć dedykowany przedmiot-kotwicę, coś co pomaga wejść w stan.
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie ze podsumowując, każda metoda działa jeśli jest konsekwentna i angażująca. Pisanie daje mi więcej bo jestem przy tym obecna. SMS-y przestały działać bo straciły element zaskoczenia jak pisał Donat. Mówienie jest szybsze ale łatwiej o mechaniczność. Nie ma jednej odpowiedzi dla każdego, prawda?
Kryska57 napisałaś że pisanie daje ci więcej bo jesteś przy tym obecna. Ale co dokładnie rozumiesz przez obecność? Czy chodzi o to że siedzisz bez telefonu i skupiasz się, czy jest w samym akcie pisania coś co tę obecność wymusza?
to co opisujesz jest dość zbliżone do tego co się dzieje przy technikach slow writing w terapii poznawczej. Spowolnienie przetwarzania sprawia że zdanie nie przelatuje przez głowę tylko jest przez chwilę utrzymywane w uwadze. To może mieć znaczenie dla głębokości zakodowania. Ciekawi mnie natomiast czy ten efekt utrzymuje się przy długiej praktyce, bo na początku spowolnienie bywa naturalne, a potem piszemy coraz szybciej i mechanicznie.
A skąd wiadomo że afirmacja jest dla kogoś trudna? Czy to jest jakaś subiektywna skala, bo jedno zdanie dla jednej osoby może brzmieć normalnie a dla innej być nie do przejścia?
To wracając do SMS-ów, bo mi to nie daje spokoju. Donat pisał że po jakimś czasie efekt zaskoczenia mija. Ale co gdyby wysyłać je losowo, raz dziennie raz co kilka dni, żeby mózg nie wiedział kiedy przyjdzie? Czy to mogłoby przedłużyć ten efekt?
Mam pytanie do Kornelii, bo cały czas tu czytam o zeszycie jako oddzielnej przestrzeni. Czy to musi być fizyczny zeszyt czy aplikacja do notatek na telefonie też może być tą przestrzenią? Bo nie zawsze mam przy sobie zeszyt.
Chcę się tu wtrącić bo mam inne zdanie niż Kornelia. Myślę że zbytnie skupianie się na tym czym piszemy, zeszytem, piórem, aplikacją, trochę omija sedno sprawy. Metoda ma znaczenie o tyle o ile angażuje uwagę. Jeśli dla kogoś aplikacja jest tak samo skupiająca jak zeszyt, to różnica jest minimalna. Estetyzowanie praktyki nie zastąpi treści.
Czy ktoś próbował łączyć metody, np. rano pisać, wieczorem mówić to samo zdanie? Czy to ma sens czy raczej lepiej wybrać jedną metodę i się jej trzymać żeby nie rozpraszać praktyki?
Ale właśnie to jest coś, o czym nie pomyślałam wcześniej. Zeszyt jako archiwum to zupełnie inna funkcja niż zeszyt jako sposób do codziennej praktyki. Kiedy po kilku tygodniach wracam do tego co pisałam, to nie po to żeby afirmować, tylko żeby zobaczyć czy coś się zmieniło. I często jest różnica, którą trudno dostrzec z dnia na dzień.
a dlaczego własne pismo miałoby robić większą różnicę niż tekst na ekranie? Chodzi o to że jest ręcznie pisane, czy że fizycznie to widzisz na papierze?
Mam wrażenie że cały czas krążymy wokół jednej rzeczy: zaangażowania. I pisanie, i mówienie, i SMS mogą działać albo nie działać w zależności od tego czy jesteś obecny podczas wykonywania. Więc może forma jest drugorzędna wobec jakości uwagi?
Ale chyba nie każdy ma tyle cierpliwości żeby testować każdą metodę przez kilka tygodni osobno? Większość ludzi po prostu chce zacząć i zobaczyć czy coś zmienia się w ich życiu, nie robić eksperyment.
Wracając jeszcze do porównania pisane kontra mówione: czy ktoś zauważył różnicę w tym jak brzmią te same słowa wypowiedziane głośno i napisane? Bo mnie się zdarza że zdanie które pisze wydaje mi się przekonujące, a kiedy to samo mówię na głos słyszę że brzmi fałszywie. I odwrotnie też bywa.
