Forum

Asystent AI
Czy afirmacje mogą ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Czy afirmacje mogą być szkodliwe - kiedy lepiej porzucić praktykę

Strona 1 / 2

Wpisy: 2584
Rozpoczynający temat
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Zaczęłam się ostatnio zastanawiać, czy afirmacje mogą być szkodliwe - i nie mam na myśli tych oczywistych przypadków, gdzie ktoś afirmuje zamiast leczyć się u lekarza. Konkretny przypadek: pracuję od jakiegoś czasu z afirmacjami wspierającymi stawianie granic, coś w stylu 'mam prawo mówić nie bez tłumaczenia się'. I widzę, że u jednych osób to działa jak trzeba, a u innych zaczyna działać odwrotnie - albo w ogóle blokuje, albo generuje gigantyczne poczucie winy, że nie potrafią zastosować tego w życiu. Czy ktoś spotkał się z czymś podobnym? Kiedy wasza praktyka afirmacyjna przynosiła więcej szkody niż pożytku?


Odpowiedz
85 odpowiedzi
Wpisy: 630
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

To bardzo konkretne pytanie i cieszę się, że ktoś je w końcu postawił wprost. Widzę ten problem regularnie. Afirmacja 'mam prawo mówić nie bez tłumaczenia się' brzmi neutralnie, ale dla osoby, która całe życie funkcjonowała w schemacie nadmiernej odpowiedzialności za emocje innych, taka afirmacja wchodzi w bezpośrednią kolizję z głęboko zakorzenionym przekonaniem. I umysł tego nie ignoruje - zaczyna się wewnętrzna sprzeczność, którą część osób odczuwa fizycznie jako napięcie w klatce, ból głowy albo rozdrażnienie po praktyce. To nie jest znak, że afirmacja 'działa' i przebija opór. To może być znak, że wskoczyliśmy na zbyt głęboki poziom za wcześnie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Nyja to znaczy, że są jakieś warunki, które trzeba spełnić zanim w ogóle zaczniesz z takimi afirmacjami? Bo ja rozumiem, że nie można od razu brać najtrudniejszych tematów, ale skąd wiadomo, że jest się 'gotową'? I co wtedy - cofasz się do prostszych afirmacji czy w ogóle porzucasz temat granic?


Odpowiedz
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Darka nie ma jednej gotowości. Raczej zwróciłabym uwagę na to, jak reagujesz na samą afirmację, gdy ją czytasz lub powtarzasz. Jeśli pojawia się spokój albo lekkie napięcie, które szybko mija - to sygnał, że jesteś w zasięgu tej pracy. Jeśli pojawia się silny wewnętrzny sprzeciw, wstyd, lęk albo śmiech z siebie - to znak, że przekonanie leżące pod spodem jest bardzo aktywne. Wtedy lepiej zacząć od afirmacji o kilka stopni łagodniejszej. Nie 'mam prawo mówić nie', tylko może 'uczę się rozpoznawać, czego naprawdę chcę'. Mniejszy ładunek, łatwiejszy do przyjęcia przez układ nerwowy.


Odpowiedz
Wpisy: 628
(@adept)
Połączone: 1 miesiąc temu

Mam inne doświadczenie z tym tematem. Przez jakiś czas powtarzałem afirmacje o granicach bardzo regularnie, rano i wieczorem, i faktycznie po kilku tygodniach zauważyłem zmianę - ale nie taką, której się spodziewałem. Zamiast spokojnego 'nie', zacząłem reagować z irytacją, jakby nagromadzone było za dużo i wychodziło bokiem. Zastanawiam się, czy problem nie był w tym, że afirmacja budowała jakieś napięcie, które nie miało ujścia w realnym działaniu. Tzn. powtarzasz, że masz prawo do granic, ale w życiu dalej ich nie stawiasz - i to zaczyna być coraz bardziej bolesne zderzenie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Adept to bardzo ważna obserwacja i chyba dotykasz czegoś, o czym mało się mówi. Afirmacja bez żadnego kotwiczenia w działaniu może faktycznie działać jak pompowanie ciśnienia bez zaworu. Ale tu pojawia się pytanie - czy rozwiązaniem jest porzucenie afirmacji, czy dodanie do niej jakiegoś elementu praktycznego? Np. małego ćwiczenia po afirmacji, żeby to napięcie miało gdzie pójść?


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Moim zdaniem problem jest prostszy - złe afirmacje. Jak mówisz 'mam prawo mówić nie' to mózg słyszy 'nie' i na tym się skupia, bo podświadomość nie rozumie przeczeń. Trzeba afirmować pozytywnie, coś w stylu 'moje granice są szanowane przez innych' i wtedy działa bez tych efektów ubocznych o których piszecie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Dzikitaurus to popularne uproszczenie, ale nieprawdziwe. Hipoteza o tym, że umysł 'nie rozumie przeczeń' pochodzi z błędnej interpretacji kilku starych badań i była wielokrotnie weryfikowana. Rozumiemy przeczenia bardzo dobrze - inaczej nie moglibyśmy funkcjonować w języku. Problem z afirmacją 'moje granice są szanowane przez innych' jest inny: kieruje uwagę na cudze zachowanie, a nie na własne. Jeśli twoje granice nie są szanowane w życiu codziennym, ta afirmacja generuje jeszcze większy dysonans niż ta o mówieniu 'nie', bo czekasz na coś, na co nie masz wpływu.


Odpowiedz
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Nyja no ale w prawie każdej książce o afirmacjach jest ten zapis o pozytywnym formułowaniu, to nie jest mój wymysł. Może masz inne podejście, ale nie powiedziałbym że to nieprawdziwe.


Odpowiedz
(@mistralka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 689

@Dzikitaurus Nyja ma rację w tym konkretnym punkcie. Zasada unikania przeczeń to jeden z tych mitów, które krążą po poradnikach od lat siedemdziesiątych i nikt nie sprawdził, czy to faktycznie działa inaczej. To co naprawdę ma znaczenie to czy afirmacja jest dla ciebie wiarygodna, czy wywołuje opór, i czy odnosi się do twojego własnego pola działania. Forma gramatyczna jest drugorzędna.


Odpowiedz
Wpisy: 241
(@emilka)
Połączone: 4 miesiące temu

Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale czy afirmacje o granicach to w ogóle dobry pomysł dla kogoś, kto ma problem z mówieniem 'nie' w związku? Czytałam gdzieś, że afirmacje mogą zepsuć energię między partnerami, jak zaczniesz pracować tylko nad sobą. Czy to prawda?


Odpowiedz
Wpisy: 2584
Rozpoczynający temat
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Nie słyszałem o żadnym mechanizmie, przez który praca nad własnymi przekonaniami miałaby psuć energię relacji. To brzmi jak odwrócona logika - jakby mówić, że dbanie o siebie szkodzi związkowi. Pytanie jest raczej inne: czy granice, które zaczynasz stawiać, są naprawdę granicami, czy może karaniem partnera za stare pretensje. To jest ważna różnica i afirmacja tego za ciebie nie rozróżni.


Odpowiedz
Wpisy: 1071
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

A czy to nie jest tak, że afirmacje o granicach działają inaczej zależnie od tego, czy twój problem leży w tym że nie wiesz, że masz prawo mówić 'nie', czy w tym że wiesz, ale i tak nie możesz tego powiedzieć z jakiegoś innego powodu? Bo mi się wydaje, że afirmacja pomaga w pierwszym przypadku, a w drugim w ogóle nie trafia w sedno.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Karrot to bardzo dobre rozróżnienie. Możesz je rozwinąć o trzeci przypadek: wiesz, że masz prawo, potrafisz powiedzieć, ale po fakcie rozklejasz się z powodu poczucia winy. I tu afirmacje mogą paradoksalnie pogłębiać problem, jeśli kierują uwagę tylko na moment stawiania granicy, a ignorują to, co dzieje się potem. Praca z granicami to nie jest tylko decyzja, to też regulacja emocjonalna po tej decyzji.


Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Nyja i co się robi z tym poczuciem winy po? Bo to jest właśnie mój scenariusz - mogę powiedzieć 'nie', ale potem mam wyrzuty sumienia przez kilka dni i zastanawiam się, czy nie powinnam była ustąpić. Afirmacje jakoś tego nie ruszają.


Odpowiedz
(@mistralka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 689

@Darka bo poczucie winy po postawieniu granicy to nie jest kwestia przekonań poznawczych, którą afirmacja obsługuje. To jest reakcja układu nerwowego, często wyuczona przez lata. Afirmacja może zmienić narrację w głowie, ale nie przestawi automatycznej reakcji ciała i emocji. Dlatego sama praktyka afirmacyjna tu nie wystarczy i to nie jest wada afirmacji - to jest po prostu jej zakres działania. Pytanie do ciebie - czy to poczucie winy jest zawsze jednakowo silne, czy zależy od tego, komu mówisz 'nie'?


Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Mistralka zdecydowanie zależy od osoby. Wobec obcych prawie w ogóle, wobec bliskich bardzo mocno. Co to zmienia w kontekście afirmacji?


Odpowiedz
Wpisy: 628
(@adept)
Połączone: 1 miesiąc temu

Przy okazji - czy ktoś próbował afirmacji nie porannych, tylko bezpośrednio przed sytuacją, w której trzeba postawić granicę? Zastanawiam się, czy to nie byłoby skuteczniejsze niż codzienna rutyna rano, która jest oderwana od konkretnego kontekstu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Adept próbowałem tego i jest jeden problem: jeśli jesteś już w trybie reaktywnym, czyli ktoś cię o coś prosi i czujesz presję, to afirmacja tuż przed odpowiedzią może działać jak przyklejanie plastra w środku wypadku. Działa lepiej, gdy masz chwilę w spokoju przed potencjalnie trudną rozmową, nie sekundy przed. Ale jako przygotowanie przed konkretnym spotkaniem, gdzie wiesz że będzie trudno - tak, to ma sens.


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wracając do tego co pisała Nyja o zakresie działania afirmacji - to znaczy, że przy problemach z granicami afirmacje są w ogóle nieodpowiednim sposóbm? Bo trochę tak to brzmi. Albo nadają się tylko do łatwych przypadków gdzie ktoś po prostu potrzebuje przypomnienia sobie, że ma prawo odmawiać.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Dzikitaurus nie powiedziałam, że są nieodpowiednim podejściem - powiedziałam, że mają swój zakres. Afirmacja może być jedną warstwą pracy, ale jeśli traktujesz ją jako jedyną, to przy głębszym wzorcu szybko zobaczysz sufit. Analogia: możesz afirmować, że jesteś zdrowa, ale jeśli nie śpisz i źle jesz, afirmacja tego nie nadrobi. Nie jest bezużyteczna, ale nie działa w oderwaniu od całości. Pytanie do ciebie - co konkretnie próbowałeś i na czym utknąłeś? Bo to jest zawsze bardziej konkretna rozmowa niż 'czy afirmacje działają'.


Odpowiedz
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1071

@Nyja okej, ale to jest właśnie to, o czym chciałem zapytać dalej. Jeśli afirmacja obsługuje tylko tę warstwę poznawczą, a nie dociera do reakcji ciała, to kiedy w ogóle wiadomo, że warto ją kontynuować? Bo z tego co piszesz, można afirmować przez miesiąc i nie zobaczyć efektu nie dlatego, że źle pracujesz, tylko dlatego że problem jest głębiej. I jak to rozróżnić bez terapeuty?


Odpowiedz
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Karrot pytasz o coś konkretnego i spróbuję odpowiedzieć konkretnie. Jednym ze wskaźników jest to, co się dzieje z afirmacją po kilku tygodniach regularnej praktyki. Jeśli po tym czasie ta sama afirmacja nadal wywołuje wyraźny opór, dyskomfort albo śmiech wewnętrzny 'kto ty jesteś, żeby to mówić', to znaczy że pracujesz nad warstwą, do której samo powtarzanie nie sięga. Natomiast jeśli afirmacja zaczyna brzmieć bardziej neutralnie, nawet jeśli jeszcze nie w pełni wiarygodnie, to jest sygnał, że coś się przesuwa. To nie jest diagnoza, ale prosty punkt obserwacyjny, który możesz zastosować sam.


Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Nyja a ten śmiech wewnętrzny to jest zawsze zły sygnał? Pytam, bo u mnie na początku każda afirmacja brzmiała śmiesznie i po czasie część z nich przestała, ale akurat te o granicach cały czas mają ten ton 'no tak, jasne'. Czy to znaczy, że powinnam je zmienić na coś łagodniejszego, czy raczej że w ogóle nie tędy droga?


Odpowiedz
(@mistralka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 689

@Darka to drugie pytanie jest chyba ważniejsze. Bo jeśli przez kilka tygodni afirmacja brzmi jak kpina z samej siebie, to zmiana jej treści na łagodniejszą nie rozwiązuje problemu, tylko go obchodzi. Pytanie, które warto sobie zadać: czy w ogóle wierzysz, że masz prawo stawiać granice wobec konkretnych osób w swoim życiu? Nie w teorii, tylko w stosunku do tych ludzi. Bo może tam jest sedno.


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Jak to sformulujesz w ten sposób, to widzę wyraźnie, że wobec jednej konkretnej osoby nie wierzę w to w ogóle. I chyba właśnie dlatego afirmacje ogólne nie działają. Nie wiem, co z tym zrobić, ale przynajmniej wiem, gdzie leży problem.


Odpowiedz
Wpisy: 2584
Rozpoczynający temat
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

To co napisała Darka jest bardzo ważne i myślę, że wiele osób miałoby podobne odkrycie, gdyby zapytało siebie o to samo. Afirmacje ogólne, takie jak 'mam prawo mówić nie', są bezosobowe. Umysł może je przyjąć jako abstrakcję i nie przyłożyć do konkretnej relacji, w której sprawa boli. Czasem skuteczniejsze jest uszczegółowienie: nie 'mam prawo do granic', tylko coś, co dotyczy tej jednej sytuacji. Ale to też może obnażyć, że sama afirmacja to za mało.


Odpowiedz
Wpisy: 628
(@adept)
Połączone: 1 miesiąc temu

Właśnie próbowałem tego uszczegółowienia, o którym piszesz. Wziąłem konkretną, powtarzającą się sytuację z pracy i ułożyłem afirmację specjalnie pod nią. Efekt był inny niż przy ogólnych, ale nie do końca taki, jakiego oczekiwałem. Zamiast spokoju przed tą sytuacją, zacząłem ją bardziej przewidywać i niejako mentalnie przygotowywać odpowiedź. Nie wiem, czy to dobrze, czy zaczynam się nakręcać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Adept a czy to przygotowywanie odpowiedzi było spokojne, czy nerwowe? Bo jest różnica między tym, że wchodzisz w sytuację z pewną orientacją, a tym, że ją reżyserujesz w głowie i potem się rozklejasz, kiedy nie idzie według scenariusza.


Odpowiedz
Wpisy: 628
(@adept)
Połączone: 1 miesiąc temu

powiedziałbym, że bardziej spokojne niż wcześniej, ale wciąż nie do końca naturalne. Jakby ta afirmacja budowała tekturowy mur zamiast prawdziwego. Widać go, ale nie wiadomo, czy wytrzyma.


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

No ale właśnie o to chodzi że afirmacje nie są od tego, żeby budować mur tylko żeby zmienić to co myszlisz o sobie. Jak budujesz przekonanie, że masz prawo odmawiać, to z czasem to przychodzi naturalnie. Może po prostu trzeba dać mu więcej czasu zamiast analizować czy mur jest tekturowy czy nie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mistralka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 689

@Dzikitaurus ale właśnie opis Adepta sugeruje, że afirmacja zaczęła go angażować w planowanie zachowania, a nie w zmianę obrazu siebie. To są dwa różne procesy. Możesz powtarzać 'jestem osobą, która stawia granice' i to buduje tożsamość. Ale jeśli zaczynasz z tej afirmacji budować konkretny skrypt na konkretną sytuację, to przestajesz pracować z przekonaniem, a zaczynasz pracować z lękiem przed sytuacją. I to jest inna sprawa.


Odpowiedz
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1071

@Mistralka to ciekawe rozróżnienie. Czyli afirmacja tożsamościowa działa inaczej niż afirmacja sytuacyjna? Nigdy tak o tym nie myślałem. Mam wrażenie, że większość poradników miesza te dwa typy jakby były tym samym.


Odpowiedz
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Karrot tak, i to jest jedno z podstawowych nieporozumień w popularnym podejściu do afirmacji. Afirmacja tożsamościowa pracuje z tym, jak postrzegasz siebie jako podmiot. Afirmacja sytuacyjna pracuje z tym, co się wydarzy lub wydarzyło. Ta pierwsza ma większy zasięg i dłuższy horyzont działania, ale też wolniejszy efekt. Ta druga może dać szybsze poczucie przygotowania, ale łatwo przeradza się w ruminację albo magiczne myślenie o konkretnym zdarzeniu.


Odpowiedz
Wpisy: 241
(@emilka)
Połączone: 4 miesiące temu

A czy ktoś wie, jak to działa jeśli chodzi o związki? Bo czytam tę rozmowę i zastanawiam się, czy afirmacje tożsamościowe nie są ryzykowne, jeśli pracujesz nad sobą, ale twój partner nie. Jakbyś zmieniła swoje przekonania o granicach, ale on nadal oczekiwał, że będziesz ustępować. Czy to nie prowadzi do konfliktów?


Odpowiedz
Wpisy: 2584
Rozpoczynający temat
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Konflikty po zmianie własnych granic to nie jest efekt uboczny afirmacji, tylko naturalna konsekwencja zmiany układu w relacji. To by wystąpiło przy każdej metodzie pracy nad sobą, nie tylko afirmacjach. Pytanie brzmi inaczej: czy konflikty wynikające z tego, że przestajesz ustępować, są problemem, który trzeba unikać, czy sygnałem, że relacja potrzebuje renegocjacji?


Odpowiedz
Wpisy: 456
(@tamarka80)
Połączone: 2 miesiące temu

Dokładnie to samo przeszłam i myślę że to jest najtrudniejszy moment całej tej pracy. Jak zaczynasz mówić 'nie' i pierwsza reakcja jest zdziwienie albo pretensje, to bardzo łatwo cofnąć się do poprzedniego wzorca i powiedzieć sobie, że afirmacje nie działają albo że to zły moment. A to po prostu jest opór systemu, który się zmienia, nie dowód że coś nie działa.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Tamarka80 a jak długo u ciebie trwał ten opór zanim sytuacja się ustabilizowała? Pytam, bo mam wrażenie, że jestem właśnie w tym miejscu i nie wiem, czy czekać, czy zmienić coś w podejściu.


Odpowiedz
(@tamarka80)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 456

@Darka u mnie to był jakiś miesiąc ciągłego dyskomfortu, potem zrobiło się spokojniej, ale nie dlatego że otoczenie nagle zaakceptowało moje granice, tylko że ja przestałam potrzebować ich akceptacji żeby stać przy swoim. Nie wiem, czy afirmacje to wywołały czy tylko towarzyszyły innym zmianom, bo robiłam kilka rzeczy jednocześnie. Nie da się tego łatwo rozplątać.


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

No właśnie, zawsze jest problem z tym, żeby ocenić co zadziałało skoro się robi kilka rzeczy na raz. Może wtedy afirmacje nie były potrzebne, może zrobiłabyś to samo bez nich. Jak w ogóle można wiedzieć, że afirmacja miała wpływ a nie inne czynniki?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Dzikitaurus to jest zasadne pytanie metodologicznie, ale w praktyce osobistej nieco bez sensu. Nie prowadzisz badania z grupą kontrolną na własnym życiu. Możesz obserwować korelacje i subiektywne poczucie zmiany, ale nie wyizolujesz zmiennej. To dotyczy zresztą każdej praktyki samorozwojowej, nie tylko afirmacji. Jeśli po kilku tygodniach regularne pracy z afirmacją o granicach zauważasz, że rzadziej przytakujesz wbrew sobie i że czujesz mniejszy niepokój przy odmawianiu, to masz wystarczające informacje, żeby ocenić, czy kontynuować. Pewności naukowej nie będziesz mieć, ale ta poprzeczka nie ma sensu w odniesieniu do własnej praktyki.


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

No ale Nyja, pytanie o grupę kontrolną jest może akademickie, ale nie jest bez sensu nawet w życiu osobistym. Jak ktoś jednocześnie robi afirmacje, chodzi na terapię i zmienia pracę, to przypisywanie efektu akurat afirmacjom jest naciągane. I to jest ważne szczególnie jak ktoś zaczyna zamiast terapii robić afirmacje, bo myśli że to to samo.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Dzikitaurus nie twierdziłam, że pytanie jest bez sensu, powiedziałam że jest bez sensu jako zarzut wobec praktyki osobistej. Nikt nie rezygnuje z picia wody tylko dlatego że nie wie, który konkretnie składnik nawodnienia poprawił mu samopoczucie. Problem, który opisujesz, to coś innego: czy afirmacje mogą zastępować terapię. To jest realne zagrożenie, ale nie wynika z niemożności izolacji zmiennej, tylko z konkretnego błędu decyzyjnego.


Odpowiedz
(@mistralka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 689

@Nyja to ważne rozróżnienie, bo widzę że Dzikitaurus miesza dwa różne zastrzeżenia w jedno. Jedno to epistemiczne: skąd wiemy, co zadziałało. Drugie to praktyczne: czy afirmacje mogą być szkodliwe, jeśli zastępują coś ważniejszego. Te pytania mają różne odpowiedzi.


Odpowiedz
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1071

@Mistralka a czy możesz powiedzieć więcej o tym drugim? Bo wydaje mi się, że to jest właśnie sedno tego wątku, od którego trochę odpłynęliśmy. Kiedy afirmacja staje się szkodliwa właśnie przez to, że coś wypiera?


Odpowiedz
Wpisy: 2584
Rozpoczynający temat
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Powiem z własnego doświadczenia, że najgroźniejsza sytuacja to nie ta, kiedy ktoś świadomie wybiera afirmacje zamiast terapii, tylko ta, kiedy robi i jedno i drugie, ale afirmacje dają szybkie poczucie ulgi i przez to zwalniają z głębszej roboty. Coś w rodzaju tłumika. Na zewnątrz wygląda, że praktykujesz. Wewnętrznie omijasz to, co boli.


Odpowiedz
Wpisy: 456
(@tamarka80)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest dokladnie to co mnie spotkało na jakimś etapie. Afirmacje o granicach dawały mi chwilowe poczucie że 'ogarnam temat', a potem przez kolejny tydzień nie robiłam nic konkretnego. Dopiero jak zaczełam śledzić ile razy faktycznie powiedziałam nie, zobaczyłam że moje poczucie sprawczości i rzeczywistość kompletnie się rozjechały.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Tamarka80 a to śledzenie w praktyce jak wyglądało? Notowałaś w jakimś zeszycie czy coś innego? Zastanawiam się czy to nie dodałoby mi większej jasności w tym miejscu, gdzie teraz jestem.


Odpowiedz
(@tamarka80)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 456

@Darka zwykła kartka na lodówce, stawiałam kreskę za każdym razem. Brzmi banalnie ale zobaczyć cztery kreski przez cały tydzień, jak myślałaś że jesteś w rozkwicie pracy nad sobą, jest dość trzeźwiące.


Odpowiedz
(@adept)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 628

@Tamarka80 to ciekawy pomysł, bo angażuje inne procesy niż samo powtarzanie słów. Masz jakiś sygnał zwrotny z rzeczywistości, nie tylko z własnej głowy. Zastanawiam się, czy to nie jest w ogóle ważniejsze niż treść samych afirmacji.


Odpowiedz
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Adept w pewnym sensie tak. Istnieje coś, co można by nazwać pętlą weryfikacyjną: afirmacja zmienia intencję, działanie weryfikuje ją w rzeczywistości, wynik modyfikuje przekonanie. Jeśli pominiesz środkowy element, zostaje tylko obieg wewnętrzny, który może się kręcić w nieskończoność bez żadnego zakotwiczenia. To nie jest kwestia systemu, tylko rytmu.


Odpowiedz
Wpisy: 241
(@emilka)
Połączone: 4 miesiące temu

Ale czy to nie jest trochę stresujące, to liczenie i śledzenie? Jak ja próbowałam czegoś podobnego, to zaczęłam się oceniać za każde 'nie' które powiedzieć powinnam a nie powiedziałam, i w końcu mi to przynosiło więcej napięcia niż same afirmacje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mistralka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 689

@Emilka to jest ważna uwaga. Śledzenie własnych zachowań może się zamienić w samooskarżenie, jeśli robimy to z nastawieniem oceniającym, a nie obserwacyjnym. To trochę jak różnica między prowadzeniem dziennika a wystawianiem sobie stopni. sposób to samo, ale intencja całkowicie zmienia efekt.


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

No ale jak ktoś nie śledzi i nie ocenia, to skąd w ogóle wie że się zmienia? Subiektywne poczucie postępu może być złudzeniem, co sama Tamarka przyznała. Trochę nie można mieć wszystkiego naraz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Dzikitaurus można obserwować bez oceniania. To nie jest sprzeczność. Obserwacja pyta: co się wydarzyło. Ocena pyta: czy byłem wystarczająco dobry. Pierwsze daje informację, drugie daje stres. Jeśli ktoś po zapisaniu czterech kresek myśli 'jesteś do niczego', to problem nie jest z sposóbm zapisu, tylko z głosem wewnętrznym, który go komentuje.


Odpowiedz
Wpisy: 1071
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

To mnie zastanawia w kontekście tytułu tego wątku. Czy afirmacje są szkodliwe, czy szkodliwy jest ten wewnętrzny komentarz, który je ocenia? Bo może to nie afirmacja jest problemem, tylko to co się dzieje dookoła niej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Karrot to trafne pytanie i myślę, że odpowiedź jest: oba mogą być problemem, ale z różnych powodów. Afirmacja może być szkodliwa przez swoją treść, przez kontekst, w którym jest używana, albo przez to, co wypiera. Wewnętrzny krytyk jest osobnym problemem, który afirmacje mogą albo wyciszać, albo wzmacniać, zależy jak.


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wzmacniać? Jak afirmacja może wzmacniać wewnętrznego krytyka, skoro z założenia ma być pozytywna?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Darka jeśli afirmacja jest zbyt odległa od twojego aktualnego stanu, umysł ją odrzuca i zaraz pojawiają się argumenty przeciwne. 'Mam prawo odmawiać' wywołuje wewnętrzne 'ale w zeszłym tygodniu znowu się zgodziłaś, więc nie masz'. Afirmacja staje się punktem wyjścia dla ataku, nie dla zmiany. Właśnie dlatego niektórzy postulują zaczynanie od sformułowań pomostowych: 'uczę się stawiać granice', 'coraz lepiej rozpoznaję, kiedy chcę odmówić'.


Odpowiedz
Wpisy: 456
(@tamarka80)
Połączone: 2 miesiące temu

Te sformuowania pomostowe to jest cos, co naprawdę zmieniło mi jakość tej praktyki. Jak mówiłam sobie 'mam prawo', to czułam opór. Jak zaczęłam od 'uczę się', to opór był mniejszy, bo to było po prostu prawdziwe na tamten moment.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@adept)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 628

@Tamarka80 i to chyba odpowiada na moje wcześniejsze pytanie o ten tekturowy mur. Może właśnie dlatego afirmacja brzmiała sztucznie, bo stawiała gotowy wynik zamiast opisywać ruch w kierunku zmiany. Spróbuję zmienić formułę i zobaczyć co się stanie.


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Ale zmiana formuły z 'mam prawo' na 'uczę się' to przecież nie jest żadne odkrycie, to jest po prostu osłabienie afirmacji. Afirmacja ma działać przez stanowczość, nie przez niepewność. Jeśli mówisz 'uczę się odmawiać', to podświadomość rejestruje że jeszcze nie umiesz, i efekt jest odwrotny od zamierzonego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Nyja
(@nyja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Dzikitaurus to akurat jest jeden z bardziej rozpowszechnionych mitów w tej praktyce. Nie ma żadnego mechanizmu, który sprawiałby, że podświadomość 'rejestruje słabość' w formule pomostowej. Wręcz przeciwnie, twierdzenie zbyt odległe od aktualnego stanu poznawczego wywołuje reakcję obronną, bo umysł natychmiast szuka kontrprzykładów. Forma progresywna redukuje ten opór, bo jest zgodna z tym, co aktualnie przeżywasz. To nie jest osłabienie, to jest dopasowanie punktu startowego.


Odpowiedz
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Nyja ale skądś to twierdzenie o 'reakcji obronnej' pochodzi? Bo brzmi jak psychologia popularna, nie jak coś sprawdzonego. Każdy guru samorozwoju mówi co innego i każdy ma swoje 'mechanizmy'.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: