to jest chyba najlepsze ujęcie tego co kręciło się w tym wątku od początku. Bezpieczeństwo kontra zaufanie - i to nie są fazy z kalendarza, tylko stany. Można być gotowym na zaufanie w jednym obszarze a wciąż potrzebować bezpieczeństwa w innym. Dlatego priorytety w afirmacjach nie muszą być sekwencją ale topografią - co gdzie jest teraz.
To porównanie do topografii jest ciekawe bo u mnie tak to wyglądało. Miałam jednocześnie afirmacje o spokoju w ciele i lęk przed pieniędzmi - i one nie kolidowały, bo dotyczyły różnych rejonów. Dopiero kiedy próbowałam zrobić jedną afirmację na wszystko naraz, to się rozpadało. Może właśnie o to chodzi - że nie sortujemy priorytetów w czasie, tylko w przestrzeni?
Konkretnie robię to tak: biorę afirmację, zamykam oczy, mówię ją raz i obserwuję czy oddech przyspiesza czy zwalnia. Jeśli przyspiesza - ciało się broni. Jeśli zwalnia albo następuje taki moment ciszy - jest gotowość. To nie jest żadna technika z książki, po prostu zauważyłem że oddech nie kłamie tak jak głowa.
Słucham tego i myślę że wracamy do czegoś kluczowego dla tego wątku. Afirmacje po stracie nie działają jak w podręcznikach samorozwoju - nie ma tu punktu zero od którego zaczynasz mierzyć postęp. Ciało jest już zmienione stratą. Więc cała obserwacja tego co się dzieje przy afirmacji musi uwzględniać że mierzysz na tle żałoby, nie na tle normalności.
I to jest powód dla którego afirmacje na obfitość finansową w żałobie mogą być tak dezorientujące. Ciało jest w trybie straty - dosłownie przyzwyczajone do braku - i nagle dostajesz sygnał o obfitości. To nie jest tylko kwestia przekonań, to jest fizjologiczny dysonans. Pytanie do osób tu obecnych: czy ktokolwiek miał doświadczenie że afirmacja finansowa po stracie w którymś momencie przestała drażnić i zaczęła działać? Kiedy to się zmieniło?
A mam pytanie które trochę kręci mi się w głowie od początku tego wątku. Czy afirmacje na żałobę i afirmacje finansowe to w ogóle powinny być dwie oddzielne listy? Bo czytam tu że jedne kolidują z drugimi, że trzeba drabinki, cykle, obserwować napięcie - i zaczynam się zastanawiać czy ktoś w realnym bólu jest w stanie to wszystko ogarniać naraz.
Bryza dotknęła czegoś co chciałam powiedzieć od dłuższego czasu. To poczucie winy jest realną przeszkodą i chyba dlatego tak wiele osób ma problem z łączeniem afirmacji finansowych z żałobą. Nie chodzi tylko o to że cykle są niezgodne albo że ciało jest w szoku - chodzi o to że kultura żałoby często mówi nam że skupianie się na sobie i swoim dobrostanie materialnym jest nielojalność wobec osoby którą straciliśmy. I ta wiadomość siedzi głębiej niż jakakolwiek afirmacja.
Rzadko piszę ale to co napisała Akacja mnie zatrzymało. Miałam dokładnie to - po śmierci mamy poczułam że myślenie o pieniądzach jest czymś w rodzaju zdrady. Jakby dbanie o siebie finansowo oznaczało że już nie jest mi jej żal. Żadna afirmacja przez długi czas nie miała prawa wejść przez tę blokadę.
I to jest chyba najgłębszy punkt w całej tej rozmowie. Zanim dojdziemy do pytania czy afirmacja na minimalizm koliduje z afirmacją na obfitość, jest poziom wcześniejszy: czy w ogóle mam prawo afirmować cokolwiek dla siebie kiedy jestem w żałobie. Jeśli tam jest blok, to każda kolejna rozmowa o technikach i cyklach jest budowaniem na czymś co się nie utrzyma.
To co napisał Wiciol na końcu to jest chyba najważniejsze zdanie w całym tym wątku. Bo ja też przez długi czas siedziałem z afirmacjami finansowymi i coś nie szło - i dopiero jak zrozumiałem że blokadą nie jest technika tylko to przekonanie że nie mam prawa, to wszystko zaczęło wyglądać inaczej. Tylko jak pracować z tym przekonaniem? Bo samo nazwanie go nie wystarczy.
Ja próbowałam tego co Bryza opisuje i muszę powiedzieć że to pytanie 'skąd wiem' zrobiło mi więcej niż miesiące afirmacji. Bo nagle zobaczyłam że to przekonanie o zdradzie nie wyszło ode mnie - dostałam je od kogoś, kiedyś, w jakimś konkretnym momencie. I wtedy po raz pierwszy pomyślałam że może mogę je oddać.
To co opisuje Chaber to jest coś co w pracy z rytuałem nazywamy aktem symbolicznego rozdzielenia. I to nie jest 'śmiesznie prosto' - to jest precyzyjne. Ciało i umysł potrzebują gestu zewnętrznego żeby zamknąć coś wewnętrznego. Słowo bez gestu często zostaje zawieszone.
I tu dochodzimy do miejsca które chciałam żebyśmy osiągnęli w tym wątku. Pytanie o afirmacje na żałobę i afirmacje finansowe nie jest pytaniem o technikę - jest pytaniem o to czy w ogóle mam dostęp do siebie. Jeśli nie mam, żadna lista afirmacji nie zadziała. Jeśli mam choć oddech, mam punkt wyjścia. A obfitość finansowa i minimalizm mogą sobie poczekać na moment kiedy jestem po tej stronie siebie.
Rozumiem co piszesz Akacja i zgadzam się, ale mam takie praktyczne pytanie - co jeśli żałoba trwa rok, dwa lata i przez cały ten czas sprawy finansowe czekać nie mogą? Czy naprawdę afirmacje finansowe są w takim razie kompletnie odpuszczone przez cały ten czas?
Wracając do wątku z przekonaniem o zdradzie - chcę dodać coś co wcześniej nie padło. Czasem to przekonanie nie dotyczy pieniędzy jako takich, tylko radości w ogóle. I wtedy afirmacje finansowe są tylko jednym z obszarów gdzie to widać. Człowiek blokuje się na obfitość pieniędzy, ale też na dobre jedzenie, przyjemność, odpoczynek. To jest szerszy wzorzec i warto go zobaczyć zanim skupisz się tylko na pieniądzach.
