Wracając do wątku Onufrego - mam takie wrażenie, że większość afirmacji które się spotyka w internecie jest nastawiona na to żeby samotność 'zniknęła', a bardzo mało jest takich które uczą się z nią być. Czy to jest jakiś problem strukturalny z tym jak afirmacje są w ogóle konstruowane?
Mam takie pytanei - czy kamienie mogą wspomóc działanie afirmacji na samotność? Czytałam gdzieś że różowy kwarc pomaga przy poczuciu odizolowania, ale nie wiem czy to ma coś wspólnego z afirmacjami czy to zupełnie oddzielna sprawa.
Niesamowite ile wątków tu się otwiera. Mam jeszcze jedno pytanie do Krystynki55 albo kogokolwiek kto ma doświadczenie - jak długo powinno się stosować jedną afirmację zanim zmieni się na inną? Bo boję się że jak zbyt szybko zmienię to żadna nie zdąży zadziałać, a jak za długo będę przy jednej to może się znudzić.
Mirek84, to pytanie które zadajesz na końcu jest naprawdę ważne i cieszę się że je postawiłeś, bo wiele osób się na tym potyka. Nie ma jednej liczby dni ani tygodni. To co obserwuję u siebie i u innych to że afirmacja zaczyna 'działać' kiedy przestaje wymagać wysiłku - mówisz ją i nie musisz się przekonywać do każdego słowa. To może zająć dwa tygodnie albo dwa miesiące. Jeśli zmienisz za szybko, naprawdę nic złego się nie stanie - po prostu wróć do poprzedniej jeśli nowa nie siedzi. Nie ma tu czegoś do zepsucia.
to że afirmacja brzmi banalnie, ale problem zostaje, to sygnał że afirmacja działa na poziomie werbalnym, a nie dotknęła przekonania pod spodem. To jest właśnie granica między autosugestią a głębszą pracą. Sama powtarzalność słów nie przebuduje czegoś co siedzi głębiej. Pytanie jest inne - co konkretnie czujesz że zostało nierozwiązane?
to ściskanie o którym piszesz, gdzie dokładnie je czujesz fizycznie? Pytam serio, bo to ważne przy tej pracy. Jeśli to jest w okolicy klatki piersiowej, to inaczej niż w brzuchu - i inaczej można do tego podejść z afirmacją.
to klasyczna czakra sercowa, konkretnie jej zamknięcie obronne. Afirmacja 'jestem wystarczający' trafia w inny poziom niż ten. Tam potrzeba czegoś bardziej bezpośredniego, na przykład 'pozwalam sobie czuć' albo 'moje serce jest bezpieczne'. Brzmi prosto, ale spróbuj powiedzieć to z ręką na klatce piersiowej i sprawdź czy coś drga.
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i zastanawia mnie jedna rzecz - wy wszyscy zakładacie że samotność to coś do przepracowania. Ale co jeśli ktoś po prostu jest introwertykiem i samotność mu odpowiada? Czy afirmacje nadal mają sens, czy raczej są niepotrzebne?
Mam pytanie może trochę z boku - jak w ogóle odróżnić czy jestem introwertykiem który lubi sam ze sobą, czy po prostu się wycofałem bo coś boli i mi się wydaje że to lubię? Bo czytam i nie wiem do której grupy należę.
Wracając do Mirka i tego co opisywał z owym ściskaniem - zastanawiam się czy afirmacje na samotność w ogóle da się skutecznie stosować bez żadnej pracy równoległej, terapia, medytacja, cokolwiek. Czy to może działać jako coś całkowicie samodzielnego?
Zanetka81 zadała chyba najważniejsze pytanie w tym wątku. Afirmacje jako całkowicie samodzielna praktyka - z mojego doświadczenia to zależy od tego, co leży u podstawy. Jeśli samotność wynika z nawyku myślowego, który jest względnie świeży, afirmacje mogą naprawdę sporo zdziałać same. Ale jeśli pod spodem jest coś starszego, jakaś wzorcowa nieufność wobec ludzi, strata, długotrwałe odrzucenie - to afirmacja będzie działać jak plaster na głębszą ranę. Nie zaszkodzi, ale nie wystarczy. Pytanie do Mirka: jak długo właściwie trwa to co opisujesz? Czy pamiętasz kiedy to się zaczęło?
to co opisujesz, czyli nasilenie po rozstaniu, to bardzo częsty wzorzec. Ale ważne jest rozróżnienie czy to tęsknota za konkretną osobą czy za stanem bycia w relacji w ogóle. Afirmacje pod te dwa warianty byłyby różne. Przy tęsknocie za osobą szybciej pomogą afirmacje ugruntowujące, przy lęku przed samotnością jako taką potrzebne są te, które budują poczucie bezpieczeństwa we własnym towarzystwie. Czujesz, który to wariant?
Ale jak masz opór przy afirmacji, to jak wiesz że to dobry opór, a nie po prostu że afirmacja jest fałszywa albo ci nie pasuje? Bo dla mnie opór mógłby znaczyć że podświadomie wiem, że to nieprawda.
Właśnie to co mówi Ismer o formie stopniowej to jest metoda którą znam jako 'afirmacje pomostowe' albo bridge statements. Zamiast od razu deklarować stan który chcesz osiągnąć, budujesz zdania które są prawdziwe teraz i jednocześnie otwierają kierunek. Skuteczniejsze przy silnym oporze emocjonalnym.
