Wracając do pytania Mirka o to, jak sprawdzić czy afirmacja zaczyna działać - ja mam swój prywatny test, dość prosty. Wyobrażam sobie konkretną sytuację, która wcześniej bardzo mnie bolała, i sprawdzam, jak na nią reaguję w wyobraźni. Nie szukam, żeby w ogóle nie boleć - tylko żeby ból był lżejszy albo żeby pojawiła się jakaś inna myśl obok tego bólu. Jak pojawia się choćby cień 'dam radę' tam gdzie wcześniej był tylko mrok - to coś się zmieniło.
A ja mam jeszcze pytanko bo mi to chodiz po głowie - czy afirmacje na samotność powinny być raczej skierowane na to żeby przyciągnąć ludzi, czy żeby samemu sobie dobrze z tą samotnością? Bo to chyba jednak dwa różne cele i może potrzebne są inne zdania?
z mojego doświadczenia - da się, ale wtedy lepiej nie mieszać obu w jednej sesji. Jak rano pracujesz z akceptacją siebie, to trzymaj się tej linii. A osobno, może wieczorem albo innym razem, możesz pracować z otwartością na relacje. Jeśli to wszystko leci jedno po drugim bez żadnego rozróżnienia, głowa nie wie, czego ma szukać.
Mam pytanie do tego, co Ewelinka napisała. Czy zdania 'opisowe' jak 'cisza daje mi przestrzeń' w ogóle działają, jeśli ktoś w danym momencie kompletnie tego nie czuje i wręcz uważa odwrotnie? Bo to mi brzmi jak mówienie czegoś, co jest nieprawdą. I czy umysł to po prostu 'kupuje'?
Chcę dorzucić coś o energetycznym wymiarze tego, co Ismer i Krystynka55 opisują. Opór, który pojawia się przy afirmacji, można też odczytać jako sygnał z ciała - gdzie dokładnie ten opór siedzi. Jeśli w gardle, to może blokada komunikacji, Vishuddha. Jeśli w klatce, to serce. To nie jest sprzeczne z tym, co mówią, tylko dodaje wymiar somatyczny do pracy słownej.
Przepraszam, że znowu wchodzę z numerologią, ale mam takie skojarzenie - w numerologii mówi się, że pewne liczby mają naturalną trudność z relacjami i zawsze byłam ciekawa czy to może wpływać na to, jak dana osoba reaguje na afirmacje dotyczące kontaktu z innymi. Nie wiem czy to tutaj pasuje, ale chciałam zapytać.
Wracając do tego, co Wandalena pytała na początku, czyli dwa kierunki afirmacji - ja po tym co tu przeczytałem chyba wiem już który jest dla mnie ważniejszy teraz. Chcę najpierw popracować nad tym żeby dobrze być z sobą, bo bez tego i tak nie będę dobrze funkcjonował w relacjach nawet jak się pojawią. Czy to jest sensowna kolejność?
To brzmi bardzo rozsądnie. Nie ma jednej obowiązkowej kolejności, ale jeśli ktoś odczuwa duży dyskomfort z samym sobą, a zacznie tylko przyciągać relacje, to nowe kontakty mogą być przez chwilę ulgą, ale problemu nie rozwiążą. Praca od środka jako pierwsze ma logikę.
Słucham tej rozmowy i mam takie pytanie, może trochę z boku. Czy afirmacje na 'bycie dobrze z samym sobą' nie mogą paradoksalnie zniechęcić kogoś do szukania relacji? Jak zaczniesz sobie wmawiać, że samotność jest okej, to może przestaniesz w ogóle próbować? Nie wiem, mnie to trochę niepokoi jako pomysł.
Chcę rozwinąć to pytanie, które rzuciłem, bo może nie wyraziłem się do końca jasno. Nie pytam czy to etycznie złe czy dobre 'wmawiać sobie' spokój w samotności. Pytam o coś praktycznego - skąd wiedzieć, czy po kilku tygodniach afirmacji człowiek jest naprawdę bardziej spokojny, czy tylko przyzwyczaił się do sytuacji i przestał szukać? To są dla mnie dwie bardzo różne rzeczy i zastanawiam się czy da się je odróżnić z zewnątrz albo od środka.
A mi chodzi o coś innego - powiem wprost, bo mi to siedzi od początku tej dyskusji. Ja zaczełam te afirmacje bo czuję się odosbobniona i myślałam, że mi to pomoże przyciągnąć jakichś ludzi. A tu wychodzi, że może najpierw powinnam poprawować akceptację siebie. No to ile czasu trzeba na ten etap 'pierwszy'? Czy to jest coś, co mija po miesiącu, po roku, czy w ogóle się nie kończy?
Mam takie pytanie, które może brzmieć naiwnie, ale naprawdę nie wiem. Czy afirmacje na samotność trzeba robić codziennie, żeby miały sens? Bo czytam tu o rutynie, o tym że coś się 'zużywa', o porze dnia, i zaczynam myśleć że to dość wymagające. A co jeśli ktoś nie jest w stanie utrzymać regularności?
Bardzo dziękuję za to co Krystynka55 napisała, bo to mi daje oddech. Ja mam problem z utrzymaniem czegokolwiek codziennie, więc to 'kilka razy w tygodniu z uwagą' jest dla mnie dużo bardziej realne. Chcę spróbować zacząć od tych zdań o byciu ze sobą i zobaczyć co się zmienia. Czy jest jakaś konkretna pora dnia, która jest lepsza od innych? Pytam bo gdzieś czytałem że rano zaraz po przebudzeniu, ale nie wiem czy to ma znaczenie.
Rano bywa polecane dlatego, że umysł jest wtedy mniej obciążony myślami z dnia i łatwiej 'wejść' w afirmację bez natychmiastowego komentarza ze strony głowy. Ale to nie jest reguła dla każdego. Są osoby, które rano są kompletnie nieprzytomne i afirmacja robi wtedy tyle co mówienie do ściany. Wieczór przed snem ma też swoje uzasadnienie - co zasiewasz przed zaśnięciem, z tym zostaje umysł przez noc. Sprawdź kiedy jesteś spokojniejszy i zacznij od tego momentu.
A mnie naszło takie pytanie zupełnie z innej strony - czy ktoś z was próbował łączyć afirmacje z jakimś konkretnym przedmiotem, na przykład kamieniem albo czymś co się nosi? Gdzieś widziałam że niektórzy ludzie trzymają coś w ręce kiedy powtarzają zdania i że to pomaga się skupić. Czy to ma sens, czy to już inna bajka?
Wracając do afirmacji i samotności, bo trochę odpłynęliśmy - mam pytanei do kogokolwiek kto próbował. Jak sobie poradzić z tym, że afirmacja brzmi jak kłamstwo? Na przykład 'jestem osobą, która łatwo nawiązuje kontakty' jak w rzeczywistości mam z tym duży problem. Powtarzam to i mój mózg od razu mówi 'nieprawda'. Jak to obejść?
To chyba najważniejsze pytanie w całym tym wątku i dziękuję że Leopold78 je zadał bo sam się bałem zapytać. Bo ja właśnie siedzę i myślę - w porządku, zacznę, ale skąd będę wiedział że idę w dobrą stronę skoro może przez długi czas nic nie będzie widać?
Na czas nie ma jednej odpowiedzi i każdy kto ci powie że 'efekty po 21 dniach' upraszcza. Natomiast co można obserwować wcześniej niż zmianę w życiu zewnętrznym - to zmiana w tym jak reagujesz emocjonalnie na sytuacje, które wcześniej bardzo bolały. Niekoniecznie brak reakcji, ale może mniejsza intensywność, szybsze wracanie do równowagi. To pierwsze sygnały że coś się przesuwa.
To co pisze Krystynka55 trochę mnie uspokaja, bo miałem właśnie to odczucie - że muszę wierzyć tak mocno, że nie mam już prawa poczuć się źle. A to chyba nierealne. Mam pytanie - czy można robić afirmacje i jednocześnie na przykład terapię? Czy to się nie gryzie?
u mnie to działało równolegle bez żadnego konfliktu. Terapeuta wiedział że używam afirmacji i nie miał nic przeciwko, powiedział że to różne poziomy pracy. Terapia dociera do tego skąd pochodzi samotność, afirmacje pomagają budować inny nawyk myślenia na co dzień. Jedno nie zastępuje drugiego.
A czy ktoś próbował afirmacji specyficznie pod samotność w sensie - nie ogólnych o miłości własnej, ale takich skierowanych na przyciągnięcie konkretnych relacji? Zastanawiam się czy jest różnica w efektach.
Mam pytanei może trochę z boku - czy jeśli ktoś ma bardzo konkretną przyczynę samotności, np. przeprowadził się do nowego miasta i dosłownie nie zna ludzi, to afirmacje w ogóle mają sens? Bo tam chyba problem jest bardziej praktyczny niż w głowie?
Czytam ten wątek od początku i mam takie pytanie ogólne - czy jest jakaś afirmacja, którą ktoś z was szczególnie poleca na to poczucie że jest się niewidzialnym dla innych? Bo o tym tu mało się mówiło a to chyba jedno z trudniejszych odcieni samotności.
Dziękuję Ewelince za to porównanie z rozgrzewką, to naprawdę coś zmienia w podejściu. Mam jeszcze jedno pytanie które mnie dręczy od jakiegoś czasu - czy afirmacje działają tak samo kiedy się je mówi na głos, myśli w głowie, czy zapisuje? Bo czytałem różne rzeczy i jedni mówią że głos jest najważniejszy, inni że zapis ma największą moc, nie wiem co z tym zrobić.
nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie, bo różne osoby inaczej reagują na różne kanały. Mówienie na głos angażuje słuch i własny głos, który mózg traktuje inaczej niż cudzy. Zapis angażuje ruch ręki i wzrok. Myślenie jest najsłabsze z tych trzech, bo najłatwiej odpłynąć. Najlepiej sprawdzić na sobie przez kilka dni każdą metodę i zobaczyć przy której jest silniejsze odczucie w ciele.
A czy ktoś próbował nagrywać swoje afirmacje i potem ich słuchać? Ciekawi mnie czy własny głos z nagrania brzmi inaczej niż słyszany na żywo i czy to w ogóle ma znaczenie.
To z tym własnym głosem z nagrania brzmi ciekawie. Mam pytanie które może być głupie - czy afirmacje o samotności powinny mówić o tym, że samotność mija, czy raczej o tym, że potrafimy ją znosić? Bo to chyba dwa różne kierunki.
