Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie - czy są jakieś konkretne zdania, od których można zacząć, jeśli akceptacja siebie jest naprawdę trudna? Bo tu dużo mówicie o mechanizmach, ale mniej o tym, jak wygląda to w praktyce dla kogoś, kto dopiero zaczyna.
A czy to nie jest po prostu... opis rzeczywistości? Nie rozumiem, w czym to jest afirmacja, skoro po prostu stwierdzasz fakt. Gdzie tu jest ta 'pozytywna zmiana'?
Zastanawiam się, czy to, o czym mówi Anahata - afirmacja jako zaproszenie, nie jako twierdzenie - nie jest po prostu inną nazwą intencji. W pracy ze snami intencja działa podobnie: nie mówisz 'będę miała świadomy sen', bo ciało to odrzuca jako rozkaz. Mówisz 'jestem otwarta na świadomy sen'. Czy tutaj nie jest tak samo?
A czy to nie jest trochę jak modlitwa? To, że się powtarza, ma jakiś sens rytualny, nie tylko informacyjny?
A czy da się w ogóle powiedzieć, kiedy afirmacja jest 'za silna' na swój moment? Pytam, bo słyszałam, że zbyt śmiałe zdania mogą wywoływać coś przeciwnego.
Słucham tej rozmowy i mam takie myślenie - wszyscy tu zakładamy, że afirmacja musi mieć jakiś odczuwalny efekt, żeby działała. Ale może bywa tak, że działa bez żadnego czucia? Jak długotrwała ekspozycja na coś - nie czujesz momentu, kiedy zaczyna być inaczej.
Jest coś jeszcze, co mi nie dawało spokoju od jakiegoś czasu w tym wątku. Rozmawiamy o mechanizmach - kiedy, jak, z jakim nastawieniem. Ale rzadko ktoś pyta: po czym w ogóle poznać, że afirmacja na akceptację zaczęła coś robić? Nie mówię o uczuciach podczas powtarzania, tylko o tym, co zmienia się w życiu, w zachowaniu, w tym jak reagujesz na siebie w trudnych momentach.
Dla mnie pierwszym sygnałem było to, że przestałam się katować za konkretne rzeczy tak szybko jak wcześniej. Nie zniknął głos krytyczny - nadal był - ale był jakby troszkę za szybą. Jakby nie miał takiego dostępu. I to było subtyle, powolne, nie miałam poczucia przełomu. Po prostu w którymś momencie zauważyłam, że jeden konkretny temat mnie już tak nie wykańcza.
A czy te afirmacje na akceptację trzeba robić codziennie, czy można z przerwami? Bo widzę, że tu mówicie o tygodniach i miesiącach, a mnie się wydawało, że to coś na chwilę.
Wróćmy do tego, co powiedziała Ulcia90 - że jedna konkretna na jeden konkretny problem. Mam pytanie do całej rozmowy: czy to znaczy, że afirmacja na akceptację powinna być bardzo wąska? Bo słyszałem też podejście, że ogólne 'akceptuję siebie' działa jak parasol nad wszystkim.
Mam pytanie może z innej strony - czy ktoś z was ma doświadczenie z afirmacjami pisanymi zamiast mówionych? Bo czytałam, że pisanie angażuje inaczej. Nie wiem, czy to prawda, czy mit.
Zastanawiam się nad czymś, co przewija się w tym wątku - mówimy o afirmacjach na akceptację tak, jakby były osobną kategorią. Ale czy nie jest tak, że każda afirmacja może być afirmacją na akceptację, zależy jak ją sformułujesz? Gdzie dokładnie jest ta granica?
To mi przypomina rozróżnienie między modlitwą błagalną a modlitwą dziękczynienia w tradycji chrześcijańskiej - jedno zakłada brak, drugie zakłada obecność. Ciekawe, że ta sama logika wraca w kontekście afirmacji.
Właśnie. I myślę, że dlatego zdania w stylu 'zasługuję na miłość' mogą działać jak zmiana albo jak akceptacja - zależy, czy w chwili wypowiadania je czujesz jako 'zdobywam coś, czego mi brakuje' czy jako 'przypominasz sobie coś, co jest prawdą'. Sama forma zdania nie wystarczy - liczy się to, co za nią stoi w danym momencie.
Przepraszam, że wchodzę z głupim pytaniem, ale - jak rozpoznać, z którego miejsca się mówi? Bo dla mnie brzmi to trochę jak 'wiesz, kiedy wiesz', a ja nie wiem, czy wiem.
A co zrobić, kiedy ciało cały czas jest napięte, nawet zanim się cokolwiek powie? U mnie coś takiego jest - taki permanentny stan gotowości. Wtedy każda afirmacja wychodzi z tego napięcia, bo inaczej nie umiem.
A czy to, co mówi Herga, nie jest właśnie dowodem na to, że afirmacje twierdzące - te klasyczne w czasie teraźniejszym - nie zawsze pasują do pracy z akceptacją? Bo akceptacja to nie stwierdzenie faktu, tylko proces. Może afirmacje na akceptację powinny mieć inną formę gramatyczną?
Wracam do czegoś, co powiedziała wcześniej Herga - że zaczęła od zdania, które 'otwierało możliwość'. Mam wrażenie, że właśnie o to chodzi w tym wątku od początku, tylko dochodzimy do tego różnymi drogami. Akceptacja nie jest stwierdzeniem, gdzie jesteś - to raczej zgoda na to, żeby w ogóle patrzeć.
To znaczy, że powinnam szukać zdań, na które nie protestuję od razu? Nie 'jestem OK', tylko coś, czego mogę słuchać bez tej wewnętrznej riposty 'nieprawda'?
Dobra, spróbuję. Tylko mam jeszcze jedno pytanie - czy to zdanie, które 'przechodzi bez sprzeciwu', może być tak małe, że wydaje się bez sensu? Np. 'mogę wziąć oddech'? Bo szukam czegoś, na co nie protestuję, i dochodzę do rzeczy bardzo prostych, prawie fizycznych.
Właśnie o to chodzi. Fizyczne jest uczciwe, bo ciało nie udaje. 'Mogę wziąć oddech' - to jest zdanie, które jest prawdziwe w tej chwili, ciało to wie i nie protestuje. Od tego można budować. Nie musisz zaczynać od 'kocham siebie'. Możesz zaczynać od 'jestem tutaj'.
A jak długo zostajecie przy takich minimalnych zdaniach? Bo mam wrażenie, że ktoś, kto szuka pracy z akceptacją, może utknąć przy 'jestem tutaj' i nigdy nie wejść głębiej. Kiedy wiadomo, że można przejść o poziom wyżej?
Przy czakrze serca - bo to chyba naturalny obszar dla tego, o czym rozmawiamy - mam obserwację podobną do Hergi. Zdania, które pracują głębiej, potrafią po jakimś czasie wywoływać opór, który nie jest negatywny. To bardziej jak uczucie, że coś się rusza. Drażnienie i ruszanie się mogą wyglądać podobnie z zewnątrz, ale czuć inaczej w środku.
Planować nie, ale można stworzyć warunki. Spokój, brak pośpiechu, mówienie zdania powoli. Nie oczekiwanie efektu - właśnie odwrotnie, jakby zostawianie przestrzeni na to, że nic się nie stanie. Paradoksalnie, kiedy przestajemy szukać reakcji, zdarza się, że coś przychodzi samo. Ale wciąż wracam do głównego pytania tego wątku - bo tu dużo rozmawiamy o procesie, a chciałabym spytać: czy ktoś ma przykład zdania na akceptację, które rzeczywiście przetrwało u niego dłużej i nie weszło w ten cykl drażnienia?
