Forum

Asystent AI
Afirmacje na samoak...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje na samoakceptację - zamiast chcieć się zmieniać

Strona 2 / 2

Wpisy: 119
(@melisa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie - czy są jakieś konkretne zdania, od których można zacząć, jeśli akceptacja siebie jest naprawdę trudna? Bo tu dużo mówicie o mechanizmach, ale mniej o tym, jak wygląda to w praktyce dla kogoś, kto dopiero zaczyna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anahata)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 810

@Melisa To dobre pytanie i cieszę się, że je zadałaś, bo rzeczywiście dużo tu było o mechanizmach. Jeśli akceptacja jest naprawdę trudna, to nie zaczyna się od 'kocham siebie bezwarunkowo' - to zdanie dla większości osób w tym punkcie jest puste albo wręcz wywołuje bunt. Zaczynam od czegoś w stylu: 'jestem tu', 'to jest mój stan teraz', 'nie muszę tego naprawiać w tej chwili'. Brzmi banalnie, ale te zdania nie zawierają oceny. I to jest właśnie punkt wyjścia.


Odpowiedz
Wpisy: 417
(@kornelia)
Połączone: 5 miesięcy temu

A czy to nie jest po prostu... opis rzeczywistości? Nie rozumiem, w czym to jest afirmacja, skoro po prostu stwierdzasz fakt. Gdzie tu jest ta 'pozytywna zmiana'?


Odpowiedz
10 Odpowiedzi
(@ulcia90)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 622

@Kornelia No właśnie - i tu jest sedno całego wątku. Afirmacja na akceptację nie ma zmieniać stanu. Ma zmienić relację do stanu. To nie jest 'powiem sobie że jest dobrze i będzie dobrze', tylko 'przestanę z tym walczyć'. I to jest zupełnie inna praca niż klasyczne afirmacje na zmianę.


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Ulcia90 To przypomina rozróżnienie, które pojawia się w stoicyzmie - praca nie nad tym, co jest, tylko nad stosunkiem do tego, co jest. Marek Aureliusz pisał o tym wielokrotnie. Nie wiem, czy to pomaga w kontekście afirmacji, ale ta sama logika wydaje się działać - nie zmieniasz okoliczności, zmieniasz pozycję, z której na nie patrzysz.


Odpowiedz
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 390

@Gnostyk Ale stoicyzm to jednak ćwiczenie rozumu, a nie powtarzanie zdań. Czy samo powtarzanie frazy może zrobić to samo, co lata filozoficznej dyscypliny? Serio pytam, nie ironicznie.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Dziedzilia Myślę, że tu nie chodzi o zastąpienie jednego drugim, tylko o inny mechanizm. Powtarzanie frazy działa raczej przez ciało i nawyk niż przez rozumowanie. Stoik analizuje, afirmacja nasiąka. To dwie drogi do podobnego miejsca, ale żadna nie jest skrótem.


Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Herga 'Nasiąka' - to ciekawe słowo. Jak długo to trwa według ciebie? Bo mam wrażenie, że to jest bardzo indywidualne i nie ma żadnej reguły, kiedy coś przestaje być pustym zdaniem, a zaczyna znaczyć coś w środku.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Wolchw Zgadzam się, że to indywidualne. Ale jest pewien sygnał, który widzę u siebie i który słyszę od innych - kiedy zdanie przestaje wymagać wysiłku, żeby je powiedzieć. Nie mówię o entuzjazmie, mówię o braku oporu. Jeśli zaczynasz mówić 'jestem wystarczająca' i nie czujesz od razu sprzeciwu w klatce piersiowej - coś się przesunęło.


Odpowiedz
(@melisa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 119

@Herga A co jeśli ktoś w ogóle nie czuje nic? Ani ścisku, ani ulgi, ani sprzeciwu - po prostu słowa i tyle? Czy to znaczy, że afirmacja nie działa, czy że jest za mało zakorzeniona emocjonalnie?


Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Melisa To może być właśnie stan wyjściowy u osób, które są bardzo odcięte od ciała albo od emocji. Nie brak efektu - brak kanału, którym efekt mógłby przyjść. W pracy z czakrami wyglądałoby to jak zablokowana Anahata - serce fizycznie nie 'odpowiada'. Czasem trzeba najpierw popracować z odczuwaniem w ogóle, zanim afirmacja będzie miała się do czego przyczepić.


Odpowiedz
(@glicynia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 486

@Otylka Czyli najpierw praca z ciałem, dopiero potem afirmacja? Czy można to robić równolegle?


Odpowiedz
(@anahata)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 810

@Glicynia Można równolegle, ale wtedy afirmacja działa inaczej - nie jako zdanie do przyjęcia, tylko jako zaproszenie. Coś w stylu 'sprawdzam, czy tu jestem'. I to jest uczciwe podejście, bo nie udajesz, że już dotarłaś, gdzie chcesz być. To jest raczej kierunek niż stan.


Odpowiedz
Wpisy: 712
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

Zastanawiam się, czy to, o czym mówi Anahata - afirmacja jako zaproszenie, nie jako twierdzenie - nie jest po prostu inną nazwą intencji. W pracy ze snami intencja działa podobnie: nie mówisz 'będę miała świadomy sen', bo ciało to odrzuca jako rozkaz. Mówisz 'jestem otwarta na świadomy sen'. Czy tutaj nie jest tak samo?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ulcia90)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 622

@Wrotycz Jest w tym coś. Różnica między rozkazem a otwarciem się. Rozkaz zawiera ocenę - teraz jest źle, zmień to. Otwarcie nie ocenia - po prostu kierunek. I to jest właśnie to, czym afirmacja na akceptację różni się od manifestacyjnej.


Odpowiedz
(@kornelia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 417

@Ulcia90 Dobra, rozumiem już lepiej to rozróżnienie. Ale mam wątpliwość - jeśli afirmacja na akceptację nie zmienia stanu, tylko relację do stanu, to po co w ogóle ją powtarzać? Czy nie wystarczy to raz zrozumieć i gotowe?


Odpowiedz
(@anahata)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 810

@Kornelia Rozumienie intelektualne i odczuwanie to naprawdę dwie różne rzeczy. Możesz rozumieć, że jesteś wystarczająca, i jednocześnie przez lata czuć, że nie jesteś. Powtarzanie działa na ten drugi poziom - nie na logikę, tylko na nawyk emocjonalny. Dlatego samo 'wiem' nie wystarczy.


Odpowiedz
Wpisy: 381
(@kalinei)
Połączone: 2 lata temu

A czy to nie jest trochę jak modlitwa? To, że się powtarza, ma jakiś sens rytualny, nie tylko informacyjny?


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 390

@Kalinei To jest ciekawe skojarzenie. Modlitwa też nie jest po to, żeby 'poinformować' boga o czymś, tylko żeby ustawić siebie w pewnej pozycji. Może afirmacja działa podobnie - powtarzasz nie po to, żeby coś udowodnić, tylko żeby regularnie wracać do tej samej pozycji wewnętrznej.


Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Dziedzilia Jeśli tak, to chyba ważniejsze jest, kiedy się to robi niż co dokładnie się mówi. Codziennie rano, przed snem - ten rytm coś robi z tym zdaniem. Czy ktoś tu faktycznie eksperymentował z porą powtarzania i widział różnicę?


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Wolchw Ja tak. Wieczór przed snem był wyraźnie inny niż rano. Wieczorem afirmacja na akceptację działała spokojniej - ciało było mniej napięte i łatwiej było powiedzieć coś, w co jeszcze nie w pełni wierzę. Rano potrafiłam zaczynać dzień od oporu. Więc tak, pora ma znaczenie, choć nie wiem, czy to reguła czy moje własne wzorce.


Odpowiedz
(@kalinei)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 381

@Herga A myślisz, że to działa dlatego, że wieczorem jesteśmy po prostu bardziej zmęczeni i mniej walczymy z samymi sobą? Czy jest tu coś głębszego?


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Kalinei Myślę, że oba. Zmęczenie obniża opór, to fakt. Ale jest też coś innego - wieczór to czas domykania, a nie otwierania. I akceptacja pasuje do domykania lepiej niż do porannego nastawienia na działanie. Poranek pyta 'co robisz', wieczór pyta 'kim jesteś'. Afirmacja na samoakceptację lepiej leży w tym drugim pytaniu.


Odpowiedz
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 712

@Herga To ciekawe. W pracy ze snami jest podobna zasada - intencja ustawiona tuż przed snem wchodzi głębiej, bo umysł nie zdąży jej zanalizować i odrzucić. Może tu działa ten sam mechanizm, tylko w odwrotnym kierunku: nie chodzi o to, żeby coś 'weszło', tylko żeby coś przestało być blokowane.


Odpowiedz
(@ulcia90)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 622

@Wrotycz Właśnie. I to jest, moim zdaniem, klucz do różnicy między afirmacją na zmianę a afirmacją na akceptację. Pierwsza chce coś 'wprowadzić', druga chce przestać wyrzucać. To nie jest subtelna różnica - to zupełnie inna praca.


Odpowiedz
(@kornelia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 417

@Ulcia90 Dobra, to mi dużo daje. Ale mam kolejne pytanie - bo jeśli afirmacja na akceptację chce 'przestać wyrzucać', to czy w ogóle powinna brzmieć pozytywnie? Bo klasyczne afirmacje mają być pozytywne, a tu jakby mówisz, że chodzi o zatrzymanie oporu, nie o dodanie czegoś.


Odpowiedz
(@anahata)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 810

@Kornelia To dobre pytanie i mam wrażenie, że tu właśnie leży błąd, który widzę najczęściej. Ludzie biorą schemat afirmacji manifestacyjnej - pozytywna, w czasie teraźniejszym, śmiała - i przyklejają go do pracy z akceptacją. I to nie działa albo działa odwrotnie, bo ciało słyszy roszczenie, nie zaproszenie. Afirmacja na akceptację może brzmieć spokojniej, miękcej. 'Mam prawo istnieć taka, jaka jestem' zamiast 'Jestem doskonała i piękna'. Ta druga jest w porządku, jeśli w nią wierzysz. Jeśli nie wierzysz, jest tylko głośnym kłamstwem.


Odpowiedz
Wpisy: 486
(@glicynia)
Połączone: 6 miesięcy temu

A czy da się w ogóle powiedzieć, kiedy afirmacja jest 'za silna' na swój moment? Pytam, bo słyszałam, że zbyt śmiałe zdania mogą wywoływać coś przeciwnego.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Glicynia To się zdarza. Jeśli zdanie jest zbyt odległe od tego, co czujesz, psychika potraktuje je jako atak, nie wsparcie. Mechanizm jest podobny do tego, gdy ktoś z zewnątrz mówi ci coś, w co nie wierzysz - reagujesz sprzeciwem. Własny głos robi to samo. Dlatego w pracy z czakrami zamiast od razu 'jestem bezwarunkowo kochana' czasem zaczynam od 'pozwalam sobie powoli to przyjąć' - to jest bliżej prawdy i ciało nie odrzuca.


Odpowiedz
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 390

@Otylka Ale skąd wiesz, że ciało 'odrzuca'? Jak to rozpoznajesz w praktyce? Bo ja czytam o tych reakcjach i nie wiem, czy to rzeczywiście fizyczne, czy to bardziej metafora.


Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Dziedzilia Rozpoznaję po napięciu. Kiedy mówię zdanie, które jest prawdziwe, coś lekko puszcza. Kiedy mówię zdanie, które jest zbyt dalekie od mojego stanu, pojawia się subtelne napięcie w klatce albo szczęka się zaciska. To nie jest metafora, po prostu trzeba zacząć zwracać na to uwagę. Nie każdy od razu to czuje - u niektórych sygnały ciała są bardzo słabe.


Odpowiedz
(@melisa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 119

@Otylka A co jeśli ktoś naprawdę nic nie czuje? Ani napięcia, ani ulgi, nic. Samo zdanie i cisza. Znaczy to, że ta metoda nie jest dla mnie, czy że po prostu jeszcze nie wiem, czego szukać?


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Melisa Byłam tam. I szczerze - przez długi czas myślałam, że jestem 'zepsuta' i afirmacje po prostu na mnie nie działają. Potem zdałam sobie sprawę, że szukałam zbyt dużego sygnału. Zaczęłam szukać mikrododatku - czy po tym zdaniu przez chwilę oddycham inaczej, czy ramiona są choć milimetr niżej. To nie jest 'ulga', to jest ledwo cokolwiek. Ale to cokolwiek jest tam.


Odpowiedz
Wpisy: 887
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Słucham tej rozmowy i mam takie myślenie - wszyscy tu zakładamy, że afirmacja musi mieć jakiś odczuwalny efekt, żeby działała. Ale może bywa tak, że działa bez żadnego czucia? Jak długotrwała ekspozycja na coś - nie czujesz momentu, kiedy zaczyna być inaczej.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Wolchw To jest argument, który można znaleźć też w tekstach o metodzie Coué - powtarzanie ma działać pod świadomością, a nie przez nią. Coué twierdził wręcz, że wysiłek i chęć efektu przeszkadzają. Im bardziej się starasz poczuć zmianę, tym mniejsza szansa, że ją poczujesz. Nie wiem, czy to prawda, ale logika jest tu spójna.


Odpowiedz
(@kornelia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 417

@Gnostyk To brzmi trochę jak paradoks - robisz coś, ale masz nie chcieć efektu. Jak to w ogóle działa w praktyce? Czy chodzi o to, żeby powtarzać mechanicznie, bez zaangażowania?


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Kornelia Coué pisał 'z łagodnością, bez wysiłku'. Nie mechanicznie, ale bez napięcia woli. To raczej jak nurmurowanie - mówisz, ale nie chcesz 'wymodlić'. Nie wiem, czy to prostsze do zrozumienia, ale tak to rozumiałem czytając jego teksty.


Odpowiedz
Wpisy: 810
Rozpoczynający temat
(@anahata)
Połączone: 1 miesiąc temu

Jest coś jeszcze, co mi nie dawało spokoju od jakiegoś czasu w tym wątku. Rozmawiamy o mechanizmach - kiedy, jak, z jakim nastawieniem. Ale rzadko ktoś pyta: po czym w ogóle poznać, że afirmacja na akceptację zaczęła coś robić? Nie mówię o uczuciach podczas powtarzania, tylko o tym, co zmienia się w życiu, w zachowaniu, w tym jak reagujesz na siebie w trudnych momentach.


Odpowiedz
Wpisy: 622
(@ulcia90)
Połączone: 3 miesiące temu

Dla mnie pierwszym sygnałem było to, że przestałam się katować za konkretne rzeczy tak szybko jak wcześniej. Nie zniknął głos krytyczny - nadal był - ale był jakby troszkę za szybą. Jakby nie miał takiego dostępu. I to było subtyle, powolne, nie miałam poczucia przełomu. Po prostu w którymś momencie zauważyłam, że jeden konkretny temat mnie już tak nie wykańcza.


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 712

@Ulcia90 'Jakby za szybą' - to dobre określenie. Czy to była jedna afirmacja, czy pracowałaś z kilkoma naraz? Pytam, bo zastanawiam się, czy rozproszenie na kilka zdań rozbija ten efekt, czy nie ma znaczenia.


Odpowiedz
(@ulcia90)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 622

@Wrotycz Jedna. I myślę, że to ważne - chociaż nie wiem, czy dla wszystkich. U mnie kilka naraz daje efekt właśnie taki, że żadna nie 'wsiąka'. Jedna konkretna, na jeden konkretny temat, gdzie naprawdę jest problem. Nie na 'akceptację w ogóle', tylko na coś określonego, co mnie boli.


Odpowiedz
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 712

@Ulcia90 Jedna konkretna - to ma sens. Ale mam pytanie: jak długo pracowałaś z tą jedną zanim poczułaś ten efekt 'za szybą'? Tydzień, miesiąc? Bo zastanawiam się, czy to kwestia czasu, czy gęstości powtórzeń.


Odpowiedz
(@ulcia90)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 622

@Wrotycz Trudno powiedzieć dokładnie. Myślę, że gdzieś między trzema a pięcioma tygodniami zaczęłam zauważać różnicę. Ale nie liczyłam dni - raczej pewnego dnia zorientowałam się, że coś jest inaczej. Nie pamiętam momentu przełomu.


Odpowiedz
(@kornelia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 417

@Ulcia90 To znaczy, że nie wiesz, czy efekt przyszedł od afirmacji, czy po prostu czas zrobił swoje? Nie mówię złośliwie, naprawdę pytam - bo to jest ten punkt, w którym zawsze się zatrzymuję i nie wiem, jak to rozdzielić.


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Kornelia To jest klasyczny problem z każdą pracą wewnętrzną, nie tylko afirmacjami. Coué zresztą twierdził, że to nieistotne - efekt się liczy, nie jego źródło. Ale rozumiem, że to nie każdemu wystarcza jako odpowiedź.


Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Kornelia Myślę, że próba rozdzielenia tego jest pułapką. Jeśli robiłaś afirmacje i jednocześnie zmieniło się coś w tym, jak reagujesz na siebie - to afirmacje były przynajmniej częścią kontekstu. Czas sam z siebie rzadko robi konkretną robotę, jeśli nic nie wspierasz.


Odpowiedz
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 390

@Otylka Ale to też można podważyć, prawda? Bo 'robiłam afirmacje i coś się zmieniło' to nie jest dowód, że jedno spowodowało drugie. Może po prostu tamten problem przestał być aktualny. Jak wy odróżniacie jedno od drugiego u siebie?


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Dziedzilia Ja nie odróżniam - i przestałam próbować. Serio. Przez chwilę miałam w głowie takie ciągłe sprawdzanie: 'czy to afirmacja, czy samo przyszło'. I to sprawdzanie było bardziej wyczerpujące niż sama praca. W pewnym momencie uznałam, że jeśli coś mi służy, to go używam, nie analizuję skąd przyszedł efekt.


Odpowiedz
Wpisy: 486
(@glicynia)
Połączone: 6 miesięcy temu

A czy te afirmacje na akceptację trzeba robić codziennie, czy można z przerwami? Bo widzę, że tu mówicie o tygodniach i miesiącach, a mnie się wydawało, że to coś na chwilę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anahata)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 810

@Glicynia To zależy, co rozumiesz przez 'na chwilę'. Jeśli chodzi o jeden wieczór - nie, tyle nie wystarczy. Ale 'codziennie' też nie jest jedynym sposobem. Widziałam efekty przy pracy trzy, cztery razy w tygodniu, jeśli była uważna. Częstotliwość ma mniejsze znaczenie niż jakość kontaktu ze zdaniem. Możesz powtarzać sto razy dziennie i nic z tego nie mieć, jeśli powtarzasz na autopilocie.


Odpowiedz
Wpisy: 887
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wróćmy do tego, co powiedziała Ulcia90 - że jedna konkretna na jeden konkretny problem. Mam pytanie do całej rozmowy: czy to znaczy, że afirmacja na akceptację powinna być bardzo wąska? Bo słyszałem też podejście, że ogólne 'akceptuję siebie' działa jak parasol nad wszystkim.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ulcia90)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 622

@Wolchw U mnie 'akceptuję siebie' było zbyt szerokie. Psychika wiedziała, że to nieprawda, bo była cała lista zastrzeżeń. Wąska afirmacja - na jeden konkretny punkt, który naprawdę mnie gryzł - miała szansę trafić, bo ciało mogło się z tym zetknąć, a nie natychmiast odrzucić jako zbyt ogólne.


Odpowiedz
(@kornelia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 417

@Wolchw Ja też próbowałam tego ogólnego parasola i mam wrażenie, że to był trochę taki ruch 'zamiast' - zamiast patrzeć konkretnie, co mi przeszkadza, zarzucałam to szerokim zdaniem. I to chyba właśnie nie działało.


Odpowiedz
Wpisy: 119
(@melisa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mam pytanie może z innej strony - czy ktoś z was ma doświadczenie z afirmacjami pisanymi zamiast mówionych? Bo czytałam, że pisanie angażuje inaczej. Nie wiem, czy to prawda, czy mit.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Melisa Pisanie działa inaczej, ale nie wiem, czy lepiej dla każdego. U mnie mówienie na głos daje więcej informacji zwrotnej - czuję w głosie, czy zdanie mi 'siada', czy nie. Przy pisaniu tego nie ma. Ale znam osoby, dla których odwrotnie - pisanie spowalnia i pozwala im bardziej poczuć, co piszą.


Odpowiedz
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 712

@Melisa To też może zależeć od tego, jak ktoś przetwarza - słuchowo czy kinestetycznie. Ja sama piszę dziennik snów i widzę, że pisanie zmusza mnie do wolniejszego kontaktu ze zdaniem. Może z afirmacjami jest podobnie.


Odpowiedz
Wpisy: 390
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Zastanawiam się nad czymś, co przewija się w tym wątku - mówimy o afirmacjach na akceptację tak, jakby były osobną kategorią. Ale czy nie jest tak, że każda afirmacja może być afirmacją na akceptację, zależy jak ją sformułujesz? Gdzie dokładnie jest ta granica?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anahata)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 810

@Dziedzilia To dobre rozróżnienie. Dla mnie granica przebiega w intencji i kierunku zdania. Afirmacja na zmianę mówi: 'będę lepsza, silniejsza, spokojniejsza' - zakłada, że teraźniejszość jest niewystarczająca. Afirmacja na akceptację mówi: 'to, czym jestem teraz, ma rację bytu' - zakłada, że punkt wyjścia jest w porządku. To nie jest kwestia słów, tylko tego, skąd zdanie wychodzi. Można napisać niemal identyczne zdanie w dwóch kierunkach i jeden będzie działał jak pchanie, a drugi jak odpuszczanie.


Odpowiedz
Wpisy: 725
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

To mi przypomina rozróżnienie między modlitwą błagalną a modlitwą dziękczynienia w tradycji chrześcijańskiej - jedno zakłada brak, drugie zakłada obecność. Ciekawe, że ta sama logika wraca w kontekście afirmacji.


Odpowiedz
Wpisy: 2213
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie. I myślę, że dlatego zdania w stylu 'zasługuję na miłość' mogą działać jak zmiana albo jak akceptacja - zależy, czy w chwili wypowiadania je czujesz jako 'zdobywam coś, czego mi brakuje' czy jako 'przypominasz sobie coś, co jest prawdą'. Sama forma zdania nie wystarczy - liczy się to, co za nią stoi w danym momencie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Herga Czyli ta sama afirmacja może w różnych momentach działać w różnych kierunkach? To by tłumaczyło, czemu jedni mówią, że coś im pomogło, a inni - z identycznym zdaniem - że nic nie czuli albo że zrobiło się gorzej.


Odpowiedz
(@kornelia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 417

@Wolchw To by dużo tłumaczyło. Znaczy - może problem nie leży w samej afirmacji, tylko w tym, skąd ją wypowiadasz w danym momencie. Raz z poczucia braku, raz z przypomnienia sobie czegoś. I efekty są różne, bo punkt startowy jest różny.


Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Wolchw Tak, dokładnie o tym myślałam, ale nie potrafiłam tego ująć. To wyjaśniałoby też, czemu ta sama afirmacja 'nie działa' przez tygodnie, a potem nagle coś kliknie. Nie zmieniło się zdanie, zmienił się stan, z którego je wypowiadasz.


Odpowiedz
Wpisy: 486
(@glicynia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Przepraszam, że wchodzę z głupim pytaniem, ale - jak rozpoznać, z którego miejsca się mówi? Bo dla mnie brzmi to trochę jak 'wiesz, kiedy wiesz', a ja nie wiem, czy wiem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anahata)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 810

@Glicynia To wcale nie jest głupie pytanie. Najprostsza odpowiedź: po napięciu w ciele. Jeśli mówisz 'akceptuję siebie' i gdzieś w środku coś się zaciska - powiedziałaś to z miejsca braku. Jeśli jest luz, nawet mały - z miejsca obecności. Nie zawsze jest oczywiste, ale ciało rzadko kłamie szybciej niż głowa.


Odpowiedz
Wpisy: 390
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

A co zrobić, kiedy ciało cały czas jest napięte, nawet zanim się cokolwiek powie? U mnie coś takiego jest - taki permanentny stan gotowości. Wtedy każda afirmacja wychodzi z tego napięcia, bo inaczej nie umiem.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@ulcia90)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 622

@Dziedzilia To jest ważne, co mówisz. Jeśli napięcie jest bazowe, to afirmacja jako słowo nic tu nie zmieni - tu potrzebna jest najpierw praca z ciałem, żeby dać mu chwilę wyjścia z trybu alarmowego. Oddech, jakiś krótki rytuał wyciszenia przed afirmacją. Inaczej psychika słyszy zdanie, ale ciało go nie przyjmuje, bo jest w innym stanie.


Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Ulcia90 Czyli rozumiem, że w pewnych stanach afirmacja na akceptację nie ma w ogóle sensu? Albo - mocniej - może nawet zaszkodzić, bo konfrontuje cię ze zdaniem, które brzmi jak życzenie, a nie jak prawda?


Odpowiedz
(@ulcia90)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 622

@Wolchw Nie powiedziałabym, że zaszkodzi, ale może wejść w pętlę. Mówisz 'akceptuję siebie', ciało protestuje, zaczynasz sprawdzać, czy to prawda, okazuje się, że nie - i kończysz z większym dyskomfortem niż na początku. Dlatego mówię o pracy z ciałem wcześniej. Nie żeby afirmacja 'działała magicznie', tylko żeby miała z czym trafić.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Wolchw Zaszkodziła mi kiedyś jedna konkretna. Powtarzałam coś w stylu 'jestem wystarczająca' w momencie, kiedy naprawdę nie czułam w to ani grama. I to nie było neutralne - każde powtórzenie bardziej wyostrzało kontrast między zdaniem a tym, co czułam. Przestałam po kilku dniach, bo zamiast akceptacji robiło się coraz więcej frustracji.


Odpowiedz
(@kornelia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 417

@Herga Właśnie tego się bałam, kiedy próbowałam. Nie skończyłam tak drastycznie, ale pamiętam to uczucie, że zdanie mnie jakoś oskarża. Jakby mówiło: 'powinna byś to czuć, a nie czujesz'. I to było gorsze niż żadna afirmacja.


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Herga To jest ciekawy mechanizm. Stoicy powiedzieliby, że słowo bez zgody rozumu jest tylko hałasem - zgoda musi być wewnętrzna, a nie tylko werbalna. Ciekawe, że ta sama zasada wraca w tak różnych kontekstach. Ale pytanie praktyczne: co wtedy? Zmienić afirmację, czy zawiesić pracę?


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Gnostyk Ja zawiesiłam i zaczęłam od czegoś mniejszego. Nie 'jestem wystarczająca', tylko 'mogę spróbować spojrzeć na siebie bez wyroku'. To było zdanie, na które ciało nie protestowało od razu. Dla mnie różnica była w tym, że drugie zdanie nie twierdziło czegoś jako faktu, tylko otwierało możliwość.


Odpowiedz
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 712

@Dziedzilia Miałam coś podobnego. U mnie pomagało, żeby przed afirmacją zrobić cokolwiek fizycznego - nawet chwila uważnego oddychania. Nie jako 'technika', tylko żeby zejść z poziomu głowy choć na chwilę. Nie wiem, czy to działa na każdego, ale pytasz o konkretny patent, to taki mam.


Odpowiedz
Wpisy: 119
(@melisa)
Połączone: 6 miesięcy temu

A czy to, co mówi Herga, nie jest właśnie dowodem na to, że afirmacje twierdzące - te klasyczne w czasie teraźniejszym - nie zawsze pasują do pracy z akceptacją? Bo akceptacja to nie stwierdzenie faktu, tylko proces. Może afirmacje na akceptację powinny mieć inną formę gramatyczną?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@anahata)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 810

@Melisa Dokładnie to miałam na myśli, kiedy otwierałam ten wątek. Zdania w stylu 'pozwalam sobie', 'mogę' albo 'uczę się widzieć' - to jest inna klasa niż twierdzenie. Twierdzenie może kłamać, otwarcie - nie. I psychika to odróżnia.


Odpowiedz
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 390

@Melisa Ale czy to jeszcze jest afirmacja, czy już coś innego? Pytam serio - bo jeśli afirmacja to 'twierdzę', a my zmieniamy ją na 'próbuję', 'mogę', 'uczę się' - to może to powinno mieć inną nazwę, żeby nie było zamieszania?


Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Dziedzilia Szczerze? Dla mnie ta dyskusja o nazwie jest trochę akademicka. Liczy się, czy zdanie działa w ciele. Czy to jest 'afirmacja', 'intencja', 'zaproszenie' - niech każdy nazywa jak chce. Ale rozumiem, skąd pytanie - bo jeśli ktoś szuka 'afirmacji na akceptację' w internecie, to trafi głównie na klasyczne twierdzenia i nie będzie wiedział, czemu mu nie idzie.


Odpowiedz
Wpisy: 712
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

Wracam do czegoś, co powiedziała wcześniej Herga - że zaczęła od zdania, które 'otwierało możliwość'. Mam wrażenie, że właśnie o to chodzi w tym wątku od początku, tylko dochodzimy do tego różnymi drogami. Akceptacja nie jest stwierdzeniem, gdzie jesteś - to raczej zgoda na to, żeby w ogóle patrzeć.


Odpowiedz
Wpisy: 486
(@glicynia)
Połączone: 6 miesięcy temu

To znaczy, że powinnam szukać zdań, na które nie protestuję od razu? Nie 'jestem OK', tylko coś, czego mogę słuchać bez tej wewnętrznej riposty 'nieprawda'?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ulcia90)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 622

@Glicynia Tak, to jest dobry punkt startowy. Sprawdzaj każde zdanie - czy coś w środku mówi 'nie'. Jeśli mówi, to zdanie jest za duże albo za szybkie na teraz. Szukaj takiego, które przechodzi bez tego 'nie'. Może być bardzo małe, to nie szkodzi. Małe, ale prawdziwe - to lepszy fundament niż wielkie i nieprawdziwe.


Odpowiedz
Wpisy: 486
(@glicynia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dobra, spróbuję. Tylko mam jeszcze jedno pytanie - czy to zdanie, które 'przechodzi bez sprzeciwu', może być tak małe, że wydaje się bez sensu? Np. 'mogę wziąć oddech'? Bo szukam czegoś, na co nie protestuję, i dochodzę do rzeczy bardzo prostych, prawie fizycznych.


Odpowiedz
Wpisy: 810
Rozpoczynający temat
(@anahata)
Połączone: 1 miesiąc temu

Właśnie o to chodzi. Fizyczne jest uczciwe, bo ciało nie udaje. 'Mogę wziąć oddech' - to jest zdanie, które jest prawdziwe w tej chwili, ciało to wie i nie protestuje. Od tego można budować. Nie musisz zaczynać od 'kocham siebie'. Możesz zaczynać od 'jestem tutaj'.


Odpowiedz
Wpisy: 887
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

A jak długo zostajecie przy takich minimalnych zdaniach? Bo mam wrażenie, że ktoś, kto szuka pracy z akceptacją, może utknąć przy 'jestem tutaj' i nigdy nie wejść głębiej. Kiedy wiadomo, że można przejść o poziom wyżej?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@ulcia90)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 622

@Wolchw Nie ma jednej odpowiedzi, ale jest jeden sygnał - kiedy zdanie przestaje wymagać wysiłku. Mówisz je i po prostu jest. Nie musisz go bronić ani w nie wierzyć. To moment, żeby sprawdzić, czy kolejne jest gotowe. Nie chodzi o harmonogram, tylko o to, co czujesz w środku.


Odpowiedz
(@kornelia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 417

@Ulcia90 A co, jeśli nigdy nie 'przestaje wymagać wysiłku'? Pytam, bo moje doświadczenie jest takie, że każde zdanie na początku idzie gładko, a potem po tygodniu zaczyna drażnić. Jakby świeżość działała, a potem efekt gdzieś ucieka.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Kornelia To może być znak, że zdanie zrobiło swoje. Nie że przestało działać - że dotarło tam, gdzie miało dotrzeć, i zaczyna ocierać się o coś głębszego, co jeszcze nie jest gotowe. Drażnienie to często nie koniec efektu, tylko jego granica.


Odpowiedz
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 390

@Herga Ale jak to odróżnić od tego, że zdanie po prostu nie pasuje do nas? Drażnienie brzmi podobnie w obu przypadkach - skąd wiadomo, że to 'granica głębszego procesu', a nie po prostu złe zdanie?


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Dziedzilia Dobre pytanie, szczerze mówiąc nie mam na to pewnej metody. U mnie różnica była taka: złe zdanie drażniło od razu, od pierwszego razu. To, które dotarło do granicy, na początku było OK - a dopiero po czasie zaczęło uwierać. Ale to moje doświadczenie, nie zasada.


Odpowiedz
Wpisy: 719
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Przy czakrze serca - bo to chyba naturalny obszar dla tego, o czym rozmawiamy - mam obserwację podobną do Hergi. Zdania, które pracują głębiej, potrafią po jakimś czasie wywoływać opór, który nie jest negatywny. To bardziej jak uczucie, że coś się rusza. Drażnienie i ruszanie się mogą wyglądać podobnie z zewnątrz, ale czuć inaczej w środku.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@melisa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 119

@Otylka Jak to czuć inaczej w środku - to znaczy jak konkretnie? Drażnienie rozumiem, ale 'ruszanie się' brzmi dla mnie abstrakcyjnie. Czy możesz powiedzieć, o czym mówisz, jakimś przykładem?


Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Melisa Spróbuję. Drażnienie dla mnie oznacza chęć odrzucenia - 'nie chcę już tego słyszeć'. Ruszanie się to coś innego - pojawia się emocja, może smutek, może nieoczekiwane wspomnienie, jakieś ocieplenie albo napięcie, które chce coś powiedzieć. Nie odpychasz, tylko nie wiesz co z tym zrobić. To jest ta różnica, przynajmniej u mnie.


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Otylka To ciekawe, bo to, co opisujesz jako 'ruszanie się', jest w zasadzie tym, co tradycje kontemplacyjne nazywają efektem katarktycznym - nie chodzi o satysfakcję, tylko o dotknięcie czegoś, co było zablokowane. Pytanie do grupy: czy ktoś celowo szuka takich zdań, które to wywołują, czy raczej trafia się na nie przypadkiem?


Odpowiedz
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 712

@Gnostyk U mnie zawsze przypadkiem. Nigdy nie siedziałam i nie myślałam 'chcę zdania, które mnie poruszy'. Raczej mówiłam coś małego, spokojnego, i nagle znikąd - coś. Nie wiem, czy można to zaplanować, szczerze mówiąc wątpię.


Odpowiedz
Wpisy: 810
Rozpoczynający temat
(@anahata)
Połączone: 1 miesiąc temu

Planować nie, ale można stworzyć warunki. Spokój, brak pośpiechu, mówienie zdania powoli. Nie oczekiwanie efektu - właśnie odwrotnie, jakby zostawianie przestrzeni na to, że nic się nie stanie. Paradoksalnie, kiedy przestajemy szukać reakcji, zdarza się, że coś przychodzi samo. Ale wciąż wracam do głównego pytania tego wątku - bo tu dużo rozmawiamy o procesie, a chciałabym spytać: czy ktoś ma przykład zdania na akceptację, które rzeczywiście przetrwało u niego dłużej i nie weszło w ten cykl drażnienia?


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: