Myślę, że to nie jest albo-albo. Afirmacje to nie zamiennik terapii, ale też nie wymagają terapeuty. Można ich używać równolegle, można samodzielnie. Pytanie, co kto ma dostępne i czego potrzebuje. Wątek zaczął się od 'nie' i granic - i to jest akurat obszar, gdzie samodzielna praca ma sens, o ile człowiek nie jest w poważnym kryzysie.
A skąd wiadomo, czy jest się w poważnym kryzysie, czy po prostu w trudnym miejscu? Bo ja nie wiem, czy moja sytuacja to jedno czy drugie.
Mam pytanie do tego, co Fraida mówiła o wersji z 'uczę się'. Czy można zaczynać od takich afirmacji wszystkich? Tzn. nie 'jestem spokojna', tylko 'uczę się spokoju'? Bo to brzmi bardziej uczciwie dla mnie.
No ale to jest właśnie moje pytanie - jak odróżnić uczciwe 'uczę się' od 'uczę się, żeby nie musieć się sprawdzić'? Bo z zewnątrz to brzmi identycznie. Możesz powiedzieć sobie 'jeszcze nie jestem gotowa' i to może być albo mądrość, albo ucieczka. Nie ma żadnego kryterium, które pozwala to rozróżnić?
A co z sytuacją, kiedy powiesz 'nie' i to nie wychodzi? Tzn. powiesz, a ta druga osoba i tak nie przyjmuje i nalega dalej? Afirmacja daje odwagę do powiedzenia, ale nie zmienia reakcji innych. I wtedy można poczuć, że wszystko na nic.
To jest w sumie sprzeczne z tym, jak większość ludzi myśli o afirmacjach. Że wzmacniają, że przyciągają, że zmieniają sytuację. A tutaj wychodzi, że afirmacja przy granicach to praca czysto wewnętrzna i nie obiecuje żadnych zmian na zewnątrz.
Mam jeszcze jedno pytanie, może głupie: czy można zacząć afirmacje od 'nie' dosłownie - tzn. codziennie po prostu mówić 'nie' do lustra, bez zdania wokół tego? Czy to ma sens, czy trzeba tego kontekstu?
Zastanawiam się, czy to zablokowanie, o którym mówi Kamilka51, w ogóle daje się zmienić samą pracą ze słowem. Mam wrażenie, że u mnie to nie jest kwestia słowa tylko tego, co się dzieje chwilę przed - jakaś panika, zanim w ogóle zdążę cokolwiek powiedzieć.
Czy ktoś próbował afirmacji w formie pytania zamiast twierdzenia? Np. zamiast 'mam prawo odmawiać' - 'dlaczego łatwo mi odmawiać?' Gdzieś czytałam, że mózg inaczej przetwarza pytania, bo szuka odpowiedzi. Nie wiem, czy to ma sens przy pracy z 'nie'.
Mam takie wrażenie, że im dłużej czytam ten wątek, tym więcej warunków i zastrzeżeń. Afirmacja działa, ale nie zawsze, i zależy kiedy, i zależy jak, i zależy od relacji... Czy ktoś ma jakieś proste doświadczenie, że po prostu coś spróbowało i zadziałało? Bez całej teorii.
A mnie ciekawi coś innego. Czy te afirmacje przy granicy mają sens, jeśli sama jeszcze nie wiem, gdzie ta granica jest? Bo mam wrażenie, że czasem zgadzam się na rzeczy, a potem dopiero po czasie czuję, że nie chciałam. W trakcie nie wiem.
Właściwie może warto odwrócić pytanie - czy afirmacja może pomóc nie w samym mówieniu 'nie', ale w tym, żeby w ogóle zauważyć, że coś mi się nie podoba? Że to jest krok wcześniej?
Ja mam pytanie do całej tej rozmowy, bo się trochę gubimy. Czy my w ogóle rozmawiamy o afirmacjach jako praktyce regularnej, czy jako jednorazowym zaklęciu przed trudną sytuacją? Bo wydaje mi się, że część osób mówi o jednym, a część o drugim i stąd te różnice.
