Zaczęłam ostatnio robić afirmacje dotyczące granic i utknęłam na słowie 'nie'. Czytałam, że afirmacje powinny być sformułowane pozytywnie, więc zamiast 'nie daję się wykorzystywać' trzeba pisać 'dbam o swoje granice' albo 'szanuję siebie'. I niby rozumiem logikę, ale czy to nie jest przypadkiem taki ładny sposób na omijanie problemu? Bo powiedzenie komuś 'nie' w realu to zupełnie co innego niż codzienne powtarzanie sobie, że jestem osobą, która o siebie dba.
To jest właśnie to, o czym dużo myślę przy afirmacjach w ogóle. Jest różnica między mówieniem sobie 'jestem spokojna' kiedy faktycznie trzeźwo patrzysz na sytuację, a mówieniem tego samego kiedy siedzisz w środku konfliktu i po prostu nie chcesz go rozwiązać. Afirmacje mogą wspierać zmianę, ale mogą też być wygodną zasłoną. Sama to przerabiałam.
A jak to rozpoznać, że afirmacja mi faktycznie pomaga, a nie że po prostu uciekam w nią przed działaniem? Pytam serio, bo jak powtarzam 'dbam o swoje granice' przez tydzień i nadal nie jestem w stanie odmówić mamie, to czy to znaczy, że za krótko, czy że coś robię nie tak?
Moim zdaniem problem leży gdzie indziej. Afirmacje działają na podświadomość i mózg potrzebuje czasu, żeby nowe ścieżki neuronowe się utrwaliły. Minimum 21 dni to absolutne minimum, a tak naprawdę badania mówią o 66 dniach dla trwałej zmiany. Jeśli ktoś robi afirmacje przez tydzień i oczekuje przełomu, to nie rozumie jak to działa.
To w ogóle ma sens, żeby w afirmacjach używać słowa 'nie'? Wszędzie piszą żeby tego unikać, bo podświadomość nie przetwarza negacji. Słyszałem to w kilku miejscach.
Ale czy ktoś tu w ogóle mówi, że afirmacje mają zastąpić działanie? Chyba wszyscy wiedzą, że to nie jest tak.
Ja mam dokładnie taki problem z granicami w pracy. Powtarzam sobie od miesięcy, że jestem pewna siebie i asertywna, a jak przychodzi do rozmowy z szefową, to i tak zgadzam się na wszystko. Czuję się po tym fatalnie. Czy to znaczy, że afirmacje po prostu nie działają na mnie?
A czy jest jakaś afirmacja, która konkretnie pomaga z tym słowem 'nie'? Nie afirmacja o granicach w ogóle, tylko taka, która faktycznie ułatwia samo wypowiedzenie tego słowa, kiedy ktoś o coś prosi?
Konkretnie? Mniej więcej po trzech tygodniach zauważyłam, że zamiast od razu mówić 'tak', zatrzymuję się na chwilę. Nie od razu mówiłam 'nie' - ale ta pauza była nowa. Wcześniej jej nie było. Potem zajęło mi pewnie jeszcze kolejne dwa, trzy tygodnie, żeby ta pauza zamieniała się w cokolwiek sensownego.
Mi się wydaje, że ta pauza to właśnie efekt przeprogramowania. Mózg zaczyna rozpoznawać sytuację jako taką, w której ma się zatrzymać - i to jest dokładnie to, o co chodzi w afirmacjach. Podświadomość nie musi od razu generować nowej odpowiedzi, wystarczy, że zatrzyma starą.
Ale to ma w ogóle jakieś znaczenie, jak to nazwiemy, skoro działa? Jeśli pauza się pojawia, to czy ważne jest, czy to przeprogramowanie, neuroplastyczność, czy cokolwiek innego?
To może wróćmy do pytania, które mnie tu przyciągnęło. Czy ktoś z was miał moment, w którym zdał sobie sprawę, że afirmacje stały się wymówką? Nie ogólnie - konkretnie, że siedziałaś i powtarzałaś, zamiast zrobić coś trudnego?
Ja tak miałam, ale nie z afirmacjami o granicach, tylko o pewności siebie. Powtarzałam sobie przez kilka tygodni różne rzeczy i miałam takie poczucie, że 'pracuję'. A potem zorientowałam się, że właściwie unikam jednej konkretnej rozmowy z przyjaciółką, którą powinnam była przeprowadzić dawno temu. Afirmacje dawały mi poczucie ruchu, przy zerowym ruchu.
Przeprowadziłam tę rozmowę. Była bardzo trudna. I afirmacje chyba faktycznie mi pomogły - bo kiedy weszłam w tę rozmowę, miałam więcej spokoju niż wcześniej. Ale nie wiem, czy to przez afirmacje, czy po prostu dlatego, że już dłużej nie dało się odkładać.
To ciekawe, bo u mnie jest odwrotnie - im dłużej powtarzam afirmacje, tym bardziej mam poczucie, że 'jeszcze nie czas' na tę trudną rozmowę. Jakby afirmacja ją odkładała, zamiast do niej przybliżać.
To jak powinna wyglądać taka bardziej konkretna afirmacja? Pytam bo słuchałam was i teraz się zastanawiam, czy to co ja powtarzam, w ogóle ma sens.
Ja to rozpoznawałam po tym, że sama myśl o danej rozmowie powodowała u mnie fizyczną reakcję - ściskało w żołądku, spłycał się oddech. Jeśli samo wyobrażenie sobie tej sytuacji jest bardzo nieprzyjemne, to może nie jest najlepszy punkt startowy.
Ale w ogóle - wracamy do pytania Kornelii z wcześniej. Cała ta rozmowa o tym, jak dobrać sytuację i jak sformułować afirmację - to już brzmi jak planowanie działania, nie jak praca z afirmacją. Może faktycznie afirmacja to jest ten etap, który przychodzi później, a najpierw trzeba po prostu zrobić?
To jest właśnie to, o co mi chodziło od początku. Czy afirmacja poprzedza działanie, czy jest jego zastępnikiem. I mam wrażenie, że ta rozmowa pokazuje, że to zależy od człowieka - u Gencjany pomogła wejść w trudną rozmowę, u Romci86 odkłada ją w czasie.
Ale może to nie jest kwestia człowieka, tylko kwestia tego, na jakim etapie jest się z daną sprawą? Jeśli problem jest świeży i burzliwy, afirmacja może działać jak przykrywka. Jeśli jest już trochę oswojony i wiadomo, co trzeba zrobić, tylko brakuje pewności - wtedy afirmacja może rzeczywiście dać ten impuls.
A czy są jakieś afirmacje, które działają na rozpoznawanie granic, zanim w ogóle dojdzie do sytuacji, w której trzeba je stawiać? Pytam, bo mój problem jest taki, że ja często w ogóle nie wiem w danej chwili, że ktoś przekroczył moją granicę. Dociera to do mnie godziny później.
Te dwie rzeczy mogą iść razem. Afirmacja może brzmieć: 'mam prawo zatrzymać się i sprawdzić, jak się czuję'. To jest i afirmacja, i jednocześnie instrukcja dla ciała. Skłania do tego konkretnego momentu zatrzymania, który opisuje Gencjana.
Ale właściwie o czym rozmawiamy - o afirmacjach czy o psychoterapii? Bo mi się wydaje, że zeszliśmy już dość daleko od samego 'nie'.
Zeszliśmy, ale nie przypadkowo. Tytuł jest o rozpoznawaniu granic i pracy ze słowem 'nie' - i właśnie o tym jest ta rozmowa, tylko na konkretnym przykładzie. Afirmacja to jeden poziom, ale pod nią jest cały ten mechanizm, który sprawia, że 'nie' w ogóle jest trudne.
Słuchajcie, ja mam może naiwne pytanie. Czy są jakieś afirmacje, które działają od razu, jak się je pierwszy raz powie? Bo wszystko, o czym mówicie, brzmi jak tygodnie albo miesiące pracy, a ja szukam czegoś, od czego można zacząć już teraz.
A co jeśli nie reagujesz inaczej i nie wiesz, czy w ogóle cokolwiek się zmienia? Bo to jest właśnie moja sytuacja i zaczynam myśleć, że może po prostu afirmacje nie są dla mnie.
Dobra, ale czy to nie jest po prostu inna nazwa na to samo co robią psycholodzy? Bo teraz brzmi to jak ćwiczenie z terapii poznawczo-behawioralnej, tylko z inną etykietą.
