Zastanawiam się nad czymś, o czym ostatnio nie mogę przestać myśleć. Zaczęłam powtarzać afirmacje przed snem - takie standardowe, o spokoju, bezpieczeństwie, własnej wartości - i po jakimś czasie zauważyłam, że moje sny zmieniły charakter. Wcześniej miałam dużo snów z pościgiem, ucieczką, takim klasycznym chaosem. Teraz śnię spokojniej, bardziej... uporządkowanie? Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, czy afirmacje naprawdę coś przestawiły. Czy ktoś miał podobnie? Czy w ogóle jest jakiś związek między tym, co powtarzamy sobie przed zaśnięciem, a tym, co potem śnimy?
To nie jest zbieg okoliczności, przynajmniej nie w moim przypadku. Pracowałam z afirmacjami przez kilka miesięcy i też zauważyłam zmianę w snach - nie od razu, ale stopniowo. Moje sny stały się mniej reaktywne, mniej nerwowe. Tłumaczę to sobie tak, że afirmacje powtarzane tuż przed snem trafiają w moment, kiedy umysł jest najbardziej otwarty - ta granica między czuwaniem a snem jest cienka i zdaje się, że to, czym go wtedy karmimy, zostaje. Ale nie powiem, że rozumiem mechanizm do końca.
To co piszecie ma sens, ale myślę że to bardziej kwestia bioenergi ciała niż samych słów. Afirmacje to tylko wibrracje dźwiękowe, które wpływają na pole energetyczne. Jak pole jest wyrównane przed snem, to i sny są spokojniejsze. Proste.
Dziękuję za ten temat, bo sama się nad tym zastanawiałam i nie wiedziałam, czy mam prawo to łączyć. Zaczęłam pisać afirmacje rano w dzienniczku i po jakimś czasie zaczęłam pamiętać więcej snów, i były jakieś... cieplejsze? Nie wiem jak inaczej powiedzieć. Ale nie robiłam tego przed snem, tylko rano. Czy to też może mieć wpływ, czy tylko wieczorna praktyka działa?
Głównie takie o bezpieczeństwie i o tym, że jestem wystarczająca. Brzmi banalnie, wiem, ale pisałam je własnoręcznie, nie kopiowałam z internetu. I chyba właśnie to coś zmieniło - że były moje, sformułowane moimi słowami. Nie wiem, czy to ma znaczenie.
Własne słowa mają znaczenie i to dość duże. W pracy z intencją - a afirmacja jest formą intencji - tekst przejęty z zewnątrz często działa słabiej, bo nie niesie twojego emocjonalnego podpisu. Możesz powtarzać cudze zdanie tysiąc razy i zostanie puste, jeśli nie czujesz w nim nic swojego. To jest jeden z częstszych błędów przy pierwszych próbach z afirmacjami.
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Czy chodzi o to, żeby afirmacje dosłownie zmienić treść snu, czy raczej o to, że zmieniają nastrój snu? Bo to chyba dwie różne rzeczy?
Dorzucę coś ze swojego doświadczenia. Pracuję od jakiegoś czasu z afirmacjami połączonymi z medytacją przed snem i mam wrażenie, że połączenie tych dwóch rzeczy daje inny efekt niż każde z osobna. Samo uspokojenie ciała przez medytację bez słów nie zmieniało moich snów tak wyraźnie. Afirmacje bez medytacji - podobnie. Razem coś kliknęło. Nie wiem, czy to sugestia własna, czy coś głębszego. Ale sny naprawdę się zmieniły - mam więcej takich, gdzie rozwiązuję problemy zamiast od nich uciekać.
A czy to działa też jeśli się zasypia przy afirmacjach puszczanych z telefonu, takich nagranych przez kogoś innego? Czy musi być własny głos albo własna myśl?
Trudno powiedzieć jednoznacznie. Pół godziny to jeszcze stosunkowo blisko, ale zależy co robisz w tym czasie - jeśli po wyłączeniu nagrania oglądasz coś głośnego albo czytasz coś emocjonującego, to ten efekt zostanie przykryty. Natomiast jeśli leżysz w ciemności i po prostu odpoczywasz, to myślę że coś zostaje.
Mam jeszcze jedno pytanie, bo od jakiegoś czasu mi to siedzi w głowie. Czy afirmacje, które dotyczą konkretnej rzeczy - na przykład relacji z kimś - mogą sprawić, że ta osoba pojawia się w snach? Bo u mnie to się zdarzyło i nie wiem, czy to zbieg okoliczności, czy nie.
No ale tu chodzi też o morficzne pole relacji. Jak jedno pole energetyczne się zmienia, drugie to czuje. Afirmacje o relacji zmieniają twoją aurę i ta zmiana dociera do drugiej osoby, nawet przez sen. To jest zjawisko dobrze znane w bioenergoterapii.
Mam pytanie do Modrzewki i do wszystkich - czy robiliście kiedyś tak, że celowo zmienialiście afirmacje i obserwowaliście, czy sny też się zmieniają? Coś w rodzaju świadomego eksperymentu na sobie?
A jak w ogóle powinien wyglądać taki dziennik snów, jeśli chce się sprawdzić czy afirmacje coś zmieniają? Czy wystarczy zapisywać treść, czy trzeba jeszcze coś notować?
Ja przez chwilę nagrywałam siebie zaraz po przebudzeniu na telefon, bo nie chciało mi się pisać. I to działało całkiem dobrze - powiedziałam na głos co pamiętam, potem przepisywałam wieczorem. Ale po jakimś czasie przestałam, bo nagrań było za dużo i nie słuchałam ich z powrotem.
A czy ktoś miał tak, że po rozpoczęciu afirmacji zaczął pamiętać więcej snów, nie tyle że były inne, ale że w ogóle zaczął je pamiętać? Bo u mnie było chyba właśnie tak.
Wchodzę w środek dyskusji, bo to zdanie o niemożności zamknięcia w badaniach trochę mnie zatrzymało. Jeśli zjawisko nie da się obserwować w żaden powtarzalny sposób, to jak właściwie rozróżniamy czy coś działa, czy tylko nam się wydaje że działa? To nie jest atak, naprawdę pytam, bo to ma znaczenie dla praktyki.
Wracam do tego co mówił Marcel05, bo wydaje mi się że to ważny wątek, który trochę uciekł. Czy ktoś jeszcze zaobserwował, że afirmacje poprawiły samą pamięć snów, a nie tylko ich treść? Bo to by sugerowało, że coś się zmienia już w procesie zasypiania, a nie tylko w tym, co się śni.
Ja mam podobne odczucie - odkąd zaczynam dzień od afirmacji rano, nie wieczorem, mam wrażenie że poranki są spokojniejsze i sny łatwiej przychodzą mi do głowy. Ale nie wiem, czy to nie jest po prostu dlatego, że rano jestem bardziej skupiona, a nie przez same afirmacje.
A czy jest jakaś zasada, o której godzinie najlepiej robić afirmacje, żeby wpłynęły na sny? Bo widziałam różne podejścia i nie wiem, na czym polegają różnice.
Dziękuję za to wyjaśnienie, Runiarka, naprawdę mi to rozjaśnia. Ale mam jeszcze jedno pytanie - jeśli afirmacje wieczorne trafiają w ten stan mniejszego oporu i szybciej pojawiają się w snach, to czy to znaczy, że powinnam zrezygnować z porannych? Czy można robić i te, i te?
Wracając do tej kwestii pamięci snów, bo to jest coś, o co mi głównie chodziło - zastanawiam się, czy ktoś zauważył, że zaczął śnić więcej, czy raczej że zaczął więcej pamiętać z tego co śnił wcześniej? Bo to by była duża różnica, prawda?
To jest bardzo dobre pytanie i myślę, że większość ludzi tego nie rozróżnia. Mam wrażenie, że kiedy zaczynam coś praktykować regularnie - niekoniecznie afirmacje, dowolna regularna praktyka - to po prostu jestem rano bardziej uważna. I wtedy więcej pamiętam ze snów, bo robię choć chwilę przestrzeni zanim wstanę. Pytanie czy to efekt afirmacji, czy efekt samej regularności.
Ja przez jakiś czas robiłem poranny dziennik snów bez żadnych afirmacji i pamięć snów też się poprawiła. Więc chyba sama uwaga na sny coś zmienia. Potem dodałem afirmacje i trudno mi powiedzieć, czy coś się zmieniło dodatkowo, bo baseline był już wyższy.
A skoro już mowa o dzienniku snów - czy powinno się go pisać od razu po przebudzeniu, jeszcze przed wstaniem z łóżka? Bo słyszałam, że jeśli wstaniesz i np. pójdziesz do łazienki, sen ucieka.
Śnienie kierunkowe to akurat coś, przy czym afirmacje bardzo pomagają, bo one na poziomie energetycznym ustawiają intencję przed snem. Sam tak robiłem i sny były wyraźnie inne.
Mnie też ciekawi ten wątek śnienia kierunkowego, bo zetknęłam się z nim przy czakrach - podobno praca z czakrą trzeciego oka może zwiększać żywość snów. Ale nie wiem, na ile to jest zbieżne z tym, co osiągają afirmacje. Czy to w ogóle porównywalne praktyki?
