A jak w ogóle poznać że afirmacja jest 'moja'? Czytałam że powinny być w pierwszej osobie i w czasie teraźniejszym, ale to nie zawsze brzmi dla mnie naturalnie.
Mam pytanie do tego co Tarocistka napisała - bo mówi że czas teraźniejszy to dobra zasada ale potem od niej odchodzi. To jak w końcu? Trzymamy się tej zasady czy nie?
A czy to nie jest trochę jak oszukiwanie siebie? Jeśli mówię 'wybieram spokój' w chwili gdy jestem zdenerwowana, to czy mózg naprawdę w to wchodzi czy tylko udaję?
To jest dobre porównanie. Nigdy tak nie myslałem o tym. Czyli chodzi bardziej o intencję niż o opis rzeczywistości?
Okej ale wracając do mojego pytania sprzed chwili - jeśli mam problem który się sypie każdego dnia inaczej, to jak afirmacja ma za tym nadążyć? Bo jak mam jedną, stałą, a problem się zmienia, to nie wiem czy ta afirmacja jest jeszcze aktualna.
Okej, ale to co mówisz Kamilka65 - że afirmacja ma być stabilna kiedy problem jest niestabilny - brzmi fajnie, ale jak konkretnie to wygląda? Bo jak mam afirmację na spokój, a mi się sypie praca, to co ta afirmacja mi daje w momencie kiedy szef dzwoni z pretensjami?
To jest dobry punkt. Ja tez długo myslalem że afirmacja to coś na kryzys. A ona bardziej buduje podłoże. Jak fundamenty - nie widać ich, ale bez nich dom sie nie trzyma.
To jest coś o czym nie myślałam. Że moment rezygnacji mówi mi coś o mnie, a nie tylko o afirmacji. Trochę jak z dietą - jak rzucasz w chwili kryzysu to nie dlatego że dieta była zła.
Ale jak trzymać się afirmacji kiedy co chwilę jest nowy problem i nie wiesz nawet czy ta sama afirmacja jest jeszcze aktualna? Bo czytam tę rozmowę i rozumiem argument o stabilności, ale mam wrażenie że moje problemy są zbyt różnorodne na jedną afirmację.
A ile to jest ta kilka tygodni konkretnie? Bo wszędzie czytam co innego - ktoś mówi 21 dni, ktoś 40, ktoś że minimum 66. Które to jest prawdziwe?
Serio? Nie wiedziałem że to ma takie źródło. To znaczy że ta liczba jest właściwie wyssana z palca jeśli chodzi o afirmacje?
Dodam że w pracy ze snami widzę podobny mechanizm - regularność przez 30 dni robi więcej niż intensywna praca przez tydzień i przerwa. Umysł potrzebuje rytmu, nie jednorazowych zrywów. Ja zawsze polecam minimum 30 dni bez żadnej przerwy żeby w ogóle oceniać czy coś działa.
No ale to jak w ogóle mam wiedzieć że afirmacja zaczęła działać? Skąd wiem że to nie jest przypadek albo że sam by się problem rozwiązał bez afirmacji?
A czy ta zmiana reakcji to jest efekt afirmacji czy po prostu człowiek po jakimś czasie inaczej patrzy na rzeczy bo czas mija? Bo to też może być wyjaśnienie bez żadnej afirmacji.
Dobra, ale wróćmy do tej kwestii liczby powtórzeń bo jeszcze nie jest jasne. Tarocistka powiedziała wcześniej że kilka afirmacji naraz to zły pomysł. Ale co z powtórzeniami jednej - słyszałam że minimalna liczba to 108 dziennie i to się wiąże z liczbą koralików na malach. Czy to ma sens czy to znowu jedna z tych liczb bez podstaw?
Zgadzam się z tym co mówi Tarocistka o skupieniu. W pracy ze snami i wizualizacją widzę że jakość obecności przy powtórzeniu jest ważniejsza niż ilość. Można mieć 108 pustych powtórzeń albo 10 z naprawdę uruchomionym obrazem i emocją. To drugie wejdzie głębiej.
Mnie to bardzo pomogło jak ktoś mi powiedział żeby afirmację mówić jakby ćwiczyłam rolę w sztuce. Nie kłamię sobie, tylko próbuję jak to brzmi. Z czasem przestaje brzmieć jak rola.
Ale miesiąc to dużo. Czy naprawdę nie ma żadnego szybszego sposobu? Gdzieś czytałam że jak robisz afirmacje tuż po przebudzeniu i przed snem to mózg jest bardziej podatny i efekt przychodzi szybciej.
To mi przypomina że kilka razy zasnęłam w połowie afirmacji i nie wiem czy to liczyć jako sesję czy nie. Czy przerwana afirmacja szkodzi, czy po prostu nie działa?
No dobra, ale to co mówi Kamilka65 o intencji bez przekonania - jak to w ogóle działa w praktyce przy takiej niepewności jak w tytule wątku? Bo jeśli co dzień jest inny problem, to co dzień mam inną intencję. Jak wtedy utrzymać jedną afirmację przez miesiąc?
Zgadzam się co do zasady, ale mam jedno zastrzeżenie. Zbyt ogólna afirmacja może być zbyt abstrakcyjna żeby cokolwiek uruchomić. Mózg lubi konkret, nawet jeśli sytuacja jest zmienna. Może warto środek - nie o konkretnym problemie, ale z konkretnym odczuciem w ciele? Na przykład 'czuję stabilność nawet kiedy coś się zmienia' jest ogólna, ale daje jakiś punkt zaczepienia.
A czym właściwie różni się afirmacja ogólna od mantry? Bo jak słyszę 'czuję stabilność kiedy coś się zmienia' to mi to brzmi bardziej jak mantra niż afirmacja. Czy jest jakaś różnica czy to tylko kwestia nazewnictwa?
Wracając do tego co mówił Guslarz o zmienności problemów - ja mam podobny kłopot. Próbowałam pracować z jedną afirmacją przez trzy tygodnie i po pierwszym tygodniu poczułam że jest nieaktualna bo sytuacja się zmieniła. Czy zmiana afirmacji w środku procesu coś psuje, czy można ją spokojnie zaktualizować?
Ale jak rozróżnić kiedy afirmacja naprawdę nie pasuje i trzeba ją zmienić, a kiedy po prostu mam opór przed zmianą i wymawiam się że nie pasuje? Bo to brzmi jakby każde porzucenie afirmacji można było uzasadnić.
Mam pytanie do Tarocistki bo ona mówiła wcześniej o skupieniu. Czy liczy się skupienie przy każdym pojedynczym powtórzeniu, czy wystarczy że przynajmniej część serii jest uważna? Bo przy trzydziestu czy pięćdziesięciu powtórzeniach z automatu zaczynają mi wychodzić myśli o zupełnie czymś innym.
To znaczy że nie ma sensu robić dużych serii? Bo wszędzie piszą że im więcej tym lepiej, a teraz wychodzi że niekoniecznie. Trochę mnie to dezorientuje bo te informacje są sprzeczne.
A czy ktoś próbował pisać afirmacje zamiast mówić? Gdzieś słyszałam że pisanie uruchamia inny tryb przetwarzania i jest skuteczniejsze przy niepewności, ale nie wiem czy to prawda czy kolejna teoria bez pokrycia.
