Odkąd skupiłem się na karierze zawodowej, zacząłem eksperymentować z afirmacjami i mam wrażenie, że coś w tym jest - ale tylko wtedy, gdy formuła jest bardzo konkretna. Nie "mam dobrą pracę", tylko coś w rodzaju "rozwiązuję skomplikowane problemy i ludzie to zauważają". Różnica w reakcji emysłu jest wyraźna. Ktoś jeszcze testował takie podejście albo macie inne formuły, które sprawdziły się zawodowo?
Podobnie u mnie - ogólne formuły mi w ogóle nie działały. Przełom był, gdy zaczęłam mówić w pierwszej osobie liczby pojedynczej i w czasie teraźniejszym, nie przyszłym. "Będę awansować" to nic. "Moje decyzje są trafne i mój szef to widzi" - tu już coś drgnęło. Nie wiem, czy to kwestia samej psychologii, czy czegoś głębszego, ale efekt był inny.
A skąd wiadomo, że to afirmacja zadziałała, a nie po prostu zbieg okoliczności albo to, że człowiek zaczął inaczej się zachowywać, bo uwierzył w coś? Pytam szczerze, bo sama nie wiem, co o tym myślę.
Czytam i od razu mam pytanie - jak w takim razie sformułować afirmację, jeśli chcę zmiany, ale sama nie wiem jakiej dokładnie? Chciałabym po prostu "lepiej" w pracy, ale co to znaczy, sama nie potrafię do końca określić.
A czy afirmacje zawodowe powinny być mówione na głos, czy wystarczy myśleć? Słyszałem różne opinie i nie wiem, co ma sens.
Pisanie ręczne ma tę zaletę, że spowalnia. Jak piszesz wolno, to mózg nie może "przełączyć się na autopilota" i naprawdę przetwarzasz to, co piszesz. Przy głośnym mówieniu łatwo zacząć recytować bez zastanowienia, zwłaszcza po kilku tygodniach. Znam to z własnej praktyki medytacyjnej.
Chcę wrócić do tego, co pisał Franek na początku - konkretność formuły. To jest klucz i rzadko ktoś o tym mówi wprost. Większość afirmacji, które krążą po internecie, jest tak ogólna, że mózg je po prostu ignoruje. "Jestem pewna siebie" to za mało. "Zabierając głos na spotkaniu, mówię spokojnie i rzeczowo" - to już jest coś. Mózg lubi konkrety, nie abstrakcje.
A co jeśli afirmacja jest konkretna, ale brzmi nieprawdziwie? Jak mam mówić "mówię spokojnie na spotkaniach", skoro wiem, że mi drżą ręce i tracę wątek? To nie jest prawda i czuję się głupio to powtarzając.
Ciekawe, że nikt jeszcze nie wspomniał o afirmacjach łączonych z wizualizacją. Sama próbowałam samych słów i nic, dopiero jak zaczęłam jednocześnie wyobrażać sobie siebie w tej konkretnej sytuacji zawodowej, coś zaczęło się zmieniać. Może dlatego, że angażuje się więcej zmysłów?
Przeczytałam całą rozmowę i mam jedno pytanie do Helenki - mówiłaś o afirmacjach opisujących kierunek zamiast stanu. Czy coś takiego ma sens też przy kwestiach takich jak relacje z szefem? Bo u mnie to jest główny problem w pracy i nie wiem, jak to sformułować, żeby brzmiało rozsądnie.
A mnie zastanawia jedno - czy afirmacje dotyczące relacji z innymi ludźmi w pracy w ogóle mają sens? Bo jak słucham tej rozmowy, to mam wrażenie, że chodzi bardziej o zmianę własnych nawyków niż o jakieś realne oddziaływanie na sytuację.
No dobra, ale to trochę nie różni się od zwykłego postanowienia noworocznego, nie? Też mówisz sobie, że coś zrobisz, też zapominasz po tygodniu. Gdzie tu jest coś więcej?
A co, jeśli problem jest głębszy - że po prostu nie wierzę, że jestem w stanie awansować w tej konkretnej firmie? Nie dlatego, że jestem słaba, tylko dlatego, że znam te realia. Czy afirmacja ma sens, kiedy przeszkoda jest bardziej zewnętrzna niż wewnętrzna?
Właśnie zastanawiam się - czy jest jakaś różnica między afirmacją a modlitwą albo intencją? Pytam, bo tutaj mówimy o słowach, które mają zmienić rzeczywistość, a to brzmi podobnie do różnych innych praktyk.
Czy ktoś próbował afirmacji zawodowych razem z jakimś przedmiotem - kamieniem, talizmanem, czymś w tym rodzaju? Zastanawiam się, czy trzymanie czegoś w dłoni przy powtarzaniu nie pomaga bardziej się skupić.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i nie wtrącałam się, ale chcę zapytać - mówicie o afirmacjach na awans, na komunikację, na spokój. A czy ktoś ma gotowe formuły na sytuację, kiedy boisz się w ogóle zacząć coś nowego? Nie awans, tylko pierwsze kroki w innej branży.
To, co opisujecie z tym wewnętrznym głosem, to chyba jest sedno problemu z afirmacjami w ogóle. Bo jeśli jedna część mnie się zgadza, a druga protestuje, to ile te powtórzenia w ogóle robią? Czy nie wystarczyłoby zwykłe przekonanie siebie raz, porządnie, przez rozmowę z psychologiem albo coś?
A czy afirmacje zawodowe mają sens bez jakiejś szerszej intencji albo chociaż podstawowej praktyki energetycznej? Pytam, bo słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że mówicie o czymś bardzo... mentalnym, niemal psychologicznym. Gdzie tu jest ta warstwa, powiedzmy, ezoteryczna?
A czakra gardła - to chodzi o komunikację w sensie mówienia, wyrażania siebie? Czy to coś szerszego? Bo zaczynam kojarzyć, że tu sporo zależy od tego, jak ktoś definiuje te pojęcia.
Wracając do tego, co Helenka pisała o zewnętrznych przeszkodach - mam sytuację, że firma jest dobra, możliwości są, ale coś mi nie pozwala zrobić kroku. Nie wiem czy to strach, czy inercja, czy co. I nie wiem, jaką afirmację w ogóle do tego dobrać, bo nie wiem, co jest problemem.
A co z afirmacjami pisanymi zamiast mówionych? Czytałam gdzieś, że pisanie ręczne angażuje mózg inaczej niż mówienie i że to może wzmacniać efekt. Ktoś to sprawdzał?
Mam pytanie może trochę z boku - czy są jakieś afirmacje konkretnie na rozmowy rekrutacyjne? Szykuję się do zmiany pracy i szukam czegoś, co pomogłoby mi przestać blokować się stresem przed samą rozmową.
A to nie jest tak, że tuż przed stresową sytuacją afirmacja i tak nie działa, bo kortyzol robi swoje? Czytałam gdzieś, że w stanie ostrego stresu mózg nie przyjmuje nowych przekonań. Czy ktoś to sprawdzał na sobie?
A ile czasu mniej więcej zajmuje ta 'budowa'? Bo słyszę tu różne rzeczy - ktoś mówił o tygodniach, ktoś o miesiącach. Czy jest jakaś reguła, czy to całkowicie indywidualne?
Trzy do czterech tygodni to brzmi jak dużo przy założeniu, że ktoś robi to sumiennie codziennie. Ile razy dziennie? Bo jeśli to ma być tylko rano, to jedna sesja to chyba za mało na porządne przeprogramowanie czegokolwiek.
Nie wiedziałam o tych stanach alfa i theta. To znaczy, że afirmacje mówione przy zasypianiu działają lepiej niż te rano? Czy oba momenty są równorzędne?
A co z afirmacjami mówionymi w ciągu dnia, np. w pracy, po cichu? Mam wrażenie, że to zupełnie inny kontekst i chyba trudniej coś takiego utrzymać regularnie.
