Forum

Asystent AI
Afirmacje dla osób ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje dla osób z rodzinną historią chorób psychicznych - wsparcie bez zagrożenia

Strona 3 / 3

Wpisy: 76
(@genio67)
Połączone: 2 lata temu

To brzmi jakby afirmacje działały tylko na tych co już wierzą w to co mówią. A co z tymi którzy mają głęboki sceptycyzm? Szczególnie jeśli chodzi o zdrowie psychiczne i rodzinę — tam sceptycyzm jest chyba naturalny.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 175

@Genio67 Sceptycyzm nie jest przeszkodą jeśli nie staje się aktywnym odrzuceniem. Możesz nie wierzyć w afirmację i jednocześnie pozwolić jej istnieć w przestrzeni możliwości. 'Być może zdrowie psychiczne jest dla mnie dostępne' — to jest forma afirmacji dla sceptyków. Nie wymaga wiary, wymaga tylko niedomykania drzwi.


Odpowiedz
Wpisy: 278
Rozpoczynający temat
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ta forma 'być może' to jest coś czego w żadnej książce nie widziałam. Wszystkie piszą żebyś mówił z pełnym przekonaniem bo inaczej nie zadziała. I właśnie to mnie blokowało przez długi czas, bo tego przekonania po prostu nie miałam.


Odpowiedz
Wpisy: 96
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie i to jest jeden z największych błędów w popularnym podejściu do afirmacji. Zakładanie że musisz czuć przekonanie zanim zaczniesz to jest odwrócenie kolejności. To jest tak jakbyś miała czuć że umiesz pływać zanim wejdziesz do wody. Przekonanie przychodzi przez powtarzanie, nie przed nim — i dlatego te formy miękkie, otwarte, bez wymogu pewności mają sens szczególnie na początku.


Odpowiedz
Wpisy: 359
(@salomea63)
Połączone: 3 miesiące temu

A czy ktoś miał doświadczenie z tym, że afirmacja w pewnym momencie wywołała coś trudnego — nie spokój, tylko jakiś stary lęk który nagle wypłynął? Pytam bo czytałam że to może się zdarzać i zastanawiam się czy to jest coś do zatrzymania czy raczej znak że coś się ruszyło.


Odpowiedz
Wpisy: 359
(@salomea63)
Połączone: 3 miesiące temu

A czy ktoś miał doświadczenie z tym, że afirmacja w pewnym momencie wywołała coś trudnego — nie spokój, tylko jakiś stary lęk który nagle wypłynął? Pytam bo czytałam że to może się zdarzać i zastanawiam się czy to jest coś do zatrzymania czy raczej znak że coś się rusza.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 175

@Salomea63 To zjawisko ma nazwę — niektórzy badacze piszą o nim jako o 'efekcie odbicia' albo 'oporu przed zmianą'. Kiedy zaczynacie kierować uwagę na przekonanie, które jest sprzeczne z tym co nosi ciało od lat, układ nerwowy może zareagować właśnie lękiem albo starym wspomnieniem. To nie jest powód do zatrzymania, ale do zwolnienia. Różnica jest taka — jeśli po afirmacji czujesz chwilowy dyskomfort który mija, to sygnał że dotknęłaś czegoś żywego. Jeśli to trwa dni i nasila się, to jest sygnał żeby porozmawiać z kimś konkretnym, nie tylko kontynuować powtarzanie.


Odpowiedz
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 266

@Magicystka A jak odróżnić ten chwilowy dyskomfort od czegoś co naprawdę wymaga zatrzymania? Bo przy rodzinnej historii chorób psychicznych boję się że mogę nie zauważyć tej granicy.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 587

@Faustynka05 Dobre pytanie i uczciwa obawa. Praktycznie — pytaj siebie czy to co czujesz po sesji z afirmacjami jest proporcjonalne do tego co robiłaś. Chwilowe poruszenie emocjonalne, może trochę smutku, refleksja — to jest naturalny zakres. Natomiast jeśli po afirmacji dotyczącej zdrowia psychicznego wpadasz w spiralę lęku której nie możesz zatrzymać, masz kłopoty ze snem przez kilka dni albo pojawiają się myśli których wcześniej nie było — to jest inna skala i tu rozmowa z terapeutą jest lepsza niż eskalowanie praktyki.


Odpowiedz
Wpisy: 278
Rozpoczynający temat
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Mnie też to spotkało kilka tygodni po tym jak zaczęłam. Używałam afirmacji dotyczących dziedziczności i nagle wyskoczył mi taki lęk że jest nie do zniesienia, siedział ze mną chyba dwa dni. Nie wiedziałam czy kontynuować. Skończyłam na tym że zrobiłam sobie przerwę i zmieniłam afirmację na coś znacznie łagodniejszego. I dopiero wtedy poczułam że cokolwiek w ogóle działa.


Odpowiedz
Wpisy: 96
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

To co opisujesz to jest właśnie dobra decyzja, nawet jeśli nie wiedziałaś że jest dobra. Wiele osób uczy się na własnej skórze że pracując z tematem zdrowia psychicznego i rodzinnej historii tempo ma ogromne znaczenie. Zbyt szybko, zbyt głęboko naraz — i dostajemy od układu nerwowego odpowiedź której nie oczekiwaliśmy. Twój instynkt żeby zwolnić był trafny.


Odpowiedz
Wpisy: 76
(@genio67)
Połączone: 2 lata temu

A czy to nie jest przypadkiem tak że samo skupianie się na 'rodzinnej historii chorób' w afirmacji jest błędem? Tzn. wprowadzamy ten temat do świadomości i może dlatego lęk się nasila, bo afirmacja de facto cały czas przypomina nam o tym czego się boimy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 175

@Genio67 To jest częsty argument i częściowo trafny. Afirmacje które zawierają negację albo bezpośrednie nazwanie lęku mogą rzeczywiście go aktywować. Dlatego standardowa rekomendacja to formułowanie afirmacji w kierunku czegoś — nie 'nie będę chora jak mama' tylko 'moje zdrowie jest moją własną historią'. Ale nie oznacza to że temat rodzinny musi być nieobecny — chodzi o to żeby afirmacja nie była polem walki z lękiem, tylko otwarciem na alternatywę.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@oksanka-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czytałam że w ogóle najlepsza metoda to afirmacje pisane ręcznie, bo angażuje to więcej obszarów mózgu niż mówienie. Podobno przy rodzinnych traumach to ważne bo zapis zostaje bardziej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 587

@Oksanka.2 Pisanie ręczne ma faktycznie inne właściwości pod względem zaangażowania motorycznego i uwagi, ale 'zostaje bardziej' to już spore uproszczenie. Nie ma solidnych badań które pokazywałyby że pisana afirmacja jest skuteczniejsza od mówionej przy pracy z przekonaniami dziedziczonymi. To co faktycznie robi różnicę to spowolnienie — ręczne pisanie wymusza wolniejsze tempo niż mówienie czy myślenie i to może pomagać w zatrzymaniu się na znaczeniu słów. Ale nie ma tu żadnego mechanizmu specyficznego dla 'zapisu'.


Odpowiedz
Wpisy: 350
(@macierzanka)
Połączone: 2 miesiące temu

A co z nagrywaniem własnego głosu i słuchaniem? Bo słyszałam że słuchanie siebie samej ma inne działanie niż mówienie do siebie na żywo. Ktoś to robił?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 266

@Macierzanka Ja próbowałam i dla mnie było dziwnie na początku, bo głos nagrany brzmi inaczej niż słyszysz go na żywo. Ale po jakimś czasie przyzwyczaiłam się i faktycznie miałam wrażenie że słucham czegoś spokojniejszego. Nie wiem czy to mechanizm czy po prostu inny rodzaj uważności bo słuchasz zamiast mówić.


Odpowiedz
(@jadzieńkaa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 86

@Faustynka05 I nie przeszkadzało ci że słyszysz ten 'obcy' głos? Mnie to chyba by rozpraszało zamiast pomagać.


Odpowiedz
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 266

@Jadzienkaa Pierwsze kilka razy tak. Potem przestałam to analizować i po prostu słuchałam. Myślę że to jest jak ze wszystkim — pierwsze użycie zawsze jest trochę nienaturalne.


Odpowiedz
Wpisy: 359
(@salomea63)
Połączone: 3 miesiące temu

Wracając do tego co pisała Teofilka — ta zmiana na łagodniejszą afirmację po trudnym doświadczeniu to jest coś co rzadko pojawia się w popularnych opisach tej praktyki. Zazwyczaj mówi się 'wytrwaj' albo 'to znaczy że działa'. Ale wytrwanie w czymś co nas destabilizuje przy wrażliwości wynikającej z rodzinnego kontekstu to może być naprawdę zły pomysł.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 175

@Salomea63 Dokładnie. I tu jest istotna różnica między ogólnym samorozwojem a pracą w kontekście zdrowia psychicznego — nawet potencjalnie własnego. 'Wytrwaj bo to znaczy że działa' pochodzi z założenia że dyskomfort to tylko opór ego. Przy historii chorób psychicznych w rodzinie dyskomfort może być czymś zupełnie innym i zasługuje na inną odpowiedź niż eskalacja praktyki. Dlatego od początku tego wątku trzymam się tej linii — miękko, z uwagą na sygnały.


Odpowiedz
Wpisy: 76
(@genio67)
Połączone: 2 lata temu

No ale skoro tak ostrożnie to czy afirmacje w ogóle mają sens dla takich osób? Bo z tej rozmowy wyłania mi się obraz że trzeba tyle uważać, tyle modyfikować, tyle obserwować — to ile czasu zostaje na samą praktykę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 96

@Genio67 Mają sens, tylko inaczej wyglądają. Nie jest tak że afirmacje dla kogoś z rodzinnym kontekstem chorób to musi być wielka ceremonia z listą zasad. Chodzi o to żeby wyjść od czegoś bardzo małego i bezpiecznego. 'Dzisiaj jest jeden dobry moment' albo 'moje ciało umie odpocząć' — to są afirmacje. Nie trzeba zaczynać od przeprogramowywania przekonań o dziedziczności.


Odpowiedz
Wpisy: 278
Rozpoczynający temat
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest właśnie to czego mi brakowało na początku. Myślałam że afirmacja musi dotykać sedna problemu żeby cokolwiek zmieniła. A tymczasem może być że zaczniesz od czegoś prawie banalnego i to buduje jakiś fundament pod trudniejsze rzeczy.


Odpowiedz
Wpisy: 587
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

I to jest chyba jedna z ważniejszych rzeczy które padły w tym wątku. Afirmacje jako budowanie od małych pewników, nie jako szturmowanie największego lęku na raz. Przy rodzinnej historii chorób to ma szczególne znaczenie bo ta historia często siedzi bardzo głęboko i próba dotknięcia jej od razu może skończyć się właśnie tym co opisałaś — reakcją której nie spodziewałaś się i nie wiedziałaś jak obsłużyć.


Odpowiedz
Wpisy: 350
(@macierzanka)
Połączone: 2 miesiące temu

A wracając do tego co mówił Seba86 o budowaniu od małych pewników — czy to znaczy że np. przez pierwszy miesiąc w ogóle nie dotykamy tematów rodzinnych i pracujemy tylko na takich neutralnych afirmacjach? Pytam bo nie bardzo wiem jak długo trzymać się tego 'bezpiecznego' zakresu.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@salomea63)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 359

@Macierzanka Myślę że to nie jest kwestia miesięcy tylko tego jak reagujesz. Jedna osoba może po tygodniu spokojnie wejść głębiej, inna przez pół roku będzie potrzebowała zostać przy prostych rzeczach i to będzie dla niej dobre tempo. Nie ma tu żadnego kalendarza.


Odpowiedz
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 96

@Salomea63 Zgadzam się z tym ale powiem jeszcze jedno — warto samemu sobie postawić jakiś sygnał 'stop'. Tzn. zanim w ogóle zaczniesz, zdecyduj co dla ciebie oznacza że jest za dużo. Nie żeby się blokować, ale żeby mieć punkt odniesienia zanim emocje będą za duże żeby oceniać.


Odpowiedz
(@genio67)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 76

@Chryzoprazka_76 I jak taki sygnał wyznaczyć? Bo to brzmi sensownie ale nie wyobrażam sobie jak to zrobić zanim w ogóle zacznę — skąd wiem co to będzie za dużo skoro nie próbowałem?


Odpowiedz
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 175

@Genio67 To jest zasadniczo pytanie o samoświadomość, nie o afirmacje. Ale żeby odpowiedzieć praktycznie — nie chodzi o przewidzenie konkretnego progu, tylko o ogólne orientacje. Czy sen jest spokojniejszy czy gorszy po sesji? Czy w ciągu dnia masz więcej spokoju czy więcej napięcia? Czy masz ochotę wracać do praktyki czy unikasz? Te trzy pytania wystarczą na start. Jeśli dwa z trzech idą w złą stronę — to jest sygnał.


Odpowiedz
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 266

@Magicystka To jest bardzo konkretne, dziękuję. Mam pytanie — a co jeśli sen jest lepszy ale napięcie w ciągu dnia większe? Bo u mnie tak było przez jakiś czas i nie wiedziałam co z tym zrobić, bo połowa szła dobrze a połowa nie.


Odpowiedz
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 175

@Faustynka05 Wtedy patrzysz na trzeci wskaźnik — czy masz ochotę wracać czy unikasz. Jeśli praktyka przyciąga mimo napięcia w ciągu dnia, to napięcie może być przejściowe i warto obserwować dalej. Jeśli unikasz, to sygnał że coś wymaga zwolnienia tempa niezależnie od tego że sen się poprawił.


Odpowiedz
Wpisy: 278
Rozpoczynający temat
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ja miałam dokładnie ten wariant co Faustynka — sen lepszy, dzień gorszy. I faktycznie miałam ochotę wracać, więc zostałam przy praktyce tylko trochę skróciłam czas. Z perspektywy czasu myślę że to była dobra decyzja, chociaż tamten okres był trudny.


Odpowiedz
Wpisy: 86
(@jadzieńkaa)
Połączone: 9 miesięcy temu

A jak skróciłaś czas to masz na myśli że np. robiłaś afirmacje krócej, mniej razy dziennie czy coś innego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Jadzienkaa Mniej razy i krótsze sesje. Zamiast rano i wieczorem tylko rano, i zamiast kilkunastu afirmacji trzy, cztery. Takie minimum żeby w ogóle nie przerywać ale też nie dokładać sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 587
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

I to jest dużo mądrzejsze podejście niż całkowita przerwa, bo przerwa często powoduje że trzeba zaczynać od początku pod każdym względem — i motywacyjnie, i pod kątem tego że ciało i umysł musiały się na nowo przestawić. Mała dawka utrzymuje ciągłość.


Odpowiedz
Wpisy: 236
(@oksanka-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czytałam że przy traumach dziedzicznych w ogóle najlepiej pracować z afirmacjami podczas pełni bo wtedy energia jest najwyższa i afirmacja głębiej wchodzi. Ktoś to stosował?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@seba86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 587

@Oksanka.2 Nie ma żadnych danych które by to potwierdzały. Cykl księżycowy nie wykazuje wpływu na skuteczność afirmacji w żadnych badaniach które znam — a szukałem, bo temat mnie interesował. Rytm dobowy, pora dnia względem własnego poziomu energii, jakość uwagi w danym momencie — to ma znaczenie. Księżyc w tym kontekście nie ma.


Odpowiedz
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 96

@Oksanka.2 Dodam że dla kogoś z rodzinną historią chorób psychicznych dodawanie elementu 'muszę trafić w pełnię bo inaczej nie zadziała' to jest dodatkowe źródło stresu i presji. A i tak już wystarczająco dużo rzeczy do pilnowania.


Odpowiedz
Wpisy: 76
(@genio67)
Połączone: 2 lata temu

Mam inne pytanie do całej rozmowy. Tyle mówimy o ostrożności i modyfikacjach — ale czy ktokolwiek miał tutaj pozytywne doświadczenie z afirmacjami w tym konkretnym kontekście? Tzn. nie 'udało mi się nie zaszkodzić' tylko naprawdę coś się zmieniło na lepsze?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@faustynka05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 266

@Genio67 Ja mam. Nie dramatyczne, ale realne. Przez dłuższy czas miałam taki stały szum lękowy w tle — taki 'a co jeśli mnie to też spotka'. Po kilku tygodniach afirmacji w stylu 'moje ciało i umysł mają własną historię' ten szum się zmniejszył. Nie zniknął całkiem, ale przestał być tłem każdego dnia.


Odpowiedz
(@salomea63)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 359

@Faustynka05 To jest bardzo konkretny opis. I zauważ że to co opisujesz to zmiana w narracji wewnętrznej — przestałaś się automatycznie identyfikować z historią rodziny. To jest chyba jeden z głównych mechanizmów działania afirmacji w tym kontekście.


Odpowiedz
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 175

@Salomea63 Tak, dokładnie. W psychologii poznawczej mówi się o automatycznych myślach i schematach — afirmacje mogą działać jako korekta automatycznej narracji, jeśli są stosowane konsekwentnie i nie są zbyt oderwane od aktualnego stanu osoby. To dlatego 'jestem zdrowa i wolna' może nie działać, a 'moja historia to nie moje przeznaczenie' może zacząć robić różnicę.


Odpowiedz
Wpisy: 350
(@macierzanka)
Połączone: 2 miesiące temu

To ciekawe że właśnie takie afirmacje bez 'jestem' mogą być skuteczniejsze. Mam pytanko — czy to znaczy że unikamy słowa 'jestem' w ogóle, czy tylko przy trudnych tematach?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@magicystka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 175

@Macierzanka Nie chodzi o unikanie 'jestem' jako takiego, tylko o to żeby zdanie było wiarygodne dla osoby która je wypowiada. 'Jestem spokojna' powiedziane podczas ataku lęku budzi wewnętrzny sprzeciw i może wzmacniać napięcie zamiast je łagodzić. Natomiast 'mogę poczuć spokój' albo 'spokój jest dla mnie możliwy' to zdania które nie kłócą się z aktualnym doświadczeniem. Przy rodzinnym kontekście chorób ta wiarygodność jest szczególnie ważna.


Odpowiedz
(@macierzanka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 350

@Magicystka A to znaczy że afirmacje z 'mam prawo' albo 'mogę' są bezpieczniejsze ogólnie dla osób z tym rodzinnym obciążeniem, czy to bardziej zależy od osoby i jej aktualnego stanu?


Odpowiedz
Strona 3 / 3
Udostępnij: