A czy ktoś z was miał sytuację gdzie lekarz aktywnie powiedział żeby nie robić afirmacji? Pytam bo zastanawiam się czy to w ogóle się zdarza, czy raczej lekarze po prostu to ignorują jako niemedyczne.
Włanie to mnie trochę niepokoi w tym wątku. Bo skąd wiadomo czy moja sytuacja to jest ten bezpieczny przypadek czy ten o którym mówi Seba86? Mam w rodzinie kilka osób z diagnozami i sama nie wiem co u mnie jest a co nie jest.
Zgadzam się z Sebą. Dodam tylko z własnego doświadczenia - ten lęk że 'coś uruchomię' sam w sobie może być bardziej obciążający niż jakakolwiek praktyka. I właśnie dlatego rozmowa z psychiatrą czy psychologiem przed rozpoczęciem czegokolwiek jest tak ważna - nie żeby uzyskać pozwolenie, ale żeby ten lęk miał swoje miejsce i konkretną odpowiedź.
Przepraszam że wracam do tego co pytałam wcześniej o porę dnia - bo Faustynka05 wspomniała o stanie alfa i stanem tuż po przebudzeniu. Czy to znaczy że wieczorne afirmacje przed snem są równie dobre? Bo mi wieczór pasuje bardziej, rano mam chaos.
To co mówi Faustynka05 o wieczorze - u mnie wieczory bywają trudne, bo myśli potrafią się nakręcać przed snem. Czy w takim razie robienie afirmacji wtedy ma sens, jeśli przez resztę wieczoru i tak mam gonitwę myśli? Czy lepiej się wtedy wstrzymać i poczekać na rano?
Jeśli wieczory masz trudne i myśli się nakręcają, to robienie afirmacji dokładnie w tym momencie może rzeczywiście nie być najlepszym pomysłem. Chodzi o to żeby nie wchodzić w afirmacje z poziomu już nakręconego umysłu, bo wtedy ciało jest spięte i przekaz nie przechodzi tak samo. Ja bym próbowała najpierw czegoś co obniży pobudzenie - oddech, kilka minut ciszy - a dopiero potem afirmacje. Albo przesunąć całość na moment kiedy już trochę opadniesz.
Ok, to rozumiem - ale mam pytanie praktyczne. Co jeśli wieczorem myśli nie odpuszczają w ogóle, nawet po oddechu? Czasem leżę i pół godziny to jest za mało żeby mózg zwolnił. Czy wtedy lepiej w ogóle zrezygnować z afirmacji na ten wieczór?
Tak, lepiej zrezygnować i nie zmuszać się. To co opisujesz - myśli które nie odpuszczają mimo prób - to jest sygnał że układ nerwowy jest w stanie pobudzenia i żadna technika kognitywna nie przebije się skutecznie przez ten stan. Afirmacje to praca z przekonaniami, a nie z fizjologią. Jeśli fizjologia mówi 'alarm', afirmacje tego nie wyłączą. W taką noc lepiej skupić się tylko na spokojnym oddechu i nic więcej nie próbować.
A co z medytacją przed afirmacjami? Bo słyszałam że jak się pomedutuję to potem afirmacje lepiej działają. Czy to ma sens czy to kolejny mit?
Wracając do Teofilki i tego problemu z wieczorami - ja miałam identycznie i próbowałam różnych godzin. Ostatecznie wyszło że u mnie afirmacje działają najlepiej rano, nawet jeśli rano jest trochę chaotycznie, bo przynajmniej jestem świeża po śnie i nie mam jeszcze nawarstwionego zmęczenia dnia. Teofilko, mówiłaś że rano masz chaos - co konkretnie Ci przeszkadza, bo może dałoby się to jakoś obejść?
A minutę masz? Bo ja na tym etapie robiłam jedną afirmację, jedną jedyną, głośno do lustra jak wychodziłam z łazienki. To nie jest żadna rozbudowana praktyka, ale utrzymuje kontakt z tym co chcesz w sobie budować. I to szczerze mi wystarczało przez długi czas zanim dzieci podrosły.
Ale jedna afirmacja dziennie to w ogóle ma sens? Myślałem że to musi być jakiś regularny rytuał z powtórzeniami żeby cokolwiek osiągnąć.
To ciekawe kryterium, bo ja przez długi czas myślałam że właśnie neutralność jest celem - że nie chodzi o emocje tylko o spokojne powtarzanie. A ty mówisz odwrotnie?
Właśnie dlatego wiele osób zaleca afirmacje w formie procesu, czyli nie 'jestem spokojna' tylko 'uczę się być spokojna' albo 'spokój staje się moją naturą'. To jest bliższe prawdy i łatwiej to przyjąć.
Właśnie o to mi chodzi od początku tego wątku. Moja mama miała epizody depresyjne i ja od lat mam w głowie że to samo czeka i mnie. Jak mówię 'jestem zdrowa psychicznie' to dosłownie coś we mnie protestuje, bo myślę - skąd wiesz. A 'uczę się dbać o swoje zdrowie psychiczne' jakoś mniej boli. Ale nie wiem czy to nie jest za słabe żeby w ogóle działało.
Dokładnie to samo mam. Ten protest w środku to jest to najgorsze. Czy w ogóle można się go pozbyć przez afirmacje czy trzeba coś wcześniej?
A można zapytać - skąd wiadomo jak daleko można się posunąć? Bo rozumiem że 'jestem zdrowa psychicznie' może być za dużym skokiem, ale czy jest jakaś metoda żeby testować granicę, gdzie ta afirmacja jeszcze przechodzi a gdzie już nie?
Tak, i to jest właśnie ta forma która ma chyba największy sens kiedy żyjesz z tym rodzinnym cieniem. Bo nie zaprzeczasz historii, nie mówisz że jej nie ma - tylko otwierasz możliwość że twoja droga może być inna. Przynajmniej tak to u mnie działało.
A jeśli ktoś ma lęk nie o siebie ale o dzieci - że im przekaże ten wzorzec? Czy afirmacje mogą tu w ogóle coś zrobić czy to jest za duże?
Ale czy te afirmacje które sami piszemy działają tak samo jak te z książek albo od specjalistów? Bo mam wrażenie że te gotowe są jakoś bardziej sprawdzone.
To trochę stoi w sprzeczności z tym co czytałem - że afirmacje muszą być pozytywne, w czasie teraźniejszym i bez słowa 'nie'. To są jakieś zasady których powinniśmy przestrzegać czy mit?
Dobra, to mam jeszcze jedno pytanie bo zostałam przy tym 'zdrowie psychiczne jest dla mnie dostępne' i próbowałam to rano. I rzeczywiście coś jest inaczej - nie czuję tego samego oporu. Ale zastanawiam się czy taka afirmacja ma w ogóle sens bez żadnej konkretnej intencji za nią? Czy to nie jest za ogólne?
Ogólność to nie jest wada o ile nie jest ucieczką od konkretów. 'Zdrowie psychiczne jest dla mnie dostępne' działa właśnie dlatego, że nie precyzuje jak, kiedy ani w jakiej formie - zostawia to otwarte. Intencja jest w samym otwarciu tej możliwości. Ale jeśli chcesz czegoś bardziej zakorzenionego, możesz dodać warunek czasu: 'dziś zdrowie psychiczne jest dla mnie dostępne'. To redukuje presję jeszcze bardziej.
A jak długo trzeba to powtarzać żeby cokolwiek poczuć? Bo mam wrażenie że siedzę z tymi afirmacjami od kilku tygodni i nadal nic. Może robi się coś źle?
A jest jakiś moment w ciągu dnia który lepiej działa? Bo czytałam że rano jest najlepiej ale też że tuż przed snem kiedy mózg jest bardziej odprężony. Trochę sprzeczne te informacje.
A co jeśli ktoś w ogóle nie umie się zatrzymać na słowach? Mówię to i od razu myśl ucieka gdzieś indziej. To afirmacje po prostu nie są dla mnie?
Właśnie, ja to robię z oddechem i naprawdę pomaga. Ale mam inne pytanie - czy afirmacje mogą w którymś momencie przestać wystarczać? Pytam dlatego, że od jakiegoś czasu mam wrażenie że te które stosowałam przez długi czas trochę straciły moc. Czy trzeba je zmieniać?
