Dodam do tego jeden wątek praktyczny. Przy ADHD skoki uwagi są normą, nie wyjątkiem. Pytanie ma jeszcze tę przewagę, że można je zadać w dowolnym momencie - jadąc autobusem, czekając na kawę. Nie wymaga ceremonii ani nastawienia. A klasyczna afirmacja często zaczyna się od 'usiądź wygodnie, zamknij oczy' i już na tym etapie połowa osób odpływa.
Ja próbowałam afirmacji przy porannej medytacji i zawsze się kończyło na tym, że medytacja szła, a afirmacje odpływały gdzieś na bok. Rozdzieliłam to w końcu - medytacja rano, pytania w ciągu dnia, kiedy akurat coś robię mechanicznie. To mi lepiej działa niż łączenie.
U mnie mówienie na głos działa zupełnie inaczej niż w myślach. W myślach afirmacja potrafi przejść przez głowę w ułamku sekundy i ja nawet nie wiem, że ją 'powiedziałam'. Na głos muszę się dosłownie przy tym zatrzymać. Ale mam z tym problem w miejscach publicznych, więc rzadko to robię.
Słucham tego wszystkiego i mam wrażenie, że im więcej dostosowań - forma pytań, brak rytuału, na głos, w ciągu dnia - tym bardziej oddala się to od definicji afirmacji. Na jakim etapie to przestaje być afirmacja i staje się po prostu nawykiem myślowym?
Ja przestałam mierzyć po tym, jak odkryłam, że liczenie dni robi ze mnie mordercę własnej motywacji. Jak traciłam serię, to czułam się jakbym zaczęła od zera, i zwykle wtedy faktycznie rezygnowałam. Teraz bardziej patrzę, czy moje myślenie w danej sprawie zmienia się w ciągu tygodnia, nie czy odrobiłam zadanie domowe każdego dnia.
to brzmi zdrowiej, ale jak odróżniasz wtedy, że myślenie się faktycznie zmieniło, od tego, że po prostu masz lepszy tydzień z innych powodów?
Wracając do wątku wokalizacji, który zaczęła Jowitka - zrobiłam małe nieformalne porównanie przez kilka tygodni. Szeptem działa u mnie zdecydowanie lepiej niż w myślach, ale głośno na cały głos paradoksalnie gorzej niż szeptem. Jakby mózg przy pełnym głosie zaczyna analizować brzmienie i odciąga uwagę od treści. Ciekawe, czy ktoś ma podobnie.
Jest jeden aspekt, o którym tu jeszcze nie rozmawialiśmy - co się dzieje z afirmacją, kiedy zmienia się emocjonalny kontekst dnia. Zaczęłaś rano z dobrym nastawieniem, powiedziałaś coś pozytywnego i to miało sens. Potem stało się coś trudnego i ta sama treść brzmi jak kpina. Czy ktoś ma na to jakiś sposób, czy po prostu odpuszczacie na taki dzień?
Jest tu jeszcze jedna rzecz, którą pomijamy. Mówimy o afirmacjach jakby były oddzielnym bytem, osobną praktyką do 'robienia'. A co jeśli przy ADHD skuteczniejsze jest wplatanie ich w coś, co już się robi, zamiast tworzenia kolejnego oddzielnego rytuału? Piszesz wiadomość, bierzesz prysznic, czekasz na coś - i tam jest miejsce na zdanie afirmacji. Bez wydzielonego czasu, bez kontekstu 'teraz pracuję nad sobą'.
to jest naprawdę pomocne, dziękuję za ten konkret. Czy te skojarzenia tworzyłaś celowo na początku, czy same się ustawiły?
Skojarzenie z czynnością to coś, co w pracy z runami nazywamy zakotwiczeniem - i tam też działa lepiej niż wyznaczanie godziny. Ale mam pytanie do całej dyskusji: czy to nie jest tak, że przy ADHD każda metoda ma datę przydatności? Że działa przez kilka tygodni, potem przestaje, bo mózg się przyzwyczaja i szuka czegoś nowego?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że doszliśmy do momentu, gdzie każda zasada ma wyjątek i każda metoda ma ograniczenie. Nie zarzucam tego złośliwie - po prostu zastanawiam się, czy jest w ogóle jakiś punkt, od którego warto zacząć, jeśli ktoś jeszcze nic nie próbował.
Wracając do tego, co mówiła Diablica o wplataniu afirmacji w codzienne czynności - próbowałam tego przez jakiś czas i jest jeden problem, którego się nie spodziewałam. Czynność bywa zbyt automatyczna i afirmacja leci razem z nią na autopilocie, bez żadnego udziału świadomości. Mówię słowa, ale jestem zupełnie gdzie indziej. Czy to ma jeszcze sens, czy to już tylko mechaniczne powtarzanie?
Zastanawiam się, czy to 'zatrzymanie się na jednym słowie' nie jest czymś bliskim temu, co w pracy z runami nazywa się głębokim wczytaniem - kiedy nie patrzysz na całą runę, tylko na jeden element jej kształtu. Brzmi podobnie mechanicznie. Czy ktoś próbował łączyć afirmację z jakimś pojedynczym symbolem?
Próbowałam raz przez kilka tygodni robić coś w stylu wyobrażenia zamiast zdania. Kończyło się na tym, że obraz zaczynał żyć własnym życiem i odpływałam w skojarzenia. Wróciłam do słów, bo są prostsze do zatrzymania. Ale to pewnie też kwestia tego, jak kto myśli.
to bardzo pomocne, że opisałaś też to, co nie zadziałało. Mam podobnie z wizualizacjami - zamiast zostawać przy jednym obrazie, buduję z niego całą historię i nagle jestem zupełnie gdzie indziej. Czy to normalne przy ADHD?
Słucham tej rozmowy o słowach, kotwicach, obrazach - i mam wrażenie, że sporo zależy od tego, w jakim stanie wchodzimy w afirmację. Kiedy jestem zmęczona, nawet jedno słowo mi odpływa. Kiedy jestem względnie spokojna, zdanie działa. Czy ktoś zwracał uwagę na porę dnia albo stan ciała przed praktyką?
Macie jakiś sposób na to, żeby w ogóle pamiętać o afirmacji w tym środku dnia? Bo rano mam przynajmniej rutynę - mycie zębów i tak dalej. W środku dnia wszystko się wali na raz i afirmacja wylatuje z głowy jako pierwsza.
A czy jest jakaś różnica między tym mechanicznym powtarzaniem a świadomym? Bo słyszałam, że Coué twierdził, że im mniej myślisz o sensie afirmacji, tym lepiej działa - właśnie dlatego, że nie uruchamia się krytyczny umysł.
Dokładnie ten stan pośredni jest najtrudniejszy. Ja przez długi czas myślałam, że coś robię źle, bo nie mogę go złapać. W końcu odpuściłam szukanie 'właściwego stanu' i zaczęłam po prostu mówić - czasem z analizą, czasem bez - i okazało się, że efekty były podobne w obu przypadkach.
To co mówi Kinia05 dużo mi mówi. Zastanawiam się tylko, czy 'podobne efekty' oznacza, że stan w ogóle nie ma znaczenia, czy raczej że oba stany działają - tylko każdy inaczej. Czy ktoś próbował to jakoś rozróżnić u siebie?
Mam z boku pytanie - cała ta rozmowa zakłada, że afirmacje 'działają'. Ale na czym dokładnie to działanie polega? Zmieniacie przekonania, samopoczucie, coś zewnętrznego? Bo w zależności od odpowiedzi ten 'właściwy stan' nabiera innego sensu.
Czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie do osób z ADHD - jak wy w ogóle wiecie, że coś zaczęło działać? Skąd pochodzi ten moment, w którym mówicie 'tak, coś się zmieniło'?
'coś jest ciszej' - to najlepszy opis, jaki czytałam. Dzięki, że tak to nazwałaś. Ja też nie umiałam powiedzieć, co się zmienia, i przez to nie byłam pewna, czy w ogóle cokolwiek się dzieje.
Wracając do kwestii formatu - nie rozstrzygnęliśmy, czy przy ADHD lepiej działa afirmacja mówiona, pisana czy może ta mieszana. Jasiek98 był sceptyczny wobec dodawania obrazu, ale pisanie to co innego niż obraz. Ktoś ma porównanie tych trzech?
A jak w ogóle sprawdzić, czy się 'odpływa mniej'? Bo ja jak zaczynam afirmację, to po chwili w ogóle nie wiem, gdzie byłem myślami. Nie mam punktu odniesienia.
U mnie pomagało nagrywanie - nie po to, żeby odsłuchiwać, tylko żeby sprawdzić po minucie, czy wciąż mówię, czy już milczę. To brzmi absurdalnie, ale dało mi jakiś mierzalny sygnał, że jednak coś robię, zamiast tylko myśleć, że robię.
