Nagrywałam raz i to było okropne doświadczenie. Nie z powodu tempa, tylko w ogóle swój głos brzmi dziwnie z zewnątrz. Ale faktycznie usłyszałam wtedy że mówię szybciej niż myślałam. Może warto spróbować jeszcze raz z tym nastawieniem że słucham tempa, nie oceniam głosu.
Wróćmy na chwilę do tego co pisała Azalia_D o podzieleniu jednej długiej afirmacji na trzy krótsze. Czy te trzy zdania mają być mówione jedno po drugim bez przerwy, czy z jakimś odstępem między nimi? Bo to chyba zmienia całe ćwiczenie.
mnie się wydaje że przerwa między zdaniami jest częścią ćwiczenia a nie błędem. Każde zdanie to osobna myśl i ta przerwa daje czas żeby myśl wylądowała, zanim przyjdzie następna. Ale to moje domysły, nie teoria.
A tak ogólnie, to cała ta rozmowa sprawia że zaczynam myśleć, że problem z tempem to nie jest problem tylko osób które mówią szybko z natury. To jest problem każdego kto mówi afirmacje jak formułkę, bez względu na naturalne tempo. Czy to możliwe że my zbyt wąsko ustawiliśmy temat?
Właściwie to co napisałam wcześniej trochę mnie samą zaskoczyło. Jeśli problem z tempem ma każdy kto recytuje bez zaangażowania, to po co w ogóle są te wszystkie techniki spowalniania dla szybko mówiących? Może to jest zły trop od początku?
Wracając do pytania Thalii - myślę że obie rzeczy są prawdziwe jednocześnie. Techniki spowalniania pomagają szybko mówiącym wyjść z ich konkretnego punktu startowego. A problem autopilota i recytowania dotyczy wszystkich. To nie są sprzeczne obserwacje, tylko dwa różne poziomy tego samego problemu.
Mam pytanie które chyba nikogo wcześniej nie nurtowało. Czy w ogóle wiadomo jak szybko mówione słowo jest przetwarzane inaczej niż wolne? Bo cała ta rozmowa zakłada że wolniej znaczy głębiej, a ja nie wiem czy to jest pewne.
Słucham tej dyskusji i mam takie wrażenie że wszyscy zakładamy iż wiemy co to znaczy że afirmacja 'działa'. Ale jak właściwie to rozpoznajecie? Po czym wiecie że dane tempo pomogło, a inne nie?
U mnie to jest takie poczucie że zdanie do mnie trafiło, trochę jak kiedy coś nagle do ciebie dociera podczas czytania. Brzmi to może nieprecyzyjnie, ale nie mam lepszego opisu. Po prostu jest różnica między powiedzeniem czegoś a poczuciem że to jest prawda.
Mnie się wydaje że nie ma innego kryterium niż subiektywne i chyba nie musi być. Afirmacje to praca z własnym odczuwaniem, nie z czymś zewnętrznym co można zmierzyć. Ale wracając do tematu tempa, to właśnie to subiektywne 'dotarło do mnie' może być sygnałem że tempo było odpowiednie, nie za szybkie.
A czy ktoś próbował zmieniać tempo w środku afirmacji, nie ustawiać jednego dla całej sesji? Jak na przykład pierwsze zdanie wolniej, a jak poczujesz że łapiesz kontakt to możesz przyspieszyć trochę?
To co napisał Olaf86 o zaczynaniu wolniej żeby wejść w tryb słuchania siebie - to mi się bardzo klika z tym co czuję. Ale mam pytanie do wszystkich: czy to 'słuchanie siebie' to jest coś co można ćwiczyć oddzielnie od samych afirmacji? Bo mam wrażenie że to jest umiejętność sama w sobie, a nie coś co przychodzi automatycznie jak zwolnisz tempo.
Wracając do pytania o tempo w środku afirmacji - Olaf86 pisał że zaczynał wolniej a potem szło jak szło. Czy ktoś próbował odwrotnie? Czyli zacząć normalnym tempem, a dopiero jak poczujesz że 'zlatujesz' to zwolnić? Zastanawiam się czy sygnał do zwolnienia nie jest ważniejszy niż ustalony z góry protokół.
Chcę wrócić do czegoś co powiedziała Azalia_D - że poczucie że zdanie do niej trafiło jest jak kiedy coś dociera podczas czytania. Czy to poczucie jest silniejsze przy pewnych słowach niż innych? Bo zastanawiam się czy tempo ma w ogóle znaczenie jeśli sama treść jest nieodpowiednio dobrana.
Glicynia trafiaś w coś ważnego. Mam afirmacje które nigdy nie trafią niezależnie od tempa bo są jakby nie moje, napisane za ogólnie albo zbyt ładnie. A są takie które piszę sama i nawet jak je powiem szybko to coś drgnęło. Więc chyba oboje - i treść i tempo - mają znaczenie, tylko treść może jest ważniejsza.
Mam jeszcze jedno pytanie do wszystkich, może trochę z boku. Mówimy o tempie mówienia afirmacji na głos, ale czy ktoś z was pracuje z afirmacjami pisanymi albo czytanymi, nie mówionymi? I czy tam ten problem szybkiego tempa w ogóle istnieje, czy znika samo?
Pytam serio, bo sam temat mnie dotyczy - pisane afirmacje. Czy tam problem tempa w ogóle istnieje? Jak czytam coś szybko, to też mi się ześlizguje, czyli chyba tak samo jak mówione. Ale może to zupełnie inny mechanizm?
Chcę wrócić do pisania bo to mnie osobiście dotyczy. Piszę afirmacje rano w notatniku i faktycznie jest coś w tym co Albitka mówi. Ręka zwalnia. Ale zauważyłam że jak piszę tę samą afirmację trzeci raz z rzędu, to robię to już automatycznie i nic nie czuję. Czy to znaczy że trzeba je zmieniać?
- czy ten automatyzm przy trzecim razie to może nie jest problem treści, tylko właśnie tego o czym mówisz od początku wątku, czyli tempa? Że ręka już 'zna' te słowa i idzie z pamięci, nie z obecności?
To jest chyba sedno całej tej rozmowy i nikt tego jeszcze tak nie nazwał wprost. Jak zostać obecnym przy czymś co się zna na pamięć. Czy to w ogóle możliwe bez ciągłej zmiany treści?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam pytanie może naiwne - czy ktoś w ogóle sprawdzał czy afirmacje mówione szybko i afirmacje mówione wolno dają inne efekty długoterminowe? Nie intuicja, tylko jakieś porównanie u siebie przez dłuższy czas?
Wróćmy na chwilę do tematu tempa bo mi się wydaje że trochę odeszliśmy. Czy ktoś ma jakiś konkretny sposób na zwolnienie który nie polega ani na medytacji, ani na pisaniu? Coś prostszego, co można zrobić dosłownie przed samą afirmacją?
Wróćmy na chwilę do tematu tempa bo mi się wydaje że trochę odeszliśmy. Czy ktoś ma jakiś konkretny sposób na zwolnienie który nie polega ani na medytacji, ani na pisaniu? Coś prostszego, co można zrobić dosłownie przed samą afirmacją?
Ja próbowałam oddechu i nie działało. Co działało to mówienie do lustra i obserwowanie własnych ust. Brzmi dziwnie, ale jak patrzysz na siebie to naturalnie zwalniasz, bo część uwagi idzie na obraz a nie na same słowa. Chociaż po jakimś czasie to też mi się zautomatyzowało.
Mam pytanie do tych co mówią afirmacje na głos - czy wy w ogóle słyszycie siebie? Bo ja jak mówię szybko to jakbym słyszała tylko szum własnego głosu, nie konkretne słowa. Może dlatego tak trudno mi poczuć że coś z tego zostaje.
to jest bardzo trafne pytanie. Mnie też się to zdarzało. I doszłam do wniosku że może warto celowo mówić ciszej niż normalnie, prawie szeptem. Kiedy mówisz cicho, mimowolnie bardziej się wsłuchujesz w to co wychodzi. Nie wiem czy to działa na kogoś innego, ale na mnie tak.
Wracam do pytania Cesarzówny bo dalej mi na nim zależy. Mówiliście o oddechu, lustrze, szepcie. Ale żadna z tych technik nie adresuje bezpośrednio tempa mówienia jako takiego. Czy któraś z nich naprawdę spowalnia tempo, czy tylko zmienia coś dookoła?
