Ostatnio złapałam się na tym, że afirmacje rano, przy słonecznej pogodzie, idą mi zupełnie inaczej niż w szary, deszczowy dzień. Jakby mój umysł był bardziej otwarty na przyjęcie tych słów kiedy za oknem jest jasno. Zastanawiam się, czy to czysto fizjologiczne, czy jest coś więcej. Czy ktoś zwracał uwagę na zależność między pogodą a tym, jak pracują afirmacje? Chodzi mi o takie konkretne obserwacje z własnej praktyki, nie teorię.
Mnie to samo dotyczy, ale doszłam do nieco innego wniosku. Myślę, że nie chodzi o pogodę samą w sobie, tylko o to, co pogoda robi z naszym stanem energetycznym. Słońce aktywuje, otwiera, podnosi wibracje. Deszcz i chmury sprowadzają do środka, często obniżają nastrój. A afirmacje działają przez stan emocjonalny, który im towarzyszy. Jeśli powtarzasz 'jestem pełna energii i radości' w szary poniedziałek, twoje ciało temu przeczy i podświadomość to rejestruje. Pytanie, czy z tym coś można zrobić, czy po prostu lepiej dostosować praktykę do pogody.
Jest tu pewna pułapka, o której warto powiedzieć. Jeśli nauczymy się, że afirmacje 'działają tylko przy ładnej pogodzie', to tworzymy sobie zależność, której nie było. Umysł to przyjmuje i potem faktycznie w szary dzień afirmacje nie działają, bo sam w to uwierzyłeś. To klasyczne warunkowanie. Sama obserwacja jest interesująca, ale wnioski z niej trzeba wyciągać ostrożnie.
Ja już od dłuższego czasu planuję afirmacje razem z fazami księżyca i przy okazji biorę pod uwagę pogodę jako dodatkowy sygnał. Słoneczny dzień przy księżycu rosnącym to według mnie najlepsza kombinacja do afirmacji przyciągających. Pochmurno przy księżycu malejącym to czas na afirmacje oczyszczające, odpuszczanie. Pogoda i księżyc razem dają wyraźniejszy obraz tego, jaką energią dysponujesz danego dnia.
Czytam i mam pytanie, może naiwne. Czy w ogóle wiadomo, czy afirmacje działają niezależnie od nastroju? Bo jeśli działają głównie dlatego, że poprawiają nastrój, to pogoda po prostu zmienia punkt startowy, ale sam mechanizm jest ten sam. Trochę mi to wygląda tak, że pogoda nie wpływa na afirmacje, tylko na nas, a my na afirmacje.
Wydaje mi się, że w tym wszystkim pomijamy kwestię ciśnienia atmosferycznego. To nie jest tylko kwestia słońca czy chmur, bo można mieć pochmurny ale stabilny dzień i czuć się świetnie, albo słoneczny z gwałtownym spadkiem ciśnienia i ledwo funkcjonować. Ciśnienie wpływa bezpośrednio na układ nerwowy, a układ nerwowy to podstawa skupienia przy afirmacjach. Sprawdzam ostatnio ciśnienie przed poranną praktyką i widzę korelacje.
Wrócę do czegoś, co powiedział Czulu, bo myślę, że to ważniejsze niż wątek z ciśnieniem. Problem z uzależnianiem skuteczności afirmacji od warunków zewnętrznych jest taki, że afirmacja z założenia ma budować niezależność od okoliczności. To nie jest technika na dobre dni. Jeśli mówisz sobie 'jestem spokojna i zakorzeniona', a jednocześnie ta spokojność zależy od tego, czy świeci słońce, to coś tu nie gra na poziomie fundamentu tej praktyki.
Obserwowanie to nie problem, problem byłby w wyciąganiu wniosku, że skoro dziś jest szaro, to praktyka 'nie ma sensu'. To jest różnica między samoobserwacją a dawaniem sobie pretekstu. I tak, na wczesnym etapie budowania nawyku wiele rzeczy wpływa na jakość praktyki. Ale warto od początku mieć jasność, że celem jest wychodzenie poza te zależności, nie pogłębianie ich.
A czy ktoś próbował afirmacji na dworze, na przykład przy słonecznej pogodzie w ogrodzie albo w parku? Zastanawiam się, czy kontakt ze słońcem bezpośrednio podczas mówienia afirmacji robi jakąś różnicę w porównaniu do siedzenia w środku i patrzenia przez okno na słoneczny dzień.
Mnie zastanawia coś innego. Mieszkam w miejscu, gdzie przez kilka miesięcy jest prawie cały czas szaro i deszczowo. Jeśli pogoda naprawdę wpływa na afirmacje, to czy osoby żyjące w takich klimatach są po prostu w gorszej sytuacji? Czy jest jakiś sposób, żeby to skompensować, stworzyć warunki wewnętrznie niezależnie od tego, co za oknem?
Wracając do mojego wątku z ciśnieniem, bo Stellaria93 właśnie nawiązała do czegoś istotnego. Jeśli ciało reaguje na bodźce warunkujące, to może też reaguje na ciśnienie atmosferyczne jako bodziec, tylko że nieuświadomiony i niekontrolowany. To by tłumaczyło, czemu przy gwałtownych zmianach pogody trudniej się skupić nawet kiedy wygląda na słonecznie.
Mam pytanie do tej rozmowy o warunkowanie. Jeśli mogę wypracować sobie wejście w stan przez kadzidło czy herbatę, to czy w ogóle ma sens analizowanie pogody? Bo wychodzi na to, że wpływ pogody można po prostu ominąć przez odpowiedni rytuał przygotowawczy. Czy coś mi umknęło?
Ale tu pomijamy coś, o czym wspominałam wcześniej. Słońce oddziałuje bezpośrednio na ciało, zwiększa poziom serotoniny, reguluje rytm dobowy. To nie jest tylko punkt startowy nastroju, który można podmienić herbatą. Kadzidło i warunkowanie działają na warstwę psychologiczną, ale nie zastąpią fizycznego efektu światła na gospodarkę hormonalną.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że trochę mieszamy dwie kwestie. Pierwsza to czy pogoda wpływa na skuteczność afirmacji, na co wszyscy chyba zgadzamy, że tak, pośrednio. Druga to czy powinniśmy dostosowywać praktykę do pogody, i tu są różne zdania. Czy ktoś ma doświadczenie z planowaniem konkretnych afirmacji pod konkretne warunki atmosferyczne przez dłuższy czas, nie kilka tygodni, ale kilka miesięcy?
Mam pytanie z zupełnie innej strony. Czy afirmacje w ogóle trzeba robić w jakichś szczególnych warunkach? Zawsze myślałam, że to po prostu powtarzanie zdań i tyle.
A wracając do pytania Edmunda80 o klimaty bez słońca, to ciekawi mnie czy lampy do światłoterapii, te używane przy depresji sezonowej, mogłyby pomóc przy afirmacjach? Fizyczny efekt podobny do słońca, tylko w domu.
Chciałam dokończyć myśl, bo post mi się urwał. Lampy SAD to byłoby obejście biologiczne, nie praca z warunkami naturalnymi. I to ważne rozróżnienie, bo jeśli chcemy badać, czy pogoda wpływa na afirmacje, to podmiana słońca na lampę zaburza ten eksperyment. Możesz się czuć lepiej, ale nie wiesz już czy to efekt lampy, rytualnego przygotowania czy samych afirmacji.
Właśnie to mnie zastanawia w tej całej dyskusji. Mówimy dużo o mechanizmach, o serotoninie, o warunkowaniu, ale chyba zbyt mało o tym, co każdy z nas faktycznie robi inaczej w słoneczny a w szary dzień. Czy ktoś naprawdę zmienia treść afirmacji zależnie od pogody, czy tylko warunki zewnętrzne?
Ale skoro efekt oczekiwań jest realny, to czy nie można go po prostu użyć? Jeśli wiem, że szary dzień sprzyja mi przy afirmacjach o spokoju, to planuję je na szary dzień i tyle. Po co to rozbijać na przyczyny?
To podejście jest praktyczne i nie ma w nim nic złego. Ale jest jeden problem: uzależniasz się od warunków zewnętrznych. Co robisz, gdy potrzebujesz pracować z afirmacją o spokoju, a jest środek lata i słońce przez cały tydzień? Elastyczność praktyki jest tu ważna.
Nie uzależniasz się, tylko harmonizujesz z rytmem. Tak samo jak praca z fazami księżyca nie jest uzależnieniem od księżyca, tylko świadomym używaniem cykli. Różnica jest w intencji i rozumieniu, nie w uzależnieniu.
Przepraszam, że wracam do podstaw, ale jeszcze nie wszystko rozumiem. Mówicie o planowaniu afirmacji pod pogodę i fazy księżyca, ale skąd wiadomo, jaki 'typ' afirmacji pasuje do jakiej pogody? Czy to jest gdzieś opisane, czy każdy wypracowuje to sam?
A co jeśli ktoś w ogóle nie czuje żadnej różnicy między praktyką w słońce i w deszcz? Czy to znaczy, że robi coś źle?
Trochę się zgubiłam. Zaczęliśmy od pogody i wpływu słońca na afirmacje, a teraz jesteśmy przy neurologii i sile przekonań. Czy to w ogóle ma związek z oryginalnym tematem?
Ma, i to bezpośredni. Jeśli zaangażowanie emocjonalne jest kluczowe, to pogoda ma znaczenie właśnie dlatego, że wpływa na twój stan emocjonalny. Słońce podnosi nastrój i łatwiej wejść w stan, który sprawia, że afirmacja 'trafia'. Szary dzień może obniżać energię i utrudniać to wejście. To nie jest mistyka, to jest fizjologia nastroju.
Dokładnie to obserwuję u siebie. W słoneczne dni łatwiej mi poczuć afirmację, a nie tylko ją powiedzieć. Jest między nimi różnica, którą fizycznie czuję w klatce piersiowej. W szare dni to bardziej praca przez opór.
A czy ktoś próbował używać kamieni przy afirmacjach, żeby wyrównać ten efekt pogody? Słyszałem, że cytryn albo ametyst mogą pomagać przy koncentracji. Czy to miałoby sens przy takich szarych dniach, o których mówi Karolcia?
