Ostatnio wpadłam na coś, co dało mi do myślenia. Afirmacje powtarzam od jakiegoś czasu, ale zaczęłam eksperymentować z tym, jak je wypowiadam. Raz szeptem, raz normalnym głosem, raz próbowałam coś w rodzaju śpiewania, na jednej nucie. I mam wrażenie, że efekty są różne, choć nie umiem powiedzieć dokładnie dlaczego. Czy ktoś z was świadomie zmienia sposób mówienia afirmacji i zauważył jakąś różnicę? Albo w ogóle uważa, że to nie ma znaczenia i liczy się tylko treść?
Ja prowadziłam notatki przez jakieś dwa miesiące właśnie pod tym kątem. Szept dawał mi zupełnie inne wrażenie niż głośne mówienie. Przy szepcie czułam się jakby to było bardziej prywatne, intymne z samą sobą. Przy głośnym głosie za to bardziej pewna tego, co mówię. Ale nie wiem, czy to kwestia samego głosu, czy po prostu skupienia. Kiedy szepczę, jestem bardziej uważna na słowa. Jak mówię normalnie, mogę lecieć na autopilocie.
Śpiew i intonacja to jeden temat, ale warto rozgraniczyć dwie rzeczy: mechanikę głosu a intencję za słowami. Sama vibra głosowa faktycznie działa inaczej na ciało, krtań, klatkę piersiową. To nie jest mistyka, to fizjologia. Ale jeśli śpiewasz afirmację bez żadnego ładunku, to w zasadzie wykonujesz ćwiczenie wokalne. Pytanie do was: kiedy zmieniacie sposób mówienia, zmieniacie też intencję, czy tylko technikę?
Przepraszam że się wtrącam bo jestem tu raczej od innych tematów, ale to pytanie mnie zastanowiło. Jak właściwie 'ładunek' afirmacji się sprawdza? Mam na myśli, skąd wiadomo że się go ma albo nie ma podczas mówienia?
Rozumiem ten opis, ale brzmi trochę jak coś, co można sobie wmówić. Skąd pewność, że to nie jest efekt placebo albo po prostu nastrój danego dnia? Szczerze pytam, bo sam próbowałem afirmacji i nigdy nie czułem żadnej różnicy między szeptem a normalnym mówieniem.
Do wątku o śpiewaniu, który podniosła Ewuniaa. Ja śpiewałam i mam teorię, dlaczego to działa inaczej. Kiedy śpiewasz, automatycznie regulujesz oddech, wydłużasz samogłoski, wolniej przetwarzasz słowa. To nie może być bez znaczenia dla tego, jak umysł przyjmuje treść. Jakby afirmacja dochodziła wolniej i głębiej.
A co z nagrywaniem własnego głosu i słuchaniem? Ktoś próbował? Czytałam gdzieś że to może być silniejsze niż mówienie na żywo, bo odbiorca i nadawca są rozdzieleni.
nie próbowałam jeszcze, stąd pytanie. Ale to co piszesz o obcości własnego głosu jest ciekawe. Może właśnie o to chodzi, że słyszysz siebie z zewnątrz jak ktoś inny? Nie wiem czy to przeszkoda czy może jednak pomoc.
Nagranie własnego głosu to technika, którą znam. Działa u niektórych, u innych kompletnie nie. Kluczowa jest jakość nagrania i to co się z nim robi. Jeśli ktoś słucha w trakcie relaksacji albo przed snem, mózg jest w innym stanie niż przy aktywnym powtarzaniu. To dwa różne mechanizmy. Nie powiedziałabym, że jedno jest silniejsze, są po prostu inne.
Czytam ten wątek od początku i zastanawia mnie jedna rzecz. Wszyscy mówią o głosie mówionym albo śpiewanym, ale nikt nie wspomniał o afirmacjach w myślach, bez żadnego dźwięku. Czy to w ogóle liczy? Bo zdarza mi się powtarzać je w głowie kiedy jadę autobusem i zastanawiam się, czy to cokolwiek daje.
A jak długo w ogóle trzeba to robić żeby zobaczyć jakiś efekt? Bo czytam ten wątek i wszyscy mówią o tygodniach, systematyczności, notatkach... Czy nie ma jakiegoś skrótu?
Na to pytanie Seby o czas chcę odpowiedzieć ze swojego doświadczenia. U mnie pierwsze wyraźne zmiany w nastawieniu, nie żadne cuda, tylko takie ciche przesunięcie w myśleniu, poczułam gdzieś po trzech tygodniach codziennej praktyki. Ale śpiewane afirmacje dały mi ten efekt szybciej niż mówione. Nie wiem czy to przez oddech, czy przez to że bardziej mnie angażowały.
trzy tygodnie codziennie to sporo. A ile razy dziennie?
Wracając do tego co pisała Nyja64 o ładunku emocjonalnym. Myślę że właśnie tu śpiew ma przewagę nad szeptem albo normalnym mówieniem. Kiedy śpiewasz, nawet fałszując, jakiś emocjonalny kanał się otwiera. Mówisz wtedy inaczej niż na co dzień, co może sprawiać że słowa trafiają głębiej. Ale to moje obserwacje, nie twierdzę że u każdego tak.
A czy wysokość głosu ma znaczenie? Mam na myśli czy śpiewanie wyżej albo niżej zmienia coś w tym jak afirmacja działa na ciało?
Mam pytanie do Nyja64 o te nagrania. Mówiłaś że mózg jest w innym stanie przy słuchaniu przed snem. Czy to znaczy że afirmacje nagrane własnym głosem lepiej puszczać przy zasypianiu niż rano? Próbowałam to rozgryźć i nie wiem od czego zacząć.
Słucham tego wątku od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje. Czy ktoś próbował łączyć afirmacje z jakimś rytmem? Mam na myśli nie śpiew, ale na przykład bębnienie albo klaskanie w takt. Zastanawia mnie czy ten rytm robi coś podobnego co melodia.
Czytam ten wątek od początku i jedna rzecz mnie nurtuje. Jeśli mówię afirmację z poczuciem że mi nie idzie, zły dzień, zły nastrój, to czy taka afirmacja w ogóle ma sens? Czy nie zrobi odwrotnego efektu bo myślę że i tak nie zadziała?
Wracając do pytania Poladnicy, bo mnie też to dotyczyło na początku. Zrobiłam kiedyś taki eksperyment: w złe dni zamiast pełnych afirmacji mówiłam tylko jedną, krótką, taką którą byłam w stanie powiedzieć bez wewnętrznego śmiechu. Coś w stylu 'dam radę' zamiast 'jestem pełna siły i spokoju'. Mniej ambitna, ale bardziej szczera. I to działało lepiej niż forsowanie czegoś, w co totalnie nie wierzę.
a skąd wiesz że działało? Bo jak zły dzień mija, to może po prostu mija, niekoniecznie przez afirmację.
Też mam to w notatkach, ten problem z 'fałszywymi' dniami. Doszłam do podobnego wniosku co Ewuniaa, że skracanie afirmacji do czegoś bardziej osiągalnego emocjonalnie daje lepszy efekt niż heroiczne recytowanie pełnej listy z zaciśniętymi zębami. Ale mam pytanie do Nyja64: czy to nie oznacza, że powinniśmy mieć zestawy afirmacji na różne stany, nie jeden stały tekst?
Mam pytanie trochę z innej strony. Rozmawialiśmy o głosie, śpiewie, rejestrze. Ale czy ktoś próbował mówić afirmacje do lustra? Słyszałem że to zmienia coś w intensywności, ale nie rozumiem dlaczego.
Wracam do wątku o rytmie, który sama podniosłam. Ewuniaa napisała o tradycjach szamańskich i to mnie skierowało na inny trop. Zastanawiam się czy rytm w afirmacjach nie działa podobnie jak mantra, czyli nie przez znaczenie słów, ale przez samo powtarzanie w określonym tempie. Czy ktoś ma doświadczenie z mantrami i może porównać?
Mam jedno małe dopowiedzenie do wątku o śpiewie i obecności. Kiedyś próbowałam śpiewać afirmacje przy zmywaniu i wtedy paradoksalnie myślami byłam zupełnie gdzie indziej. Dopiero kiedy stanęłam, zamknęłam oczy i zaczęłam śpiewać bez żadnej innej czynności, coś się zmieniło w tym jak to docierało. Może chodzi nie tylko o sam śpiew, ale też o to żeby nie robić nic równolegle.
Mam pytanie do Nyja64 i Pentagramy. Rozmawiałyśmy o tym że głos i sposób mówienia wpływają na odbiór afirmacji. Ale czy to działa też w drugą stronę, czyli czy afirmacje mogą zmieniać sam głos, jego barwę, pewność? Słyszałam coś takiego, ale nie wiem czy to nie jest mit.
A czy żeby to zadziałało, ten wpływ na głos na co dzień, trzeba śpiewać czy wystarczy zwykłe mówienie? Bo ja nie śpiewam kompletnie i boję się że efekt będzie słabszy.
Czytam ten wątek od początku i mam takie pytanie, które może być naiwne. Czy szeptanie afirmacji ma w ogóle sens, skoro głos jest wtedy tak stłumiony? Wydaje mi się że to tylko połowa efektu, ale może się mylę.
