Zaczęłam się zastanawiać nad tym tematem, bo sama wychowałam się w domu, gdzie wszystko było poddawane w wątpliwość i krytykowane. Każdy krok, każda decyzja, każde zdanie. Teraz, kiedy próbuję powtarzać afirmacje w stylu 'jestem wystarczająca' albo 'zasługuję na miłość', coś się we mnie opiera. Jakby środek krzyczał: 'nie, nieprawda'. I nie wiem, czy to znaczy, że afirmacje po prostu na mnie nie działają, czy że robię coś źle. Czy ktoś miał podobnie?
To, co opisujesz, znam z własnego doświadczenia. Ten wewnętrzny opór to nie jest znak, że afirmacje nie działają — to właśnie znak, że trafiłaś w czuły punkt. Ale tu jest ważna rzecz: jeśli powtarzasz coś, w co absolutnie nie wierzysz, umysł to odrzuca jak ciało odrzuca przeszczep. Gdzieś czytałam, że wtedy lepiej zaczynać od tzw. afirmacji pomostowych, czyli zdań, które są prawdziwe i jednocześnie otwierają drzwi. Zamiast 'jestem wystarczająca' — 'uczę się być dla siebie łagodna'. Coś pomiędzy tym, co jest, a tym, co chcesz osiągnąć.
Szczerze mówiąc jestem sceptyczna wobec afirmacji w ogóle, ale ten wątek mnie zatrzymał, bo to brzmi inaczej niż typowe 'powtarzaj sto razy że jesteś bogata'. To pytanie do bardziej doświadczonych: czy jest jakaś różnica między afirmacjami a zwykłym okłamywaniem siebie? Bo rozumiem logikę pomostów, ale nadal brzmi to jak mówienie czegoś, co niekoniecznie jest prawdą.
Dodam do tego, co napisał Jaromir63, że w numerologii jest ciekawy trop. Afirmacje powtarzane 9 razy dziennie mają inną wibrację niż te powtarzane np. 3 razy. Dziewiątka to liczba zamknięcia cyklu i transformacji, więc dla osób wychodzących z trudnych wzorców dzieciństwa jest szczególnie odpowiednia. Polecam ustalić osobistą liczbę z imienia i dostosować rytm powtórzeń do niej.
To ciekawe co pisze Jarzebina o tych afirmacjach pomostowych, bo rzeczywiście jak próbuję powiedzieć sobie 'jestem silna i wartościowa' to śmieje mi się w głowie jakiś wewnętrzny głos. Ale 'staram się być dla siebie łagodniejsza' jakoś przechodzi. To mniejszy opór. Chciałam zapytać — jak długo trwało, zanim poczułaś, że to naprawdę zaczyna działać? Bo boję się, że za szybko się zniechęcę.
U mnie pierwsze realne poczucie zmiany przyszło po kilku tygodniach regularnej pracy, ale to nie było jak zapalenie lampki. Bardziej zaczęłam zauważać, że ten wewnętrzny krytyczny głos odzywa się trochę ciszej. Nie znikł, ale przestał dominować każdą chwilę. Ważne jest to, co Jaromir63 pisał o zaangażowaniu emocjonalnym — mówienie afirmacji przed lustrem, patrząc sobie w oczy, robi różnicę. Boli bardziej, ale działa mocniej.
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale właśnie o tym czytam i jestem trochę zagubiona. Skąd wiadomo, że ten krytyczny głos wewnętrzny to właśnie echo z domu, a nie po prostu zdrowy realizm? Pytam szczerze, bo może mam podobnie, ale nie wiem jak to odróżnić.
To, co tu piszecie o wewnętrznym głosie, jest bardzo bliskie temu, co sama przeżywałam. Chcę dodać jedną obserwację: afirmacje pisane własną ręką działają na mnie inaczej niż mówione. Coś w samym akcie pisania spowalnia myśl i wymusza skupienie. Szczególnie rano, jeszcze przed kawą, kiedy głowa jest trochę pusta. Próbowałaś kiedyś tego, Basieńka67?
Nie wiem, czy lepsza, bo każdy jest inny. Ale ja mam wrażenie, że pisanie angażuje trochę inną uwagę niż mówienie. Kiedy mówię, mogę być na autopilocie. Kiedy piszę, ręka musi nadążyć za słowem i gdzieś po drodze muszę to zdanie naprawdę przez siebie przepuścić. Może warto spróbować przez tydzień i zobaczyć, co czujesz po.
Słyszałam też o metodzie łączenia afirmacji z kryształami — różaniec albo amazonit mają wspierać pracę z poczuciem własnej wartości. Czy ktoś z was to łączy? Zastanawiam się, czy to ma sens przy tak głębokich przekonaniach z dzieciństwa, czy raczej to tylko dekoracja do bardziej podstawowej pracy.
Przeczytałam cały wątek i mam jedno pytanie, które mi siedzi w głowie. Czy jest jakaś kolejność, od czego zacząć? Mam wrażenie, że słyszę tu o kilku rzeczach naraz — afirmacje pomostowe, pisanie, kamienie, praca z ciałem — i nie wiem, co najpierw. Dla kogoś kto ma z tym duży bagaż, to może być przytłaczające.
To, co napisał Jaromir63 o kolejności, wydaje mi się bardzo rozsądne. Ale mam pytanie do Czeremcha91 — czy ten przesyt, który opisujesz, pojawia się już na etapie czytania o metodach, czy dopiero jak próbujesz cokolwiek zacząć stosować? Bo to może być ważna wskazówka, czy chodzi o za dużo informacji naraz, czy o jakiś wewnętrzny opór przed samym działaniem.
Właśnie — ten wewnętrzny głos, który mówi 'i co z tego'. Ja mam dokładnie tak samo. Zastanawiam się, czy w ogóle możliwe jest, żeby kiedyś tego głosu nie było, czy on zostaje na zawsze, tylko uczy się być ciszej?
Moim zdaniem on nie znika. Przynajmniej u mnie nie zniknął po kilku latach pracy. Ale zmienił się charakter tego głosu — z autorytetu, któremu automatycznie wierzę, stał się czymś, co słyszę i mogę zdecydować, czy daję mu posłuch. To spora różnica w codziennym funkcjonowaniu.
Czytam to i mam pytanie może trochę z boku — czy ten głos wewnętrzny można jakoś powiązać z konkretną czakrą? Słyszałam, że czakra splotu słonecznego odpowiada za poczucie własnej wartości. Czy praca z nią miałaby tu sens obok afirmacji?
Muszę się do tego odnieść, bo właśnie tak to u mnie działało przez pierwsze miesiące. Kamień był wygodnym rytuałem, który sprawiał wrażenie pracy. Dopiero jak zaczęłam prowadzić notatki i porównywać, co się faktycznie zmienia, zobaczyłam, że przez długi czas kręciłam się w kółko. Kamień pomógł dopiero, gdy stał się jednym z elementów, a nie całym zestawem.
Słucham tej rozmowy o kamieniach i właściwie nie wiem, czy chcę to w ogóle wprowadzać. Mnie bardziej zależy na tym, żeby zrozumieć, jak te afirmacje pisane, o których pisała Wandzisia, połączyć z tym, co mówi Jarzebina o głosie wewnętrznym. Bo może pisanie właśnie powoduje, że ten głos ma mniej przestrzeni?
Właśnie o to mi chodzi, choć nie umiałam tego tak ładnie ująć. Kiedy piszę wolno, zdanie po zdaniu, głos ma mniej czasu na wejście, bo uwaga jest zajęta fizycznym aktem. Nie wiem, czy to ma głębsze wytłumaczenie, ale u mnie tak to działa. Może Jaromir63 wie więcej o tym mechanizmie?
Słucham tego i mam wrażenie, że mój problem leży właśnie tu — biorę telefon dosłownie sekundy po przebudzeniu i pewnie dlatego to nie działa. Nigdy bym nie skojarzył, że to może mieć związek. Dziękuję za to, naprawdę, bo to pierwszy raz kiedy coś mi kliknęło w tej całej układance.
A jak się już uda to poranne okienko bez telefonu stworzyć, to ile tych afirmacji? Bo czytałam gdzieś, że trzy wystarczą, ale gdzieś indziej widziałam listy po dwadzieścia zdań i nie wiem, od czego zacząć. Szczególnie gdy jeszcze nie bardzo wiem, co konkretnie zmienić chcę w sobie.
Dwadzieścia zdań to brzmi jak zadanie domowe, nie jak praca z sobą. U mnie trzy maksymalnie, i to takie, które są ze sobą powiązane tematycznie. Jak za dużo, to część idzie na pamięciowy odpał i głos krytyczny dostaje pole do popisu przy każdym kolejnym zdaniu.
To co pisze Gienia98 brzmi znajomo. Mam jedno zdanie, które powtarzam od trzech tygodni i dalej nie wierzę w ani jedno słowo. Miałam je wyrzucić i wybrać inne, ale może właśnie nie powinnam? Nie wiedziałam, że opór to może być sygnał, a nie błąd w wyborze afirmacji.
