To co pisze Madzialena jest dla mnie bliskie temu, od czego zaczęłam ten temat. Zazdrość rzadko jest tylko o tej drugiej osobie. Najczęściej jest lustrem, które pokazuje coś o nas. Dlatego afirmacje o zazdrości, które skupiają się wyłącznie na stosunku do innych, mogą działać powierzchownie. Ale nie sądzę że trzeba najpierw 'naprawić' poczucie wartości - to jest projekt na lata. Afirmacje o zazdrości mogą pracować równolegle.
czy to nie jest za dużo do utrzymania naraz? Afirmacje o wartości, afirmacje o zazdrości, obserwacja wzorców... Jak nie wpaść w chaos i nie zrezygnować po tygodniu?
Zastanawiam się, czy nie ma tu pewnej pułapki. Mówimy o opracowywaniu zazdrości przez afirmacje, ale czy to nie jest trochę tak, że przy okazji uczymy się tylko lepiej ukrywać tę emocję przed sobą? Bo zazdrość chyba ma jakąś funkcję - sygnalizuje coś. Czy afirmacja tę funkcję wyłącza?
To jest naprawdę ważne pytanie. Afirmacje nie są po to, żeby wyciszyć emocję zanim ją usłyszysz. Mam wrażenie, że część osób rzeczywiście używa ich jak zatyczki do uszu - powtarzam zdanie, żeby nie czuć. Ale to nie jest praca z zazdrością, to jest jej wyciszanie, co jest czymś innym.
Dokładnie to czułam przez pierwsze miesiące. Powtarzałam 'cieszę się z sukcesów innych' i byłam z siebie zadowolona, że jestem taka duchowa. A potem spotkałam koleżankę, która dostała awans, i w środku coś mnie ścisnęło mocniej niż kiedykolwiek. Afirmacje jako performance to nie to samo co praca.
Właśnie, to jest mój problem. Czuję się jakbym non stop sprawdzała, czy już jestem gotowa, zamiast po prostu robić. Może za bardzo analizuję?
Wracając do tego co powiedziała Madzialena90 wcześniej - że zazdrość ma funkcję sygnalizacyjną - mam wrażenie, że to zostało trochę pominięte w tej dyskusji. Bo jeśli zazdrość wskazuje na coś, czego chcę dla siebie, to afirmacja skierowana na 'cieszę się z sukcesu innych' może być odpowiedzią na zły problem. Może najpierw trzeba zapytać: czego mi brakuje, że ta zazdrość w ogóle się pojawia?
