Mam taki problem i nie wiem, czy to się innym zdarza. Zacząłem od afirmacji 'Jestem pewny siebie i spokojny', powtarzałem ją codziennie przez kilka tygodni. Na początku coś działało, byłem bardziej skupiony. Ale teraz jak ją mówię, czuję że to nieprawda i mój mózg jakby od razu protestuje - 'nie, nie jesteś'. I zamiast spokoju mam irytację. Czy to znaczy że afirmacja przestała działać? Czy mam ją zmienić? I na co?
To co opisujesz to klasyczny opór. Afirmacja przestała być neutralna, zaczęła być bodźcem do porównywania - i porównanie wypada na niekorzyść. To nie znaczy, że coś zrobiłeś źle, to znaczy że masz materiał do pracy. Pytanie jest inne: czy ta afirmacja jest dla ciebie za bardzo oderwana od tego, gdzie aktualnie jesteś?
To co opisuje Marcel50 ma nawet swoją nazwę w praktyce - 'luka afirmacyjna'. Kiedy stwierdzenie jest zbyt odległe od tego, co czujemy, podświadomość go odrzuca. Dlatego część praktyków przechodzi z afirmacji na tzw. mostki - zamiast 'jestem pewny siebie' mówią 'uczę się ufać sobie' albo 'coraz częściej zauważam chwile spokoju'. Czy próbowałeś takiego złagodzenia sformułowania?
Ale czy to nie jest trochę jak oszukiwanie samego siebie w inny sposób? Bo 'uczę się ufać sobie' też może nie być prawdą, jeśli nie robię żadnych konkretnych kroków. Mam wrażenie, że afirmacje w ogóle działają tylko dla tych, którzy już są w dobrej kondycji psychicznej.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam podobny problem jak Marcel50. Moja afirmacja to 'Zasługuję na miłość'. I dokładnie tak samo - z początku czułam ulgę jak ją mówiłam, a teraz czuję pustkę albo wręcz smutek. Czy to też jest ten opór o którym pisze Eliksira? Jak długo to trwa zanim mózg przyjmie nową wersję?
Hania, dokładnie to samo - u mnie ta irytacja zostaje. Czyli to może nie jest kwestia złej afirmacji tylko czegoś, co leży pod spodem? Bylica, a jak to zbadać? Mam po prostu pisać sobie, skąd to przekonanie pochodzi?
Jeden ze sposobów to technika odwrócenia - bierzesz afirmację, odwracasz ją i piszesz, co ta odwrócona wersja u ciebie wywołuje. Czyli 'jestem pewny siebie' odwracasz na 'nie jestem pewny siebie' i zapisujesz wszystkie myśli, wspomnienia, obrazy, które przy tym wyskakują. Nie żeby w to wierzyć, tylko żeby zobaczyć, z czym ta afirmacja naprawdę konkuruje. To potrafi być nieprzyjemne, ale daje konkretny materiał.
Słucham tej rozmowy i myślę o tym, co babcia mówiła o 'mówieniu w próżnię' - że jak słowa nie mają za sobą poczucia, to lecą bez celu. Ona nie mówiła o afirmacjach oczywiście, ale to samo chyba. Czy nie jest tak, że ta 'luka' o której pisała Bylica to po prostu brak wiary? I jak można wierzyć w coś, w co się nie wierzy?
Dobra, ale powiem szczerze - czytam to i trochę się gubię. Czyli jak mam złą afirmację, to ją zmieniam. Ale jak ją zmieniam, to może przykrywam problem. Ale jak jej nie zmieniam, to mam smutek przez cały dzień. To kiedy w ogóle wiadomo, że już czas ją zmienić? Jest jakiś znak, że 'ta wersja jest dobra, ta zła'?
Prowadzę notatki z afirmacji od ponad roku i widzę to w praktyce. Jak zmieniałam 'jestem wolna finansowo' na 'coraz spokojniej patrzę na finanse', to przez pierwsze kilka dni czułam coś jakby ulgę, a potem znowu napięcie. I nie wiedziałam, czy to znaczy że nowa wersja też nie działa, czy że po prostu ulga była tymczasowa. Bylica, czy ten 'okres testowy' nowej afirmacji ma jakieś granice czasowe? Po ilu dniach można oceniać?
Oksanka64, to jest naprawdę ciekawy pomysł z tymi notatkami - nie myślałem żeby zapisywać nastrój przy okazji. Mam pytanie - czy zapisujesz też jak się czujesz PO powtórzeniu, czy tylko nastrój bazowy przed?
Zapisuję i przed i po - to jest właśnie sedno całego ćwiczenia. Nastrój bazowy przed daje mi punkt odniesienia, a reakcja po powtórzeniu mówi czy sformułowanie 'trafia' w danym momencie. Czasem jest tak, że zaczynam z niskim nastrojem, mówię afirmację i po chwili czuję jakieś rozluźnienie - to dobry znak. Ale bywa też, że zaczynam neutralnie, mówię i robię się napięta - i to mnie bardziej niepokoi niż zły nastrój przed.
A jak długo czekasz po powtórzeniu zanim zapisujesz? Bo mam wrażenie że jak zaraz po, to jeszcze jestem w tej chwili i mogę nie ocenić rzetelnie. Czy po kilku minutach, czy od razu?
Jakieś pięć, dziesięć minut. Tyle żeby wyjść z tej chwili, ale nie za długo, bo potem trudno przypisać nastrój konkretnie do afirmacji. Choć przyznam szczerze, że nie wiem czy to jest optymalne, po prostu tak mi wyszło.
Przepraszam że znowu wchodzę z moim przykładem, ale mam pytanie do Seida albo Bylicy - jeśli afirmacja 'Zasługuję na miłość' wywołuje smutek który zostaje, to czy mam ją mówić rano właśnie dlatego że wtedy przejdzie łatwiej, czy właśnie tego unikać, bo ominę ten sygnał?
A przepraszam, ale jak to 'przepracować'? Bo słyszę to słowo i nie wiem co to znaczy dosłownie. Siedzieć z tym smutkiem i... co? Pisać? Płakać? Rozmawiać z kimś? Bo mam wrażenie że to jest jakiś obszar, gdzie kończy się wątek o afirmacjach i zaczyna się coś innego.
Próbowałem wcześniej tego co pisał Seid z odwróceniem i muszę powiedzieć, że to było dziwne ćwiczenie. Napisałem 'nie jestem pewny siebie' i pojawiły się konkretne obrazy - szef który coś skomentował, egzamin sprzed lat. I teraz mam takie poczucie, że moja stara afirmacja była skierowana nie w to co trzeba. Jakbym chciał być pewny siebie 'w ogóle' zamiast w konkretnych sytuacjach.
Marcel50, to jest dokładnie to do czego służy to ćwiczenie. Ogólne afirmacje często nie trafiają, bo przekonania rzadko są ogólne - są przywiązane do konkretnych sytuacji, osób, wspomnień. 'Jestem pewny siebie w rozmowie z szefem' albo 'spokojnie podchodzę do oceniania' może być skuteczniejsze niż szerokie stwierdzenie. Masz teraz materiał do pracy z nowym sformułowaniem.
To co opisuje Marcel50 brzmi tak, jakby afirmacja była za duża na cały świat, a problem jest w jednym konkretnym miejscu. Babcia mówiła 'mów do tego, co boli, nie do całego ciała'. Ona mówiła o polewaniu wodą chorych roślin, ale teraz to mi pasuje inaczej.
Chcę się upewnić czy dobrze rozumiem - czyli jeśli mam afirmację, w którą nie wierzę, to zamiast szukać lepszego sformułowania, najpierw powinnam sprawdzić skąd wynika ta niewiara? Że jak zmienię słowa nie wiedząc skąd opór, to tylko przesunę problem?
Czytam ten wątek i mam inne pytanie, może głupie - czy te techniki działają tylko jak się robi afirmacje 'na poważnie' z notatkami i analizą, czy mogą też działać jak się mówi po prostu do lustra rano? Bo jak słucham tej rozmowy to myślę, że robię to kompletnie nie tak i może w ogóle nie ma sensu.
Czytam ten wątek i mam inne pytanie, może głupie - czy te techniki działają tylko jak się robi afirmacje 'na poważnie' z notatkami i analizą, czy mogą też działać jak się mówi po prostu do lustra rano? Bo jak słucham tej rozmowy to myślę, że robię to kompletnie inaczej niż wszyscy tutaj i nie wiem czy w ogóle ma sens to co robię.
Słucham i myślę o tym co powiedziała Bylica. Babcia zmieniała zamawiania kiedy 'słowa nie szły' - mówiła że jeśli modlitwa grzęźnie w gardle to albo czas nie ten, albo słowa nie te. To jest chyba podobne do tej irytacji - sygnał że coś nie pasuje, nie że praktyka jest zła.
Mam pytanie z innej strony - czy ktoś miał tak, że afirmacja działała przez jakiś czas, potem przestała, i nie ma pojęcia dlaczego? Bo nie chodzi mi o to że przestałam wierzyć w sformułowanie, po prostu któregoś dnia jakby zgasło. Nie wiem jak to zmienić bo nie wiem co się zmieniło.
To co opisuje Izuska jest bardzo bliskie temu co ja czuję. Ta płaskość. Moja pierwsza afirmacja brzmiała żywo przez może dwa tygodnie, potem stała się takim rytualnym bełkotem - mówiłem ją, ale jakbym recytował rozkład jazdy autobusów. I to był właśnie moment, kiedy zacząłem szukać czy można ją zmienić, czy to jest zdrada procesu, czy normalna część pracy.
