Mam pytanie trochę z boku - czy ktoś z was pracował z afirmacjami pisanymi odręcznie zamiast mówionych? Pytam, bo dla mnie pisanie odręczne jest zupełnie innym kanałem i czasem łatwiej mi wejść w temat przez kartkę niż przez usta. Nie wiem czy to ma jakieś uzasadnienie czy to po prostu mój nawyk.
To co Kunisia opisuje z chodzeniem po słowach - coś w tym jest. Pamiętam jak przerabiałam jedno zdanie i utknęłam na słowie 'zasługuję'. Samo słowo było problemem, nie zdanie wokół niego. Kiedy to zauważyłam, zamieniłam je na 'mam prawo do' i coś się odkleiło. Czasem jeden wyraz niesie cały ciężar.
dziękuję że to napisałaś, bo to mi dużo wyjaśnia. Sama mam problem z jednym konkretnym słowem i teraz rozumiem, że może nie muszę zmieniać całego zdania, tylko to jedno. Naprawdę dziękuję.
Mam pytanie do całego wątku - czy ktoś tu pracował z afirmacją dotyczącą czegoś, co jest wstydliwe nie tylko dla nas samych, ale też społecznie? Chodzi mi o sytuacje, gdzie wstyd jest jakby podwójny: wewnętrzny i zewnętrzny. Bo mam wrażenie, że techniki, o których rozmawiamy, bardziej dotyczą wstydu osobistego, a to jest trochę inny teren.
Wracając do pisania odręcznego - chciałam dodać coś, o czym nie mówiłyśmy. Ja zaczęłam pisać afirmacje dotyczące trudnych tematów na kartkach, które potem paliłam. Brzmi dziwnie, ale wiedząc, że nikt tego nie przeczyta i że sama tego nie zachowam, mogłam napisać dosłownie wszystko. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam je zachowywać.
To co Chryzoprazka_76 opisuje z paleniem kartek - rozumiem intuicyjnie, bo sama robiłam coś podobnego z notatkami snów, które były zbyt intensywne. Ta tymczasowość materiału zwalnia z potrzeby bycia spójną, ciągłą wersją siebie. Ale zastanawiam się, czy w afirmacjach nie ma ryzyka, że wtedy każdy raz zaczynamy od zera, bez budowania na tym, co było?
to ciekawy punkt. Myślę że na pewnym etapie - tym wstępnym - zaczynanie od zera jest właśnie potrzebne, bo nie chodzi jeszcze o budowanie, tylko o samo dotknięcie tematu. Budowanie przychodzi potem, gdy temat przestaje parzyć przy kontakcie.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale mam pytanie do ogólnej rozmowy - jak długo trwa w waszym doświadczeniu ten etap 'dotykania' zanim można przejść do normalnej praktyki? Bo mam wrażenie, że ja utknęłam gdzieś na początku i nie wiem czy to jest nadal ten etap, czy już powinnam być dalej.
